Nie liczę dokładnie - 35-40 tys rocznie.
10 lat temu mieszkałem przez trzy lata w Poznaniu a pracowałem dośc regularnie w Warszawie - jeździłem kilka razy w miesiącu, w czasach przed autostradowych
Miałem wtedy saab'a turbo, więc można było przycisnąc - różnica w przejeździe "na maxa" i zgodnie z przepisami był na poziomie 15-20 minut.
Takze w czasach pracy w Moto Magazynie zrobiliśmy test, kiedy doświadczony kierowca z OBRu, z licencja wyścigową w sportowym aucie wystartował z Żerania na Woronicza, mając tą trasę przejechac najszybciej, jak się da. Ja ruszyłem równo z nim w... Suzuki Alto i jechałem do bólu zgodnie z przepisami, przepuszczałem pieszych, wpuszczałem włączających się do ruchu itd. Zenkowi przejazd zajął 1h7min (w ciągu dnia, miał po drodze trzy niebezpieczne, wypadkowe sytuacje), ja przyjechałem 6 minut po nim.
Moim zdaniem nie warto ryzykowac życia swojego i innych.
Ostatnio sporo jeździłem po północno-wschodnich Niemczech (z Rugią włącznie) i tam na zwykłych drogach ograniczeń jest jak u nas. Jakoś nikt nie ma z tym problemu - wszyscy przestrzegają przepisów, choc widziałem tylko jeden fotoradar.
Przykładów można mnożyc w nieskończonośc.
Szukaj





Skontaktuj się z nami