Przeciętny użytkownik, zupełnie zielony z komputerów zrobi to bez najmniejszych trudności. Jeśli widziałby Pan jak to jest rozwiązane w OSX nie miałby Pan też żadnych wątpliwości. To jest BANALNE.
Ponieważ cały czas myśli Pan jednostronnie, Windowsocentrycznie. Wszystko inne jest dla Pana problemem. Usiłuję wytłumaczyć, że zmiana na lepsze rozwiązania tych problemów ujmuje a nie dodaje. Przesiadka z Win na Mac w zakresie potrzebnym do większości zadań jest tak samo skomplikowana jak z XP na 7.
Napisałem cyt: "w arkuszu excelowym, który jest tak porąbanie przygotowany przez jakiegoś geniusza, że w niczym nie otworzy się idealnie tak samo jak w Excelu"
Programy nie rosną na drzewach. Ktoś je napisał. Z uwagi na ograniczenia jakie opisałem wcześniej nie ma idealnych filtrów importu z Microsoftowego Office. W 99,99% działają, ale w przypadku jeśli wspomniany "geniusz" wyprodukuje dokument który formatowaniem zaprzecza wszelkiej logice, to coś może wysiąść. Nawet o oczko inna wersja MS Office potrafi się wywalać. Sam Microsoft ma problemy z kompatybilnością ze sobą i to nie jest tajemnica. Jeśli nie miał Pan z tym do czynienia to proszę, jeśli ma Pan możliwość, podejrzeć z jakimi dokumentami walczą urzędy administracji państwowej i współpracujące z nimi rozmaite fundacje. Dla porównania dowolnie porąbany dokument zapisany jako RTF lub PDF otworzy się wszędzie tak samo. I teraz zagadka: Co różni te oba przypadki?
Czyli jednak doszliśmy do lobbingu.
Oczywiście, nikt tego nie neguje. Zauważam jednak że najpopularniejsze nie znaczy że najlepsze. Z kilku różnych pomysłów na płyty optyczne rynek zdominował standard CD, wymyślony bodajże przez Philipsa, pomimo że wcale nie był najlepszy.
Tak, tak, pisałem o tym. TERAZ jest zalecany. I wcale nie dlatego że jest dobry. Dlatego że po prostu jest własnością Microsoftu.
Czemu nie? W nim też nie było uprawnień. A w równoległym czasowo MacOS były.Minęło lat kilkanaście, w Windows wciąż nie ma uprawnień z prawdziwego zdarzenia, pomimo mnóstwa publikacji Microsoftu kłamiących w oczy że są. W czasie zapowiedzi systemu Windows Server 2003 Microsoft zachwalał wprowadzenie systemu uprawnień będących kalką standardów unixowych. Opis był oczywiście tak zaplątany żeby jak najbardziej zamydlić podobieństwo. Nie wiadomo dlaczego zrezygnowano i wprowadzono własne pomysły + nowość, listy dostępu. Założenia generalnie podobne do unixowych, ale realizacja beznadziejna. Bez problemu user może przejąć kontrolę nad plikiem nie mając do niego uprawnień. I to na kilka sposobów. W unixie to niewykonalne. To właśnie leży u podstaw istnienia masy wszelakiego "szkodliwego oprogramowania" jak to ładnie nazywa Microsoft. Proces w systemie swobodnie działa z pełnymi prawami i robi co chce. Otwiera porty, stawia serwery czy cokolwiek co przyjdzie do głowy autorowi. Taka swoboda w systemach Unixowych, Linuxowych i OSX najnormalniej w świecie nie istnieje. Dlatego nie ma na nie wirusów/malware/spyware. Nie dlatego że ich jest mniej, ale dlatego że w tych systemach nie ma "warunków życiowych" dla takich programów. Jedyne co mogą robić to leżeć bezczynnie na dysku jako zwykły plik.
No właśnie. Zatem dlaczego zabiera Pan głos podważając fakty których Pan przecież nie zna?
Szukaj





Skontaktuj się z nami