Twój argument jest inwalidą. Myślałem kiedyś podobnie, nasłuchawszy się o opowiadaniu historii przez fotografie itp. Następnie poznałem stanowisko Johna Szarkowskiego w tej kwestii, podparte doskonale obrazującym sprawę przykładem. Zdjęcie z lat '80, USA. Facet i kobieta siedzą w limuzynie. Wieczór. Za oknem jakieś neony, rozrywkowa okolica. Oni siedzą na tylnych siedzeniach. Szczególnie twarz mężczyzny zdradza silne emocje. Ma pusty, nieobecny wzrok. Kobieta zamyślona patrzy przez okno. Facet przystojny, po 40tce, brunet. Kobieta trochę przy sobie, w sukni. Dobre zdjęcie. I jaką historie to opowiada?
Trzem grupom osób pokazano to zdjęcie, podając trzy rożne opisy. Jeden - że to zdjęcie pary, która przezywa problemy, facet przyjechał po żonę na lotnisko, nie udało im się jednak i pół roku później się rozwiedli. Drugi - że to para wracająca ze szpitala, zmarło ich dziecko. Trzeci - zawirowania na giełdzie, stracili wszystkie oszczędności, została im tylko ta limuzyna, którą ktoś prowadzi. I masz trzy rożne wymowy tego samego zdjęcia. Za każdym razem, opis pasował do sceny. Przez wszystkie trzy grupy zdjęcie zostało odebrane jako dobra fotografia, dokumentująca i oddająca tą chwilę. W pierwszym przypadku masz fotografie społeczną, fragment szerszego materiału o rozwodach w USA, które stawały się popularne w latach '80. W drugim - chwytającą za serce scenę po stracie dziecka. W trzecim - ilustracje kryzysu ekonomicznego.
W rzeczywistości, facet na zdjęciu był taksówkarzem. Kobieta - panią pracującą w centrali tej korporacji. Taksówkarze wówczas mieli na chleb wyłącznie dzięki temu, ze dobrze żyli z paniami przyjmującymi telefoniczne zgłoszenia na taksówki, po prostu wysyłały i dawały zarobić tym taksówkarzom, którzy dobrze z nimi żyli. Zdjęcie było fragmentem szerszego reportażu o tym zjawisku, taksówkarze po prostu puszczali się z tymi kobietami, często niespecjalnie atrakcyjnymi. Zdjęcie zostało wykonane chwile przed imprezą gdzieś w Nowym Jorku.
Czy wciąż uważasz, ze fotografia dokumentalna / społeczna / prasowa czy jakkolwiek jej nie nazwiesz powinna funkcjonować bez opisu? W każdym z tych trzech przypadków kompletnie przeinaczyłbyś historię, którą to zdjęcie niby opowiada. Fotografia nie służy opowiadaniu historii. Może ją dokumentować, ale nie funkcjonuje bez kontekstu, który powinien być wskazany.
1 Analfabeta ich nie doceni, gdyż - na przykładzie poprzedniego zdjęcia - dopisze sobie historię o dziecku, o rozwodzie albo o czymkolwiek. A na historię zamyślonego nad swym smutnym losem taksówkarza, który żeby utrzymać rodzinę (ci taksówkarze normalnie mieli żony i dzieci, niektóre żony nawet wiedziały o tych numerach) musi się puszczać z dyspozytorką analfabeta nie wpadłby na bank.
2 Konkurs fotograficzny, będący konkursem fotografii reporterskiej czy prasowej nie może jej z powyższych względów oceniać bez opisów. Samo zdjęcie było dobre, ale dopiero kontekst nadaje mu pełnię znaczenia i pozwala ocenić, czy fotograf dobrze zilustrował tą scenę czy nie. Bo ta para w limuzynie bez opisu mogłaby zostać odebrana jako zwykłe, znudzone małżeństwo, a w tym nie ma żadnej szałowej historii. Ale już para w zadumie po stracie dziecka - robi się ciekawiej, zaczynasz zdjęcie doceniać, doceniając jednocześnie fotografa, który był w stanie tak tą parę z przedniego fotela sportretować. A niech jeszcze dziecko chorowało na coś i taki shoot mówi więcej o tragedii, która się rozegrała niż zdjęcie samego dziecka.
3 Opisy nie robią zdjęcia. Nadają mu konieczny kontekst, byś mógł poprawnie je odebrać i w pełni docenić.
Dlatego tez, przynajmniej dla mnie tradycyjnie rozumiany street jako taki jest nieco jalowa forma. Istnieje roznica między 'pokazac' a 'widziec i pokazac'. Z niezrozumienia tej roznicy swiat jest zalewany fotografia i wypatrzonymi, upolowanymi strzalami, ktore nawet jeśli niezle, to tak naprawdę nic nie wnosza. Z drugiej strony, spojrz na zdjecie Mariusza - tam nie ma jakiegos super swiatla, zdjecie moglo zostac zrobione dowolnym aparatem czy telefonem. Ale nie ma w nim nic z przypadkowosci, zas dzięki opisowi dodanemu przez Mariusza nie masz refleksji 'ale numer, jakis zebrak spi gdzies na zadupiu obok trumny', tylko zamiast niej myslisz 'Hesus Marija, tak zyja ludzie na co dzien, i to w miejscu, ktore wydawaloby się byc rajem'.
Oczywiscie, moje stanowisko dotyczy nurtu fotografii dokumentalno spoleczno uliczno reportrskiej, czy jak tam to jeszcze nie nazwac. W przypadku kreacji czy ogolnie pojetej sztuki mowimy o tytulach (lub nawet nie). Natomiast tutaj rozmawiamy wlasnie w kontekscie tego konkursu i jemu podobnych, zebysmy wiedzieli o czym mowimy.
Szukaj






Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami