Zobacz pełną wersję : Zamokniety d80
Bedac w plenerze robilem zdjecia przy czym padal deszcz. Po okolo 20 minutach aparat przestal odpowiadac na moje komendy. Wyciagnalem wiec baterie i po powtornym wlozeniu aparat wogole sie nie uruchomil. Aparat po powrocie do domu osuszylem sciereczka i jeden dzien lezal i wysychal. Po wlozeniu bateri aparat wciaz nie dziala. Jedyny pozytywny objaw to maly gorny LCD polaryzuje sie po wlozeniu baterii. Moze jakies sugestie? Czy to rownoznaczne jest z wyslaniem aparatu do serwisu? Czy moze proses suszenia powinien trwac duzo dluzej? Moim zdaniem cos jest nie tak z wlacznikiem aparatu. Ale nawet nie wiem za bardzo jak to rozebrac i wysuszyc (Obiektyw dziala bez problemu). Jestem niezmierni zdziwiony tym faktem bo desz nie byl ulewny tylko rzesisty. Poza tym utopilem juz telefon w jeziorze i po wysuszeniu dzialal.
Prosze o jakies podpowiedzi.
Pozdrawiam...
Dudoff
Po pierwsze D80 nie jest korpusem uszczelnionym i nie powinno się go wystawiać na deszcz. Dziesięć razy się uda, za jedenastym coś się może sp... Zresztą woda do niego mogła się dostać np. także od strony łączenia z obiektywem itd..
Jeśli aparat masz na gwarancji oddaj do serwisu. Obawiam się jednak, że jeśli serwis zobaczy, że sprzęt był zalaty (a raczej zobaczy), mogą nie uznać Ci gwarancji :(
Jednak nie ma wyjścia - oddawaj, sam raczej nie grzeb.
jak miałeś szczęście to tylko poleciał bezpiecznik w body
wiec gdzie znajduje sie ten bezpiecznik i czy da sie go wymienic samemu badz tez sprawdzic? Moj aparat zostal kupiny w US wiec gwarancja z tego co wiem nie obejmuje europy. Stad pytam o szczegoly :)
D80 i poniżej naprawdę nie są uszczelnione i jak ktoś chce fotografować w deszczu to niech albo kupi minimum D200, albo dokładnie owinie sprzęt foliową torebką. Radzę długo suszyć i nie włączać zmokniętego. A amatorskiej puszki typu D80nie trzeba wrzucać do wody alby padła. Mżawka może wystarczyć (choć może przetrwać i tysiąc mżawek). A nawet jeżeli Ci zacznie działać, to nie wie, czy nie lepiej i tak oddać do serwisu do przeglądu. Był tu kiedyś wątek o D80 w saunie, gdzie padały wypowiedzi, że woda może zadziałać z opóźnieniem. Nie jest fajnie, jak puszka siada w jakimś bardzo ważnym momencie.
slawczyk
10-08-2008, 17:40
Ja też wczoraj wieczorem w deszczu na koncercie robiłem foty i to z sb-900! Bałem się trochę, ale jak się uważa i pod kurtkę wkłada aparat gdy się go nie używa to idzie przeżyć, ale nie polecam nikomu testować ile w ulewie wytrzyma...
wiec gdzie znajduje sie ten bezpiecznik i czy da sie go wymienic samemu badz tez sprawdzic?
żeby dostać się do bezpiecznika trzeba rozkręcić body... myślę że najlepszym rozwiązaniem będzie oddanie puszki do serwisu
Ja robiłem moim D40 w deszczu i się udało. Natomiast jak czytam te wszystkie wiadomości o zalaniach to sobie myśle "głupi ma zawsze szczeście" :)
Pozdrawiam
avallardi
10-08-2008, 21:22
Jestem niezmierni zdziwiony tym faktem bo desz nie byl ulewny tylko rzesisty.
:confused:
musisz mieć nadzieje, że przejdze mu i zacznie działać. Jak nie to serwis albo nowy. :/
Jak ja robilem d80+300f4 (całkowicie metalowa po przejsciowce z p-six) w temperaturze minus -5 i silnym wietrze to po zmianie obiektywu na nikkora nie działała przysłona. po przyjsciu do domu i odczekaniu sporej ilości czasu podłączyłem i działało wszsytko.
Tylko ze bezpośrednia woda może być goźniejsza :/
arutrek2-
11-08-2008, 19:21
Dziwna sprawa. Ja z D80 przeżyłem sporo chwil w ciężkich warunkach i nigdy nie miałem innych problemów niż parowanie. Robiłem zdjęcia w plenerze - las, musiałem bardzo dużo się przemieszczać. Zaczęło padać, a potem lać. Schowałem aparat do plecaka, gdzie jak potem się okazało, dopadła go wilgoć, wszystko było mokre. Nie ruszałem go, osuszyłem i było ok. Nie miałem również problemów z niską temperaturą - ok. 12 stopni na minusie, silny wiatr i czasem suchy śnieg i spoko. Problemem było tylko to, że było strasznie jasno (śnieg), a ja potrzebowałem jak najmniejszej głębi i z bólem przymykałem przesłonę;)
Dziwna sprawa. Ja z D80 przeżyłem sporo chwil w ciężkich warunkach i nigdy nie miałem innych problemów niż parowanie. Robiłem zdjęcia w plenerze - las, musiałem bardzo dużo się przemieszczać. Zaczęło padać, a potem lać. Schowałem aparat do plecaka, gdzie jak potem się okazało, dopadła go wilgoć, wszystko było mokre. Nie ruszałem go, osuszyłem i było ok. Nie miałem również problemów z niską temperaturą - ok. 12 stopni na minusie, silny wiatr i czasem suchy śnieg i spoko. Problemem było tylko to, że było strasznie jasno (śnieg), a ja potrzebowałem jak najmniejszej głębi i z bólem przymykałem przesłonę;)
jedni mają więcej szczęścia inni mniej ;)
bbiernat
11-08-2008, 22:54
Witam. Dzisiaj dostałem do naprawy Nikon D50, powód uszkodzenia to zalanie wodą ( fotografowanie podczas lekkiej mżawki ). W autoryzowanym serwisie powiedzieli że wymiana płyty głównej 580zł.
Usterka objawiała się tym że nawet po pełnym naładowaniu baterii na małym wyświetlaczu pokazywało totalne rozładowanie ( bateria miga ) i aparatu nie dało się włączyć.
Przed chwilą naprawiłem aparat. Uszkodzeniu uległa mała przetwornica która puszcza całe napięcie na aparat i uszkodzony procesor z LCD. Koszt naprawy 230zł z robocizną.
Jeśli jest możliwość wymiany jakiś podzespołów to trzeba to robić, a nie jak to w serwisach - wymiana płyty głównej, wnet powiedzą - wymiana aparatu i będą brali za to pieniądze.
Co do wrażliwości nikon_ów na wodę: koszt zabezpieczenia aparatów przed lekkim deszczem ( mżawka ) w fabryce wynosi 0.50zł za aparat!! Pytanie - dlaczego nikon (inne firmy ) tego nie robi, bo są wyższe i droższe modele aparatów które są zabezpieczone przed deszczem.
Posiadam od 4 lat Konica Minolta Z3 ( totalnie nie profesjonalny aparat ), robie zdjęcia w deszczu, na mrozie, jedynie czasami po długiej sesji ( 100 - 150 zdjęć ) w upalne lato matryca mi się przegrzewa i się wyłącza na kilka minut. Nie jest to moja ulubiona firma ale uważam że producent bardzo dobrze wykonał te aparaty pod względem elektronicznym.
Jeśli ktos będzie potrzebował pomocy proszę pisać, jestem elektronikiem, fotoamatorem i pomogę.
grzybecki
12-08-2008, 10:04
Był już podobny wątek albo nawet 20 podobnych wątków.
Ludzie kombinują. Wyjmują baterie, suszą suszarką itp itd...
W efekcie końcowym 99 % zalanych korpusów trafia do serwisu.
bbiernat
12-08-2008, 17:55
Zgadzam się z tym serwisem. Tylko teraz pytanie - ile zapłacimy w takim serwisie i dlaczego tak dużo. Najważniejsze jest aby po zalaniu odrazu oddać aparat do serwisu ( szybkiego serwisu ) bo im dłużej na aparat działa wilgoć ( suszenie suszarką mało pomaga ) tym większe prawdopodobieństwo że koszt naprawy aparatu będzie wyższy!! - taka rada na przyszłość.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.