Zobacz pełną wersję : dpi, lpi, raster
gmoszkow
12-03-2006, 23:28
Witajcie
Ktoś mi to wytłumaczy. Znaczy się rozumiem DPI ale jak to się później przekałada na te sprawy związane z drukiem bo jakoś pojąć nie mogę.
Grzegorz
Karl Johansson
12-03-2006, 23:31
Im więcej DPI(dots per inch),tym obraz dokładniejszy,ponieważ "zrobiony" z większej ilości punktów,które w tym momencie są mniejsze i więcej szczegółów odwzorowują.Tak mi się przynajmneij wydaje "na chłopski rozum",więc nie gwarantuję poprawności.Ale powinno być,przynajmneij mniej-więcej,poprawne.
dpi = dot per inch (jedn. rozdzielczości)
lpi = line per inch (jednostka liniatury)
raster = hmmm, najogólniej rzecz biorąc jest to efekt zamiany obrazu ciągłego (dawniej nie było komputerów tylko klisze) na serię okrągłych kropek, lub - w obecnych czasach naświetlarek - kropek o bardziej kontrolowanych kształtach.
W dalszym ciągu mówiąc o rastrze - najlepiej przypomnieć sobie czarnobiałe zdjęcia w gazetach sprzed Solidarności. Patrząc z odległości ręki widzimy obrazek, wydawałoby się w skali szarości - to co nazywamy potocznie zdjęciem czarnobiałym.
Dopiero patrząc z bliska (lub przez lupę) widać, że obrazek nie jest drukowany odcieniami szarości, a jedym kolorem - na ogół czarnym; zaś to, że widzimy odcienie szarości jest spowodowane tym, że obraz drukowany jest nie ciągłym kolorem (jak plama po pędzlu), a seriami kropek o różnych wielkościach... Obszary o mniejszych kropkach mają więcej białego dookoła, obszary o grubszych kropkach białego mają mniej, lub w skarjnym przypadku stykają się tak, że białego nie ma w ogóle. Ten łaśnie trick powoduje, że drukując jednym kolorem oko widzi kilkaset odcieni szarego. Ma to związek z akomodacją oka i ogólnie z fizjologią - oko jest noramalnie oszukiwane - nie widzi już rastra, a to, co jest na zdjęciu. Notabene tak samo jest z telewizorem; z pewnej odległości nie widzisz już poszczególnych pixeli, tylko gołą pannę. :)
Seria kropek o różnej wielkości (ale jednakowej częstotliwości - czyli kropki są jak na sicie lub maskownicy monitora - większe lub mniejsze, ale o środkach jednakowo oddalonych od siebie nawzajem) - to właśnie raster.
Zauważ, że zdjęcie ma rozdzielczość (mierzoną w dpi), ale sam raster ma nie rozdzielczość, a liniaturę - gęstość lub częstotliwość kropek. Dlatego w druku istotny jest parametr gęstości kropek rastra, zwany liniaturą. Im większy tym lepiej, ale nie w nieskończoność... Opór materii, lepkość farb, i cała masa innych rzeczy powodują, że granice 150 lpi to dzisiaj średni standart, 175 wysoki standart, 200 nieźle, wyżej wyczyn. To o rastrze jednobarwnym
A zdjęcia kolorowe drukowało się i drukuje rastrem w 4 kolorach, a druk HighDefinition zawiera już 6 kolorów i 6 rastrów o ściśle wyliczonych kątach pomiędzy sobą.
Tyle teorii. W praktyce jest tak (o nie będę podawać wzorów, ale przyjmij, że ktoś już to obliczał): do druku offsetowego (obojętne na czym, dobrej czy złej maszynie) nie ma sensu dawać zdjęć w większej rozdzielczości niż liniatura rastra razy dwa. Słowem zdjęcia w rozdz. 300 dpi, tylko wtedy, jeśli drukujemy liniaturą 150 lpi. Jeśli liniatura wynosi 175lpi (dobre druki) lub 200;pi (bardzo dobre) dajemy zdjęcia w rozdz. odpowiednio 350dpi lub 400dpi. Resumując: zdjęcie w wymiarach docelowych, rozdzielczość max dwa razy większa niż liniatura jaką chcemy drukować.
Więcej nie potrzeba, bo nadwyżka ich jakości zostanie 'zgubiona' przez gęstość rastra. Idzie o maksymalne wartości, minimalne mogą być tak małe, jak tylko przyjmie i zniesie klient. :)
Sory za długawy wywód, mam nadzieję, że będzie choć trochę pomocny. W ramach zajęć domowych weź lupkę i pooglądaj drukowane zdjęcia; zacznij od jednobarwnych. Miłych dociekań :)
@ Karl Johansson: sama rozdzielczość, bez brania pod uwagę wymiarów - to wyłącznie wartość logiczna, to po prostu gęstość upakowannia punktów na jedn. długości. Ale jeśli zdjęcie o rozmiarach pocztówki wywołam na papierze rozmiarów znaczka pocztowego, jego wymiary w pixelach (czyli coś jak jakość) nie ulegną zmianie - ale rozdzielczość tak - skoro na 1 cal wejdzie teraz więcej punktów.
Im więcej DPI(dots per inch),tym obraz dokładniejszy
ale tylko przy tych samych rozmiarach!
Resumując: zdjęcie w wymiarach docelowych, rozdzielczość max dwa razy większa niż liniatura jaką chcemy drukować.
A nie jest 300 dpi (przy 150lpi) tak samo (nie)prawidłowe jak każda inna wartość powyżej sqrt(2)*liniatura (dla rastra modulowanego amplitudowo)? Wyniki powinny być tak samo przypadkowe jak dla 600dpi.
Mylę się bombel?
Rzecz jasna możemy przytaczać nie tylko proste pierwaistki kwadratowe, ale i rachunek tensorowy, a może i przydałoby się do czegoś tak nieuchwytnego jak raster coś nieklasycznego jak Gamma Eulera (w każdym punkcie dziedziny nieciągła, ale w każdym różniczkowalna, czyli ma styczną - zdumiewa, co? :)) - ale myślę że nie chodzi o to...
Przedstawiam w bardzo uproszczony sposób podstawy druku offsetowego, pomijając raster stochastyczny, jako drugi etap kursu. I mam rację, jeśli idzie o codzienną praktykę oparatora FreeHanda czy innego InDesigna. :)
Rzecz jasna możemy przytaczać nie tylko proste pierwaistki kwadratowe, ale i rachunek tensorowy[ciach...]
Zupełnie niepotrzebne - wystarczy wiedzieć jakiej długości jest przekątna kwadratu.
W przeciwnym przypadku koledzy będą powtarzali teksty o "300 dpi" co już miało mijesce w paru wątkach na tym forum.
Nie ma tekstów o 300 dpi. To przesądy i tyle.
Jeśli ktoś tak mówi, to znaczy że błądzi. I już (zwłaszcza w dobie rastrów typu diamond czy coś) :)
Nie ma tekstów o 300 dpi. To przesądy i tyle.
Mam nadzieję, że piszesz ogólnie bo na forum już się trafiały.
Cieszę się, że w kwestii przesądów się zgadzmy.
Cieszę się, że się cieszysz... :) A przesądy jak to przesądy - ciężko wykorzenić.
Warto jeszcze, żeby pytający coś zrozumiał - dlatego nie wdawałem się we wzory, tylko idąc na łatwiznę podałem ogólne regułki prostym (I hope) językiem.
gmoszkow
13-03-2006, 03:00
bombel: Dziękuję za wywód. Ani za długi ani za skomplikowany.
Teraz napisz proszę czy zrozumiałem.
Po pierwsze:
Tak naprawdę to nie jest istotna rozdzielczość zdjęcia a jego rozmiar w pikslach - to zresztą do tej powry wiedziałem - bo sama rozdzielczość to wartość tak naprawdę informacyjna, nie określająca jakości zdjęcia. Czyli
Zdjęcie o rozmiarze 3000x2000 zapisane z informacją, że jest 300 dpi i to samo zdjęcie o takim samym rozmiarze 3000x2000 zapisane z info w nagłówku, że jest 75 dpi - to nadal to samo zdjęcie z inną informacją w nagłówku jak należy je drukować.
Pierwsze będzie pokazywało, że zostanie wydrukowane w rozmiarze 10 cali na 6,6 cala a drugie 40 x 26,6 cala. Oczywiście rozmiar/jakość wydrukowanego zdjęcia będzie kompletnie inna, ale de facto plik wyjściowy do wydruku będzie posiadał tę samą ilości informacji i czysto technicznym jest zabieg zmiany rozdzielczości - zapisanej w nagłówku pliku jpg, psd czy co tam innego.
Po drugie.
Liniatura to miara rozmiaru rastra. Czyli jeśli liniatura wynosi 75 lpi to znaczy, że raster ma rozmiar 1/75 cala. Czyli środki plamek są od siebie oddalone o około 0,034 mm (1/75 cala).
Po trzecie.
Zanim cokolwiek jest wydrukowane to obraz przekształcamy na CMYKa z RGB, żeby mieć 4 kolory podstawowe - mówimy oczywiście o prostym druku na papierze - załóżmy, że jest to papier biały więc nie ma zagrożenia, że kolor papaieru będzie miał wpływ na ostateczny wydruk.
Odpowiednie funkcje stochastyczne w taki sposób przeliczają obraz na poszczególne punkty rastra by jeszcze bardziej zwieść ludzkie oko i by mniej było widać tę siatkę. Jak rozumiem temu też służą mega zaawansowane kształty rastra, gdyż można przez to osiągnąć lepsze krycie - może się mylę, ale chodzić może o pełniejsze (bardziej nasycone barwy) bo jak mamy kropki to nawet jeśli zachodzą na siebie to gdzieś tam po rogach mogą nie dawać pełnego krycia i kolor wydaje się być wyprany.
Po czwarte
Podwojenie mniej więcej wynika z tąd, że przy wyrzucaniu tego na wyświetlarkę to jest maksymalna ilość danych w zupełności wystarczająca do zapewnienia łagnodnych przejść tonalnych gdyż każdy z punktów będzie zawierał informację z 2 sąsiadujących. Dokładając do tego rozsunięcie poszczególnych barw podstawowych (no przecież się chyba nie pokrywają tylko minimalnie mijają) pozwala to na wyciśnięcie maksymalnej płynności przejść tonalnych i intensywność kolorów.
W zupełności (jak napisał pX) wystarczające jest jednak liniatura x 1,41 no bo zakładając, że punkty są jednakowo oddalone od siebie to przekątna kwadratu o boku rastra wynosi
sqrt((lin^2)+(lin^2))
gdzie lin to rozmiar rastra czyli
d = lin*sqrt(2)
a to wystarczy gdyż ta informacja będzie miała wpływ na sąsiadujące punkty rastra w jednakowym stopniu gwarantując łagodne przejście tonalne, bo z nim jak rozumiem jest większy problem niż z ostrą granicą 2 barw już na samym wydruku.
Po piąte
Jak już wcześniej napisałem kropka wcale nie jest idealnym kształtem rastra bo może powodować zbyt słabe nasycenie nie tylko jedną składową, ale generalnie całość wygląda na lekko spłowiałą.
Po szóste
Tak jak napisałeś raster im większy tym lepiej ale organiczeniem będą ty fizyko-chamiczne właściwości farb i podłoża na którym się drukuje - takie jak wchłanianie, rozlewanie się farb przez podłoże, napięcie powierzchniowe na farbie, ładunki elektrostatyczne i inne cuda wianki obważanki.
A na koniec spostrzeżenie:
Myślę, że wiele ludzi miesza 2 zupełnie różne rzeczy pod jednym terminem rozdzielczości.
Po pierwsze mówią zdjęcie ma rozdzielczość 300 dpi - i to jest właściwa nazwa
Po drugie mówią zdjęcie ma rozdzielczość 3000x2000 - a tu jest błąd bo to jest tak naprawdę rozmiar.
A i jeszcze jedno: Jeśli chodzi o Eulera to jest to funkcja nieciągła - o ile mnie pamięć nie myli nie przyjmująca wartości 0 - ale w każdym miejscu różniczkowalna - co jest swojego rodzaju ciekawostką bo generalnie w punktach nieciągłości nie można wyprowadzić stycznej a w tej funkcji można i ma spore zastosowanie we fraktalach (o Boże już chyba z 10 lat z fraktalami się nie bawiłem) i w innych modalach rachunku stochastycznego. Jak rozmumiem w druku (no właświwie na przygotowalni) ta funkcja ma zastosowanie przy tworzeniu rastra.
Pozdrawiam
Grzegorz
Po pierwsze:
Tak naprawdę to nie jest istotna rozdzielczość zdjęcia a jego rozmiar w pikslach - to zresztą do tej powry wiedziałem - bo sama rozdzielczość to wartość tak naprawdę informacyjna, nie określająca jakości zdjęcia. Czyli
Zdjęcie o rozmiarze 3000x2000 zapisane z informacją, że jest 300 dpi i to samo zdjęcie o takim samym rozmiarze 3000x2000 zapisane z info w nagłówku, że jest 75 dpi - to nadal to samo zdjęcie z inną informacją w nagłówku jak należy je drukować.
Tak jest. Zdjęcie będzie się różniło tylko rozmiarem w calach (to jasne, skoro nie zmienia się ilość pixeli, a iloczyn dpi tak - w takim razie musi się zmienić ilość cali). Co do dalszych Twoich obliczeń wielkości - nie sprawdzam, ale to tylko kwestia liczenia ułamków. Wygląda że masz rację: mniejsza rozdzielczość = większy obrazek; prosta zależność.
Po drugie.
Liniatura to miara rozmiaru rastra. Czyli jeśli liniatura wynosi 75 lpi to znaczy, że raster ma rozmiar 1/75 cala. Czyli środki plamek są od siebie oddalone o około 0,034 mm (1/75 cala).
Tak jest. Nic dodać, nic ująć, jeśli tylko nie pomyliłeś się w przeliczaniu cali na mm. :)
Po trzecie.
Zanim cokolwiek jest wydrukowane to obraz przekształcamy na CMYKa z RGB, żeby mieć 4 kolory podstawowe - mówimy oczywiście o prostym druku na papierze - załóżmy, że jest to papier biały więc nie ma zagrożenia, że kolor papaieru będzie miał wpływ na ostateczny wydruk.
Odpowiednie funkcje stochastyczne w taki sposób przeliczają obraz na poszczególne punkty rastra by jeszcze bardziej zwieść ludzkie oko i by mniej było widać tę siatkę. Jak rozumiem temu też służą mega zaawansowane kształty rastra, gdyż można przez to osiągnąć lepsze krycie - może się mylę, ale chodzić może o pełniejsze (bardziej nasycone barwy) bo jak mamy kropki to nawet jeśli zachodzą na siebie to gdzieś tam po rogach mogą nie dawać pełnego krycia i kolor wydaje się być wyprany.
Coś w tym jest. W zasadzie równie co pokrycie farbą chodzi jeszcze o usunięcie mohry, lub raczej niedopuszczenie, by powstała. Ciekawostką jest fakt, że wbrew wszystkiemu, żółty kolor zawsze mohruje - jest to tylko słabo zauważalne.
Co zaś do konwersji RGB > CMYK - prześlizgnąłeś się po niej szybko, a to prawdę powiedziawszy większa część enginu Photoshopa (jeśli przesadzam, to tylko troszkę). Na krzywe CMYKowania w PSie złożyły się dziesiątki lat doświadczeń drukarzy, doświadczeń wziętych z życia, gdzie nie ma prostych liniowych zależności i tak banalnych reguł że czarny to czarny. W drukarni czarny to tak naprawdę szary, a co najwyżej 'lekkoczarny' - jakbyś chciał wiedzieć. :) Generowanie czerni, dot gain (tłumaczą to jako przyrost punktu rastra), rodzaj papieru, maszyny jaka drukuje, dokładność maszynisty (tak, tak, wzięto pod uwagę dokładność operatora) i jeszcze parę innych historii - to tak naprawdę świadczy o wielkości PSa. Wszystkie sztuczki, to bardzo miły, ale dodatek.
Po czwarte - wzory...
Rzecz jasna nie odnajdę wzorów o wpół do czwartej rano. Pamiętam jednak z całą pewnością, że kiedy je czytałem - rozumiałem co z czego wynika... Praktyka zaś jest taka (i jak do tej pory stosują się do niej w Krakowie, a także we Francji, Słowacji i Szwajcarii - gdzie miałem przyjemność współpracować): dla osiągnięcia maximum jakości rysunki czarno-białe (np. techniczne) - 4 x liniatura, reszta obrazków (kolor, duotony i grey) 2 x liniatura. I wcale nie jestem pewien, czy w przypadku rozety CMYK chodzi konkretnie o kwadrat.
Acha - podane wartości są maxymalne - powyżej nich nie warto robić, bo jak mówiłem nadmiar jakośći nie polepszy druku. Poniżej można - choć ze stratą jakości. Różnica pomiędzy jakością 1.41x a 2x lpi powinna być zauważalna - jeśli ma się wprawne oko i ogląda odpowienie obrazki (bo nie na wszystkich widać różnice).
Po piąte
Jak już wcześniej napisałem kropka wcale nie jest idealnym kształtem rastra bo może powodować zbyt słabe nasycenie nie tylko jedną składową, ale generalnie całość wygląda na lekko spłowiałą.
W teorii oczywiście tak (stąd różne kształty plamek do ustawienia, jeśli ktoś ciekaw), ale weź pod uwagę, że drukuje się jeszcze na całej masie papierów niepowlekanych - gdzie farba wtapia się w podłoże jak atrament w bibułę. I nie są to tylko gazetowe, szmatławe offsety; jest cała masa uszlachetnianych, satynowanych, choć nie kredowych papierów. Pamiętasz, jak mówiłem o dot gainie? Tu m.in. jest miejsce na to, żeby wziąć to pod uwagę. I nie sądzę, żeby w takim wypadku kształt rastra był najistotniejszym elementem.
Co zaś do słabości nasycenia... No cóż, widziałem wydawnictwa CMYKowe, wyglądające o niebo lepiej od druku HexaChromem, który (w teorii) powinien powalać na kolana jakością... Swego czasu (na początku lat 90-tych), kiedy o różnych rastrach nie było mowy, a o PSie ledwo się słyszało - w krakowskiej firmie BitArt wisiała reklama farb drukarskich. To był plakat wysoki na pół chłopa, przedstawiający twarz clowna pomalowaną bardzo ostrymi kolorami. Biorąc go pod lupę widać było, że drukowany był CMYkiem, a jakość czerwieni, głębia fioletów, zieleń jaką miał we włosach - zaprzeczała wszystkim podręcznikom mówiącym, że CMYkiem się tak nie da. Okazuje się, że się da, trzeba tylko wiedzieć jak, mieć możliwości i umieć.
Po szóste
Tak jak napisałeś raster im większy tym lepiej ale organiczeniem będą ty fizyko-chamiczne właściwości farb i podłoża na którym się drukuje - takie jak wchłanianie, rozlewanie się farb przez podłoże, napięcie powierzchniowe na farbie, ładunki elektrostatyczne i inne cuda wianki obważanki.
Tu akurat się nie zgodzę, choć liczę na to, że popełniłeś przejęzyczenie. Raster im mniejszy (tzn. liniatura większa :)) tym lepiej. Co do zastrzeżeń - jaknajbardziej.
Myślę, że wiele ludzi miesza 2 zupełnie różne rzeczy pod jednym terminem rozdzielczości.
Po pierwsze mówią zdjęcie ma rozdzielczość 300 dpi - i to jest właściwa nazwa
Po drugie mówią zdjęcie ma rozdzielczość 3000x2000 - a tu jest błąd bo to jest tak naprawdę rozmiar.
Znowu powiem: tak jest. Jest właśnie tak jak mówisz.
A i jeszcze jedno: Jeśli chodzi o Eulera to jest to funkcja nieciągła - o ile mnie pamięć nie myli nie przyjmująca wartości 0 - ale w każdym miejscu różniczkowalna - co jest swojego rodzaju ciekawostką bo generalnie w punktach nieciągłości nie można wyprowadzić stycznej a w tej funkcji można i ma spore zastosowanie we fraktalach (o Boże już chyba z 10 lat z fraktalami się nie bawiłem) i w innych modalach rachunku stochastycznego. Jak rozmumiem w druku (no właświwie na przygotowalni) ta funkcja ma zastosowanie przy tworzeniu rastra.
Tak. Żeby być ścisłym Gamma Eulera jest taką funkcją specjalną (a zatem nieelementarną), która w każdym punkcie dziedziny jest nieciągła, oraz w każdym jest różniczkowalna. Myśląc klasycznie jest to tragiczne contradictio in adiecto: nieciągła, a różniczkowalna.
A jeśli ta funkcja ma coś wspólnego z rasterm - to ja nic o tym nie wiem. Nie mam bladego pojęcia do czego możnaby użyć takieg dziwoląga, którego nawet nie potrafię sobie wyobrazić: wszędzie ma styczną, ale wszędzie jest nieciągła, czyli wszędzie nie ma stycznej. To przeciekawa sprawa, podobnie jak ten cały Moebius i reszta dziwactw.
Na koniec pragnę wygłosić myśl: niech mi wolno będzie stwierdzić, że masz całkiem sporą wiedzę jak na gościa, który udaje, że czegoś nie wie. :)
gmoszkow, dla jasności sprawy, żeby nie robić wody z mózgu czytających ten wątek, 1/75 cala to jest 0.3866(6) mm, a nie 0.034 jak napisałeś. A wynika to z prostego podzielenia 25.4 mm (bo 1 cal to 25.4 mm) przez 75.
Po czwarte
Podwojenie mniej więcej wynika z tąd, że przy wyrzucaniu tego na wyświetlarkę to jest maksymalna ilość danych w zupełności wystarczająca do zapewnienia łagnodnych przejść tonalnych gdyż każdy z punktów będzie zawierał informację z 2 sąsiadujących. Dokładając do tego rozsunięcie poszczególnych barw podstawowych (no przecież się chyba nie pokrywają tylko minimalnie mijają) pozwala to na wyciśnięcie maksymalnej płynności przejść tonalnych i intensywność kolorów.
W zupełności (jak napisał pX) wystarczające jest jednak liniatura x 1,41 no bo zakładając, że punkty są jednakowo oddalone od siebie to przekątna kwadratu o boku rastra wynosi
sqrt((lin^2)+(lin^2))
Oczywiście ja się na tym nie znam, ale znam kogoś kto drukuje i opowiedział mi to i owo :wink:
Jeszcze kilka uwag.
Jeśli chodzi o płynność przejść to ma na to wpływ jedna sprawa (oczywiście nie wyłącznie,a le ma kolosalne znaczenie), która do tej pory nie została tutaj jasno zaznaczona. Cechą rastra jest liniatura, ale trzeba ten raster wyprodukowac z jakąś rozdzielczością. Zatem naświetlając (czy to film czy tzw. "blachy") naświetla się z określoną rozdzielczością, która pozwala na powstanie w komórce rastrowej odpowiedniej ilości możliwych wielkości punktu rastra. Zatem dla liniatury 150 lpi i rozdzielczości naświetlania 2400 dpi otrzymamy komórkę rastrową o boku 16 punktów rastrowych co da nam możliwość osiągnięcia 16^2=256 "przejść tonalnych". Tak więc naświetlając wspaniałą liniaturę 175 lpi na 2400 dpi kręcimy bicz na własną dupę (oj zdarza się "miszczom", zdarza...)
Druga sprawa to "rozsunięcie poszczególnych barw" o którym pisał gmoszkow jest tak naprawdę obróceniem siatek rastrowych poszczególnych barw o pewien kąt. W klasycznym tzw. druku triadowym czarny jest obrócony o kąt 45 stopni i stąd bierze się nieszczęsny pierwiatek drugiego stopnia z 2. Dla pozostałych kolorów ilość informacji potrzebna do wyprodukowania jednego punktu rastrowego jest jeszcze mniejsza niż sqrt(2). Teraz wiedząc jakie znaczenie ma czarny kolor dla rysunku (kontur, ostrość) łatwo sobie wyobrazić jak dużo ryzykujemy pozostawiając dowolność w interpretacji nadmiarowej informacji RIPowi naświetlarki (2,3, ..., 177).
Żeby nie było za łatwo dzisiejsze RIPy często "myślą za przygotowującego" co czasami pozwala na uniknięcie wpadki, ale często też utrudnia uzyskanie zamierzonego efektu.
Zatem pozostaje praktyka, współpraca i... trochę szczęścia w trafianiu na rozsądnych ludzi.
gmoszkow
13-03-2006, 10:36
Na koniec pragnę wygłosić myśl: niech mi wolno będzie stwierdzić, że masz całkiem sporą wiedzę jak na gościa, który udaje, że czegoś nie wie.
Bombel: ale ja naprawdę nie wiem, tylko przeczytałem to co napisałeś i zastosowałem mózg oraz trochę wiedzy, którą gdzieś tam zdobyłem.
pX: Ponieważ było późno to właśnie zapomniałem poruszyć kwestię rozdzielczości samego rastra czyli precyzję jego konstrukcji już przez maszynę naświetlającą.
Tak więc naświetlając wspaniałą liniaturę 175 lpi na 2400 dpi kręcimy bicz na własną dupę (oj zdarza się "miszczom", zdarza...)
No ale tego nie rozumiem. Dlaczego bicz na własną dupę?? Niby rozdzielczość zbyt duża, czy niedopasowana, bo wykoncypować nie mogę.
Pozdrawiam
Grzegorz
Liniatura określa gęstość komórek rastrowych.
Teraz w tej komórce rastrowej musi powstać raster - może być większy albo mniejszy. Jak powstaje? Z punktów. Im więcej małych punktów tym większa kropka (bądź jaki tam kształ sobie ktoś wybierze). Ilość możliwych punktów wynika z rozdzielczości naświetlania dla danej liniatury.
Zatem dzieląc rozdzielczość naświetlania przez liniaturę otrzymujemy wielkość boku w komórce rastrowej. Dla 2400 dpi / 150 lpi = 16
Posiadając komórkę rastrową o boku 16 punktów możemy uzyskać 16^2 wielkości końcowego punktu.
Przy 2400 dpi i 175 lpi otrzymujemy tych możliwości już mniej (aczkolwiek w sumie nadal dla większości przypadków akceptowalnie).
Jeśli przyjmiemy skrajny przykład: 2400 dpi i 200 lpi to ilość możliwych wielkości punktu końcowego przyjmie wartość 12^2=144 - raster będzie mały, ale różnice pomiędzy kolejnymi przyrostami relatywnie duże.
Czyli zmniejszy nam się jakość przejść tonalnych - coś a'la solaryzacja powstanie.
To był plakat wysoki na pół chłopa, przedstawiający twarz clowna pomalowaną bardzo ostrymi kolorami. Biorąc go pod lupę widać było, że drukowany był CMYkiem, a jakość czerwieni, głębia fioletów, zieleń jaką miał we włosach - zaprzeczała wszystkim podręcznikom mówiącym, że CMYkiem się tak nie da. Okazuje się, że się da, trzeba tylko wiedzieć jak, mieć możliwości i umieć.
Wtrącę się do tej arcyciekawego wywodu i dodam swoje trzy grosze OT ;) Chcę tylko zwrócić uwagę, że odbiór barwy zależy od otoczenia, w jakim ta się znajduje. Mając ograniczone możliwości, można uzyskać zamierzony efekt kolorystyczny posługując się umiejętnymi zestawieniami walorów. Przykładowo problematyczna w druku triadowym zieleń seledynowa, czyli G z RGB.
Powinna wyglądać tak:
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://members.chello.pl/m.kaluza/g.jpg)
a w druku wychodzi mniej więcej tak:
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://members.chello.pl/m.kaluza/gcmyk.jpg)
Ale jeśli ją zestawić z czerwienią, jest zdecydowanie lepiej:
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://members.chello.pl/m.kaluza/gr.jpg)
Podejrzewam, że podobną strategię obrano w przypadku owego Clowna z prehistorycznego BitArtu...
A ja kiedyś oglądałem właśnie mielony folder pewnej międzynarodowej firmy budowlanej, gdzie ktoś (podejrzewam nadgorliwość drukarską) chcąc być cwany i uzyskać ładną czerwień na tekstach na stronie pierwszej wzmocnił jakimś zajzajerem farbę M.
Wyglądało to bardzo efektownie do momentu zajrzenia na stronę drugą, gdzie kamizelki robotników pracujących na placu budowy wyglądały jakby wystawały z folderu :lol:
A ja kiedyś oglądałem właśnie mielony folder pewnej międzynarodowej firmy budowlanej, gdzie ktoś (podejrzewam nadgorliwość drukarską) chcąc być cwany i uzyskać ładną czerwień na tekstach na stronie pierwszej wzmocnił jakimś zajzajerem farbę M.
Wyglądało to bardzo efektownie do momentu zajrzenia na stronę drugą, gdzie kamizelki robotników pracujących na placu budowy wyglądały jakby wystawały z folderu :lol:
Ciekawe, czy to geniusz maszynisty offsetowego (ci ludzie zdolni są do wszystkiego), czy grafik tak długo szukał na akcepcie kwadratowych jaj, aż mu coś do M dolali żeby się odp...lił :lol: A drugiej strony pewnie biedak na akcepcie już nie zobaczył, bo nie ta strona składki :mrgreen:
Ciekawe, czy to geniusz maszynisty offsetowego (ci ludzie zdolni są do wszystkiego)
No właśnie. Bo z maszynistą offsetowym to tak jak z laborantem - każdy nim może zostać.
I cała dyskusja o przygotowaniu do druku może być nieistotna bo drukarz i tak wie swoje i zrobi lepiej :lol:
Całe szczęście zmienia się obraz drukarstwa w Polsce i powstaje cała masa drukarni z nowoczesnym parkiem maszynowym i bardzo dobrze przygotowanymi ludźmi, ale...
Ciągle zdarzają się przypadki jak:
1. drukarz dostał dia z "polskiego" CorelDraw i nie potrafił określić co oznacza dia "niebieskozielony" w związku z czym nie wydrukował pracy i nawet nie skontaktował się z klientem, aby wyjaśnić problem - klient dowiedział się w momencie próby odbioru pracy słysząc przy okazji, że nie ma takiego koloru jak "niebieskozielony" jest cyjan, a "czcionki" należy przygotować grubszym "ochlajnem" :roll:
2. drukarz zepsuł robotę i dyskusja pomiędzy klientem, a drukarzem (drukarz nie nadąża)
klient: to ile metrycznie ma punkt drukarski?
drukarz: ja 30 lat drukuję i nigdy nie było mi to potrzebne!!
Zatem naprawdę trzeba miec sporo szczęścia.
1. drukarz dostał dia z "polskiego" CorelDraw i nie potrafił określić co oznacza dia "niebieskozielony" w związku z czym nie wydrukował pracy i nawet nie skontaktował się z klientem, aby wyjaśnić problem - klient dowiedział się w momencie próby odbioru pracy słysząc przy okazji, że nie ma takiego koloru jak "niebieskozielony" jest cyjan, a "czcionki" należy przygotować grubszym "ochlajnem" :roll:
He he, ja kazałem maszyniście wydrukować dwukolorowe zlecenie:
zółtym cały nakład, a drugi kolor po połowie: niebieski reflex i czerwony. No i przychodzę, a nakład zjechany: żółtym jak trzeba, ale drugi kolor cyanem i magentą. I maszynista mówi, że przecież mówiłem: niebieski (a że reflex to już nie dosłyszał) i czerwony, a wg jego nomenklatury niebieski to cyan a czerwony to magenta. Zapytałem go, czy jego zdaniem polska flaga jest biało-magentowa? ;)
gmoszkow
13-03-2006, 14:26
To ja również humorystycznie i OffTopicowo.
Jeden z moich szefów (poprzednich) upierał się, że musi akceptować wszystkie druki na poziomie cromalinu zanim pójdzie na maszynę. Generalnie cały dział marketingu karnie nosił cromaliny wydając na to majątek, bo nie dało mu się wytłumaczyć, że cromalin możemy zrobić na A4 choć wydruk będzie B1.
Na cromaliny poszedł majątek, ale kiedyś temu człowiekowi napomknąłem, że cromalin to nie jest próba kolorystyczna i że zdarzają się (wręcz częste są) odchyłki kolorystyczne pomiędzy cromalinem a ostatecznym wydrukiem szczególnie jeśli jedziemy pantonem ale i w cmyku bywa różnie, bardzo różnie.
Na wszelkie sposoby przekonywał mnie, że nie mam racji i że jak cromalin jest jaki jest to wydruk też zawsze taki jest.
Najweselsze w całej historii jest jednak to, że jak później odkryłem człowiek ten okazał się kompletnym daltonistą i czerwony i niebieski były przy odpowiednim nasyceniu reprezentowane tym samym odcieniem szarości.
Odkryłem to przypadkowo i mało się nie poszczałem bo uparcie twierdził, że ten niebieski (na prawie całkowicie czerwonym plakacie) jest za ciemny i on by widział wpadanie w seledyn.
To tyle, no ale to był dyrektor marketingu w mojej poprzedniej firmie i już go w polsce nie ma. Zresztą angol.
Grzegorz
Najweselsze w całej historii jest jednak to, że jak później odkryłem człowiek ten okazał się kompletnym daltonistą i czerwony i niebieski były przy odpowiednim nasyceniu reprezentowane tym samym odcieniem szarości.
Wygrałeś!!! :lol: :mrgreen: :lol: :shock:
Odkryłem to przypadkowo i mało się nie poszczałem bo uparcie twierdził, że ten niebieski (na prawie całkowicie czerwonym plakacie) jest za ciemny i on by widział wpadanie w seledyn.
Z dyrektorami to nie ma lekko - zawsze mają rację. No i w sumie dobrze, że od tego jego upartego twierdzenia ten czerwony nie zrobił się niebieski (jak z tym facetem co tak mocno myślał o kiełbasie, że go psy okrążyły) :D
bombel napisales:
zdjęcie w wymiarach docelowych, rozdzielczość max dwa razy większa niż liniatura jaką chcemy drukować.
i dalej, ze dla liniatury 150 lpi dawac 300 dpi.
mozliwe ze drukarnie (nie jedna, w kilku tak twierdzili) z ktorymi wspolpracowalem i wspolpracuje nie sa naj naj wyzszych lotow, ale lata temu, gdy nie bylo cyfry, a tylko slajdy i skanery, chcieli 50% wiecej niż liniatura. czyli skan CMYK 225 dpi i twierdzili, ze wiecej nie ma sensu, nie ma przyrostu jakości,
bujali, bo nie mieli miejsca na dyskach twardych (dawniej mialo sie malo pamieci RAM, pliki sa duze i wolno sie to obrabia, i dyski twarde tez byly malutkie)
albo nie chcieli placic za wiecej MB skanow? - jedno i druge jest prawdopodobne - jaka jest twoja opinia?
teraz dostaja najczesciej pliki z cyfry i interpoluja jak chca, ale skany nadal sie przytrafiaja - jak to jest? widze, ze masz spore podstawy teoretyczne.
Jacku, dobrze ci powiedzieli. Przy klasycznym rastrowaniu wymagana rozdzielczość to liniatura x sqrt(2). Schody zaczynają się w przypadku rastrowania stochastycznego, czym jednak nie ma sensu zawracać sobie głowy, bo rastrowania stochastycznego drukarnie w większości unikają jak ognia i zarazy.
niektorzy znajomi drukarze czasami uzywaja rastra stochastycznego, zalezy od drukowanego motywu, czasami trzeba.
jeden drukowal tez w hexachrome (na normalnym w tym przypadku chyba rastrze) i dostal nagrode na Vidicalu za najwyzsza jakośc druku (szkoda, ze za druk, bo byly tam uzyte moje zdjecia, a za zdjecia do kalendarza wygral wtedy Gudzowaty).
gmoszkow
13-03-2006, 19:05
pX: czyli rozdzielczość naświetlarki powinna iść w parze z liniaturą. Jak rozumiem, lepiej mieć na każdym rastrze 256 odcieni niż 144 bo wtedy od 0 do pełnego mamy 143 przejścia a nie 255.
czyli dla liniatury 200 lpi powinniśmy mieć rodzielczość 3200 żeby mieć te 256 poziomów no i 4000 dla 400 poziomów.
Zakumałem??
A i jeszcze jedno jak mówimy o 6 kolorach w cmyku to chodzi o dark cyan i dark magenta ?? czy o czymś innym??
Grzegorz
A i jeszcze jedno jak mówimy o 6 kolorach w cmyku to chodzi o dark cyan i dark magenta ?? czy o czymś innym??
Grzegorz
W druku sześciokolorowym (heksahromatycznym) używa się dodatkowo zielonego i oranżowego, przy nieco bodajże zmienionych bodaj cyanie, magencie i yellow
gmoszkow
13-03-2006, 19:18
Panowie:
Czornyj, Jacek_Z, pX, Bombel - dziękuję za wyjaśnienie do wczoraj zagmatwanej dla mnie sprawy. Choć żaden ze mnie fachowiec, ale przynajmniej ludzie z agencji nie będą mi teraz kitu cisnąć a i ja będę wiedział czego mam żądać przy drukowaniu mojej książki.
Raz jeszcze dziękuję
Grzegorz
He he he, teraz gmoszkow pójdzie i zażąda, aby jego książka była drukowana heksachromatycznie, rastrem stochastycznym. Proponuję ich jeszcze dobić - niech to wydrukują na G-princie, uszlachetnią matowym lakierem dyspersyjnym, a po zdjęciach dla kontrastu przywalą błyszczącym UV celem lepszego wyciągnięcia nasycenia barw. Będziesz miał najlepiej wydaną książkę w Polsce :lol:
pX: czyli rozdzielczość naświetlarki powinna iść w parze z liniaturą. [...]
Zakumałem??
Wygląda na to, że tak :)
Te 256 "odcieni" jest takim standardem. Nie ma też co przeginać w drugą stronę bo można się zdziwić - w pewnym momencie wchodzą ograniczenia technologii (choćby przyrost punktu rastrowego o którym pisał bombel) jak i ograniczenia ludzkiego oka, które na danej powierzchni jest w stanie rozpoznać określoną liczbę przejść tonalnych i nic nie zyskamy narażając się na kłopoty w druku.
BTW - jeśli chcesz bardziej doktoryzować się z tematu, mogę podesłać ci książkę, gdzie wszystkie wymienione w dyskusji fajerwerki poligraficzne - rastrowanie klasyczne 200lpi, rastrowanie stochastyczne 10-20 mikronowe, druk CMYK+dodatkowe, CMYK z jedną lub dwoma składowymi zastąpione wersją fluorescencyjną, CMYK+Pantony, Heksachromat oraz wszelkie możliwe i kilka niemożliwych technik uszlachetniania papieru - zostały użyte po kolei na różnych gramaturach kredy matowej i błyszczącej, ze ściągą na końcu co i jak zostało popełnione (dostaję mnóstwo takiej makulatury od hurtowni papieru). Łatwiej się na coś konkretnego zdecydować, widząc jakie efekty przynosi to "w praniu" ;)
OK, widzę że wszystko się wyjaśniło i nikt już ode mnie nie wymaga po nocy wzorów na kropki. Całe szczęście, ufff... :)
A wracając na chwilkę do pytania o rozdzielczość (50% więcej niż liniatura) Jacka Z: wiesz - sam to przeżywałem na własnej skórze. Mam wrażenie że należy po prostu w każdych warunkach wyważyć stosunek ponoszonych kosztów i wysiłku do oczekiwanych efektów. W czasach, gdy największe dyski liczyły po 40 MEGA każde kilo więcej było obciążeniem, często w sumie albo zbędnym, albo nie wnoszącym wiele - patrząc na oczekiwany końcowy wynik. Weź też pod uwagę, że wtedy na porządku dziennym było ustawianie naświetlarek na rozdzielczość 1270dpi lub 1600 coś tam dpi... Dziś naświetlanie z rozdzielczością mniejszą niż 2540 to szukanie guza i proszenie się o problemy (zobacz co pisał pX).
Teraz po prostu nie opłaca się oszczędzać na przestrzeni dyskowej - choć z drugiej strony nie warto robić ponad miarę - stąd moje powiedzenie o rozdielczości max takiej a takiej.
A teraz słówko do gmoszkowa: gdybym wiedział, czemu pytasz, odparłbym inaczej... Ja wiem, że czasem ludzie z przygotowalni wciskają kit lub wymawiają się pseudofachowym slangiem... Pal ich sześć, zrób tak, jakie stawiają wymagania - przynajmniej odbierzesz im pretekst do narzekań (jeśli ich zachcianki będą rozsądne) i zmusisz do zrobienia tego co chcesz dobrze - bo 'przecież dałeś im takie rozdzielczości, jak chcieli'...
W wypadku zaś książki jest cała masa innych pułapek, na które wpadniesz niezależnie od samego druku: papier (grubość, jakość, faktura, odcień), uszlachetnienie okładki, introligatorka (klejenie czy szycie, ewentualne czym, jakie składki), wykończenie grzbietu, skacząca pagina i dziesiątki innych miejsc, które trzeba dopilnować. Najlepiej, gdyby wydawca dał Ci parę egzemlarzy różnych książek podobnych w formie, jaką chce wydać Tobie. Wtedy spokojnie możesz pomacać strony, ocenić układ i światła, zbadać jakość grzbietu, poczuć twardość okładki - słowem zobaczyć jak naprawdę prezentuje się książka od strony edytorskiej.
Nie będzie też od rzeczy, jeśli połazisz po księgarniach zwracając uwagę nie na autorów, a na książki jako formy istnienia papieru. Pomacaj, pooglądaj, popatrz na sposoby obróbki, lakierowanie, folie, sztuczki i tricki... Weź tylko jeszcze pod uwagę jaka ma być cena docelowa i jaki na projekt jest budżet.
Poza tym życzę sukcesów wydawniczych. Mam nadzieję, że dasz znać co ikiedy się ukaże.
Czornyj, zazdroszcze takiej makulatury - mnie przysyłają tylko kartki lub kalendarz, a i to malutki :|
Czornyj, zazdroszcze takiej makulatury - mnie przysyłają tylko kartki lub kalendarz, a i to malutki :|
Nie ma czego. Te materiały są szatańsko pięknie, z fanatycznym pietyzmem wydawane a potem serce się kraje, kiedy trzeba to wywalić do kosza, bo zaczyna zalegać wszędzie, gdzie tylko znajdzie się skrawek powierzchni płaskiej. A do tego najczęściej przynoszą materiały o finezyjnych kartonach ozdobnych, które są tak wściekle drogie, że nawet na najbardziej rozrzutnych klientów ich cena działa otrzeźwiająco.
żelazny karzeł
26-04-2006, 04:30
Panowie...ja troche nie na temat, ale czytajac ten watek troche poczulem sie dotkniety.
Tak sie sklada, ze pracuje w zawodzie maszynisty offsetowego juz mniej wiecej 10 lat i
nie zyczyl bym nikomu tak ciezkiej i trudnej pracy. Zatem teksty w stylu, ze laborantem czy drukarzem moze zostac kazdy troszke mnie wk... Owszem, mam u siebie w pracy paru takich, ktorzy nigdy nie beda drukowac niczego poza smarowami ( czytaj jednokolorowe roboty ), ale wasze niepochlebne opinie dla ogolu sa bardzo drazniace. Nie macie pojecia ile jest problemow i roznych upierdliwosci przy samym procesie druku. Was jako klientow interesuje tylko i wylacznie jakosc koncowa wydruku i upewnieni w swym geniuszu grafikow, osob przygotowujacych sklad itd., patrzycie na nas jak na roboli ktorzy maja wam przeciez "tylko" wykonac wasze zlecenie. Nawet nie macie pojecia z iloma baranami musialem stac i czekac na ich akcepty, bo w koncu okazywalo sie ze sami nie wiedza czego chca. Czesto przychodzili do mnie panowie i zadaja ch...wie czego, za marna jakosc przygotowalni. Czesto nawet sami nie potrafia odroznic jakich kolorow brakuje zeby uzyskac druk zblizony do wzoru jaki ze soba przytargali...i kto im to wszystko doradza, jak myslicie ? Malo kiedy zdarzalo mi sie zeby byl konkretny klient i wiedzial czego chce. Od pierwszej wpadki, kiedy to klient zwrocil robote, mowie kazdemu zeby strzelil autograf na odbitce ktora zaakceptowal, bo jak czesto bywa nawet nie maja pojecia ze RGB w monitorze to nie to samo co CMYK na maszynie. Malo, ze na kazdym monitorze ich wydumka moze inaczej wygladac. Takich klientow jest wiekszosc i pisanie w tonie ktory ma znaczyc ze drukarz to pomiot, jest dla mnie obelga. Osobiscie robilem na bardzo wielu maszynach, zaczynalem od czeskich Dominant, potem Heidelbergi i teraz na nowiutkim Rolandzie i powiem szczerze, ze caly czas sie czegos ucze i caly czas spotykam sie z nowymi problemami, o ktorych nie chcieli byscie slyszec i sie z nimi zetknac, bo ch...by was strzelil.
Do pelni szczescia ( czytac koncowego efektu ) potrzebni sa tacy jak Wy gryzipiorki ze swoimi Macami PC-tami i ...liczydlami i cale zaplecze drukarni wlacznie z takimi jak ja, ktorzy w waszej kosmicznej nomenklaturze slownej nie musza byc az tacy biegli zeby wykonywac swoj zawod.Drukarza oprocz pantonow i CMYK-a nie musza interesowac inne kolory, reszta to barwy ktore uzyskuje za ich pomoca i na podstawie dobrze przygotowanych wydrukow probnych. Malo tego ...slyszlem nawet, ze drukarz nie musi umiec czytac... :)
Echh....nie ladnie tak jechac po proletaryacie :cry:
Pozdrawiam i zycze na swej drodze samych maszynistow z prawdziwego zdarzenia
PS
Jak trzeba bedzie to moge udzielic praktycznej fachowej porady z pierwszej linni ognia... :wink:
żelazny karzeł, całkowicie się z tobą zgadzam - aby być dobrym maszynistą offsetowym potrzeba artysty. Osoba wykonująca ten ciężki zawód musi być chodzącym ideałem - mieć anielską cierpliwość, pedantyczne uwielbienie porządku i czystości, "oko" do koloru, wyobraźnię przestrzenną, dużą wiedzę i doświadczenie.
Jak jednak pX słusznie zauważył - o co nie ma się co obrażać - maszynistą może zostać każdy i nikt w czasie naboru do technikum nie sprawdza predyspozycji danej osoby do wykonywania tego niezwykle odpowiedzialnego zawodu. Siłą rzeczy do drukarni trafia wielu ludzi, którzy nigdy nie powinni nawet na kilometr się do niej zbliżać.
Dodatkowym problemem jest fakt, że w szkołach poligraficznych uczą ludzie, którzy często sami o offsecie g...o wiedzą. Maszynista po szkole zwykle nie umie kompletnie nic.
Analogiczna, a nawet jeszcze gorsza sytuacja ma miejsce w przypadku osób przygotowujących zlecenia do druku. Każdy kto ma dziurę w d...e i komputer może zostać "grafikiem komputerowym".
Niemal regułą jest, że osoby takie wykonują swoją pracę w totalnym oderwaniu od rzeczywistości, nie mając zielonego pojęcia o technologii druku offsetowego i późniejszej obróbce introligatorskiej. Żyją w debilnym przeświadczeniu, że cwane krasnoludki sprawią że to, co oni sobie na monitorku nabadziają przeniesione zostanie na papier. Oczywiście kiedy ich arcydzieła nie wyjdą tak, jak to sobie na ekranie rozkalibrowanego LCD uknuli, całą winą obarczają kogo? MASZYNISTÓW!!! Przecież u nich na ekranie wszystko było w porząsiu!!!
Co nie zmienia faktu, że są też tacy, którzy Hydrowasha wąchali i wiedzą że "obciąganie" to nie tylko specjalność pań lekkich obyczajów ;) ...
Panowie...ja troche nie na temat, ale czytajac ten watek troche poczulem sie dotkniety.
Geez... Nie bierz tego tak osobiście.
Zdaję sobie sprawę, że robota drukarza to paskudna robota (ale jest wiele gorszych, np. fotograf komunijny :lol: ).
Raz - że proces jest skomplikowany, dwa - że musi się zadawać z ludźmi, któzy myślą, że wszystko co stworzą na komputerze da się przenieść na papier. Sam musiałem spędzić sporo czasu przy maszynach żeby zobaczyć o co tam chodzi i pewnie nadal mam o tym znikome pojęcie. Całe szczęście, że gdy pojawia się problem znajdzie się drukarz z doświadczeniem, który podzieli się swoją wiedzą i wyjaśni o co chodzi.
Każdy widzi świat przez pryzmat własnych doświadczeń - moje z drukarzami boje bywały różne (z laborantami również). Zapewne jako maszynista masz dokładnie te same doświadczenia tylko w druga stronę.
Tyle, że w pamięci tkwią raczej te sytuacje anormalne, bo kiedy wszystko jest w porządku to przechodzi się nad tym "do porządku dziennego".
A przecież świat nie dzieli się na laborantów i nie-laborantów tylko na mądrych i głupich. I cały numer w tym, aby trafiać właśnie na tych rozsądnych czego zapewne każdy z nas (niezależnie po której stronie maszyny stoi) sobie życzy.
Przepraszam wszystkich, którzy mogli poczuć się urażeni moimi słowami, a w szczególności fotografów komunijnych, laborantów, zaś szczególnie pozdrawiam maszynistów offsetowych bo właśnie za chwilę odbieram pracę :lol:
żelazny karzeł
26-04-2006, 14:51
Panowie Czornyj i Px.
Dzieki za odpowiedz. Przyznam, ze lzej mi sie zrobilo czytajac wasze wypowiedzi...cisnienie spadlo... :D .
Czornyj, w zupelnosci sie z Toba zgadzam co do przygotowania przyszlych drukarzy do pracy w zawodzie w "oslawionym" technikum poligraficznym. Prawda byla taka, ze gdyby nie prywatne praktyki, ktore kazdy z nas musial indywidualnie sobie zalatwiac, to jedyna rzecza ktora bym sie nauczyl tam na zajeciach to perfekcyjna umiejetnosc gry w pokera, tysiaca i inne takie... :) . To co tam sie dzieje na szkolnych praktykach, w skrocie moge okreslic jako wielka strate czasu uczacych sie wen uczniow. Po skonczonej szkole nie wiedzial bym gdzie jest wlacznik glowny zasilania maszyny. Gdyby nie wspomniana praktyka w malym zakladzie poligraficznym, gdzie w zamian za porzadek, dbalosc o czystosc maszyny jak i blyskawiczne dostawy piwa dla spragnionego maszynisty, niczego bym sie nie nauczyl.
Tu zgadzam sie z kolega, ze szkola praktycznie do zawodu nie przygotowuje w ogole, ale to chyba juz standard w polskich technikach.
Na szczescie te czasy, mam juz za soba i zdarza sie ze czuje sie w tym jak ryba w wodzie, mimo tego ze lekko ( jak i wszedzie ) nie jest :) .
Cholera....a mialem isc na ul. Spokojna do T.Fototechnicznego...ul.Stawki byla obok, musialo mi sie cos chyba pop...Teraz musze sie tak meczyc...hehe. Z drugiej strony to i dobrze, fotografia zostala moja pasja i takie zestawienie bardzo mi odpowiada :) .
Pozdrawiam kolegow raz jeszcze i dziekuje za wyrozumialosc. :)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.