Zobacz pełną wersję : Nikon F100-F5-F3-FM2N
Witam wszystkich,
Kiedyś, gdy jeszcze nikomu nie śniło się o cyfrach, a ja pasjonowałem się czynnie fotografią, tkwiłem głęboko w systemie Canona (najpierw FD a potem także EF) oraz wcześniej M42 (Praktiki, Zenity itp.). Potem, kiedy cyfra już królowała, udało mi się na ebay kupić za śmieszne pieniądze Canona EOS 1N + PBE1 i to było spełnienie marzeń sprzed lat, kiedy ten aparat kosztował mniej więcej tyle, co dziś jego cyfrowy odpowiednik :)
Oczywiście cały ten sprzęt mam nadal, ale od ładnych 5-6 lat jestem mocno zakochany w systemie Nikona, dlatego postanowiłem dokupić analoga spod znaku Nikon :) Z perspektywy lat stwierdzam jednak, że to trochę wyższa liga, zwłaszcza jak chodzi o optykę...
I tu zaczynają się schody:
a) Nikon F5 - jakieś 15 lat temu (w każdym razie niedługo po premierze) miałem okazję pracować na takim sprzęcie (nie mój, firmy na której zlecenie działałem), oczywiście rewelacja, ale nie licząc egzemplarzy kolekcjonerskich za chore pieniądze, ciężko dostać egzemplarz w dobrym stanie - wiadomo, używali go głównie zawodowcy i dostawał w kość bo po to kupowali tak drogi wówczas sprzęt. Za to całość mocarna i pancerna, a to lubię
b) Nikon F100 - cud, miód, świetny sprzęt i łatwiej o egzemplarz w dobrym stanie (używany wówczas także przez zamożniejszych amatorów), ale grip jest przykręcany, a skoro nawet w moim Canonie EOS 1N grip nieco pracuje i delikatnie trzeszczy na łączeniach (chociaż jedno i drugie było jeszcze w pudełkach jak kupiłem), to co dopiero w aparacie, jakby nie patrzeć, o klasę niższym
c) Nikon F3 - legenda przez wielkie L :) Ale też bardzo ciężko o egzemplarz w naprawdę dobrym stanie, takie zadbane kosztują krocie, a szkoda mi wydawać kasę na poobijanego ze wszystkich stron trupa, nawet jeśli działa to serce boli że wydało się $ na kupę rys i odprysków
d) Nikon FM2N - też fajna maszyna, co prawda nie tak "legendarna" jak F3, ale przez to że bardziej amatorska - łatwiej o dobrze zachowany egzemplarz. Wadą jest brak korekcji ekspozycji (przynajmniej na wierzchu, na pierścieniu)
No i jest jeszcze FM3A - cudo, w dodatku najnowsze z tych bez AF, ale drogie jak cholera. To samo dotyczy F6.
W przypadku F5 i F100 mógłbym spokojnie działać na optyce którą mam do D700 (N 24-70/2.8, S 70-200/2.8 i S 12-24) a do manuali musiałbym powoli zacząć kompletować szklarnię, ale na początek wystarczyłby mi 1 obiektyw.
Z jednej strony można pomyśleć, że wybór jest oczywisty i jeśli zależy mi na jak najlepszym stanie to powinienem pójść np. w F100, ale z drugiej - i temu służył wstęp o zakupie Canona 1N - to ma być też forma spełnienia marzenia, ileś lat temu poza zasięgiem, a teraz dostępny nawet bez zaciągania kredytu :)
Dlatego będę Wam wdzięczny za Wasze opinie o ww. aparatach - bo ich specyfikę znam.
A jeśli ktoś z Was miałby do opchnięcia któryś z tych aparatów w bardzo ładnym stanie to proszę o info - najchętniej kupiłbym od pierwszego właściciela, a nie przechodzony przez 50 osób z forum czy Allegro no i nie po reporterze wojennym
z góry dzięki za Wasze opinie,
Kuba
P.S. I jeszcze apropos cen i dostępności sprzętu nasunęło mi się takie wspomnienie - kilkanaście lat temu marzyłem o statywie i monopodzie Manfrotto, ale wtedy ich ceny naprawdę zabijały, Więc za mniej więcej 700 zł kupiłem wtedy jeden z lepszych modeli Slika. Dziś za ok. 500 zł jest już niezły 055 Manfrotto a za ok. 200 zł porządny monopod, niezła głowica tej firmy możliwa do kupienia za parę stówek (nie mówię o najlepszych modelach). Oczywiście w związku z tym Slik poszedł w odstawkę, a ile razy wyciągam moje Manfrotto przypominają mi się czasy kiedy sprzęt tej marki kosztował tyle, że można było co najwyżej poślinić się przed wystawą sklepową. To samo dotyczy toreb i plecaków Lowepro - kiedyś mogłem co najwyżej podotykać w sklepie, a dziś mam fajny plecak tej firmy za kilka stówek. Szkoda tylko, że obiektywy tak nie tanieją... :)
A ja bym kupił nikona po reporterze wojennym ...
pruss2003
19-07-2013, 05:18
Witam
Ja optował bym za F100, ale na Ebayu znalazłem coś takiego, może Cię zainteresuje :http://www.ebay.com/itm/Nikon-F5-SLR-Film-Camera-Body-Only-good-condition-needs-battery-box-/221254836926?pt=Film_Cameras&hash=item3383d0e2be
Ew ta propozycja: http://www.ebay.com/itm/Nikon-F5-35mm-SLR-Film-Camera-Body-Only-/221250120528?pt=Film_Cameras&hash=item338388eb50
I trzecia ostatnia opcja: http://www.ebay.com/itm/Nikon-F5-35mm-SLR-Film-Camera-Body-Only-/251305974907?pt=UK_Film_Cameras&hash=item3a8300dc7b
Powodzenia
A ja bym kupił nikona po reporterze wojennym ...
Blyskotliwe. +1
...b) Nikon F100 - cud, miód, świetny sprzęt i łatwiej o egzemplarz w dobrym stanie (używany wówczas także przez zamożniejszych amatorów), ale grip jest przykręcany, a skoro nawet w moim Canonie EOS 1N grip nieco pracuje i delikatnie trzeszczy na łączeniach (chociaż jedno i drugie było jeszcze w pudełkach jak kupiłem), to co dopiero w aparacie, jakby nie patrzeć, o klasę niższym...
Mam F100 i z gripem jest jak monolit. Rewelacja. Zapewniam. Nie wyciągaj pochopnych wniosków na podstawie posiadanego Canona.
Z wymienionych przez Ciebie puszek nie miałem tylko F5. Jak dla mnie aparatem do pracy jest F100, z gripem nic mi nie trzeszczało, ale po dwóch plenerach odkręciłem to ustrojstwo, bo się mnie ludzie pytali czy to D3 jest. F3 aktualnie jest na wylocie i się licytuje na RPA. Nie należy bać się stanu tej puszki, ja miałem całą odrapaną i bez większości zaślepek, a zdjęcia robiła tak samo jak miętowy okaz prosto z pudełka. FM2n bardzo lubię, ale wymieniłem matówkę na K3, ponieważ standardowa jest taka sobie. FM2n to jednak inna filozofia robienia zdjęć, bardziej na luzie ze spokojem, czasem na wyostrzenie i dobranie ekspozycji. Korektę ekspozycji można dokonać za pomocą pokrętła czułości.
A ja bym kupił nikona po reporterze wojennym ...
http://petapixel.com/2012/07/10/top-10-films-that-feature-nikon-cameras/
piotrromanowski
20-07-2013, 08:16
Moja F801 wygląda jak po reporterze wojennym...
Dzięki Panowie za opinie :)
W takim razie pozostaje czekać i polować aż coś fajnego będzie do opchnięcia. Na Allegro było niedawno kilka z pozoru fajnych F100, ale po pytaniach okazywało się, że przeszły przez 5 właścicieli, lombardy itp. Chyba łatwiej o naprawdę zadbany egzemplarz na e-bay.
Z kolei F5 jest cała masa na e-bay, ale jak się człowiek wczyta w opis lub dopyta to wychodzą np. rozlane baterie w koszyku, nie działający spust pionowy, nie działająca czasy od 1/2000 wzwyż.... Nie licząc egzemplarzy na rocznicę firmy, które są naprawdę w miętowym stanie ale kosztują niemal tyle, co F5 w czasach swojej świetności :) Czyli przerost formy nad treścią.
No nic, póki co mam oczy i uszy otwarte, jak coś upoluję to się pochwalę :) A teraz idę przewietrzyć mojego 1N, chociaż obiektyw niestety mam do niego z moich poprzednich EOSów (5 i 100), a więc plastik-fantastik, pasuje do tej jedynki jak wiecie do do czego :) Ale nie będę już inwestował w Canona, w analogu też przechodzę na N.
Dzięki jeszcze raz.
W Bombaju widziałem i nawet tu pisałem F100 w pudełku - bez przebiegu - chcieli chyba 220$ - ale jakiś mnie nigdy nie rajcowal ten aparat ... Ale jakby się ktoś wybierał powiem gdzie leży :) - ja używam Minolte Dynax 7 - fenomenalnie zrobiony aparat - wyposażony w cuda
Dynax 7 - moje marzenie zaraz obok F100, pamietam jak kumpel kupil, szybko sprzedal bo wg niego aparat robil slabe zdjecia :)
No tak, Dynax 7 to też zacny sprzęt, mnie spodobała się kiedyś 600 si Classic, a potem zobaczyłem Dynax 7 i 9 :)
Z wymienionych miałem tylko F100 kupioną za grosze. Niestety musiałem się z nią rozstać. Ogólnie świetna puszka. Jednak jakbym na chwilę obecną miał kupować korpus to celowałbym w manuale, najlepiej F3.
Dla mnie wybór modeli jest przedziwny, jakby niewiele mają wspólnego (nie wiem w jakim kluczu akurat te, a nie inne modele).
do JacekCz:
Rzeczywiście, wybór modeli może się wydawać przedziwny, ale jednak jest w tym pewien zakamuflowany sens :) F5 kontra F100 to akurat odwieczny dylemat, bo jak chodzi o funkcje to przecież prawie to samo, różnią się jakością i filozofią wykonania (na korzyść F5 według mnie) oraz jeśli chodzi o używane - stopniem "zużycia" - tu przeważnie na korzyść F100.
Natomiast pozostałe to manuale, przy czym legendarny F3 i "szpanerski" (w dobrym sensie) FM3A to świetna jakość wykonania, a FM2N niewiele im ustępuje, ale nie ma tej legendy i kilku funkcji. F3 i FM2N w niezłym stanie wizualnym można kupić za rozsądne pieniądze - przy czym F3 oczywiście trudniej bo to aparat pro, natomiast FM3A trafia się w niemal idealnym stanie, ale za wielkie pieniądze.
A teraz do rzeczy - czemu akurat takie modele. Ponieważ i tak 98% zdjęć wykonuję cyfrą i tam, gdzie zależy mi naprawdę na udokumentowaniu czegoś wezmę cyfrę, to analoga chcę kupić po pierwsze z sentymentu (robiłem "analogowe" zdjęcia przez lata, sam wywoływałem filmy - mnóstwo miałem z tym frajdy). Oczywiście z czysto racjonalnego punktu widzenia F5 ani F3 nie są mi do tego niezbędne, mogłyby być niższe modele, ale chodzi jeszcze o SPEŁNIENIE MARZENIA :) Dawniej obydwa te modele były zupełnie poza moim zasięgiem, F3 w czasie swojej świetności w Polsce praktycznie nie był dostępny a F5 był od początku, ale kosztował mniej więcej tyle, co teraz D4 w sklepie. A teraz można go mieć za 1.000-1.500 zł.
Ot cały sens-bezsens :)
Akurat FM2n ma więcej legendy niż reszta wymienionych przez Ciebie puszek razem wzięta. Wystarczy zobaczyć ile było limitowanych edycji tego modelu. FM3a, to ostatni rzut Nikona w materii aparatów analogowych i jakby zwieńczenie manualnych puszek tej firmy. Niemniej jednak F3 nadal bije go kulturą pracy i możliwościami jaki oferuje.
Dobrze myślałem, że potrzebujesz aparatu na półkę oraz żeby czasem się polansować na mieście. Do lansu i gablotki lepiej pasuje manualna puszka, wtedy od razu widać, że to analog. F100, F5 czy inne nowoczesne analogi wyglądają jak cyfrówka i za mało szyku się nimi zadaje. ;)
Akurat FM2n ma więcej legendy niż reszta wymienionych przez Ciebie puszek razem wzięta. Wystarczy zobaczyć ile było limitowanych edycji tego modelu. FM3a, to ostatni rzut Nikona w materii aparatów analogowych i jakby zwieńczenie manualnych puszek tej firmy. Niemniej jednak F3 nadal bije go kulturą pracy i możliwościami jaki oferuje.
Żeby nie grzebać ma portalach typu "mir", które zresztą nie powiedzą o "praktyce", w czym F3 przewyższa np FA, FE2 (oprócz modułowości, chyba nigdy nie wykorzystywanej i półki "wagowej"). Dla mnie te mniejsze, to już "wszystkomające manuale".
Może FG jeszcze się zmieni w mojej torbie na lepszy manual - w promocji przed którąś "nową umową" z operatorem okularów. Tak jak kolega pisał - do zdjęć "smakowanych".
Argumentację o "bezbateryjkowej" pracy znam (FMxx/F3). Odczucie ergonomiczne, ciężar jako plus, rzecz subiektywna.
Aha, co do legendy FM(2) (N) potwierdzam, jako kibic.
Z tym spełnianiem marzeń Cię rozumiem. Jednak osobiście jakbym miał podobny dylemat to brałbym manuala. F100/F5 to pomimo tego, że to super aparaty to jeśli chodzi o użytkowanie to trochę takie cyfry z tym, że zamiast matrycy i karty pamięci masz film. A w manualach jednak jest inaczej. Umówmy się, nie chodzi o sam obrazek ;)
Bądź co bądź dylemat nie łatwy ( choć chciałbym taki mieć :D ). Można śmiało stwierdzić, że którykolwiek z tych korpusów wybierzesz to będziesz zadowolony.
Dzięki jeszcze raz Koledzy.
Do zdyboo: masz trochę racji, ale nie do końca, tzn. mylisz się w kwestii lansowania na mieście :) Akurat najmniej zależy mi, co sobie pomyślą inni na widok mój czy aparatu w moich rękach (mam tak zniechęcającą twarz, że nawet D4 ze szkłem na zamówienie nie pomoże :) ), zresztą w tygodniu pracuję od rana do nocy, więc na to "lansowanie się na mieście" z aparatem zostają mi weekendy, a i to nie za bardzo bo jak już wyciągam aparat, to ruszam w plener a nie w miasto. A jak już miałbym ruszyć w miasto to nie typu mój Kraków, gdzie na każdym rogu stoją zaparkowane auta i psują każdy kadr, tylko do małych starych miasteczek jak we Włoszech czy Francji i to wcześnie rano, przed inwazją turystów. Nie miałbym więc przed kim się lansować :) Ktoś kto nie męczył się z Zenitami a potem nie "pocieszał się" prostymi manualnymi Canonami FD (następnie EOSami ale też nie profesjonalnymi) a na F3/potem F5 mógł popatrzeć i powzdychać nie zrozumie tego. To już nawet nie chodzi o onanizm sprzętowy, ale o to, że masz w kadrze fajne ujęcie a potem efekt psuje marna puszka (brak możliwości) czy marne szkło. Tak jak pisałem ten aparat to ma być taki prezent dla samego siebie, ale oczywiście zdjęcia jak najbardziej będzie robił, tyle, że nie codziennie. A to, że nie chcę poobijanego wynika tylko z faktu, że żal mi wydawać cholernie ciężko zarabiane pieniądze na coś, co zamiast mnie cieszyć będzie drażnić gdy popatrzę. A poza tym to może być znak, że aparat miał ciężkie życie, a więc i wróżyć drogie naprawy. To chyba dość logiczne nawet :)
Niemniej jednak dzięki i tak za opinie :)
To powiem tak :
Marzysz od lat o F5, chcesz mieć świetną puszkę, która nie będzie przeszkadzała w robieniu zdjęć, stać się to bierz to F5 i niech służy przez lata ;)
Kwestia tylko znalezienia puchy w dobrym stanie.
De Camtrois
23-07-2013, 17:32
Ja dokładnie rozumiem Twoje motywy - mam D7000, ale jakiś czas temu kupiłem używane F5 i od tej pory analgiem zrobiłem chyba więcej zdjęć, niż cyfrą - mimo wszelkich dodatkowych kosztów i czasochłonności. Spełnienie jakichś marzeń, czy wyobrażeń sprzed lat to świetna sprawa, podobnie jak poczucie, że wszystko co zepsuje, to moja wina, bo już na aparat nie można zrzucić:D Dodam jeszcze, że moją F5tke kupiłem w naprawdę świetnym stanie i poza lekko odklejającymi się gumami, trudno byłoby zauważyć jakieś ślady użytkowania. A że gumy to nie problem, myślę, że posłuży mi jeszcze co najmniej z 20 lat:)
Miałem podobnie. Swego czasu zawsze jak byłem w MediaMarkt, to drałowałem do gabloty z czarnym FM3a z naleśnikiem 45mm, by sobie go pooglądać. Zestaw wyglądał oszałamiająco i kosztował blisko 5 tys. Mam go teraz i przyznam uczciwie, że rzadko nim focę, ale tylko dlatego, że mam kilka puszek analogowych, w tym średniaka. Gdybym miał tylko FM3a, to bym się z nim nie rozstawał. Jeśli możesz wydać do 1,5 tys. to polecam właśnie FM3a. Kupisz go niezajechanego, bo to nie był sprzęt używany przez zawodowców. Wystarczy Ci na długie lata. Puszka jest świetna, ze świetnym wizjerem. Ma wszystko, co jest wymagane do poprawnego naświetlenia zdjęcia, a poza tym, a może dla Ciebie przede wszystkim: ma oldskoolowy look :) Dokup sobie do niego skórzany pokrowiec CF27s. Dolną część noszę zawsze, odkręcam ją tylko podczas wymiany negatywu.
Ponieważ i tak 98% zdjęć wykonuję cyfrą
Po zakupie wymarzonego analoga może się to mocno zmienić :)
piotrromanowski
23-07-2013, 17:58
Ja oczywiście też Cię rozumiem, też uważam, że to wspaniałe spełnić swoje marzenia. Zresztą to Twoje pieniądze. Tylko ja z kolei lubię mieć aparat w stanie powiedzmy b. dobrym, a później patrzeć, jak pięknie się zniszczył. Widziałem kiedyś takie zdjęcie Leici m3 Garego Winogranda. Jaki pięknie zniszczony aparat. Nie chodzi mi oczywiście o celowe niszczenie, tylko o zużycie
http://leicarumors.com/2009/01/21/a-really-used-camera.aspx/
blablaginger
23-07-2013, 19:08
http://leicarumors.com/2009/01/21/a-really-used-camera.aspx/
http://www.l-camera-forum.com/leica-forum/market/listing/10034/Leica_M4_black_paint.html
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://www.l-camera-forum.com/leica-forum/market/photos/m414vh9sdx0.jpg)
Żeby nie grzebać ma portalach typu "mir", które zresztą nie powiedzą o "praktyce", w czym F3 przewyższa np FA, FE2 (oprócz modułowości, chyba nigdy nie wykorzystywanej i półki "wagowej"). Dla mnie te mniejsze, to już "wszystkomające manuale".
Mając F3 i FM2n, bo tu o nich mowa, to największą różnicą stanowi tryb A obecny tylko w F3. Oczywiście argument ten nie ma racji bytu w przypadku porównywania F3 z FA czy FE(2). Co do innych rzeczy, F3 to czołg, aparat, który pancernością przewyższa nawet toporne Zenity. FM2n juz oddawałem do regulacji F3 mimo swojego wyglądu, który sugerował, że nie zawsze był szanowany, działał niezawodnie.
Kultura pracy dźwigni od naciągu też jest dalece większa niż w przypadku FM2, a FM2 kupiłem w zasadzie nowy, F3 miałem poobcierany dosyć znacznie. O ilości akcesoriów nie wspominam, bo obecnie ciężko z dostępnością.
Swoje FM2n mam w bogatym zestawie, a nawet wymieniłem matówkę na tę z FM3a, standardowa nie nadaje się do ostrzenia poza obszarem klina i mikrorastra.
F3 jednak właśnie się sprzedało na RPA, przeważył nie do końca pasujący mi wizjer. Możliwe, ze wymiana matówki na jakąś sprytniejszą rozwiązałaby sprawę, ale szukanie tej właściwej mogłoby się okazać syzyfową pracą. Już z K3 miałem spore problemy.
kubaAAA z FM3a powinieneś być zadowolony.
Do zdyboo: masz trochę racji, ale nie do końca, tzn. mylisz się w kwestii lansowania na mieście
To żart był oczywiście, choć mocno podszyty szyderą.
FM2n kupiłem, bo odkąd zacząłem bardziej świadomie robić fotki i kolega mi pokazał ten aparat, to wskoczył on na listę rzeczy do kupienia. Przy tym nie miałem przeszłości analogowej, jestem dzieckiem ery cyfrowej. Jesienią miałem okazję kupić F6 w bardzo korzystnej cenie, a jeszcze mogłem zostawić w rozliczeniu F100. Mimo tego, że kiedyś bardzo się napaliłem na F6, to nie kupiłem. Lepszych zdjęć nim nie zrobię, co z tego, że technologicznie jest lepszy od F100, filmy i szkła te same są. Różnica taka, że jesienią to ja już dokładnie wiedziałem czego chcę i co mogę.
Ja w 2006 roku kupiłem sobie FM2 w niemieckim sklepie foto za nominalną cenę, bez przebiegu i w nienaruszonym fabrycznym opakowaniu, chociaż tymczasem produkcja FM2 dawno się była skończyła, a na rynku już królowała cyfra. Kupiłem dlatego, że wprawdzie sporo lat fotografowałem całkiem porządnym sprzętem, ale zawsze mi się marzyło, aby na nowym wyższym poziomie technicznym wrócić do czasów Zenita i Praktiki, gdy zdjęcia robiło się wyłącznie na manualnych ustawieniach, a dobrze dobrany, dobrze wyostrzony i dobrze naświetlony kadr świadczył głównie o umiejętnościach fotografa i dopiero w dalszej kolejności o sprzęcie. Do kompletu dokupiłem Zeissa 1,4/50 ZF, żeby wszystko było perfekcyjnie oldskulowe. Okazało się jednak, że tymczasem stałem się ofiarą postępu i wcale nie jest mi łatwo osiągać zadowalające rezultaty aparatem niemal w 100% mechanicznym, jeżeli nie liczyć światłomierza na baterię. Imponuje mi jakość tej mechaniki, imponuje mi jakość dołączonej optyki, ale moje zdjęcia robione FM2 (zwłaszcza te czarno-białe, bo z kolorowymi jest w porządku) imponują mi znacznie mniej. :wink: Ewidentnie brakuje mi cierpliwości, żeby - jak dawniej się robiło - dobrze manualnie wyostrzyć, dobrze zmierzyć oświetlenie, uwzględnić niezbędne poprawki, ewentualnie dobrać właściwy filtr, odczekać na odpowiedni moment i dopiero wtedy nacisnąć spust migawki. Muszę nieźle się pomęczyć, żeby mi wyszło coś akceptowalnego. Nie da się zaprzeczyć, że aparaty wyposażone w program automatyczny, pomiar matrycowy i autofokus z jednej strony czynią życie fotografa łatwiejszym, a z drugiej prowadzą do wtórnego analfabetyzmu. Cyfra posuwa ten wtórny analfabetyzm jeszcze dalej, ale to już jest inna bajka.
Przed F100 wcale nie padałem na kolana wtedy, gdy był w produkcji i sklepowej sprzedaży, ponieważ posiadany F801s wciąż znakomicie spełniał moje oczekiwania. Jeżeli już miałem wydawać pieniądze na sprzęt, to bardziej interesowały mnie obiektywy niż nowy korpus. Kupiłem go dwa lata temu. Wpadł mi w ręce za przystępną cenę egzemplarz praktycznie nieużywany, czy też śladowo używany i skusiłem się. Ani lepszych, ani gorszych zdjęć od F801s nie robi, ale przyjemnie jest nim pracować, więc używam obu na zmianę, aczkolwiek trzeba tu dodać, że F801s obsługuję naprawdę w ciemno bez patrzenia na przyciski i pod tym względem wcale nie przeszkadza mi to, że mój wzrok się psuje i od pewnego czasu muszę używać okularów na bliskie odległości. W bardziej wyrafinowanym F100 (w sensie: więcej funkcji i więcej przycisków do tych funkcji) do zmiany ustawień na korpusie, którego nie mam tak perfekcyjnie opanowanego jak starego F801s, muszę zakładać okulary, a bez okularów zdarza mi się niechcący coś przestawić. Wtedy męczę się, żeby przywrócić stan pożądany albo mam stracha, że coś się zepsuło, zanim się dopatrzę, że przypadkowo nabroiłem. :) Z kolei korekta dioptrii w wizjerze F100 pozwala mi dobrze widzieć obraz i przyjęte ustawienia (ergo: do wizjera przykładać oko bez okularów), czego nie daje mi F801s, który tej korekty nie posiada. Możliwe, że część moich problemów z FM2 również wynika z niechęci do używania okularów, gdyż wizjer FM2 nie jest dobry do fotografowania w okularach. F100 i F801s są pod tym względem bez porównania lepsze.
Tak czy siak, mam zrozumienie dla rozterek autora wątku. Cokolwiek wybierze w ramach realizacji dawnych marzeń, powinien być zadowolony, aczkolwiek w każdym przypadku w trochę inny sposób.
Do JackaB - bardzo mądre słowa. W zasadzie mógłbym się podpisać pod każdym z nich (no, może za wyjątkiem okularów, na szczęście :) Rzeczywiście najpierw w pełni zautomatyzowane aparaty analogowe (jak wymienione Nikon F100 czy F5) trochę zrobiły z nas wtórnych analfabetów, a potem cyfra dokończyła dzieła. Mając Zenity i Praktiki, przy wszystkich licznych wadach tego sprzętu (mała precyzja pod każdym względem, małe możliwości np. najkrótszy czas otwarcia migawki 1/500 sek itp., słaba optyka ze wszystkimi możliwymi wadami i zniekształceniami) musieliśmy latać "po całym kadrze" ze światłomierzem w ręce, ale już po paru miesiącach takiej zabawy światłomierz miało się "w oku". Faktem jest, że wtedy robiło się zdjęcia w bardziej przemyślany sposób, koncentrowało się na każdym ujęciu, a nie puszczało serię na cyfrze (bo za darmochę) w myśl zasady, że potem coś się z tego wybierze/poskleja - przy czym to "potem" przeważnie nie następuje, i zostajemy z milionem badziewnych zdjęć na karcie, które wstyd pokazać nawet własnemu psu/kotu :)
Z drugiej strony jeśli umówimy się, że fotografia to sztuka a nie rzemiosło, to wszelkie techniczne aspekty mają drugorzędne znaczenie (wówczas bez różnicy czy świetnie zmierzone światło i ustawiona ostrość to zasługa fotografa czy skośnookich konstruktorów aparatu) - czyli wówczas nawet lepiej, jeśli aparat robi pewne rzeczy za nas (ostrość, pomiar) bo możemy się skoncentrować na "tworzeniu", komponowaniu...
Z trzeciej strony do dziś pamiętam jak ekscytujące było najpierw wywoływanie filmu (czysta magia, alchemia) a potem patrzenie jak nasze "dzieło" pojawia się na papierze, potem znika a potem znów się pojawia w chemii. To uczucie można porównać do tego co czuje dziecko widząc prezenty pod choinką. Oczywiście zdarzały się i gorzkie rozczarowania (pod choinką także :) ), ale czy dziś cyfra daje nam takie emocje?
Dlatego, nie rozstrzygając o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą (bo dylemat jest tego samego rodzaju), chyba jednak pozostaje się mimo wszystko cieszyć z cyfryzacji, bo jeśli naprawdę zależy mi na ujęciu, to wolę widzieć od razu czy w którymś miejscu go nie "skopałem" a nie np. przekonać się po odbiorze nie do końca dobrze naświetlonego slajdu za ciężkie pieniądze.
Dźwięk migawki w aparatach typu F3 powoduje u mnie wciąż gęsią skórkę, pancerność F5 wciąż mi imponuje, ale najważniejsze dla mnie ujęcia będę wykonywał równolegle cyfra i analogiem, przy czym do tego drugiego założę porządny film czarno-biały (czarno-białe zdjęcia z cyfry to jednak nie to) lub slajd. A robienie zdjęć analogiem, oprócz całej fantastycznej otoczki, będę traktował już dziś jako dopełnienie, i właśnie możliwość skupienia się nad kadrem, zastanowienia się przed wciśnięciem spustu - jak pisze JacekB
I podejrzewam, że spora część z nas postąpi podobnie. Chociaż przyznam się szczerze, że ostatnio zdarzyło mi się zabrać "w plener" tylko mojego EOSa 1N, cyfra została w domu. Jednak kiedy licznik zdjęć dochodził do 30, zacząłem na siłę oszczędzać ujęcia (dawniej 36 klatek to było coś, teraz z cyfrowymi przyzwyczajeniami można je wyrobić w parę minut). I tu znów nierozstrzygalny dylemat - czy przez to wśród tych 36 ujęć będzie większy odsetek dobrych, bo bardziej nad nimi myślałem, czy może lepiej mieć cyfrę i nie martwić się, że ominie nas ujęcie życia bo akurat film się skończył :)
Dlatego kochajmy i cyfrówki, i analogi, bo jak ktoś jednoznacznie udowodni wyższość jednych nad drugimi to zasługuje na Nobla :)
De Camtrois
24-07-2013, 11:08
Chciałbym tylko zauważyć, że "pstrykania serii cyfrówką" nie jest ani konieczne, ani oczywiste. Znam ludzi, którzy przechodząc z analoga na cyfrę wcale nie zmienili zbytnio swoich przyzwyczajeń i robią zdjęcia tak jak wcześniej -> myślą na kadrem, zamiast patrzeć w ekranik, nie strzelają serii jeśli nie jest to absolutnie uzasadnione, używają manualnych ustawień i mierzą światło punktowo (a wielu dalej woli światłomierz).
Polecam: http://www.youtube.com/watch?v=Psnp2vXblfQ
Zapewne tak jest, ale jednak nie da się zaprzeczyć, że posiadanie jakiejkolwiek automatyki korci do jej wykorzystywania. W przypadku FM2 po prostu nie ma żadnej automatyki, więc nic nie korci.
co jest złego w korzystaniu z automatyki?
Moim zdaniem nic złego nie ma w automatyce (o ile nie jest to program gdzie aparat ustawia wszystko). Sam lubię korzystać z preselekcji przysłony, żeby panować nad głębią ostrości, a aparat martwi się o dobranie czasu - oczywiście mam to tez pod kontrolą, żeby np. nie poruszyć fotki :)
Na pewno ogromnym plusem cyfry jest możliwość zmiany ISO do każdej klatki, a w analogu jest się "usmażonym" do końca danego filmu - oczywiście niektóre analogi miały funkcje zwinięcia filmu a potem startu od tego samego miejsca, ale kto by nad tym panował... np. 10 rozpoczętych rolek w torbie :)
Jedno jest pewne: odkąd mam cyfrę, zdarza mi się zrobić kilka mniej przemyślanych zdjęć zamiast jednego wysmakowanego, więc trochę się uwsteczniłem, ale też z drugiej strony nie drżę, że w najważniejszym momencie skończy mi się film i jak fotografuję motyla na kwiatku czy ptaka to po skomponowaniu kadru lecę właśnie serią, bo nie mam wpływu na to jak on się ustawi, gdzie obróci się tyłek, kiedy zamknie oczy itp.
Nie ma co tworzyć podziału na dobre analogi i złe cyfrówki czy odwrotnie. Każdy rodzaj sprzętu jest dobry we właściwych rekach :) Byle tylko nie blokowały nas możliwości finansowe i każdy mógł kupować to co chce, a nie to na co go stać :)
Na pewno ogromnym plusem cyfry jest możliwość zmiany ISO do każdej klatki, a w analogu jest się "usmażonym" do końca danego filmu
To nie do końca jest prawda. Tri-X czy T-max pozwala na podniesienie ISO o działkę w przypadku wołania w dedykowanej chemii. Korzystałem z tego nie raz.
co jest złego w korzystaniu z automatyki?
Nie ma nic złego i nikt tutaj nie twierdzi, że jest, ale jeżeli ktoś chce używać ustawień manualnych, to na aparatach posiadających automatykę jest narażony na pokusę, żeby tego nie robić, a na FM2 nie ma tej pokusy z powodów zasadniczych. Tylko o to w tym miejscu chodzi i o nic innego.
Decyzja należy do zainteresowanego. Jeśli bardzo mu zależy na ustawieniach manualnych, a inne sprawy są na odległym planie, to FM2 byłby bardzo dobrym wyborem. Jeżeli inne cechy liczą się bardziej, to wtedy na jego miejscu odpuściłbym FM2.
To nie do końca jest prawda. Tri-X czy T-max pozwala na podniesienie ISO o działkę w przypadku wołania w dedykowanej chemii. Korzystałem z tego nie raz.
Racja, ale są to "podniesienia" o działkę czy dwie, poza tym nie da się np. połowy filmu wywołać normalnie a drugą połowę forsować :) a w cyfrze mogę jedną klatkę zrobić na ISO 50, a chwilę później drugą na ISO 6400 :) Przydaje się np. przy zwiedzaniu zabytkowych miast - na zewnątrz monopod i jak najniższa czułość, a chwilę później wchodzę do pięknego zabytkowego kościoła i wtedy monopod + ISO 6400 :)
... ale jakimś rozwiązaniem są dwa body manualne, w każdym inny film :) :)
I to jest słuszna koncepcja.:)
De Camtrois
24-07-2013, 21:28
Racja, ale są to "podniesienia" o działkę czy dwie, poza tym nie da się np. połowy filmu wywołać normalnie a drugą połowę forsować :) a w cyfrze mogę jedną klatkę zrobić na ISO 50, a chwilę później drugą na ISO 6400 :) Przydaje się np. przy zwiedzaniu zabytkowych miast - na zewnątrz monopod i jak najniższa czułość, a chwilę później wchodzę do pięknego zabytkowego kościoła i wtedy monopod + ISO 6400 :)
Ja ostatnio zrobiłem rolkę Ilforda FP4 z nominalnym ISO 125, przy czym 10 klatek zrobiłem naświetlając na 125, a resztę na 200 i 400. Wywołałem forsując na ISO 320 i cały film jest pięknie wywołany - lekkie prześwietlenia, niedoświetlenia można wyeliminować pod powiększalnikiem:)
Ja ostatnio zapiąłem Agfę APX 100, czyli film cz-b nie z najwyższej półki, trafiły się ładne ujęcia ale niestety było ciemnawo a nie miałem przy sobie statywu tylko monopod, więc na manualu mocno niedoświetliłem (dawałem takie czasy, żeby nie poruszyć czyli pomimo monopodu nie schodziłem poniżej 1/30) i stwierdziłem, że ponieważ niedoświetlenie wynosi co najmniej 3 działy, a to negatyw i to amatorski więc tolerancja dość spora, to całą resztę filmu, robioną już w normalnym świetle, niedoświetlę o 2-3 działy i potem wywołam forsownie właśnie o jakieś 2-3 działy. Niestety pod koniec negatywu (a w międzyczasie kilka razy wyłączałem aparat) skasowało się ustawienie korekcji ekspozycji i kilka ostatnich klatek poszło na normalnym naświetleniu, jak ISO 100.
Efekt: klatki specjalnie przeze mnie niedoświetlone o równe 2 działy wyszły OK, ostatnie klatki czyli te naświetlone w punkt pomimo forsowania też OK (nawet specjalnie nie widać forsowania) a pierwsze klatki, te w trudnych warunkach, już niestety mydełko fa :)
Co oznacza, że jak już forsować to od początku z pełną premedytacją i tak dobierając film i chemię, żeby to ze sobą zagrało. Niedoświetlenie z konieczności a potem forsowanie negatywu niekoniecznie się do tego nadającego = średni efekt :)
Dzięki Panowie za opinie, klamka już zapadła :) Kupiłem wymarzonego F5, wizualnie jest piękny, po pierwszej rolce zobaczymy jak się spisuje :)
A ponieważ żyje się tylko raz, a trafił się po drodze także piękny F3, to trochę popłynąłem finansowo i spełniłem oba marzenia. Na jakiś czas będzie spokój z kupowaniem body :P i w ogóle czegokolwiek, nie licząc żarcia :)
Do F5 mam szklarnię z D700, do F3 za jakiś czas, jak odetchnę finansowo, zacznę kompletować - myślę, że kilka stałek typu 28, 50 i 200 mm wystarczy w zupełności. A większy rozstrzał ogniskowych pozostawię F5 i D700.
pozdrawiam,
kuba
F5 ... AF Cie mile zaskoczy :) D700 nadal popierdulka przy AF z F5. Po cholere ta dyskoteka z 51 polami AF jak ich skutecznosc czasem marniejsza niz w F80? Co do samego pomiaru swiatla to oba maja zblizony z tym, ze w F5 (F100/F80) mozna bylo nauczyc sie korygowac pomiar matrycowy, czego juz nie idzie w D700.
A i SB 910 niemile Cie zaskoczy ... nie bedzie dzialac z F5 :(.
Co do 910 to tak zakładałem, że nie będzie działać z F5, ale w sumie będę nim robił tylko cz-b i czasem jakiś slajd, więc przeżyję bez lampy.
Natomiast co do AF, to dokładnie tak samo myślałem, że będzie odjazd w porównaniu z D700, a tymczasem jak założyłem mojego AF-S 24-70/2.8 to AF działa jakieś 6 razy wolniej niż w D700 i szczerze mówiąc nie wiem co jest grane... co prawda testowałem w pokoju przy dość marnym świetle, niemniej jednak D700 łapał momentalnie, a F5 zastanawiał się i jakby ociężale ustawiał ostrość. Jutro jak będę mieć moment to podepnę jeszcze pozostałe szkła (Sigma 70-200/2.8 i 12-24) i porównam jak to hula pod F5 w porównaniu z D700.
Kartofelinder
09-08-2013, 18:00
F5 bardziej pokazuje co potrafi kiedy musi zakrecic wiertarka. Z af-s powinno byc chyba podobnie jak w d700.
Z moim F100 AF-S śmiga cudnie (24-70-200/2,8). Czy szybciej jak z D700? Nie wiem, dla mnie to wartości niemierzalne.
Jestem po pierwszym "spacerze" z F5 :) Przypiąłem Sigmę 70-200/2.8 i AF śmiga bardzo pięknie. Powiem Wam, że każde wciśnięcie spustu F5 powoduje gęsią skórkę, a już samo wzięcie aparatu do rąk poprawia humor. TAK, to jest właśnie onanizm sprzętowy w postaci klinicznej :P
Kiedy po raz pierwszy trzymałem F5 w rękach, niedługo po jego premierze (chyba 1996) to wydawał mi się bardzo ciężki, ale wówczas miałem Canona EOS 100 i kilka manualnych. Teraz, kiedy od 4 lat fotografuję głównie D700 z niemałymi obiektywami i Canonem EOS 1N+PB-E2, ciężar F5 nie robi wrażenia. Ale świadomość, co trzymam w rękach podbudowuje ego :) A teraz idę pomacać sobie F5-tkę...
Osobiście trochę zazdroszczę ale niech dobrze i długo służy :D
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.