Zobacz pełną wersję : Miałem to dać do humoru, ale...
...po chwili zastanowienia uznałem, że zbyt prawdziwe :)
Z FOWu:
Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach małego miasteczka—właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny. Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią nasze szalone lata 80.:
· Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).
· Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
· Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy.
· Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
· Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
· Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo—jak zwykle.
· Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą do niej wracać.
· Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
· Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy. Dorośli nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze.
· Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
· Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a policja zajmowała się sprawami dorosłych.
· Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
· W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
· Pies łaził z nami—bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.
· Raz uwiązaliśmy psa na „sznurku od presy” i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.
· Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
· Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie osikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył, po tej czynności, rąk.
· Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić dzień dobry i nosić za nią zakupy.
· Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusić.
· Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
· Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo.
· Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
·Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
· Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
· Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
· Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.
· Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
· Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę, przez tydzień. Nikt się nie brzydził.
· Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł.
· Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
· Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie—bez beczenia i wycierania ust rękawem.
· Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
· Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić, musieliśmy sobie dawać radę sami.
· Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.
· Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawców.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani.
My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
Stare jak węgiel. Ale cały czas dobre i prawdziwe.
podpiszę się pod całym tekstem jak i każdym z myślników z osobna :) TRUE :)
Chorobcia, ktoś mi gwizdnął pamiętnik!!! :mrgreen:
Art Erie
28-11-2011, 22:44
Świetny tekst, brakuje tylko akapitu o zabawie w "lekarza" :)
Idę przeczytać to mojemu synowi. Cała prawda o czasach bez komputera.
Niektórym rodzicom też wypadałoby to przeczytać ...
Niestety, hodujemy sobie pokolenie coraz większych emocjonalnych i fizycznych kalek. Pisze to z pełną świadomością ojciec 5 latka, który chciałby tego wszystkiego uniknąć i iść z wychowaniem pod prąd, jednak chyba się nie da...
Lektura obowiązkowa dla prawodawców ;)
mimo że mam 15 lat, też zostałem tak wychowany i dobrze pamiętam wspólną grę na boisku koło domu :D
chłopaku, ciesz się, że mieliście boisko :D
ah................................................ ... to byly czasy..........................mowi to rocznik '68
Pisze to z pełną świadomością ojciec 5 latka, który chciałby tego wszystkiego uniknąć i iść z wychowaniem pod prąd, jednak chyba się nie da...
http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,13983720,wiadomosc.html
W tym tekście wklejonym przez Jacka jest trochę przejaskrawień, przynajmniej dla mnie jako dzieciaka wychowującego się w dużym mieście, ale ogólnie wspominam z sentymentem lata dzieciństwa. ;)
Czy podobnie jak ja macie coraz częściej nieodparte wrażenie, że lepsze jutro było wczoraj..?
Się zebrało na wspominki :)
chłopaku, ciesz się, że mieliście boisko :D
no właśnie, mieliśmy...
tata wbił 2 metalowe rury na pustym placu, ot i to całe boisko, ale nie powiem, ze nie było zabawy :D
JarekJaszczyk
28-11-2011, 23:10
Cholera jak doczytalem o tej wspolnie zutej gumie to sie poplakalem ze wzruszenia.
Niektórym rodzicom też wypadałoby to przeczytać ...
To się powinno dawać rodzicom przy wypisie z porodówki i po każdej wizycie kontrolnej z dzieckiem.
Hehe każdy tu taki cwaniak, a ciekawe ilu z Was chucha i dmucha na Wasze pociechy ;)
Swoją drogą, to jestem niemalże pewien, że roczniki 2000 będą z żalem wspominać swoje czasy młodości, roczniki 2010 również itd itd.
Człowiek z natury chyba jest sentymentalny i większość rzeczy kojarzących się z młodością, wspomina pozytywnie.
hydra_nt
28-11-2011, 23:25
Cholera jak doczytalem o tej wspolnie zutej gumie to sie poplakalem ze wzruszenia.
Hehe, nie pamiętam czy z Tobą żułem gumę. Inne podobne historie jak chodzenie po dachu wieżowca (10-cio piętrowego), plucie z rurek, chodzenie po rusztowaniu po całym bloku i tych rurach , kto wyżej się wdrapie, wojna z 10-tką, klub w piwnicy, wojna na cement zwinięty w papier itp i itd - to pamiętam :) . A mówi Ci to kolega z dziewiątego piętra :p
PS.
A jak tam twój ząb ? Złamany podczas skakania na główkę do basenu z rękami przy ciele.
Hehe każdy tu taki cwaniak, a ciekawe ilu z Was chucha i dmucha na Wasze pociechy ;)
Ja chucham i nie dmucham. Nie mam na co! :D
Człowiek z natury chyba jest sentymentalny i większość rzeczy kojarzących się z młodością, wspomina pozytywnie.
Pierwszy aparat, pierwsze klatki, pierwszy rower, pierwsze autko, moto... :-)
Ojtam ojtam :)
Moim zdaniem, rzecz nie jest w tym czy dawać klapsy albo czy myć ręce po sikaniu. Fraza o którą wszystko się rozbija to ZDROWY ROZSĄDEK. Który z definicji trzeba mieć własny, a nie regulowany ustawą.
Jeżeli komuś jego rozsądek podpowiada, że trzeba donieść na rodziców, którzy dali dziecku klapsa, to niewątpliwie jest to bzdura. Ale jeżeli uczeń w szkole jest bardzo agresywny, a wezwany w tej sprawie w tej sprawie ojciec przychodzi i mówi : "co, agresywny jest, a to gówniarz pierd....., już ja mu w domu wpier.....", to na pewno nie jest to oznaka "zdroworozsądkowego" wychowania do którego tak się tutaj wzdycha. A historyjka ta nie jest z TVNu, tylko z gimnazjum koło którego mieszkam.
Najlepiej zabrać rodzicom część argumentów w wychowaniu, zatruć młode umysły telewizją i powstaje kolejny idiota, którym się łatwo rządzi. Przecież o to tu chodzi.
Poszedłem na dwór na godzinę, z kolegą i moim psem przywiązanym na szaliku jechaliśmy tramwajem przez pół miasta, motorniczy ochrzanił nas, że kasujemy dziesięć razy bilet w kasowniku dziurkaczu, wziął i trzasnął raz a porządnie, żeby nie było problemów z kontrolą, bilet był oczywiście z podłogi drugiego wagonu, dla psa również, w drodze powrotnej pies wciąż wiązany na szaliku, jeden bilet znaleziony dobry, drugi zdobyty żebraniem, znów podróż przez pół miasta, po powrocie pasek w roli BHP (bezpieczeństwa i higieny w podróży), podróż do babci tramwajem zamiast kwadransa trwała dwie i pół godziny z obowiązkową podróżą przez dzielnicę latających noży, otwarto po remoncie torowisko tramwajowe i żal było nie pojechać, wszyscy koledzy dawno mieli to już za sobą... Internet zabrał wiele z dzieciństwa.
http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,13983720,wiadomosc.html
W tym tekście wklejonym przez Jacka jest trochę przejaskrawień, przynajmniej dla mnie jako dzieciaka wychowującego się w dużym mieście, ale ogólnie wspominam z sentymentem lata dzieciństwa. ;)
Boś Ty młody jest :D
Władca Pixeli
29-11-2011, 05:36
Jeszcze brakuje: "porozbijane kolana obmywało się wodą z kranu w pobliskim murze" a jak bardziej krwawiło to krew tamowało się większym liściem. :mrgreen:
Najlepszą grą była "Zośka" do której ołów topiło się w kuchni nad gazem topiąc go w puszkach po konserwach.
Oczywiście gra w "Zośkę" odbywała się na środku skrzyżowania co nie przeszkadzało nawet dzielnicowemu :mrgreen:
Ołów pozyskiwało się z plomb znalezionych na rampie rozładunkowej na dworcu :D
Ale ja ołów wykorzystywałem do robienia spławików samogruntujących :D
Dobra cwaniaczki, a z butelkami do skupu kto wigrusem jeździł? :-P Cała kiera obwieszona szmaciankami z butelkami... Od Pepsi i Miryndy najdroższe były :-P I od wódki bodajże.
Oczywiście wigrus po tuningu, linki owinięte "kotkami" z DDR, tarcza z linoleum na tylnym kole i takie tam :-D
jacek.gold
29-11-2011, 11:10
dobry tekst :D
a zimą chodziło się do domu zmieniać mokre rękawiczki na suche i dalej w śnieg cały dzień
ja jeszcze miałem zdjęte błotniki i bagaznik, załozone czerwone terenowe opony które wujaszek przywiózł z Pragi, takie kulki (czy w zasadzie dwa stozki złaczone podstawami) czyszczące szprychy, futro na kierownicy i naklejki na ramie :) Nikt nie miał lepszej maszyny na podwórku. Ale niestety opony szybko zdarłem bo robiłem testy hamowania na asfalcie i zostawiałem metrowe czerwone ślady z gumy :) Za co notabene ojciec nieraz mi wpieprzył paskiem hehehe :)
ja jeszcze miałem zdjęte błotniki i bagaznik, załozone czerwone terenowe opony które wujaszek przywiózł z Pragi, takie kulki (czy w zasadzie dwa stozki złaczone podstawami) czyszczące szprychy, futro na kierownicy i naklejki na ramie :) Nikt nie miał lepszej maszyny na podwórku. Ale niestety opony szybko zdarłem bo robiłem testy hamowania na asfalcie i zostawiałem metrowe czerwone ślady z gumy :) Za co notabene ojciec nieraz mi wpieprzył paskiem hehehe :)
Ja miałem tylny błotnik tylko obcięty, by można było "stawiać na koło" :)
Aaa.... naklejki też miałem, przysłali mi z Yamahy, po wysłaniu do nich "prośby" o katalogi i naklejki :)
ja jeszcze miałem zdjęte błotniki i bagaznik, załozone czerwone terenowe opony które wujaszek przywiózł z Pragi, takie kulki (czy w zasadzie dwa stozki złaczone podstawami) czyszczące szprychy, futro na kierownicy i naklejki na ramie :)
zapomniałeś o futrze na siodełku :D
Nikt nie miał lepszej maszyny na podwórku.
kolega Chudy - prawdziwego bmx z rfn - u :)
A jak dzieciak bawil sie z innymi w zuzel (speedway) i na luku tak sie wypierd... ze zdarl ze skory CALY posladek i pol uda to bal sie wrocic do domu. Jak wrocilem w koncu i pokazalem, to mama tylko westchela i poszla robic pranie :mrgreen: Dzisiaj pogotowie i ogolne "o jezu, co sie teraz stanie" murowane. Dlugo mozna tak wspominac...
A spał ktoś w namiocie pod blokiem z kolegami? Teraz to chyba nie do pomyślenia. Sam bym się nie zgodził jako rodzic:razz:
Amadeusz
29-11-2011, 11:31
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
Otóż to!
Pamiętajcie, że kiedyś wszyscy się dookoła znali a teraz sąsiad sąsiada nie zna. Wszyscy żyli we własnym sosie bo innego nie było.
PS. a gdzie strzelanie z karbidu, procy i palenie saletry and many many more :)
no właśnie miałem powiedzieć o saletrze :mrgreen:
i wyścigach na kapsle, procach z drutu i skoblach... wersja mini mieściła się w pudełku zapałek...ech...
wódka z czarnym koniem... kruszony
a milicjańci chodzili jeszcze w pojedynkę na patrol :mrgreen:
no i jak się stało w kolejce jak chleb o 13 przywieżli...
tenisówki na kartki takie niebieskie z białym.... zresztą... tylko jeden model był ;)
Otóż to!
Pamiętajcie, że kiedyś wszyscy się dookoła znali a teraz sąsiad sąsiada nie zna. Wszyscy żyli we własnym sosie bo innego nie było.
To prawda. Moi rodzice wraz z sąsiadami wręcz rozważali usunięcie barierki stalowej, która oddzielała ich balkony :)
Nie pomnę o życiu towarzyskim w firmach :) Do dziś mam w głowie obraz "imprezowania" w zakladach pracy moich rodziców :)
A spał ktoś w namiocie pod blokiem z kolegami? Teraz to chyba nie do pomyślenia. Sam bym się nie zgodził jako rodzic:razz:
Ja tam raczej z koleżankami :D
wrzucanie karbidu do kibelka w szkole i spłukiwanie go, palenie w klatkach paliwek turystycznych heheh :) Ale to były czasy.
A "chodziliście" może do kościoła. Ja co niedziele wychodziełm, potem kurs po kumpla 2 klatki dalej i razem w trasę. Latem na działki owoców podjeść, zima na staw na lód lub na kry. Kilka razy wróciłem po zabawie w ganianego na krach mokry po jajka do domu. Tłumaczenie ze to wszystko po drodze z kościoła do domu nie przynosiło spodziewanych ekektów, niestety :)
I ja się z przyjemnością dopisze do dzieci wychowanych w "patologicznej rodzinie" :)
Normalnie jakbym czytał o swoim wspaniałym dzieciństwie :)
Oczywiście robiło się masę dziwnych rzeczy. Strzelanie z saletry jak kolega wcześniej napisał, ale oprócz tego z karbidu, a jak tato zademonstrował jak fajnie wychodzą wulkany z nadmanganianu potasu i gliceryny to podpieprzając mu cały zapas tego czegoś z naszego podwórka zrobiliśmy istny krajobraz księżycowy. Ale potem nas dupa bolała :)
Kolejny raz dupa bolała jak podpieprzyliśmy ojcu świece dymne i tak zadymiliśmy ulicę że nie szło przejechać. Ale był ubaw.
morda mi się cieszy jak to wszystko czytam. Do tego dodam bieganie po dachach, penetrowanie z latarka piwnic w starych kamienicach, na smigus dyngus latanie z wiadrami woduy i oblewanie siebie nawzajem (w zadnym wypadku staruszki bądź pasażerów komunikacji miejskiej jak to sie dzieje teraz), zrzucanie worków z woda z IV pietra w kolegów z podwórka :)
A spał ktoś w namiocie pod blokiem z kolegami? Teraz to chyba nie do pomyślenia. Sam bym się nie zgodził jako rodzic:razz:
Hehe ja spałem, bodajże 3 razy. Z czego ten ostatni skończył się na komisariacie ;)
Rodzice o 4 rano po nas przyjechali, bośmy jeszcze nie mieli 17 lat.
Ale cholera no, nie tak dawno to było ;)
Też mieszkałam na IV piętrze (wyższych nie było, a kondycja doskonale zachowana po kilkudziesięciu zaliczeniach tylu stopni każdego dnia), ale zwykle to ja dostałam workiem z wodą od mądrych kolegów :evil:
A spał ktoś w namiocie pod blokiem z kolegami? Teraz to chyba nie do pomyślenia. Sam bym się nie zgodził jako rodzic:razz:
A było, było... :) Bez namiotu też nieraz... :mrgreen: Do tego trzeba doliczyć wojnę o ławki pod klatką. Nie każda klatka dostała, jak się ławka połamała, to o kilka bloków dalej znalazła się lepsza :D Chodzące ławki... :mrgreen:
Ogólnie życie często zaczynało się nocą, szwędaczka wokół miasteczka, mijące się grupki wiekowe (5-10-15), nad jeziorem, na skraju lasu wiele dziwnych rzeczy się działo...
Nie pomnę o życiu towarzyskim w firmach :) Do dziś mam w głowie obraz "imprezowania" w zakladach pracy moich rodziców :)
Przy zakładzie mieli swój bar, nie pamiętam jak to się wtedy nazywało (dancing?), ale było dymnie od papierosów, muzyka, śmiech, szczęśliwi ludzie, którzy wyszli przemęczeni po pracy z zakładu płyt i zaszli dobrze zakończyć dzień... od 23:00 :D
A "chodziliście" może do kościoła. Ja co niedziele wychodziełm, potem kurs po kumpla 2 klatki dalej i razem w trasę. Latem na działki owoców podjeść, zima na staw na lód lub na kry. Kilka razy wróciłem po zabawie w ganianego na krach mokry po jajka do domu. Tłumaczenie ze to wszystko po drodze z kościoła do domu nie przynosiło spodziewanych ekektów, niestety :)
O takich rzeczach też głośno możemy? :mrgreen:
Zawsze udało Wam się dotrzeć do tego kościoła? ;)
Czy w Waszych piwnicach też straszyła Czarna Łapa? Koszmarne cienie pojawiały się na ścianach kiedy wchodziło się do ciemnej piwnicy, pozbawionej żarówek - po co żarówki, jak nikt kabli nie podciągnął? :D
Ale cholera no, nie tak dawno to było ;)
Jakby wczoraj... :(
Art Erie
29-11-2011, 12:09
[...] a gdzie strzelanie z karbidu, procy i palenie saletry and many many more :)
Mnie to na chemię zaprowadziło :)
Pamiętam, że chodziło się nad rzekę żeby się pokąpać. Nikt nie utonął, i każdy miał oko na drugiego, bo wizja dostania po dupie gdyby coś się stało była tą najgorszą :)
Raz przyłapaliśmy na łące w wysokiej trawie jakaś parkę na bzykaniu. Ale była radocha, a potem byliśmy niesamowici w sprincie na 100m jak nas koleś zaczął gonić z pianą na ustach :)
Raz przyłapaliśmy na łące w wysokiej trawie jakaś parkę na bzykaniu. Ale była radocha, a potem byliśmy niesamowici w sprincie na 100m jak nas koleś zaczął gonić z pianą na ustach :)
A majty mial?
No to byly piekne czasy.....teraz by mnie opieka spoleczna zabrala:D
maciey75
29-11-2011, 14:03
A po bunkrach tez chodziliscie? Zawsze jakos udalo sie wyjsc ;)
A po bunkrach tez chodziliscie? Zawsze jakos udalo sie wyjsc ;)
bunkry to sie robilo w jakichs krzaczorach o ile wszystkie nie zostaly polamane na luki i strzaly ;)
Jak u nas bloki ocieplali, to z kątowników z blachy powyginaliśmy sobie karabiny i całe dwa miechy wakacji, była zabawa we wojnę.
Amadeusz
29-11-2011, 14:14
A "chodziliście" może do kościoła. Ja co niedziele wychodziełm...
... się szło do przykościelnego lasku czy gdzieś obok żeby drugim uchem coś tam słyszeć "co było w kościele" :) i tam się gadało np. jaki to ********* nowy Rambo czy inszy Commando się pokazał na VHS w wypożyczalni na mieście. Tak już od 12 wzwyż to się fajki paliło i o filmach już nieco innych rozmawiało :)
W piwnicowych klubach też dziewczyny obmacywaliście? :)
Wiele rzeczy wbrew pozorom było prostrzych. Pamiętam jak pewnej zimy nam dzieciakom z bloku się zachciało lodowiska... sąsiad strażak wziął przyjechał wozem i polał okolicę wodą i wszyscy byli szczęśliwi - bajka.
PS. Ale pogadajcie ze swoimi rodzicami i zapytajcie ich o dzieciństwo. Mnie zawsze mówili, że oni to dopiero mieli życie i co oni to nie robili :)
Także chyba każde czasy są piękne. Miło powspominać :)
Pozdrawiam patologicznie!!! :)
Boryszuk
29-11-2011, 14:15
Osiedle, na którym dorastałem zostało wybudowane niedaleko byłego poligonu wojskowego. I zanim złomiarze to rozkradli stały tam porzucone wozy pancerne. Tam dopiero była zabawa dla 6-7miolatków. Było też bajorko z pijawkami. Mieliśmy też drugie bajoro, które powstawało po dużym deszczu. I na nim pływaliśmy na klapach od śmietników (tych półokrągłych). A po dachu wieżowca (10 pięter) ja nie tyle biegałem co wręcz jeździłem rowerem. Tak przynajmniej twierdzi sprzątaczka, która nas przyłapała i podkablowała ;)
PS. Ale pogadajcie ze swoimi rodzicami i zapytajcie ich o dzieciństwo. Mnie zawsze mówili, że oni to dopiero mieli życie i co oni to nie robili :smile:
Mój ojciec kiedyś opowiadał jak to z kolegą z podwórka zamknął swojego brata w "bazie" wykopanej w lesie i wrzucili mu całe mrowisko czerwonych mrówek.
Farciarz... u nas na ocieplenie bloków mieszkańcy czekali kilkadziesiąt lat... Ocieplili dopiero jak się wyniosłam z mieścinki ;p
A z opowieści rodziców zazdroszczę tego - 2-3 metrowy śnieg, żeby się dostać przez pola trzeba było tunele kopać... Do szkoły i kościoła mieli po kilka km... Nikt nie narzekał, wszyscy mieli czas na pracę, naukę i radochę ;)
...
W piwnicowych klubach też dziewczyny obmacywaliście? :)
:)
w podstawówce w 5 klasie mielismy informatykę (C64 i LOGO:). Mielismy ja zaraz za szatnią w piwnicach szkoły. był tam długi korytarz zamykany z dwóch stron i pamietam ze zawsze czekalismy na nauczyciela zamknięci w ciemnicy cała klasa i dziewczyny z wielką przyjemnością dawały się przekomarzać, ganiać i oczywiście by nie wyjść na świntucha --> głaskac :) A ilez emocji jak się okazało ze któras ma stanik ho ho ho - zupełnie odwrotnie niż dzis hahahaa :)
nie - po prostu musielismy wszystko sprawdzić czy jest tak jak w gazetach i na VHS czy zupełnie inaczej :) Młodzież żądna wiedzy - szczególnie chłopcy :)
My w podstawówce mieliśmy tzw biwaki. Chłopacy mieszkali w dużych wojskowych namiotach, a dziewczyny w domkach. Ile to było zachodu żeby się wieczorem zakraść do domku dziewczyn, tak żeby nikt nie zauważył.
Te piszczały ile wlezie ale okna szybko otwierały :)
Ktoś tam popalał fajki, ktoś inny mu w nie kapiszony powkładał było wesoło.
Pamiętacie, leciał kiedyś tam taki serialik dla dzieciaków "pamiętniki adriana mola...." czy jakoś tak. Koleś prowadził codzienne pomiary swojego przyrodzenia no i z ciekawości każdy z nas tez mierzył swojego, po to żeby po dodaniu z 10 cm powalić się przed kolegami kto jakiego ma :)
Oczywiście dziewczynom sprawdzało się czy to co tam mają pod bluzką to prawdziwe czy jakieś dmuchane :)
Robiąc takie rzeczy teraz w najlepszym razie miałbym kuratora na karku :)
Ktoś tam popalał fajki, ktoś inny mu w nie kapiszony powkładał było wesoło.
:shock: Ciekawe komu ... wesoło... :D
A obieraliście korki na odpustach i komu ile razy wystrzeliły w paluchach. ja po 50 razie przestałem liczyć :)
A obieraliście korki na odpustach i komu ile razy wystrzeliły w paluchach. ja po 50 razie przestałem liczyć :)
Poezja. Szczególnie jak w łapie strzelił, a koszula którą się miało na sobie raczej z bawełny nie była.
Potem trzeba było się ostro gimnastykować żeby te dziury jakoś wytłumaczyć. :)
Natomiast jak już udało sie obrać takiego korka to potem rzucało sie dziewczynom pod nogi i one z rajstop miały to co my z koszulkami jak w łapie strzeliło :)
A po bunkrach tez chodziliscie? Zawsze jakos udalo sie wyjsc ;)
Pytanie! No pewnie! Do 25 roku zycia:D
Jak u nas bloki ocieplali, to z kątowników z blachy powyginaliśmy sobie karabiny i całe dwa miechy wakacji, była zabawa we wojnę.
No to my z drewna robilismy, taki krzyz zbity z desek owiniety jakas szmata i byl karabin...
A ilez emocji jak się okazało ze któras ma stanik ho ho ho - zupełnie odwrotnie niż dzis hahahaa :)
Prawda:D
A obieraliście korki na odpustach i komu ile razy wystrzeliły w paluchach. ja po 50 razie przestałem liczyć :)
A jak!!
....kumpel obieral i wrzucal do butelki po smietanie, zebral tak polowe i przy kolejnym wrzucie eksplodowalo....szczescie ma, ze widzi:D
Oj czasy!
A obieraliście korki na odpustach i komu ile razy wystrzeliły w paluchach. ja po 50 razie przestałem liczyć :)
Nie, ale z rudy żelaza i grudek siarki znajdywanych na torowisku LHSu robiliśmy "ładunki wybuchowe". Jeden nawet odpalilismy w blokowej piwnicy...
PS. Ale pogadajcie ze swoimi rodzicami i zapytajcie ich o dzieciństwo. Mnie zawsze mówili, że oni to dopiero mieli życie i co oni to nie robili :)
Także chyba każde czasy są piękne. Miło powspominać :)
Są na to badania - nawet ludzie, którzy młodośc/dojrzewanie spędzili w obozach koncentracyjnych, twierdzili, ze wtedy to były czasy. Oczywiście okropne, straszne itd, ale ludzie lepsi, my prawdziwsi itp.
Trochę mnie jednak mierzi takie idealizowanie dzieciństwa. Oczywiście, że było super, ale gadanie, że nic się nikomu nie stało, to już przegięcie. Dorastałem na osiedlu koło poligonu - praktycznie nie było roku, by jakiś dzieciak nie wysadził się w powietrze lub skutecznie okaleczył piłując pocisk. Rekordowo zginęło na raz pięciu w jednym garażu. W okolicznych gliniankach co dwa-trzy lata tonęły dzieciaki, zimą także w przeręblach podczas jazdy na łyżwach. Dwóch kolegów podczas wygłupów złamało sobie skutecznie kręgosłupy. Nie wspomnę już o niemal hurtowych śmierciach i okaleczeniach dzieci podczas żniw na wsiach u rodziny. Mógłbym tak jeszcze długo, chocby o kumplu z podstawówki, któremu na tyle spodobało się picie, że jego 13 letni mózg nakazał mu się powiesic. Czy o podobnych mitach, jak to bezpiecznie jeździło się maluchami bez fotelików i nikt nie ginął w wypadkach...
Wiecie jaka jest główna różnica?
Nie było wtedy TVNu, ONETu i tysiąca innych źródeł, które codziennie bombardują nas informacjami o tym, co się okropnego i strasznego komuś przytrafiło. Statystycznie żyjemy teraz nieporównywalnie bezpieczniej niż w latach '70.
A to, że dbamy o bezpieczeństwo naszych dzieci nie jest żadnym obciachem, o ile oczywiście nie przeginamy.
Przepraszam, ze popsułem Wam humor, ale już któryś raz pojawia się tego typu wątek i jakoś tym razem nie udało mi się powstrzymac.
Od Pepsi i Miryndy najdroższe były :-P
Za moich dziecięcych lat tylko dobra pepsi była, po wypiciu której gaz nosem się cofał :) "Mirynda" była dużo później.
A "chodziliście" może do kościoła. Ja co niedziele wychodziełm, potem kurs po kumpla 2 klatki dalej i razem w trasę. Latem na działki owoców podjeść, zima na staw na lód lub na kry. Kilka razy wróciłem po zabawie w ganianego na krach mokry po jajka do domu. Tłumaczenie ze to wszystko po drodze z kościoła do domu nie przynosiło spodziewanych ekektów, niestety :)
Obstawiam, że pieniążek na tacę traktowałeś jak dodatkowe kieszonkowe :twisted:
Ktoś tam popalał fajki, ktoś inny mu w nie kapiszony powkładał było wesoło.
Albo siarkę z łebków zapałek :)
tak jak się człowiek dłuzej zastanowi i pomysli nad swoimi wygłupami - to cud że większośc z nas żyje, ma po 2 nogi, po 2 ręce i niepokiereszowana twarz :) :)
Ja no kiedyś z kumplem zjeżdżałem na rowerze z górki. Niby nic nadzwyczajnego :) Górka przy jakiejś szkole wyłozona betonem, na tym piasek, wjeżdżało się na nia zza zakrętu :) Sprzet jakim dysponowaliśmy to bicykl marki Pelikan na łysych oponach. Ja stałem na bagazniku trzymając się kumpla ramion, on dla zwiększenia prędkości pedałowac stojąc pochylony do przodu. pamiętam wyjazd z zakrętu, poczatek górki, dłuuuugi lot z obrotem, lądowanie na betonie, zsunięcie w dół, spadający na mnie rower i kumpla. Na ciele miałem niewiele fragmentów które nie byłyby zdarte do krwi. Co ciekawe ze po upadku i wytrzepaniu piachu z butów na tym samym rowerze i w tym samym ukłądzie wrócilismy na podwórko. Tam juz własna rodzicielka krótkim "Marcinnn, do domu!" zakonczyła historię :) Żyję, mam się dobrze :)
RobertMiernik
29-11-2011, 14:54
Robiąc takie rzeczy teraz w najlepszym razie miałbym kuratora na karku :)
Dziwisz się?! Stary chłop a dziewczynkom z podstawówki staniki będzie sprawdzał! Wstyd! ;)
A tak do tematu jeszcze, to kiedyś nawet w szkole inaczej było, miałem takiego profesora (nie nauczyciela! panie profesorze się mówiło a nie jakieś proszę pani) z chemii, z którym po lekcjach na 'kółku' masjtrowaliśmy substancję, którą później smarowaliśmy wszystko co się było pod ręką (warunek - poza szkołą, inaczej sztama z profem by się szybko skończyła) a po zaschnięciu mazi wystarczało najlżejsze dotknięcie, żeby wywołać piękną 'eksplozję' z chmurą śmierdzącego fioletowawego dymu.
Posmarowane klamki, wycieraczki, kierownice od rowerów (sic!) były długo postrachem całej okolicy!! ;)
Psychotrop
29-11-2011, 14:54
niepokiereszowana twarz :) :)
nie każdy :mrgreen:
RobertMiernik
29-11-2011, 14:57
ja tam po takim hamowaniu rowerowym do tej pory mam pod skórą na łydce trochę drobnych kawałeczków żużlu z podjazdu dziadka ;P
Eeee a saletre pamietacie (http://www.youtube.com/watch?v=4exMjsWgyec&feature=related)....tylko rowery byly inne!:D:lol:
No i jeszcze bylo strzelanie z karbidu (http://www.youtube.com/watch?v=n9g7TgExOyI):D
Te chińskie białe piłeczki do ping-ponga połamane na drobne części też się ładnie paliły, tzn tliły wydzielając przy tym sporo gryzącego dymu. Kiedyś z kolegami tak załatwiliśmy ewakuacje sali gimnastycznej podczas wfu. odpalając pokruszone opakowanie takich piłeczek w szatni :)
Boryszuk
29-11-2011, 15:08
My kiedyś robiliśmy bomby z proszku do pieczenia. Pakowało się proszek i chyba wodę do tego żółtego pojemnika z kinder niespodzianki, zamykało i wstrząsało. A kolegom wrzucało sie za koszulę i wcierało owoce (?) dzikiej róży. Oj jak to swędziało!
Saletra u nas była wykorzystywana do bączków. Brało się zakrętkę, najlepiej od wódki, sypało do tego saletrę z cukrem i zaklepywało. Od drugiej strony robiło się gwoździem otwór. Przez w otwór wsadzało zapałkę lub jakiś inny lont i podpalało. Bączek kręcąc się potrafił wznieść na kilka metrów.
Bryłkę karbidu raz kolega do szkoły przyniósł, nasmrodził w kiblu i była afera, ale nie doszli kto, podejrzewać podejrzewali, ale nikt nikogo za rękę nie złapał.
Z rzeczy mniej śmiesznych, to koledzy znaleźli kiedyś nabój. Wrzucili do ogniska i zamiast się schować, to kucnęli i patrzyli. Jeden oberwał w rękę, drugi w nos... kilka mm od oka.
My kiedyś robiliśmy bomby z proszku do pieczenia. Pakowało się proszek i chyba wodę do tego żółtego pojemnika z kinder niespodzianki, zamykało i wstrząsało. A kolegom wrzucało sie za koszulę i wcierało owoce (?) dzikiej róży. Oj jak to swędziało!
Teraz już nie zrobisz. Jajko niespodzianka ma zawias. :(
i zaraz nam sie tu okaze ze kazdy z nas jest makgajwerem i w młodości nieraz z galaterki, cytryny i dwóch sprężyn robił pociski artyleryjskie :) :)
W ognisku pięknie strzelały pojemniki po aerozolach :)
Art Erie
29-11-2011, 15:16
Mądre to nie było ;) Raz poparzyłem rękę mieszaniną pyłu aluminiowego nadmanganianu potasu, innym razem cudem nie oślepłem podczas ekspolzji piorunianu rtęci; jak sobie przypomnę ekspetymenty z solami kwasu pikrynowego to już był szczyt głupoty :shock:
RobertMiernik
29-11-2011, 15:18
Galaretki wsysałem tonami, cytryny były bardzo ciężkie do zdobycia a ze "sprężyn" (amortyzatorów) robiło się nakładki na buty do 'latania', pod odbiciu się z takich sprężyn były dwie możliwości albo przeskakiwało się parę dobrych metrów przy dobrym wybiciu, albo (niestety na początku dużo częściej) zaliczało się pięknego przytulaska od matuli ziemi...
Art Erie
29-11-2011, 15:21
Galaretki wsysałem tonami[...].
"Oranżadę w proszku" mi przypomniałeś :)
Na podwórku chłopaki chwalili się "kolarzami" z kapsli, zalewanych woskiem i malowanymi "koszulkami" :) Teraz bez najnowszego "hitu" elektronicznego nie ma co się pokazywać na podwórku :(
"Oranżadę w proszku" mi przypomniałeś :smile:
A ty mi przypomniałeś mleko w proszku :)
RobertMiernik
29-11-2011, 15:27
Mleko w proszku (niebieski worek) dalej można kupić, zajebiaszcze PRLowe 'snickersy' z niego wychodzą...
Psychotrop
29-11-2011, 15:29
hehe
się mi przypominało jak pobudkę rodzince zafundowałem :D
dziadzio miał na kredensie korki do straszenia ptaków, żeby ziarna nie wyżerały po sianiu.
tom z rańca wylazł spod pierzyny wytargał jednego korka i powrotem do wyrka.
zacząłem w nim dłubać gwoździem pod tymi piernatami.
obok spała babcia.
jak pierdykło, tak wszyscy na nogach, a babcia na podłodze.
ja nie słyszałem i nie widziałem potem przez cały dzień :D
Psychol jesteś, wiesz?! :mrgreen:
Jako żem nad jeziorem chowana, to pływanie obowiązkiem... Jak się najlepiej nauczyć pływać? Najpierw trzeba się nauczyć nurkować, ale jeszcze najpierw topić, oczywiście nie do końca topić ;) Potem pływanie wchodzi w geny i staje się czynnością na poziomie trudności oddychania, ziewania... :p
W dzieciństwie chyba każde wakacje spędziłam na wsi, podczas żniw nikomu nic się nie stało, a dzieci tam miały jeszcze bardziej ekstremalne pomysły na zabawy niż w miasteczku ;) Nieraz spierniczałam przed czymś kopytnym na polu...
A ty mi przypomniałeś mleko w proszku :)
idac tym tropem dochodzimy do wyrobów czekoladopodobnych i wyrobów jeansopodobnych :)
A miał ktos jeansy dekatyzowane czy tylko ja takim wieśniakiem byłem ? :) :) , że o piramidach nie wspomnę :)
Art Erie
29-11-2011, 15:33
A ktoś toczył fajerki od kuchni węglowej?
Psychotrop
29-11-2011, 15:33
Psychol jesteś, wiesz?! :mrgreen:
raczej mój obecny "rozsądek" wziął się z doświadczenia mego, a nie innych :D
idac tym tropem dochodzimy do wyrobów czekoladopodobnych i wyrobów jeansopodobnych :)
A miał ktos jeansy dekatyzowane czy tylko ja takim wieśniakiem byłem ? :) :) , że o piramidach nie wspomnę :)
Jak wchodziły marmurki, to byłem już młodzieńcem. Jako dziecko miałem za to kultowy projektor "Bajka" :)
Teraz podpadne.....jako milosnik filmow wojennych, organizowalem sobie butelki po oleju silnikowym (takie szesciokatne) wtykalem na kij, podpalane w ognisku i polowanie na mrowki bylo:D
Psychotrop
29-11-2011, 15:52
Teraz podpadne.....jako milosnik filmow wojennych, organizowalem sobie butelki po oleju silnikowym (takie szesciokatne) wtykalem na kij, podpalane w ognisku i polowanie na mrowki bylo:D
tak zwane katiusze :D
z reklamówek i innego plastikowego dziadostwa się to też robiło :D
Amadeusz
29-11-2011, 15:54
że o piramidach nie wspomnę :)
Z Turcji to wozili, zwężone u dołu, co za krój :)
A ktoś toczył fajerki od kuchni węglowej?
Tak, tata opowiadał ale to rocznik '46 ;)
Teraz podpadne.....jako milosnik filmow wojennych, organizowalem sobie butelki po oleju silnikowym (takie szesciokatne) wtykalem na kij, podpalane w ognisku i polowanie na mrowki bylo:D
U nas to się "katiusza" nazywało ponieważ spadający gorący plastyk wydawał specyficzny dźwięk :)
Vetinari
29-11-2011, 15:58
he, saletra to było coś. z kuzynem wydawaliśmy na nią całe kieszonkowe. :)
ja jeszcze swego czasu wytwarzałem wodór z prostownika do akumulatora od samochodu (ojciec mnie nauczył) :D
Z hardcorów to kiedyś z kuzynem zrobiliśmy sobie łuki i strzały (NA SZCZĘŚCIE na koniec strzały założyliśmy plastelinę) i strzelaliśmy do siebie. Generalnie strzały leciały dosyć pokracznie, ale jedna wystrzelowa przez kuzyna poleciał prosto i trafiła mnie w oko. Efekt: rozcięta powieka. Oko zostało nietknięte. Ufff.
Ganialiśmy się z kuzynem po podwórku no i kuzyn nie wyhamował przed drewutnią. Efekt, gwódź wbity w policzek (na wylot).
A to ile razem dostałem w czaszkę (huśtawką, składającym się krzesłem - usiadłem na oparciu) to nie zliczę. Tak samo ile razy spadłem z drzewa i całe nogi i ręce poorane. Obmywało się wodą z węża ogrodowego i przykładało liśc babki lekarskiej :D
Taaak, liść babki lekarskiej był powszechnie znany już u malusich kilkulatków... :D
Oranie ulicy przez kilka metrów po upadku z roweru, oberwane gałęzie i zaliczona gleba z wysokiego drzewa (robiliśmy testy wytrzymałości różnych drzew w lesie, przez wiele lat się nie znudziło :p), bujanie na płocie, itp itd... Za to wolałam towarzystwo kolegów, bo koleżanki jakieś takie ostrożne były :mrgreen: i nudne :p
Kheh, jak miałem 4 lata z groszami to się przeprowadziliśmy na nowo powstające osiedle. Wiecie, takie PRLowskie. Generalnie jeden wielki plac budowy, ze wszystkimi jego atrakcjami. I zagrożeniami... Jak teraz sobie myślę, że moje dziecko miałoby robić to, co ja robiłem w dzieciństwie, to mi skóra cierpnie. Bo my tak sobie tu z rozrzewnieniem wspominamy, jak to było fajnie i inaczej itd, ale nikt nie wspomina o tych, którzy mieli trochę mniej szczęścia. Nie wiem, jak u Was, ale u nas, na naszej budowie zdarzyło się kilka wypadków. Niestety również śmiertelnych. Akurat nie w moim najbliższym otoczeniu, na szczęście, ale słyszało się. Człowiek był za młody i za głupi, żeby się tym przejmować i robiliśmy swoje...
[...] Za to wolałam towarzystwo kolegów, bo koleżanki jakieś takie ostrożne były :mrgreen: i nudne :p
No i z koleżankami w tamtych czasach to jakoś głupio było bawić się w klubach piwnicznych ;)
Psychotrop
29-11-2011, 16:32
No i z koleżankami w tamtych czasach to jakoś głupio było bawić się w klubach piwnicznych ;)
no chyba, że w doktora :D
no chyba, że w doktora :D
Eeee no w doktora to Credka tym bardziej wolałaby chyba z kolegami ;)
Ale ja tam nie wiem.... niech się sama Credka wypowie ;)
Kheh, jak miałem 4 lata z groszami to się przeprowadziliśmy na nowo powstające osiedle. Wiecie, takie PRLowskie. Generalnie jeden wielki plac budowy, ze wszystkimi jego atrakcjami. I zagrożeniami... Jak teraz sobie myślę, że moje dziecko miałoby robić to, co ja robiłem w dzieciństwie, to mi skóra cierpnie. Bo my tak sobie tu z rozrzewnieniem wspominamy, jak to było fajnie i inaczej itd, ale nikt nie wspomina o tych, którzy mieli trochę mniej szczęścia. Nie wiem, jak u Was, ale u nas, na naszej budowie zdarzyło się kilka wypadków. Niestety również śmiertelnych. Akurat nie w moim najbliższym otoczeniu, na szczęście, ale słyszało się. Człowiek był za młody i za głupi, żeby się tym przejmować i robiliśmy swoje...
Myślicie, że teraz dzięki innemu podejściu liczba wypadków (tych śmiertelnych również) spadła? Ciekawe co mówią statystyki?
Art Erie
29-11-2011, 16:41
Myślicie, że teraz dzięki innemu podejściu liczba wypadków (tych śmiertelnych również) spadła? Ciekawe co mówią statystyki?
Chyba tak, teraz rozrywka ogranicza się raczej do siedzenia przy kompie...
Pamiętam, że kiedyś rozebrałem na kawałki grające radio; powyciągałem z niego wszystkie lampy i dopiero przy ostatniej mnie prąd popieścił :mrgreen:
To ja jeszcze dodam o hazardzie.
Nie do pomyślenia by 10 latek był w stanie tyle wygrać. Dołek, ścianka, parapecik.
Nie do pomyślenia, że w dołek średnicy niewiele większej od 20 zł (tzw żelaznej) wszyscy trafiali z 5 metrów i to każdy trzema monetami. Miejsca w dołku brakowało.
Dzień zaczynał się jak słońce wstało a kończył jak rodzice wołali z balkonu. Na boisku nigdy trawa nie rosła, bo od rana do wieczora ktoś kopał, dziś jest tam piękny trawnik (bramki stoją by nie było niedomówień)
Kiszona kapusta w papierowych woreczkach w zieleniaku u "Bartnika" (zazwyczaj dochodziło do domu 1/4 tego co było kupione. Chleb 1,5 kg na nie 650 gram.
Zabawa w wojnę polegająca na siedzeniu w okopach i waleniu w siebie bryłkami lessowymi. Czy siedzenie pod balkonem na kocyku. Całe wakacje dzieci siedzaiły pod blokiem z wielkimi kluczami na tasiemkach. dzieci było tyle że na moim piętrze (8 mieszkań) bylo nas tyle co dziś w całym bloku.
A jeździł ktoś na windzie?
Do pełnoletności robiłem tyle niebezpiecznych rzeczy, jak sobie pomyślę że jechałem z kolegami na wakacje (w góry, nad jezioro cz y na bunkry) na 3 tygodnie i rodzice nie wiedzieli czy dojechałem, często gdzie dokładnie jestem. Kartki dochodziły 2 tygodnie po powrocie.
Choć najfajniejszą kartkę dostaliz poprzednich wakacji, bo jak już kartka była w skrzynece przeczytałem że kartki wyjmuje sie w czwartki w VII i VII, a to był ostatni piątek sierpnia.
Chyba tak, teraz rozrywka ogranicza się raczej do siedzenia przy kompie...
I wyszukiwanie w nim pomysłów typu "wyskakiwanie z pudełka przed samochodem"
Psychotrop
29-11-2011, 16:50
Pamiętam, że kiedyś rozebrałem na kawałki grające radio; powyciągałem z niego wszystkie lampy i dopiero przy ostatniej mnie prąd popieścił :mrgreen:
a ja czuję się niedopieszczony :)
niech mnie ktoś przytuli :mrgreen:
idac tym tropem dochodzimy do wyrobów czekoladopodobnych i wyrobów jeansopodobnych :)
A miał ktos jeansy dekatyzowane czy tylko ja takim wieśniakiem byłem ? :) :) , że o piramidach nie wspomnę :)
No ba. ;-)
A miał ktos jeansy dekatyzowane czy tylko ja takim wieśniakiem byłem ? :) :) , że o piramidach nie wspomnę :)
Ja mialem:D
Mialem ze 12 lat i bylem w Czechoslowacji pod Praga na dwa tygodnie.....nie zapomne dwoch nastolatek (takich starszych) ktore na widok tych "spodni" wyciagnely palec i powiedzialy "Ooooo take":D
A pamietacie czarna plyte Mettalica?? Robinsy na co drugich stopach i gumki....no i oczywiscie lekko zapuszczone wlosy:D Nie ja.....ja bylem wiernym punkiem!
Art Erie
29-11-2011, 17:10
I wyszukiwanie w nim pomysłów typu "wyskakiwanie z pudełka przed samochodem"
Ale to chyba jakaś ekstrema, podobnie jak surfowanie na dachu pociągu. Z tego co widzę u siebie, to dzieciaki bawią się dość bezpiecznie ( może mało widzę :) ). Ostatnio interweniowałem, gdy grupka chłopaków na rowerach próbowała rozjechać zagubionego jeża :(
Jedyne co się rzuca w oczy, to dzieciaki palą i piją "oficjalnie" ;)
a ja czuję się niedopieszczony :)
niech mnie ktoś przytuli :mrgreen:
Po tych pieszczotach, to ja się pod stół schowałem i beczałem, dopóki mama nie wróciła do domu :)
Eeee no w doktora to Credka tym bardziej wolałaby chyba z kolegami ;)
Ale ja tam nie wiem.... niech się sama Credka wypowie ;)
Jedyną zabawę w doktora jaką znam, to jak mi koleżanka chciała robić operację brzucha... nożem... Miałyśmy jakieś 3-4 latka, znam to jedynie z opowieści matki, która w dobrym memencie zajrzała do pokoju zobaczyć jak grzecznie się bawimy... o mały włos! Matuś nie miały z nami lekko - szatański pomysł chowania się w domu kiedy okno było otwarte (IV p.)... aj, dziwię się czasami, skąd rodzice mają nerwy i siłę ;)
A pamietacie czarna plyte Mettalica?? Robinsy na co drugich stopach i gumki....no i oczywiscie lekko zapuszczone wlosy:D Nie ja.....ja bylem wiernym punkiem!
Oj pamiętam - wszyscy nosili te same czarne gumy - chyba ze sklepową taką żółtą tekturką były :) I w późniejszych czasach obowiązkowe flejersy z pomarańczowym spodem. Aczkolwiek miałem kumpla który miał fleka w białe moro - i robił w mordę szał w mieście. Jedynym minusem było to, ze go skini na mieście z kilometra widzieli (a my to zatwardziałe metalowcy były - i są:)
"Jedyną zabawę w doktora jaką znam, to jak mi koleżanka chciała robić operację brzucha..."
Dzieciaki w sąsiedniej wiosce zabawiły się w Janosika zanim ktoś rozgarnięty zdążył zauważyć.
Ze skutkiem...
Żeby nie było - jako małolat byłem nie do wytrzymania jeśli chodzi o pomysły na zabawę.
Permanentnie robiłem co innego, niż można było się spodziewać. Na szczęście szło to
w dużym stopniu z mieszaniną wyobraźni i zdrowego rozsądku w podświadomości,
n.p. nigdy nie bawiłem się niewypałami. Za to własne petardy i armatki jak najbardziej.
Przeciętnego psotnika znacznie przerastałem wydajnością i niektórzy dorośli się mnie
(a właściwie potencjalnych skutków) bali, ale MZ niepotrzebnie ;)
W każdym razie nikt nie poniósł trwałego uszczerbku na zdrowiu.
I w późniejszych czasach obowiązkowe flejersy z pomarańczowym spodem. Aczkolwiek miałem kumpla który miał fleka w białe moro - i robił w mordę szał w mieście. Jedynym minusem było to, ze go skini na mieście z kilometra widzieli (a my to zatwardziałe metalowcy były - i są:)
Hmm, u mnie flejtuch, to była kurtka skinów. Owszem był szał na nie, ale głównie łysi w nich chodzili.
Była też moda na kurtki bejsbolówki.
Psychotrop
29-11-2011, 19:56
Hmm, u mnie flejtuch, to była kurtka skinów.
i depeszów :D
Boryszuk
29-11-2011, 19:57
Hmm, u mnie flejtuch, to była kurtka skinów.
U mnie sie toto szwedka nazywalo.
i depeszów :D
Depesze to głównie w dermoszpankach śmigali, jak już który miał flejtucha, to tylko czarnego. Łysi nosili chyba wszystkie kolory.
U mnie sie toto szwedka nazywalo.
A jaki rejon naszej pięknej krainy?
W życiu takiego określenia nie słyszałem.
Art Erie
29-11-2011, 20:04
Depesze to głównie w dermoszpankach śmigali, jak już który miał flejtucha, to tylko czarnego. Łysi nosili chyba wszystkie kolory.
A jaki rejon naszej pięknej krainy?
W życiu takiego określenia nie słyszałem.
Jak to? Taka kurtka ortalionowa ze ściągaczem przy rękawach, kołnierzu i u dołu to się "szwedka" na Dolnym Śląsku nazywało :)
Boryszuk
29-11-2011, 20:14
Depesze to głównie w dermoszpankach śmigali, jak już który miał flejtucha, to tylko czarnego. Łysi nosili chyba wszystkie kolory.
A jaki rejon naszej pięknej krainy?
W życiu takiego określenia nie słyszałem.
W Gdansku. Ci bardziej zamozni lysi nosili tez Harringtonki, krotkie kurtki ze sciagaczami na rekawach, bez kolnierzy i z charakterystyczna czerwona krata na podszewce.
Jak to? Taka kurtka ortalionowa ze ściągaczem przy rękawach, kołnierzu i u dołu to się "szwedka" na Dolnym Śląsku nazywało :)
eee, wydawało mi się, że piszemy o flyersie. Kurtce, podobno amerykańskich lotników wojskowych. Z zewnątrz zielona, podszewka wściekle pomarańczowa, tylko taka kombinacja była podobno oryginalna. Była dwustronna, zamek umożliwiał przełożenie języczka. Co prawda kieszenie od strony pomarańczowej pozwalały na schowanie dłoni tylko na odwrót, ale stronę pomarańczową się nosiło tylko podczas zadymy, zatem ręce były potrzebne do czego innego. ;)
W życiu nie słyszałem, żeby ktoś taką kurtkę nazywał szwedka.
Boryszuk
29-11-2011, 20:19
eee, wydawało mi się, że piszemy o flyersie. Kurtce, podobno amerykańskich lotników wojskowych. Z zewnątrz zielona, podszewka wściekle pomarańczowa, tylko taka kombinacja była podobno oryginalna. Była dwustronna, zamek umożliwiał przełożenie języczka. Co prawda kieszenie od strony pomarańczowej pozwalały na schowanie dłoni tylko na odwrót, ale stronę pomarańczową się nosiło tylko podczas zadymy, zatem ręce były potrzebne do czego innego. ;)
W życiu nie słyszałem, żeby ktoś taka kurtkę nazywał szwedka.
U nas tak wlasnie sie na nie mowilo. Zielone byly najbardziej popularne, byly tez czarne i granatowe. Na rekawie mialy uchwyt na dlugopisy :D
Art Erie
29-11-2011, 20:20
Widzę, że nazwa mocno się rozpowszechniła :) http://www.google.pl/search?q=kurtka+szwedka&hl=pl&client=firefox-a&hs=Kyn&rls=org.mozilla:pl-PL:unofficial&prmd=imvns&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=8CHVTsb5CaPd4QT_qfyvAQ&ved=0CEoQsAQ&biw=1410&bih=900
RobertMiernik
29-11-2011, 20:27
Ale jednak fleyers to to, o co chodzi: http://www.google.pl/search?q=kurtka+fleyers
U nas tak wlasnie sie na nie mowilo. Zielone byly najbardziej popularne, byly tez czarne i granatowe. Na rekawie mialy uchwyt na dlugopisy :D
Dokładnie te same. Na rękawie była kieszonka na zamek, która na zewnątrz miała właśnie ten uchwyt na długopisy.
No nieważne.
Przypomniała mi się jeszcze jedna zabawa z dzieciństwa. Na osiedlu była sobie górka saneczkowa, której zjazd był otoczony niskim wałem ziemnym, żeby sankami nie wyjechać na chodnik i dalej na ulicę. W lecie jednak górka służyła do trenowania skoków na rowerze. Właśnie na tym wale co to zabezpieczać miał. Może to nie były skoki jak na Xgames, ale przez chwile rower był w powietrzu. Co najciekawsze te skoki uprawiałem na Wigry 2 oraz potem na czechosłowackim BMXie. Jak mnie rower z piwnicy podwędzili, to miałem dwa lata przerwy, aż w końcu rodzice kupili pierwsze MTB, były wakacje po pierwszej klasie technikum. Pojechałem na górkę... nie odważyłem się skoczyć, wydało mi się to niebezpieczne.
Najlepiej z podwórkowych zabaw wspominam kapsle od wódki nadziane cukrem i saletra, później również rurki :) Robilem najlepsze na osiedlu wulkany z saletry w piaskownicy, zialo ogniem na kilka metrów, oczywiście nocą. Ciekawe ze nikt sie tym nie przejmowal a nawet podpici sasiedzi brawo bili z balkonów :D
Hmm, u mnie flejtuch, to była kurtka skinów. Owszem był szał na nie, ale głównie łysi w nich chodzili.
Była też moda na kurtki bejsbolówki.
W Zamościu latali w tym "kibice" Hetmana. Gdy w 1994 r. na jakiś mecz przyjechała Legia, to na Starówce było pomarańczowo - niebiesko . :-)
A z karbidu strzelaliście?
Psychotrop
29-11-2011, 21:13
A z karbidu strzelaliście?
noooo :)
krety też wysadzaliśmy :D
ino był czasem problem, jak pół podwórka nagle znalazło się metr nad ziemią :D
łoj nas dziadzio przegonił i chabinką z leszczyny po dupskach zlał :D
A "chodziliście" może do kościoła. Ja co niedziele wychodziełm, ...........
przypomniałeś :) - mieszkałem na Pomorskiej, przed mszą to co miało iść na tacę poszło na komiks, później do "0" i trasa wokół - akurat ok 45 min z komiksem, zawsze udawało się wysiąść przy następnych dzwonach ..
a pamiętacie wodę z saturatora 30gr czysta , a 50 z sokiem, kurcze gdzie wtedy był sanepid ? ;)
no dworcu NAD ODRZE nikt się nie pytał ile masz lat podając piwko z sokiem, no i numer z wodą mineralną w dużym samie ... co nie robiliście ;).... więc po meczu kupowało się jedną wodę mineralną, koniecznie na miejscu (sami otwierali) pod sklepem się wypijało i podchodził już kolega do następnej kasy, że butelkę chce oddać, przy odrobinie szczęścia ze 4 osoby mogły się napić i grosik zostawał ..., a pierwsze wigry dostałem dwa lata po komunii i to z przerzutką !!! - punktu za lans nieocenione -
ps: czytając artykuł ...jeszcze w technikum mój wychowawca pasa używał przy całej klasie i jakoś to wszystko było w dopuszczalnych normach
miron19j
29-11-2011, 23:23
A żabę dmuchaliście? ;)
a zassaliście?
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://forum.nikoniarze.pl/images/icons/icon10.gif)
widzę ze temat z kurtkami został wyjaśniony - miałem na mysli flyersy. A szwedkę nosiłem na rajdy w górach.
Żabę dmuchałem na kolonii w Głuchołazach nad strumykiem, w którym po chwili została wystrzelona/puszczona. Niedowierzanie mniej więcej na takim poziomie jak podpalanych bąków. Nie uwierzyłem dopóki nie zobaczyłem płomienia na jeansach :)
...jeszcze w technikum mój wychowawca pasa używał przy całej klasie i jakoś to wszystko było w dopuszczalnych normach
Ja załapałam się tylko na łamanie wskazówek od tablicy na rękach uczniów... Mało było odważnych na pierwsze ławki, bo nawet jak ktoś z końca zasłużył, to w ramach niepohamowanych emocji nauczycielka wyzbyła się małej cząstki złej energii... Zawsze znalazła powód :mrgreen:
Żabę dmuchałem na kolonii w Głuchołazach nad strumykiem, w którym po chwili została wystrzelona/puszczona. ...
No i już Was nie lubię... :(
to stara żaba była - śmierć jej już w oczy zaglądała :) Uwierz nam - zrobiliśmy dobrze :)
Dobra - kto jadł pokrzywy by zostać członkiem podwórkowej bandy ? :) Ja w bandzie byłem, hehehe :)
P.S. Creda - zmieniłaś avatar i Cię poznać nie można :P
to stara żaba była - śmierć jej już w oczy zaglądała :) Uwierz nam - zrobiliśmy dobrze :)
Ona pewnie była innego zdania i jestem pewna, że takie dmuchanie jej nie leżało :p
Na naszym podwórku była banda... robili bardzo złe rzeczy zwierzętom i mam wielką nadzieję, że nowe pokolenie nie bawi się w taki sam sposób :(
A w ogóle to... dzieci, nie czytajcie tego, nie próbujcie w domu... wątek powinien być oznaczony jako 18+ ! ;)
P.S. Creda - zmieniłaś avatar i Cię poznać nie można :P
Zrobiłam małe wyjście z cienia :p
RobertMiernik
30-11-2011, 00:49
Zrobiłam małe wyjście z cienia :p
Tylko za małe - dalej nic nie widać ;P
Ale i tak najlepszy był chleb moczony w wodzie z cukrem, po przyjściu z boiska :D
RobertMiernik
30-11-2011, 01:37
A chleb z prawdziwą wiejską śmietaną posypany cukrem?! Cholera, ale bym wsunął taką kanapeczkę...
i truskawki prosto z krzaka z piaskiem :D
i karbid... jako ze obok osiedla byly jakies stare garaze, obok nich w takich beczkach byl karbid magazynowany... wiec puszeczka karbidu, splunac i uciekac gdzie pieprz rosnie...
...albo wrzucanie starych dezodorantow do ogniska... palenie opon tak ze straz przyjezdzala :D
ech... granie w pilke na tereni gazowni :D
jak pomysle co sie wyrabialo w tamtych czasam to faktycznie zazdroszcze spokoju ducha albo stalowych nerow naszym rodzicom ;)
"eee, wydawało mi się, że piszemy o flyersie. Kurtce, podobno amerykańskich lotników wojskowych. Z zewnątrz zielona, podszewka wściekle pomarańczowa, tylko taka kombinacja była podobno oryginalna."
Pierwsze były dużo droższe i niemal nie do zdarcia. Naszywki jakieś zagramaniczne (nie pamiętam jakie).
Występowały też w czarnym kolorze (także w amerykańskich filmach). Myślę, że mogły być oryginalne.
Potem nastąpił zalew taniej tandety, która po pierwszym praniu traciła osławiony oranż i szybko się dezelowała.
Sapphiron
30-11-2011, 02:51
chciałbym wam podziękować... za to że podbudowaliście moje twierdzenie ze mimo wszystko jestem normalny, wychowałem się w cudownym okresie i NIKT nie odbierze mi tego jak cudownie było...
i karbid... jako ze obok osiedla byly jakies stare garaze, obok nich w takich beczkach byl karbid magazynowany... wiec puszeczka karbidu, splunac i uciekac gdzie pieprz rosnie...
...albo wrzucanie starych dezodorantow do ogniska... palenie opon tak ze straz przyjezdzala :D
ech... granie w pilke na tereni gazowni :D
jak pomysle co sie wyrabialo w tamtych czasam to faktycznie zazdroszcze spokoju ducha albo stalowych nerow naszym rodzicom ;)
Ech to dzieciństwo w Belfaście... ;-)
A żabę dmuchaliście? ;)
Z różnych głupot, które popełniałem w dzieciństwie, dwie nie miały miejsca.
Nigdy nie przejawiałem bestialstwa wobec zwierząt, do tej pory nie leży to w mojej naturze. Choć jakbym musiał polować dla zdobycia żywności, to robiłbym to.
Oraz nigdy nie spróbowałem papierosów. Od maleńkości miałem uczucie, że to jest wyjątkowa głupota.
Eeee, pierwszy dmuch w papierosa miałam jakoś w 4 roku życia. Dziadzio był nałogowcem, babcia wyganiała go do łazienki, a ja nie rozumiałam, dlaczego go tak goni, co złego zrobił, bo i tak w całym domu śmierdziało... Podeszłam z litością do dziadka i zapytałam, co w tym takiego złego, czemu nie wolno, czemu zakazy... Dał spróbować. Ile się naśmiali z małej głupiej, jak zaczęła w papierosa dmuchać zamiast wdychać ... :D
Do fajek mnie nie ciągnęło, a próba nauczenia palenia szybko i skutecznie się skończyła. Niestety, wiele innych dzieciaków paliło nawet od 10 roku życia i palą do dziś :(
Co do zwierząt, to w tym jednym przypadku uważam, że wina jednak mocno leży po stronie rodziców. Od ekstremalnych sytuacji, o których nie rozmawia się z dziećmi i nie tłumaczy znęcania, aż po kupowanie dzieciakowi żywego futrzaka, przykład zza ściany: najpierw dzidzia chciała pieska, kupili małego pudelka - przezabawna brykająca kulka puchu, która po kilku miesiącach przestała być interesująca i wymieniono go na nową zabawkę - króliczek miniaturka... Potem było coś jeszcze... Aż się serce krajało, co dziecko robiło z tą żywą zabawką, jak ściskało, podrzucało i rechotało ze szczęścia na oczach rodziców :|
Sapphiron
30-11-2011, 10:26
szkoda ze ten króliczek nie zrobił cofki na tego dzieciaka...
Co to jest cofka? :roll:
Cofnięcie się pokarmu na zewnątrz :lol:
a dokładniej to jest to cofniecie się morza (np) do dopływu :) Tylko jak to na świnkę morską przełozyć :)
Cofnięcie się pokarmu na zewnątrz :lol:
Albo tlenku węgla z instalacji ogrzewania. Kiedyś znajoma by się tak zadusiła we własnej łazience, jej facet był wtedy w mieszkaniu. Skończyło się dobrze, ale o włos było.
Amadeusz
30-11-2011, 11:03
A żabę dmuchaliście? ;)
No ba :) trawa w zadek i jazda ale to bardzo chwilowe było i szybko z tym skończyliśmy ;)
Ale i tak najlepszy był chleb moczony w wodzie z cukrem, po przyjściu z boiska :D
mniam :)
PS. A ktoś żniwa na wsi pamięta? Kosa, odbieranie snopków, kawa inka i tak 10 hektarów :) Dłubanie w krowim łajnie patykiem, jedzenie obiadu przy oborze, wszędzie pełno much albo WC w wychodku. Teraz nie chciałbym nawet na to patrzeć :) Choć kosić trawę kosą do tej pory lubię.
National
30-11-2011, 11:06
Ach to były czasy :) Fajnie sobie powspominać.
Zastanawiam się co dzisiejsze pokolenie będzie wspominać z dzieciństwa ?
Sapphiron
30-11-2011, 11:39
kosić kosą i sierpem do tej pory potrafie co wprawia w dzikie zdziwienie moja 4lata młodsza dziewczynę. Niby mała różnica ale już została przekroczona granicą pokoleń... Pewnie się to wydaje śmieszne ale niestety tak jest... Ja mimo ze z urodzeniana mieszczuch na roli potrafie prawie wszystko, nawet porod cielaka odebrany, ona mimo ze mieszka na wiosce nie potrafi nic oprócz gotowania i pielenia ogrodu...
A ktoś żniwa na wsi pamięta? Kosa, odbieranie snopków, kawa inka i tak 10 hektarów :)
Akurat tego do końca życia nie zapomnę, dzięki atakowi kilkucentrymetrowego zielonego pająka... dla mnie wtedy koszmarnego mutanta... Stałam na wozie (jak to się nazywało) na stercie siana, podniosłam rękę do czoła, poczułam jakieś obciążenie na łokciu... a tu ten koszmar zbliżał się do moich przerażonych dziecięcych oczek :mrgreen: trauma na wiele lat :D
Podobno nie widzieli, żeby ktoś tak szybko spierniczał o własnych siłach :mrgreen:
Kawa inka, tylko bez cukru - kiedy budowali kościół i plebanię, bawiliśmy się na budowie. Robotnicy zajęci, a my im inkę z wiadra podpijaliśmy i dawaj wyścigi między pustakami i belkami :D
U rodzinki na wsi uwielbiałam zabawę ze studnią (na żurawia), czyli eechooooo, echooooo, echoooooooooooo :D
Był drewniany wychodek przy stodole (brak wody (kranów), a przez to brak wc w chacie), kurnik, parnik, zapachy drewnianej starej podłogi...
Spaliśmy na strychu, bo na dole zabrakło miejsca. Łóżka zrobione z siana, pokryte jakimś materiałem... i szczury, myszy, coś, co szurało, chodziło wokół nas... :D
Ech, teraz brzmi jak jakaś abstrakcja, scenariusz filmu, cieszę się, że udało mi się to wszystko przeżyć :)
RobertMiernik
30-11-2011, 11:41
Zastanawiam się co dzisiejsze pokolenie będzie wspominać z dzieciństwa ?
"Ty, LOLu, a pamiętasz jak się serwery Tibii wyłożyły? OMG, GOSH, Aż musiałem na dwór wyjść!"
...??
PS. A ktoś żniwa na wsi pamięta? Kosa, odbieranie snopków, kawa inka i tak 10 hektarów :) Dłubanie w krowim łajnie patykiem, jedzenie obiadu przy oborze, wszędzie pełno much albo WC w wychodku. Teraz nie chciałbym nawet na to patrzeć :) Choć kosić trawę kosą do tej pory lubię.
Sianokosów nie zaliczyłem, ale za to obowiązkowo zbieraliśmy ziemniaki. Tak się złożyło, że nawet później to ziemniaki dominowały w wiejskich peregrynacjach. :D
Z żabą nie miałem osobiście (przez rurkę) do czynienie, choć paru kumpli je zaliczyło. Żaby były u mnie za pokarm dla raków. Rozbierało się żabę na mniejsze kawałki, przywiązywało do cienkiego sznurka lub grubszej żyłki i rzucało w wodę. Po 10 minutach wyciągało powolutku i w 5 na 10 przypadkach na przynęcie był rak :)
U nas łapano raki na kijka, takiego o ----< rozdwojonego. Nie słyszałam o metodzie "na żabkę" ;) W przeciwieństwie do Waszej metody, nasza wymagała błyskawicznego działania :p
Zamiast żaby można było wołowinkę, ale gdzie wtedy wołowinkę kupić, a jak już to raczej do gara, a nie na przynętę ;) Żaby też dobre były na szczupaka :D
PS. A ktoś żniwa na wsi pamięta? Kosa, odbieranie snopków, kawa inka i tak 10 hektarów :) Dłubanie w krowim łajnie patykiem, jedzenie obiadu przy oborze, wszędzie pełno much albo WC w wychodku. Teraz nie chciałbym nawet na to patrzeć :) Choć kosić trawę kosą do tej pory lubię.
no ja kilka żniw przezyłem u dziadka na wsi pod Krakowem :-)
pamietam jak starsi ładowali na wóz siano takimi drewnianymi wielkimi widłami...
a młodzi biegali z grabiami po polu... wszystko ręcznie...
a jak się potem jechało na takim wozie z sianem na wysokości 4-5 metrów... to była frajda i tylko dwa konie mocy ;)
długie lejce i heja! potem trzeba było się kłaść żeby do stodoły wjechać i głową nie zahaczyć...
rytuał ostrzenia kosy... (którego według dziadka chyba nigdy nie załapałem )
no i golenie brzytwą i ostrzenie na pasku na klamce...:-)
mleko prosto od krowy i ubijanie masła...
mleko prosto od krowy i ubijanie masła...
O to to! Mleczko, cieplusie, ledwie przez tetrę przefiltrowane śmieciuchy, jeszcze z pianką, jak zdążyli przede mną, zanim do kanki (baniaka?) się dobrałam :twisted: Mniamuśne!
Nie wiem, czemu dzisiejszy biały napój w kartonie, czy butelce (choć wciąż od krowy) nazywa się mlekiem, toż to zupełnie inny smak...
mleko prosto od krowy
Mniam...super na kaca ;)
Nie wiem, czemu dzisiejszy biały napój w kartonie, czy butelce (choć wciąż od krowy) nazywa się mlekiem, toż to zupełnie inny smak...
bo od krowy miało 5 % tłuszczu i nie było tykane obróbką
zresztą chochlą z wiadra zawsze będzie inaczej smakować... ;)
Mniam...super na kaca ;)
zwłaszcza jak to był kac po żytniej ;)
Art Erie
30-11-2011, 17:04
Ja mam tylko dwie żaby na sumieniu ;)
Jedną wpuściłem dziadkowi do studni, drugą sąsiadowi do talerza z zupą; nie pamiętam za co było większe manto :mrgreen:
zwłaszcza jak to był kac po żytniej ;)
Nie wiem po czym to było (znaczy ten kac gigant), bo po 3 dniach zlotu DPAS in Poland (Deep Purple Appreciation Society) wszyscy organizatorzy padali na pysk. Imprezy trwały po 20 godzin dziennie, a do tego mieliśmy wizytę Simona Robinsona - szefa DPAS. Po 3 dniach zapierdzielania przy obsłudze zlotu, kumpel zaprosił nas na party w szczerym polu. Podciągnęliśmy prąd z jego chaty i rozbiliśmy 12 namiotów (w 6 stał sprzęt nagłaśniający). Na środku było ognisko z kiełbaskami i ziemniakami, a obok, w skrzynkach flaszki. Jak raniutko zobaczyłem Mamę Piotra wracającą z dojenia, to od razu złapałem kubek i duchem pół litra wytrąbiłem, tylko pianka na wąsach została, a kac minął w kwadrans :D
"PS. A ktoś żniwa na wsi pamięta? Kosa, odbieranie snopków, kawa inka i tak 10 hektarów "
Za mały byłem i hektarów nieco mniej, ale bawiłem się w namioty ze snopków
i w zagajniku na środku pola. Potem kilka lat przerwy i jeździłem na żniwa jako
kierowca ciągnika, bo rąk do pracy brakowało (sąsiedzi akurat żiwa mieli ;) ).
"O to to! Mleczko, cieplusie, ledwie przez tetrę przefiltrowane śmieciuchy, jeszcze z pianką,"
Wyczynowo podpijałem :). Potem u siebie chodziłem po mleko do gospodarza i bardzo
rzadko więcej niż połowę do domu przynosiłem. W końcu jakieś 500m to kawał drogi... ;)
Żaby nigdy w życiu w rękach nie trzymałem, więc nie było zagrożenia, za to muchy na klej
szybkoschnący przyklejałem do czegokolwiek pływającego i śmigała sobie motorówka
w misce ;) Dla much, komarów i kleszczy nie znam litości! Reszta może sobie biegać,
większość nawet lubię.
u nas raki się łapało na jakieś rośliny rosnące w pobliżu - takie z żółtymi kwiatkami. Wkładało się do wody, parę minutek i rak się na to łapał. Potem takiego raka się rozczłonkowywało i na białe mięsko łapało rybki :)
Myślicie, że teraz dzięki innemu podejściu liczba wypadków (tych śmiertelnych również) spadła? Ciekawe co mówią statystyki?
To się nazwywa współczynnik umieralności z powodu przyczyn zewnętrznych u dzieci i młodzieży, a polskie statystyki pokazują jego stały spadek. Jednocześnie rośnie, oprócz odsetka wad postawy, częstość występowania u dzieci i młodzieży nadwagi i otyłości, nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, podwyższonego stężenia cholesterolu. Takie czasy.
A kto Was usprawiedliwiał z nieobecności w szkole? ;) ... Rodzice (jak już) dowiadywali się o tym, to dopiero na koniec roku z zachowania... u niektórych :D
Dziś chyba jakieś tam karty magnetyczne mają w szkołach?
To się nazwywa współczynnik umieralności z powodu przyczyn zewnętrznych u dzieci i młodzieży, a polskie statystyki pokazują jego stały spadek.
Czyli może jednak jest pod tym względem pozytywny efekt.
Jednocześnie rośnie, oprócz odsetka wad postawy, częstość występowania u dzieci i młodzieży nadwagi i otyłości, nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, podwyższonego stężenia cholesterolu. Takie czasy.
To niestety problem całego społeczeństwa - nie tylko dzieci i młodzieży.
A kto Was usprawiedliwiał z nieobecności w szkole? :wink: ... Rodzice (jak już) dowiadywali się o tym, to dopiero na koniec roku z zachowania... u niektórych :grin:
Dziś chyba jakieś tam karty magnetyczne mają w szkołach?
Karty magnetyczne pewnie bywają, ale raczej to sporadyczne przypadki. Dzisiejsza młodzież również sobie usprawiedliwia i to nie wiem, czy nie w szerszej skali :)
Biorąc pod uwagę to:
Cytat:
Napisał ebstein Zobacz post
To się nazwywa współczynnik umieralności z powodu przyczyn zewnętrznych u dzieci i młodzieży, a polskie statystyki pokazują jego stały spadek.
i to:
Cytat:
Napisał ebstein Zobacz post
Jednocześnie rośnie, oprócz odsetka wad postawy, częstość występowania u dzieci i młodzieży nadwagi i otyłości, nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, podwyższonego stężenia cholesterolu.
Bilans jest podobny, z tym, że doliczyłbym wszechobecne alergie.
Organizm wychowywany pod kloszem zawsze będzie słabszy.
Niech żyje tłuste mleko, ser z tego mleka i prawdziwe masło oraz jajecznica z prawdziwych jaj na prawdziwym maśle z bułeczką :D
Dzisiejsza młodzież również sobie usprawiedliwia i to nie wiem, czy nie w szerszej skali
dzisiaj usprawiedliwiają rodzice. Nawet jak wiedzą, że dziecko było na wagarach. Normalnie koszmar. :(
dzisiaj usprawiedliwiają rodzice. Nawet jak wiedzą, że dziecko było na wagarach. Normalnie koszmar. :(
Tak samo prowadzą dzieci po zaświadczenie o dysleksji, dyskalkulii, itp. Niestety, najczęściej chcąc chronić matoła, czyniąc tak naprawdę dziecku krzywdę idąc na łatwiznę. Co gorsze, poradnie często te zaświadczenia wydają bezzasadnie :(
Cóż, niestety żyjemy w czasach, kiedy dobrze "sprzedają się rzeczy o niczym, napisane w przystępny sposób"... I przekłada się to na wiele dziedzin życia.
Sapphiron
30-11-2011, 19:38
teraz panuje ogólny trendy czyli dysmózgia... lenistwo można nazwać na różne sposoby ale zawsze zostaje lenistwem...
A wszystko przez to, że mleko daje biedronka, a nie krowa ;)
Sapphiron
30-11-2011, 20:11
ALF, my w Lublinie mamy mlekomaty. Koleś założył biznes z eurodopłatą, kilkadziesiąt krów, codziennie świeże mleko, codziennie określone dokładnie ile ma procent a kosztuje? 3zł za litr, a ten smak!
A wracając do dysów... Kumpel z klasy miał stwierdzoną dysortografię ( w tamtych czasach to jeszcze było koromysło niewiadomo skąd), a że ma matkę bardzo staroświecką to w rok się nauczył ortografii tak że maturę napisał na 5. Tyle że nie siedział przez jakiś czas na krzesełku tylko stał na lekcjach, z wiadomego powodu ;)
Tak samo prowadzą dzieci po zaświadczenie o dysleksji, dyskalkulii, itp. Niestety, najczęściej chcąc chronić matoła, czyniąc tak naprawdę dziecku krzywdę idąc na łatwiznę. Co gorsze, poradnie często te zaświadczenia wydają bezzasadnie :(
No to mamy niezłe dysmózgowie...
my w Lublinie mamy mlekomaty. Koleś założył biznes z eurodopłatą, kilkadziesiąt krów, codziennie świeże mleko, codziennie określone dokładnie ile ma procent a kosztuje? 3zł za litr, a ten smak!
A no właśnie! Dawno temu było o tym w TV i pytanie teraz, czy w stolicy jest czego szukać? Czy on tak tylko na Lbl działa?
mateo912
30-11-2011, 20:45
No to mamy niezłe dysmózgowie...
A no właśnie! Dawno temu było o tym w TV i pytanie teraz, czy w stolicy jest czego szukać? Czy on tak tylko na Lbl działa?
we Wrocławiu też jest ;)
Sapphiron
30-11-2011, 20:55
raczej w Stolnicy nie ma, ale jak coś to mogę na 10tego przywieźć Ci litra na spróbówkę :)
jest nawet koło mnie - komu literka wysłąć pocztą :)
a propos poczty - dziś się mocno zszokowałem. Dzwoni do mnie listonosz z info ze ma dla mnie paczkę, nie chce jej awizowac i pyta jak się możemy ustawić na odbiór. Dogadaliśmy ze zostawi u zaprzyjaźnionej fryzjerki i ja sobie odbiorę. Paczka w domu, listonosz zadowolony. Chyba prezes poczty wprowadził to o czym było niedawno w wywiadzie - premie za dostarczanie przesyłek. I dobrze - coś się po 50 latach w końcu zmienia w tym urzędzie :)
@Sapphiron, a chętnie, tylko nie jedź busem (przez pola), bo śmietanę dowieziesz :D
Ps. I nie w butelce po pepsi :p
@Stock, nareszcie się zorganizowali i będą efekty! Ile skarg poszło, zanim się zorientowałam, że to na nic... :(
Sapphiron
30-11-2011, 21:32
buteleczka świeża bo automat daje od razu wyparzone butelki za złocisza :) przed każdym nalaniem mleka dodatkowo wyparza ową buteleczkę i butelka jest wielokrotnego użytku :)
mateo912
30-11-2011, 23:10
jest nawet koło mnie - komu literka wysłąć pocztą :)
apropo poczty - dziś się mocno zszokowałem. Dzwoni do mnie listonosz z info ze ma dla mnie paczkę, nie chce jej awizowac i pyta jak się możemy ustawić na odbiór. Dogadaliśmy ze zostawi u zaprzyjaźnionej fryzjerki i ja sobie odbiorę. Paczka w domu, listonosz zadowolony. Chyba prezes poczty wprowadził to o czym było niedawno w wywiadzie - premie za dostarczanie przesyłek. I dobrze - coś się po 50 latach w końcu zmienia w tym urzędzie :)
Zmieniło się ponieważ paczek nie rozwożą już listonosze, tylko jakaś tam firma córka PP ;)
Ja jestem bardzo pozytywnie zaskoczony ostatnio prędkością dostarczenia przesyłek,
zamówiłem w poniedziałek 2 rzeczy na allegro 1 kurierem(siódemka)i jedno PP.
Obie wysłane w poniedziałek pod wieczór kurier był wczoraj wieczorem PP dzisiaj rano ;)
No proszę, jak niewiele trzeba było zrobić, by tak wielce dobrą rzecz uczynić... jak to czas wszystko zmienia ;)
A listonosz dalej rowerkiem śmiga między blokami i równo zalicza z buta kolejne 4 piętro... z poleconym, bo w blokach wind nie dali :mrgreen:
koromysło niewiadomo skąd
A wiesz Ty w ogóle, co to jest koromysło...? ;)
I czemu "niewiadomo"?
Sapphiron
30-11-2011, 23:52
Ekoś, daj spokój... chociaż raz...
Amadeusz
01-12-2011, 00:45
O to to! Mleczko, cieplusie, ledwie przez tetrę przefiltrowane śmieciuchy, jeszcze z pianką, jak zdążyli przede mną, zanim do kanki (baniaka?) się dobrałam
Ha, a mnie kiedyś dziadziuś prosto z cycka napoił, czyli extra mocne bez filtra :) W sumie nie znam nikogo kto tak pił mleko.
PS. tak, to jest kanka.
"Ekoś, daj spokój... chociaż raz..."
Nie słuchaj go, bo będzie, jak z dziennikarzami. Zło trzeba tępić! ;)
a pamietacie że kiedyś mozna było zamówić świeże mleko pod drzwi...
u nas w bloku roznosili mleko to jeszcze były takie litrowe butelki z twardym sreberkiem zamiast kapsla
7 rano otwierasz drzwi a tam stoją dwie butle z mlekiem :) ... potem już nie stały... bo ktoś wiecznie podkradał....
Sapphiron
01-12-2011, 10:17
a pamietacie że kiedyś mozna było zamówić świerze mleko pod drzwi...
nie wiem jak Ty ale ja dostawałem świeŻe mleko pod drzwi :)
A no właśnie! Dawno temu było o tym w TV i pytanie teraz, czy w stolicy jest czego szukać? Czy on tak tylko na Lbl działa?
Szukaj na bazarach, na Szembeku czasem da się upolować. Tylko mi się tak rano nie chce tam iść nigdy ;oP
btw: kupiłem ostatnio wiejską śmietanę i przypominałem sobie smak kanapki ze śmietaną i cukrem ;o)
nie wiem jak Ty ale ja dostawałem świeŻe mleko pod drzwi :)
juz poprawiłem ;)
ale to był bajer co?
juz poprawiłem ;)
ale to był bajer co?
Bajer to był, jak to mleko w zimie zamarzało. ;)
nie wiem jak Ty ale ja dostawałem świeŻe mleko pod drzwi :)
O matulu, i kto to przygania... ;)
Szukaj na bazarach...
Podziękuję... kiedyś kupowałam. Lata temu to było i zwykle mleko bywało świeże, ale kiedy zaczęło się kwaśne, odpuściłam.
Pewnego razu poszłam do babki zareklamować, bo pytałam, czy mleko świeże (naleśniki robi się na świeżym), a w domu okazało się, że mam totalnie zsiadłe mleko... Babka mi go nie przyjęła, powiedziała, że takie mleko jest też przecież dobre i do widzenia, przyjdź jutro i zapłać za kolejne, bez marudzenia ;)
kupiłem ostatnio wiejską śmietanę i przypominałem sobie smak kanapki ze śmietaną i cukrem ;o)
Jak zabrakło śmietany, to i z samym cukrem albo solą trzeba było jeść, tylko starsi posypywali, coby dla wszystkich na długo starczyło :p
Teściowie mają swoje naturalne jadło na wsi. Pierwszy raz odkąd pamiętam, jadłam twaróg naturalny (nie sklepowy). Różnica w smaku nieporównywalna.
Pamiętam, jak przed kioskiem (sklepikiem) stała ogromna kolejka, ludzie czekali na dostawę proszku. Matula postawiła mnie w kolejce (może z 4-5 latek miałam) i poszła zrobić pranie, obiad, sprzątanie, i po inne zakupy... Co jakiś czas sprawdzała, czy jeszcze stoję. Nie wiem ile osób wykorzystało mój głupi wiek i wepchało się w kolejkę, bo baby gadane miały ;) W sumie po kilku godzinach stania okazało się, że proszku niet... I czekaj do następnej dostawy, albo szukaj przyjaciół :D
Bajer to był, jak to mleko w zimie zamarzało. ;)
eee... no ja w bloku mieszkałem... więć jak było to... zawsze płynne :)
Pamiętam, jak przed kioskiem (sklepikiem) stała ogromna kolejka, ludzie czekali na dostawę proszku. Matula postawiła mnie w kolejce (może z 4-5 latek miałam) i poszła zrobić pranie, obiad, sprzątanie, i po inne zakupy... Co jakiś czas sprawdzała, czy jeszcze stoję. Nie wiem ile osób wykorzystało mój głupi wiek i wepchało się w kolejkę, bo baby gadane miały ;) W sumie po kilku godzinach stania okazało się, że proszku niet... I czekaj do następnej dostawy, albo szukaj przyjaciół :D
to kobietom do dziś zostało...
jak stoje w banku i widzę taka panią która podchodzi i od razu zaklepuje kolejkę bo idzie do innej to mówię grzecznie że to nie warzywniak tylko bank i albo stoi tu albo tam...
Sapphiron
01-12-2011, 11:21
O matulu, i kto to przygania... ;)
zaczynam powoli nabierać twoich nawyków ;)
zaczynam powoli nabierać twoich nawyków ;)
Tylko że ja nie robię błędów. ;)
Psie Sabo, nie idź tą drogą. ;)
Sapphiron
01-12-2011, 11:29
Tak wiem Krzyśku, jam niegodny drogi wielkiego Guru... Ale staram się zwalczać w sobie te jakże błahe słabości...
Tak wiem Krzyśku, jam niegodny drogi wielkiego Guru... Ale staram się zwalczać w sobie te jakże błahe słabości...
Miałem na myśli raczej, że Cię otoczenie znienawidzi. ;)
Ale staram się zwalczać w sobie te jakże błahe słabości...
od siebie zacząć nie koniecznie innym wytykać to bez wątpienia zacna droga ;)
od siebie zacząć nie koniecznie innym wytykać to bez wątpienia zacna droga ;)
Ładne :)
Rafał_Sz
01-12-2011, 11:48
Miałem na myśli raczej, że Cię otoczenie znienawidzi. ;)
Krzysiek, ale zrozum ludzi. Większość osób które zna Twoją językową korbę boi się do Ciebie cokolwiek napisać.
Miodek się rozpił, Bralczyk się jąka. Nawet napisy w filmach ciężko włączyć bo są zestresowane. Weź coś kiedyś napisz z błędami, pokaż, że też jesteś człowiekiem.
;):)
Amadeusz
01-12-2011, 14:32
Tylko że ja nie robię błędów. ;)
Psie Sabo, nie idź tą drogą. ;)
Nie postawiłeś przecinka przed "że" :razz:
Psychotrop
01-12-2011, 14:49
Krzysiek, ale zrozum ludzi. Większość osób które zna Twoją językową korbę boi się do Ciebie cokolwiek napisać.
Miodek się rozpił, Bralczyk się jąka. Nawet napisy w filmach ciężko włączyć bo są zestresowane. Weź coś kiedyś napisz z błędami, pokaż, że też jesteś człowiekiem.
;):)
:mrgreen:
boskie :D
najlepsze, że też się Krzysztosława bałem okropećnie ;)
O to to! Mleczko, cieplusie, ledwie przez tetrę przefiltrowane śmieciuchy, jeszcze z pianką, jak zdążyli przede mną, zanim do kanki (baniaka?) się dobrałam :twisted: Mniamuśne!
Nie wiem, czemu dzisiejszy biały napój w kartonie, czy butelce (choć wciąż od krowy) nazywa się mlekiem, toż to zupełnie inny smak...
credka, ty z mazur, czy co? czytam tak te twe wspomnienia i jakbys moje dziecinstwo opisywala :D
Ja to taka wszędobylska, świat lubię zwiedzać ;)
Pochodzenie rodziny 100% naturalna wieś. Jednak mój żywot małomiasteczkowy, mazurski... Niemniej, do rodziny na wsi ciągnęło mnie i ciągnie i będzie zawsze :D
Fakt jest jednak taki, że całe to piękno się skończyło, razem ze zmianą czasów. Kiedyś na wsi spokojnie rodzina przeżyła i miała się dobrze, ale dziś utrzymać pola, zwierzynę, a do tego dzieci wykształcić wysoko, jest problem. Tak więc, niewielu już tam ludzi zostało...
Nie postawiłeś przecinka przed "że" :razz:
To był ukłon w Twoją stronę. ;)
Rze tesh macie problemy z tom ortografiom!
Rze tesh macie problemy z tom ortografiom!
My nie mamy, za to Wy macie problemy z banami. ;)
Panowie, panooowieee.... a coś bardziej w temacie wątku? Nie bądźcie tacy skryci, nieśmiałość to domena pań ;)
Dyskoteki...ehhh, takie cóś się u nas na pierwszym miejscu trzymało chyba z pół roku :D
http://forum.nikoniarze.pl/showpost.php?p=2630018&postcount=3344
W temacie:
http://www.kciuk.pl/Miss-Polonia-1990-a73718
:)
Sapphiron
02-12-2011, 08:50
fajne naturalne dziewuchy... bez silikonu, photoshopa i innych sztucznych upiększaczy...
fajne naturalne dziewuchy... bez silikonu, photoshopa i innych sztucznych upiększaczy...
z bobrem :)
Sorry - nie mogłem się powstrzymać. To chyba przez poranna porę :)
Sapphiron
02-12-2011, 09:14
lepszy bober niż sylikon ;)
bobra zawsze możesz zgolić ;)
A silikona przekłuć ;) Poza tym jak to mówi Hank Moody - kobieta bez bobra to jak sex z dziewczynka z podstawówki !
Panowie, panooowieee.... Nie bądźcie tacy skryci, nieśmiałość to domena pań ;)
haha Credka chciałaś to masz... się rozkręcili :mrgreen:
Jeśli Bobber to tylko przez dwa "b" ;)
Chorobcia, chyba nie do końca o to mi chodziło :mrgreen:
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://mainhg.demotywatory.pl/uploads/201106/1308695944_by_Edvard18_500.jpg)
buahahahaha.... pozamiatales :)
A wracając do dysów... Kumpel z klasy miał stwierdzoną dysortografię ( w tamtych czasach to jeszcze było koromysło niewiadomo skąd), a że ma matkę bardzo staroświecką to w rok się nauczył ortografii tak że maturę napisał na 5. Tyle że nie siedział przez jakiś czas na krzesełku tylko stał na lekcjach, z wiadomego powodu ;)
Hm... Albo strasznie późno poszedłeś na studia albo coś ściemniasz, bo od paru dobrych lat wynik matury były w procentach, a nie skali szkolnej ;)
Sapphiron
03-12-2011, 09:21
ku6i jestem ostatnim rocznikiem który jest na starej maturze :) Rocznik później już był tym eksperymentalnym który jakimś cudem przedarł się przez nową maturę :)
a teraz studiuję kolejny kierunek :) Dziękuję za troskę :)
A widzisz, tego nie uwzględniłem :) Punkt dla Ciebie!
Czy koledzy i koleżanki pamiętają "WINO" na którym pisało SO2 do 200mg. Smak niezapomniany, paliło po zębach i nie tylko... W sklepie królowała VISTULA co do piachu przytula. Ja ze względu na wzrost byłem głównym zaopatrzeniowcem. Nikt nie pytał o dowód. Jeździło się na wiejskie zabawy, jak dał ojciec malucha, a jak nie dał to z buta nawet 5-6km i nikt nie płakał, że daleko. W drodze powrotnej się śpiewało, aby było raźniej iść o 4 nad ranem do pociągu.
Jak się chodziło to nikt się nie bał, nikomu nic się nie stało, nikogo nie zgwałcili.
Czasem wracało się całą bandą Żukiem na pace to nikt nie pytał o siedzące tylko jak się wlazło to już można było jechać. Prawo jazdy wydawali od 17 lat i było mniej wypadków jak dziś. We trzech na ETZ MZ się jeździło.
Na zabawach królował: Perfekt, Republika, Kombi, Lombard, Budka Suflera, czasem coś zagranicznego Modern Talking....
To były chyba lepsze czasy, a na pewno spokojniejsze, a miałem wtedy... o Boże jaki ja stary.... wtedy to myślałem o takich, że to już dziatki , które ledwo się ruszają, teraz zmieniłem zdanie ;-)
Wypadków było tyle samo, były też gwałty, zabójstwa i tym podobne. Z tym, że wtedy nie wolno było o tym pisać. Istniało coś takiego jak księga zapisków cenzury. Na zgniłym zachodzie mogły być katastrofy, u nas tylko dziewczęta w strojach krakowskich witały odwiedzających z bratnimi wizytami pierwszych sekretarzy.
Sapphiron
05-12-2011, 00:07
Wypadków było tyle samo, były też gwałty, zabójstwa i tym podobne. Z tym, że wtedy nie wolno było o tym pisać. Istniało coś takiego jak księga zapisków cenzury. Na zgniłym zachodzie mogły być katastrofy, u nas tylko dziewczęta w strojach krakowskich witały odwiedzających z bratnimi wizytami pierwszych sekretarzy.
Może i lepiej... nieświadomość złego też jest dobra. Człowiek często im mniej wie tym jest zdrowszy...
wtedy to myślałem o takich, że to już dziatki , które ledwo się ruszają
Dziatki to się zazwyczaj ruszają żwawo, w odróżnieniu od dziadków. ;)
Wypadków było tyle samo, były też gwałty, zabójstwa i tym podobne. Z tym, że wtedy nie wolno było o tym pisać. Istniało coś takiego jak księga zapisków cenzury. Na zgniłym zachodzie mogły być katastrofy, u nas tylko dziewczęta w strojach krakowskich witały odwiedzających z bratnimi wizytami pierwszych sekretarzy.
Nie wiem czy rzeczywiście to był główny powód, myślę, że chodzi tu też o przesył informacji.
Dziś media są tak wszechobecne, że gdy Zdzichu pchnie nożem kolegę, podczas libacji alkoholowej na klatce schodowej, w kamienicy w Pacanowie, to po 5min jest info o tym na TVN24, choćby dzięki "dziennikarstwu obywatelskiemu".
Ja już rzygam tymi wszystkimi portalami informacyjnymi, stacjami pokroju tvn24 etc.... 99,9% informacji jest złe (ktoś kogoś zabił, coś drożeje, gdzieś był karambol, rząd szykuje nowe "niespodzianki" dla społeczeństwa itd...).
Ja już rzygam tymi wszystkimi portalami informacyjnymi, stacjami pokroju tvn24 etc.... 99,9% informacji jest złe (ktoś kogoś zabił, coś drożeje, gdzieś był karambol, rząd szykuje nowe "niespodzianki" dla społeczeństwa itd...).
Mogę się tylko podpisać i dodam, że obecny poziom tekstu mnie przeraża... :| Jakby samych praktykantów zatrudniali do tego, a dali im na napisanie artykułu z 10 sekund, a ci walą byle co i byle jak... byle miejsce zapchać treścią.
Dziś media są tak wszechobecne, że gdy Zdzichu pchnie nożem kolegę, podczas libacji alkoholowej na klatce schodowej, w kamienicy w Pacanowie, to po 5min jest info o tym na TVN24, choćby dzięki "dziennikarstwu obywatelskiemu".
Tak, dokładnie się zgadzam, wszędzie teraz wszyscy węszą aferę
za pierwszym razem tak rozdmuchali ptasią grypę że mało produkcja w Polsce nie stanęła
a za drugim razem mówili że grozi pandemia a nawet epidemii nie było :/
Teraz było tyle samo przypadków albo może ciut więcej ale temat się znudził więc słowa o tym nie uświadczysz...
Ostatnio juz słyszałem że grodzi nam susza bo deszcz od miesiąca nie padał...
Serio takie dno jest w niusach?
Od dobrych kilku lat nie czytam gazet, nie oglądam telewizorni. Telewizora używam do oglądania filmów i programów w stylu Discovery czy NG.
Oooototoo... Ile człowiek zdrowszy, nie?
Czasem w samochodzie mi się radio niechcący włączy. A jak już się włączy, to z ciekawości przez kilka minut posłucham. I prawdę mówiąc nie zdarzyło mi się wytrzymać dłużej niż pół godziny. Przez ten czas usłyszę zazwyczaj ze dwie piosenki (niekiedy trudno nazwać to piosenką), 15 minut reklam i 5 minut wiadomości. Często nie wytrzymuję właśnie na wiadomościach. Strasznie się cieszę z tego twardego dysku w radiu. Przynajmniej mam alternatywę. :mrgreen:
W domu nie mamy telewizji, oglądamy filmy te, które chcemy oglądać. Kupione lub wypożyczone. W dobrej jakości, bez reklam, w ulubionej wersji językowej. Jeżeli chodzi o dziecko, to też mu dozujemy telewizję (głównie bajki) i dobieramy materiał tak, żeby nie zrobić młodemu człowiekowi kisielu z mózgu zbyty wcześnie. Króluje "Reksio", "Bolek i Lolek", "Krtek", polubił też w końcu "Sąsiadów" (do pewnego momentu niechętnie oglądał te rozpierduchy, które tam robią :mrgreen: ). Z zagramanicznych (w sensie ze zgniłego zachodu), to np. "Clifford". O, ostatnio też ma fazę na "Było sobie życie". I później taki czterolatek wali u lekarza teksty o erytrocytach, leukocytach, enzymach trzustkowych i innych takich. Mina lekarza - bezcenna. ;-)
Niestety tez zdajemy sobie sprawę z tego, że niedługo chyba trzeba będzie tę telewizję założyć. Młody pójdzie do szkoły, no kurde, chyba nie chcielibyśmy, żeby jakoś odstawał tematycznie od rówieśników. Bo go zaraz odizolują i będą traktowali jak odmieńca... Boję się trochę tego momentu...
Niestety tez zdajemy sobie sprawę z tego, że niedługo chyba trzeba będzie tę telewizję założyć. Młody pójdzie do szkoły, no kurde, chyba nie chcielibyśmy, żeby jakoś odstawał tematycznie od rówieśników. o go zaraz odizolują i będą traktowali jak odmieńca... Boję się trochę tego momentu...
Spokojna Twoja rozczochrana, jak młody będzie miał solidne podstawy, to sam zadecyduje czy chce iść z prądem czy pod prąd. Jednak lepiej żeby sam podjął taką decyzję.
No ja mam właśnie taką nadzieję. Że będzie mądrzejszy od tego całego motłochu. Nie zależy mi na tym, żeby miał całą bandę popirzganych kolesi, wolę żeby miał jednego mądrego kumpla. Mieszkamy we wiosce i planujemy posłać go do wiejskiej szkoły (przynajmniej podstawówki). Wioska nie jest generalnie mała, szkoła jest całkiem spora, bo obejmuje też swoim rewirem okoliczne przysiółki i liczymy na to, że dzieci z takich środowisk będą jednak mniej pogrzane, niż szkołach w dużych miastach.
Z tego co widzę, to media koncentrują się głównie na plotkach teraz. Tematem dnia są buty aktorki. Informacja jest bardzo wyrywkowa, skrócona, w zasadzie jakieś migawki, bez głębszej analizy. Taki hamburger, żeby szybko przełknąć. Dziennikarstwo, szczególnie polityczne zanika, w tej chwili są publicyści tylko, nie ma dziennikarzy. Jaka różnica? Dziennikarz powinien być bezstronny, publicysta ma swoje poglądy, jest agitatorem. Po części same media do tego doprowadziły, po części politycy. Żądają od każdego deklaracji.
Spada też poziom dziennikarstwa, bo taniej wziąć jakiegoś studenta niż dziennikarza. Z redakcji praktycznie zniknęli korektorzy, po co, są przecież programy ze słownikami, tylko korektor poprawiał nie tylko błędy ortograficzne, ale też stylistyczne. Kiedyś było powiedzenie wśród dziennikarzy - "To, że pies pogryzł człowieka, to żadna wiadomość, to że człowiek pogryzł psa, to jest informacja". Obecnie wiadomością jest, że pies zaszczekał, o ile zostanie podana najpóźniej w ciągu 10 sekund od wydarzenia. Coraz większy natłok informacji utrudnia wybór tego co jest istotne. Możemy przyjąć dziennie ograniczoną ilość informacji, a jesteśmy bombardowani dawką przekraczającą nasze możliwości percepcji. W dodatku informacje najmniej potrzebne są najbardziej nachalne, czyli wszelkie przekazy reklamowe i marketingowe. Uczymy się je filtrować, ale marketingowcy zarzucają nas coraz większymi dawkami reklam. Przekłada się to też na wyniki nauczania. Dzieci są mocno atakowane reklamami, więc mózg ma mniej czasu na uporządkowanie informacji, jest zajęty filtrowaniem napływających wciąż nowych danych.
Niestety nie spodziewam się, żeby coś zmieniło się na plus, raczej będzie coraz większa dawka informacji marketingowych, a informacje istotne będą ginęły w szumie.
A z tego co ja widzę, to wątek trochę "poszedł w maliny" ;)
A z tego co ja widzę, to wątek trochę "poszedł w maliny" ;)
Dlaczego? Porównujemy "dawniej" i "dziś" :)
Ja już rzygam tymi wszystkimi portalami informacyjnymi, stacjami pokroju tvn24 etc.... 99,9% informacji jest złe (ktoś kogoś zabił, coś drożeje, gdzieś był karambol, rząd szykuje nowe "niespodzianki" dla społeczeństwa itd...).
A kto Ci każe tego słuchać/oglądać? Polecam nie włączać TVN24, serwisów info, onetu, wp, interii, gazety itp. Będziesz zdrowszy :)
Oooototoo... Ile człowiek zdrowszy, nie?
Czasem w samochodzie mi się radio niechcący włączy. A jak już się włączy, to z ciekawości przez kilka minut posłucham. I prawdę mówiąc nie zdarzyło mi się wytrzymać dłużej niż pół godziny. Przez ten czas usłyszę zazwyczaj ze dwie piosenki (niekiedy trudno nazwać to piosenką), 15 minut reklam i 5 minut wiadomości. Często nie wytrzymuję właśnie na wiadomościach. Strasznie się cieszę z tego twardego dysku w radiu. Przynajmniej mam alternatywę. :mrgreen:
Jeśli chodzi o serwisy informacyjne, to polecam Trójkę, to jest chyba jedyne radio w którym gdy spiker czyta wiadomość to w tle nie ma żadnych muzyczek, melodii, dżingli i innego pierdzenia. Pamiętam moje zszokowanie, gdy z dnia na dzień wyłączyli ten badziew w tle. Pierwsza moja myśl: "to tak się k... da?!" :D Poza serwisami kto co lubi: czasem zdarzy się fajna audycja, a czasem to trochę uszy więdną. Życie.
Spada też poziom dziennikarstwa, bo taniej wziąć jakiegoś studenta niż dziennikarza. Z redakcji praktycznie zniknęli korektorzy, po co, są przecież programy ze słownikami, tylko korektor poprawiał nie tylko błędy ortograficzne, ale też stylistyczne. Kiedyś było powiedzenie wśród dziennikarzy - "To, że pies pogryzł człowieka, to żadna wiadomość, to że człowiek pogryzł psa, to jest informacja".
No patrz, a to forum jest ta elitarne, że nawet własną służbę ortograficzno-porządkową ma ;)
A kto Ci każe tego słuchać/oglądać? Polecam nie włączać TVN24, serwisów info, onetu, wp, interii, gazety itp. Będziesz zdrowszy :)
Nikt mi nie każe, ale czasem ktoś z członków rodziny włączy np. TVN24 i "leci"...
Ja staram się oglądać coraz mniej jakichkolwiek programów informacyjnych. Jeśli już włączam tv to choćby Kino Polska czy TVN Turbo.
Amadeusz
05-12-2011, 13:29
No ale kiedyś to niby jakie były te górnolotne programy informacyjna? Dziennik? Sto pytań do? Forum? czy Tydzień? Wtedy była jedyna słuszna wizja :)
Było takie okno na świat w niedziele 2h ale nie pamiętam tytułu. Takie dzisiejsze bzdety ale wtedy to było coś :)
Zgadzam się, że nie ma refleksji, dyskusji na ważne tematy - kto by to oglądał, nuda. Zaprasza się dwóch gości do programu z przeciwnych obozów i jest napier.... anka. To jest to.
Zaprasza się dwóch gości do programu z przeciwnych obozów i jest napier.... anka. To jest to.
...jak jeden z "dziennikarzy", który co niedziela zaprasza przedstawicieli każdej z partii, sadza przy stole i zaprasza do dyskusji metodą: "Panie pośle X, poseł Y powiedział, że jest pan idiotą. Co pan na to?".
No ale kiedyś to niby jakie były te górnolotne programy informacyjna? Dziennik? Sto pytań do? Forum? czy Tydzień? Wtedy była jedyna słuszna wizja :)
A tam gadasz... był teatr telewizji w poniedziałki, była Sonda, Wielka Gra, Piątek z Pan Kracym, a z zachodnich to Muppety, Fraglesy :-P ;)
A tam gadasz... był teatr telewizji w poniedziałki, była Sonda, Wielka Gra, Piątek z Pan Kracym, a z zachodnich to Muppety, Fraglesy :-P ;)
Teatr jest. I na szczęście w poniedziałki. Co prawda głównie powtórki, ale jest. A we wtorki na TVP Kultura, jeśli ktoś odbiera.
A tam gadasz... był teatr telewizji w poniedziałki, była Sonda, Wielka Gra, Piątek z Pan Kracym, a z zachodnich to Muppety, Fraglesy :-P ;)
5-10-15, Kwant, Laboratorium, Adam Słodowy, Latający cyrk Monty Pythona. Było mniej, ale jakościowo więcej.
Piórkiem i węglem, Zwierzyniec z gawędami Sumińskiego, Stare kino, potem Perły z lamusa, Bogusław Kaczyński, Z kamerą wśród zwierząt, programy Halika. Chyba tajemnica polegała na tym, że programy robili pasjonaci, a nie specjaliści od marketingu i słupków oglądalności, ale dzięki tej pasji programy były ciekawe i miały wysoką oglądalność. Program był prowadzony przez fachowca, a nie aktorkę lub aktora, który ma ładnie się uśmiechać i nic nie wiedzieć poza tym co jest w scenariuszu.
W ogóle było coś takiego jak telewizja edukacyjna. Największy wpływ na moją osobowość i chyba generalnie na to, czym się zajmuje obecnie, miały wtorki, kiedy to emitowane były programy o charakterze popularno-naukowym. Właśnie m.in. Kwant, Laboratorium (i jeszcze drugi program P. Niedzickiego, co ze swoimi synami w kuchni różne eksperymenty robił), było też kilka zachodnich audycji.
Sonda :) I pies pankracego którego uwielbiałem :)
I ci z matplanety - Pi i Sigma :) i chyba jeszcze było coś muzycznego co taki pan skakał po klawiszach fortepianu. no i nie wolno też zapomniec o serialu " Było sobie życie" :)
Sonda :) I pies pankracego którego uwielbiałem :)
I Ci z matplanety - Pi i Sigma :) i chyba jeszcze było coś muzycznego co taki pan skakał po klawiszach fortepianu. no i nie wolno też zapomniec o serialu " Było sobie życie" :)
To nie uważałeś, bo to był pies Pankracy, a nie Pankracego. ;)
A na święta Bożego Narodzenia puszczali kreskówki Disneya i obowiązkowo "Królowa Śniegu"
A pamiętacie nowości muzyczne w programie "Jarmark" :)
To nie uważałeś, bo to był pies Pankracy, a nie Pankracego. ;)
uwazałem - a tu mnie się literówka machnęła od szybkiego pisania :)
Teatr jest. I na szczęście w poniedziałki. Co prawda głównie powtórki, ale jest. A we wtorki na TVP Kultura, jeśli ktoś odbiera.
Od kiedy jest? Z tego co wiem to miesiąc temu był i nawet na żywo.
Leci co tydzień? O jakiej godzinie?
I Ci z matplanety - Pi i Sigma :)
Ci to byli świetni :-D Śmieszne to było na maxa :-D
teatr leci - ostatnio przeciez bardzo głosno było o jednej sztuce. Tak ze 3 tyg temu chyba.
Od kiedy jest? Z tego co wiem to miesiąc temu był i nawet na żywo.
Leci co tydzień? O jakiej godzinie?
Miś jak zwykle zaspany: http://tv.wp.pl/?ticaid=1d80e
;)
ale trzeba przyznać że niektóre telewizje pielęgnują tradycję z dawnych czasów...
no moze nie tak dawnych... jednak na "Kevina" w Polsacie zawsze można liczyć :mrgreen:
ps.
był jeszcze Kabaret Olgi lipińskiej...
a Bolek i Lolek lecą do dziś :)
Miś jak zwykle zaspany: http://tv.wp.pl/?ticaid=1d80e
;)
Ooo, no to fajnie, że ta "tradycja" powróciła. Postaram się dziś obejrzeć :-P
a Bolek i Lolek lecą do dziś :)
Ale powtórki. Wg wiki nowe odcinki powstawały do 1986 roku, potem już nie.
Ale powtórki. Wg wiki nowe odcinki powstawały do 1986 roku, potem już nie.
Bo jakby teraz powstawały to by zaraz była "zadyma", że to homoseksualiści.
...i jeszcze drugi program P. Niedzickiego, co ze swoimi synami w kuchni różne eksperymenty robił
z tego co pamietam to to sie wlasnie Kuchnia nazywalo, ale glowy nie dam :)
Brakuje teraz takich programow... a zastepuje je youtube i jackass'y...
Ja powiem przekornie, że mamy klęskę urodzaju jeżeli chodzi o programy TV. Oczywiście nie mówię tu o publicznej, bo tam ciężko coś wartościowego znaleźć . Ale mamy dostęp do masy programów tematycznych, w dużej mierze w polskiej wersji językowej, w których coś ciekawego można znaleźć. Chociaż można śmiało założyć, że większość pozycji jest celowana w widza z poziomem intelektu na pograniczu upośledzenia umysłowego.
Jakiś czas temu szukając czegoś na strychu u rodziców znalazłem pismo o dumnie brzmiącej nazwie Antena, czy jakoś tak, z wczesnych lat 80-tych. Przeczytałem sobie program TV pr1 i pr2. W PR1 w południe zaczynał się sejm lub jak kto woli zjazd PZPR, potem była przerwa, ok 16 startował ponownie program, głównie z publicystyka i wieczorem jedna pozycja bardziej rozrywkowa. Natomiast program PR2 już po jednym przeczytaniu można było nauczyć się na pamięć.
Dlatego tak zapadały w pamięci poszczególne programy, bo były rzadko i było ich mało.
Czy było lepiej? Myślę że tak. Teraz dostajemy wszystko gotowe podane na talerzu, bez myślenia i wysiłku.
Kiedyś trzeba było samemu kombinować, wyobraźnia miała co robić. Była jakaś inwencja.
W PR1 w południe zaczynał się sejm lub jak kto woli zjazd PZPR
plenum znaczy ;)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.