PDA

Zobacz pełną wersję : ... angielszczyzna ;)



amirez
08-06-2011, 19:11
Tytuły z ostatniej strony działu "Ludzie - moda/glamour":

Fancy Pearl, ressurection, Women's world, One of these mornings..., Fair Lady, Biutiful, rock'n'paris, Arax still alive.

Naprawdę trzeba posiłkować się obcym językiem? Znaczy się nasz rodzimy nie jest w stanie oddać tego co autor miał na myśli, czy też fota kiepska to podbudujemy ją mądrze brzmiącym tytułem?
Gdzie się nie rozejrzeć to angielszczyzna: na ulicy, w reklamie, w "X Factor" /widać polskich piosenek to już nie ma/ w radio i TV.
A już pan prezes Dyzma powiedział, że jak jesteśmy w Polsce - to mówmy po polsku. Angielski zostawmy dla zagranicy.
I gość chyba miał rację!
Ot, to takie moje drobne przemyślenie. Szanujmy samych siebie, to inni też będą nas szanować. :cool:

miron19j
08-06-2011, 19:21
T
Gdzie się nie rozejrzeć to angielszczyzna: na ulicy, w reklamie, w "X Factor" /widać polskich piosenek to już nie ma/ w radio i TV.
tu akurat mogą wchodzić w grę jakieś umowy licencyjne.
A tak w ogóle, to chyba mamy jakiś narodowy kompleks. :-) Jeszcze w zamierzchłych czasach arystokracja mówiła po francusku

kisio
08-06-2011, 19:28
Jeśli środowisko 'komputerowe' (sprzętowe, nie informatycy) mogło się nauczyć używania wyłącznie polskich nazw, to znaczy, że się da (choć przyznam, że byłem w niemałym szoku po przeczytaniu artykułu o sprzęcie komputerowym, w którym ani raz nie padło angielskie słowo). Ale dla wielu bardziej 'cool' lub 'profesional' jest wtrącać takie bzdety. Każdy chce być jak Dżoana Krupa ;)

maki
08-06-2011, 19:53
Było juz kilka razy o tym przy różnych okazjach... nic madrzejszego nie mam do powiedzenia w tej sprawie.

Artur_A
08-06-2011, 19:57
kisio - i ci sprzętowcy nie używają słowa "interfejs"? A myszą to "klikają" czy nie? Chętnie bym się też dowiedział jak nazywają router.
A wtrąciłem się, bo mam bardzo złe doświadczenia ze współpracy z ludźmi z krajów, które "się szanują", konkretnie myślę o Francuzach i Czechach. Niby dobrze mówią po angielsku, a jak mówią o informatyce, to zrozumieć ich nie sposób.

zdyboo
08-06-2011, 19:58
Naprawdę, aż tak bardzo Was to boli?
Kolejny wątek o anglojęzycznych tytułach zdjęć. Zawodowo, zajmuję się tłumaczeniami technicznym, głównie z języka angielskiego na polski. Czasem mam naprawdę duży zgryz, bo jednowyrazowe, eleganckie zwroty angielskie trzeba tłumaczyć za pomocą niemal całych zdań. Polski język nie jest ekonomiczny, a tworzone na siłę polskie odpowiedniki angielskich słów, od lat zadomowionych w języku polskim, są śmieszne i w dużej części żałosne.
Nasze forum pod tym względem dbałości o język to też, moim zdaniem, jakieś kuriozum. Krzysiek od lat poprawia błędy ludków, choć sadząc po ilości tych poprawek, sytuacji to nie zmienia. Mimo wszechobecnych słowników w przeglądarkach internetowych, ludzie nie piszą właściwie. Pewnie wychodzą z założenia, że ekonet i tak poprawi.

Pora pogodzić się z tym, że obecnie język angielski jest wszechobecny i będą pojawiać się zwroty z tego języka coraz częściej. Polacy mają we wtrącaniu obcych słów wielowiekową tradycję, że tylko przykład makaronizmów przytoczę.
Nie jest to jakiś kompleks, a normalna kolej rzeczy. Internet, EU, Schengen, tanie loty, wszystko to sprawia, że jesteśmy częścią mieszanki kulturowej. W Irlandii po masowej emigracji z naszej ojczyzny zaczęły się pojawiać w urzędach formularze po polsku. Dlaczego w całej Skandynawii, można się dogadać bez problemu po angielsku i nikt nie robi wielkiego larum, tylko przykładnie, od najmłodszych lat uczą dzieciaki w szkole angielskiego.

Trochę przydługi wywód, ale chciałem tylko pokazać, że problem jeśli gdzieś istnieje, to raczej w głowach ludzi, którzy nie mogą się z takim stanem rzeczy pogodzić.

Art Erie
08-06-2011, 20:08
[...] że problem jeśli gdzieś istnieje, to raczej w głowach ludzi, którzy nie mogą się z takim stanem rzeczy pogodzić.

Może nie do końca tak jest. Wolę mówić "CD" niz "laserofon", ale dotyczy to głównie kwestii technicznych i informatycznych. Czasem dane słowo lepiej brzmi "marketnigowo"; ja i tak po raz wtóry przeczytam sobie z przyjemnością "Pana Tadeusza".

costi
08-06-2011, 20:14
kisio - i ci sprzętowcy nie używają słowa "interfejs"? A myszą to "klikają" czy nie? Chętnie bym się też dowiedział jak nazywają router.
A wtrąciłem się, bo mam bardzo złe doświadczenia ze współpracy z ludźmi z krajów, które "się szanują", konkretnie myślę o Francuzach i Czechach. Niby dobrze mówią po angielsku, a jak mówią o informatyce, to zrozumieć ich nie sposób.

Ale "interfejs" i "klikanie" to nie są słowa obce, tylko polskie obcego pochodzenia. A to jednak pewna różnica.

kisio
08-06-2011, 20:17
A zamiast klikać można nacisnąć ;) Chodziło mi na przykład o to, że na 'cooler' mówi się 'schładzacz' itp. Kilka lat byłem poza środowiskiem sprzętowym i mile mnie to zaskoczyło.

Artur_A
08-06-2011, 20:20
Ale "interfejs" i "klikanie" to nie są słowa obce, tylko polskie obcego pochodzenia. A to jednak pewna różnica.

Na tej zasadzie weekend też jest słowem polskim. Obcego pochodzenia oczywiście. Jeszcze mi się "oberluft" skojarzył. Nawet kontrola pisowni mi tego nie podkreśla. Czy to nie za daleko posunięta interpretacja?

Artur_A
08-06-2011, 20:21
A zamiast klikać można nacisnąć ;) Chodziło mi na przykład o to, że na 'cooler' mówi się 'schładzacz' itp. Kilka lat byłem poza środowiskiem sprzętowym i mile mnie to zaskoczyło.

To się zaciekawiłem - a jak się mówi na "intercooler"?

costi
08-06-2011, 20:24
Na tej zasadzie weekend też jest słowem polskim. Obcego pochodzenia oczywiście. Jeszcze mi się "oberluft" skojarzył. Nawet kontrola pisowni mi tego nie podkreśla. Czy to nie za daleko posunięta interpretacja?

Nie, chyba, że waść jesteś z tych, co w imię czystości języka noszą podomkę, a nie szlafrok. ;) A co to takiego oberluft?

miron19j
08-06-2011, 20:29
Naprawdę, aż tak bardzo Was to boli?
...
Trochę przydługi wywód, ale chciałem tylko pokazać, że problem jeśli gdzieś istnieje, to raczej w głowach ludzi, którzy nie mogą się z takim stanem rzeczy pogodzić.
ale tu nie chodzi o używanie języka angielskiego, nawet na co dzień. Sam jestem zadowolony, że mogę dogadać się zarówno z Niemcem jak i z Włochem, właśnie po angielsku. Również bez sensu jest tłumaczenie nazw podzespołów np. komputerowych (słynne międzymordzie). Chodzi o stosowanie języka obcego tam, gdzie równie dobrze, a czasem nawet lepiej, będzie brzmiał język polski.
Ale przecież zdjęcie "sunset" jest bardziej artystyczne niż "zachód słońca".
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://forum.nikoniarze.pl/images/icons/icon10.gif)

Artur_A
08-06-2011, 20:29
costi - oberluft to lufcik. A ja właśnie nie jestem z tych. Uważam, że zapożyczenia są często bardziej precyzyjne niż ich odpowiedniki, poza tym pomagają słabiej znającym języki studiować dokumentację.

akustyk
08-06-2011, 21:02
kisio - i ci sprzętowcy nie używają słowa "interfejs"?

interfejs to jest slowo polskie. spolszczona, poprawna jezykowo forma.



A myszą to "klikają" czy nie?

jw.



Chętnie bym się też dowiedział jak nazywają router.

ruter.
rzekomo wg Wikipedii istnieje tez wersja "trasownik", ale to juz jest cos bardzo na sile... :)

rzecz nie jest jakas dziwna, bo po prostu w takich sytuacjach czesto stosuje sie wlasnie nazwy
lokalizowane wedlug brzmienia. tak samo przeciez uzywasz slow "telewizor" (televiseur/televisor)
czy chocby "banknot" (Banknote), "lazania" (lasagne) albo chocby "katiusza" albo "boke(h)" ;)



A wtrąciłem się, bo mam bardzo złe doświadczenia ze współpracy z ludźmi z krajów, które "się szanują", konkretnie myślę o Francuzach i Czechach. Niby dobrze mówią po angielsku,

Francuzi, po angielsku? na dodatek dobrze?... :shock:

pokaz mi ich palcem, bo ja takich jeszcze nie widzialem ;)




a jak mówią o informatyce, to zrozumieć ich nie sposób.
bo uzywaja wlasnego slowa ordinateur, prawidlowo utworzonego od czasownika ordonner?
de facto identycznie jak Hiszpanie (ordenar -> ordenador, forma druga: computar -> computador

costi
08-06-2011, 21:05
costi - oberluft to lufcik. A ja właśnie nie jestem z tych. Uważam, że zapożyczenia są często bardziej precyzyjne niż ich odpowiedniki, poza tym pomagają słabiej znającym języki studiować dokumentację.

Lufcik znam, ale oberluft to chyba tylko na Śląsku mówią ;)

akustyk
08-06-2011, 21:11
A zamiast klikać można nacisnąć ;)

sek w tym, ze wlasnie nie ;)
bylem przez pewien okres zycia tlumaczem tekstow technicznych (angielski i niemiecki) i w przypadku
tekstow informatycznych opisujacych poslugiwanie sie klawiatura i myszka zamienne stosowanie
"kliknac" i "nacisnac" jest absolutnie niedopuszczalne!

w przypadku myszki pisze sie zawsze:
kliknac przycisk (myszki)

w przypadku klawiatury jest to:
nacisnac klawisz [na klawiaturze]

wszelkie inne kombinacje sa niedozwolone. nie klika sie klawisza, nie naciska sie przycisku myszki itd. itp.
rowniez nie ma czegos takiego jak "klawisze na klawiaturze" (tak jak "masla maslanego")

zajrzyj do jakiejs instrukcji do sprzetu (HP, Logitech, IBM, ...) to przekonasz sie naocznie.



Chodziło mi na przykład o to, że na 'cooler' mówi się 'schładzacz' itp.

rowniez: wentylator (jesli taki na procesor czy inny uklad), badz jesli nie budzi to watpliwosci: chlodzenie
(to raczej przy tlumaczeniu "cooling" ale dla "cooler" tez jest dopuszczalne).

ekonet
08-06-2011, 21:15
Może nie do końca tak jest. Wolę mówić "CD" niz "laserofon", ale dotyczy to głównie kwestii technicznych i informatycznych. Czasem dane słowo lepiej brzmi "marketingowo"; ja i tak po raz wtóry przeczytam sobie z przyjemnością "Pana Tadeusza".
Ja wolę powiedzieć np. "czytnik płyt kompaktowych" - i co z tego, że trzy słowa? Język mi nie odpadnie, a wypowiadając dłuższą sekwencję mam czas do konstruowania dalszych ciągów zdania. ;)

"Pana Tadeusza" po raz wtóry? Tylko? ;)


w przypadku myszki pisze sie zawsze:
kliknac przycisk (myszki)
Słówko "kliknąć" jest onomatopeją i z tego powodu można bez bólu je zaakceptować; próbowano wdrożyć kiedyś zastępczo "pstryknąć" i "mlasnąć" - szczególnie zwrot "dwumlask myszy" zwalał z nóg. ;)

2pompony
08-06-2011, 21:20
Hm...

Mniej więcej od siódmego postu rozmowa zboczyła na tory żargonów branżowych, które to żargony mają to do siebie, że są po pierwsze dość hermetyczne, po drugie mocno nasiąknięte obcymi wtrętami, z różnych zresztą języków. Trudno wymagać na wszystko polskiej nazwy, więc stosuje się spolszczenia, które z czasem przechodzą do mowy potocznej (radio, tramwaj to wręcz słowa angielskie, garaż czy pejzaż francuskie, i tak dalej).

Natomiast autorowi wątku chodziło chyba o zachowanie minimum kultury językowej, polegającej między innymi na tym, żeby mówić pięknie po polsku - podkreślkam, po polsku - a nie po mieszanemu, podwórkowemu, komputerowemu, luzacko-młodzieżowo-kulowemu, czy w grypserze.

Od siebie mogę tylko dodać, że takie na siłę (lub dla bajeru) tytułowanie po angielsku pachnie mi trochę wieśniactwem, chwaleniem się ze się wie, co to znaczy sunset (szpan, nie?) i zdradza małą znajomość słownictwa polskiego, ale to moje zdanie prywatne.

TO tak trochę jak osławiona już mowa chicagowska a rebours: 'mam rabery w bejzmencie' czyli mam opony w piwnicy; z tym, że tam polskie wtręty do angielszczyzny stosują niedouczeni w angielskim Polacy, a tu niedouczeni w polskim...

akustyk
08-06-2011, 21:24
Słówko "kliknąć" jest onomatopeją i z tego powodu można bez bólu je zaakceptować; próbowano wdrożyć kiedyś zastępczo "pstryknąć" i "mlasnąć" - szczególnie zwrot "dwumlask myszy" zwalał z nóg. ;)
:)

abstrahujac od genezy samego slowa, jest ono w przypadku tlumaczen technicznych (ktore rzadza sie
bardzo scislymi zasadami) wymagane w przypadku operacji zwiazanych z przyciskami myszki
wzglednie jej kursorem na ekranie ;)

nawiasem mowiac: w tlumaczeniach technicznych korzysta sie z myszy nie myszki

a zeby wyczerpac temat myszy (i mam nadzieje nie sluchaczy :D ) - klika sie zawsze ikone badz przycisk (na ekranie) a nigdy na ikonie / na przycisku ;)

Artur_A
08-06-2011, 21:25
akustyk - problem nie leży w "ordynatorze" (głowę dam, że tak by się nazywał po polsku, gdyby powstał we Francji). Posłużę się wywołanym schładzaczem. Po pierwsze on nie musi wentylować, coolery są różnych typów, więc określenie "wentylator" nie jest precyzyjne. Występuje on także w dużych systemach w formie systemu wiatraczka chłodzącego cały moduł procesorowy. Nazywa się to w dokumentacji "fan", a po polsku również schładzacz. Z czego wynika, że tym samym określeniem opisane są dwie, a może i więcej zupełnie różnych rzeczy. Może to nie najlepszy przykład, ale oddaje powód, dla którego nie przepadam za ortodoksyjnym stosowaniem lokalnego języka.

PS. Dorzuciłeś w międzyczasie coś o myszy. Pamiętam dokumentację politechniczną, w której używano określeń mlask i dwumlask myszy.

velaskez
08-06-2011, 21:29
Z mojej perspektywy, gdzie spędziłem rok w stanach, strasznie mnie wk*****a jak ktoś używa Pinglisha. (Polish + English = Pinglish) Rozumiem, że są pewne działy nauki, słowa spolszczone, czy też po prostu ogólnie przyjęte wyrażenia jak np. płyta CD gdzie się używa słów typowo angielskich, ale ludzie, opamiętajcie się. Już ortografia jest be, interpunkcja parzy. Polskich znaków się nie pisze, bo ludziom się nie chce wciskać ALT (chyba, że ktoś pisze z obcojęzycznego komputera, to zrozumiem)
Polski język jest piękny. Używajmy go. Angielski zawiera wiele uproszczeń. Mówię tu o tym mówionym na co dzień, bo można mówić po brytyjsku, wręcz literacko. Tylko kto mnie wtedy zrozumie? Ani Polacy, ani Brytyjczycy czy Amerykanie. Jedynie nieliczni.

ekonet
08-06-2011, 21:30
stosuje się spolszczenia, które z czasem przechodzą do mowy potocznej (radio, tramwaj to wręcz słowa angielskie, garaż czy pejzaż francuskie, i tak dalej).
Podobno próbowano kiedyś ustalić, które z wyrazów w języku polskim są rdzennie polskie, a które zapożyczone. I wyszło, że jedynie słowo "kołacz" okazało się słowem bez jakichkolwiek powiązań z obcymi językami. ;)


:)
Jakim sposobem przypiąłeś mój cytat Kisiowi? :) Kombinator! :)

Art Erie
08-06-2011, 21:39
[...]"Pana Tadeusza" po raz wtóry? Tylko? ;) [...]

"Wtóry", niekoniecznie drugi; raczej kolejny ;)
Na co dzień jest jak jest i wiele trzeba zaakceptować, na wiele się godzić ale Mickiewicz (w szczególności) jest jak powrót do domu po baaardzo długiej podróży.

akustyk
08-06-2011, 21:52
akustyk - problem nie leży w "ordynatorze" (głowę dam, że tak by się nazywał po polsku, gdyby powstał we Francji).

a nie ;) gdyby wedlug tej samej logiki tworzono nazwe polska, to bylby to jakis "zarządzacz" :)



Posłużę się wywołanym schładzaczem. Po pierwsze on nie musi wentylować, coolery są różnych typów, więc określenie "wentylator" nie jest precyzyjne.

prawda. wentylator podalem jako jedna z mozliwych form. w zaleznosci od tego co to jest tlumaczowi
wolno zastosowac czy to "wentylator", czy to "radiator" czy tez "system/uklad chlodzacy".

mowie caly czas o tlumaczeniach technicznych, czyli takich jak w oficjalnych dokumentacjach czy instrukcjach,
gdzie naczelna zasada jest minimalizowanie bledow II rodzaju, czyli stosowania nieprawidlowych okreslen.
jesli tlumacz wie dokladnie jak dziala dana rzecz moze ja opisac jako wentylator badz radiator, a w przypadku
niejasnosci uzywa ogolnego, najbezpieczniejszego terminu (w tym wypadku byloby to cos w desen ukladu chlodzacego).

to trzeba odroznic od mowy potocznej czy belkotu marketingowego, bo te rzadza sie innymi prawami.


a do "schladzacza" nie jestem przekonany, z tej przyczyny, ze to jest nowa nazwa na cos znanego juz jako
wlasnie ten "wentylator"/"radiator"... moze w mowie potocznej, ale w instrukcji technicznej rzezbilbym
w kierunku tych klasycznych pojec ;)



Występuje on także w dużych systemach w formie systemu wiatraczka chłodzącego cały moduł procesorowy. Nazywa się to w dokumentacji "fan", a po polsku również schładzacz. Z czego wynika, że tym samym określeniem opisane są dwie, a może i więcej zupełnie różnych rzeczy.

jesli tym samym okresleniem opisywane sa rozne rzeczy, to to moze byc nieprawidlowo zrobiona dokumentacja, bo czegos takiego
powinno sie unikac. to sie zdarza, kiedy tlumacz robi w temacie, o ktorym nie ma pojecia (sam tez mialem takie "przypadki"), ale nie
powinno sie z tego brac przykladu.

IMHO (po polsku: MSZ) powinno tu byc "uklad chlodzacy modul procesorowy"



Może to nie najlepszy przykład, ale oddaje powód, dla którego nie przepadam za ortodoksyjnym stosowaniem lokalnego języka.

ja bede mowil tylko "w imieniu" tlumaczen technicznych ewentualnie ogolnie nie-beletrystycznym, bo takimi sie paralem:
jezyk polski jest w takich tlumaczeniach preferowany, tzn. jesli istnieje znana i powszechnie uzywana polska forma slowa,
to sie jej uzywa. ale jesli takowej nie ma, to stosowana jest oryginalna wersja.

wiec: jest "interfejs" nie "interface" i "urzadzenie" nie "device". ale jest tez stosowany "trackball" czy "przetwornik A/D" (a nie "A-C"!) itd. itp.

chodzi w pierwszej kolejnosci o zachowanie zrozumialosci tekstu, w drugiej o stosowanie slownictwa polskiego.




PS. Dorzuciłeś w międzyczasie coś o myszy. Pamiętam dokumentację politechniczną, w której używano określeń mlask i dwumlask myszy.
to jest tak: slownictwo jezyka ewoluuje i pewne zwroty dawniej uzywane dzis nie sa juz stosowane, czy wrecz uwazane za niepoprawne.
nie mowie sie "bicykl" tylko "rower", tak samo jak "klika sie" a nie "mlaska" :) takie sa przynajmniej aktualne wytyczne co do tlumaczen
technicznych

2pompony
08-06-2011, 21:53
Polski język jest piękny. Używajmy go. [...]

He he, ale podpis masz nie za bardzo polski... ;)

costi
08-06-2011, 21:56
akustyk - problem nie leży w "ordynatorze" (głowę dam, że tak by się nazywał po polsku, gdyby powstał we Francji). Posłużę się wywołanym schładzaczem. Po pierwsze on nie musi wentylować, coolery są różnych typów, więc określenie "wentylator" nie jest precyzyjne. Występuje on także w dużych systemach w formie systemu wiatraczka chłodzącego cały moduł procesorowy. Nazywa się to w dokumentacji "fan", a po polsku również schładzacz. Z czego wynika, że tym samym określeniem opisane są dwie, a może i więcej zupełnie różnych rzeczy. Może to nie najlepszy przykład, ale oddaje powód, dla którego nie przepadam za ortodoksyjnym stosowaniem lokalnego języka.

PS. Dorzuciłeś w międzyczasie coś o myszy. Pamiętam dokumentację politechniczną, w której używano określeń mlask i dwumlask myszy.

Akurat słowo "fan" oznacza dokładnie "wentylator". A "cooler" to zazwyczaj "układ chłodzenia", a nie żaden schładzacz - kto mówi, że tłumaczenie musi się zawierać w jednym słowie?

miron19j
08-06-2011, 22:00
A "cooler" to zazwyczaj "układ chłodzenia", a nie żaden schładzacz -
tym bardziej, że istnieje urządzenie "schładzacz", np. do mleka. I proszę nie mylić z chłodnicą.

velaskez
08-06-2011, 23:00
He he, ale podpis masz nie za bardzo polski... ;)

Bo to cytat z brytyjskiego filmu. Gdyby był cytat z "Czterech Pancernych", to bym go na siłę nie konwertował. Poza tym...co ma piernik do wiatraka. W swoich postach piszę w ojczystym języku.

2pompony
08-06-2011, 23:08
Widzę, że jesteś dziś drażliwy i coś poczucie humorku jakby muliło...

Czornyj
08-06-2011, 23:39
Od siebie mogę tylko dodać, że takie na siłę (lub dla bajeru) tytułowanie po angielsku pachnie mi trochę wieśniactwem, chwaleniem się ze się wie, co to znaczy sunset (szpan, nie?) i zdradza małą znajomość słownictwa polskiego
Mz. to raczej kwestia lenistwa i wtórnego analfabetyzmu - ludziom nie chce się wysilać, więc wklepują jakiś banał w google translate i są cali happy end.

burz
08-06-2011, 23:50
(...) Dlaczego w całej Skandynawii, można się dogadać bez problemu po angielsku i nikt nie robi wielkiego larum, tylko przykładnie, od najmłodszych lat uczą dzieciaki w szkole angielskiego. (...).


amirezowi raczej nie chodzi o umiejętności dogadania się, tylko o ten angielski bełkot w prasie/mediach (te dla kobiet chyba w tym przodują:))

de Fresz
09-06-2011, 00:57
A tak w ogóle, to chyba mamy jakiś narodowy kompleks. :-) Jeszcze w zamierzchłych czasach arystokracja mówiła po francusku

A wcześniej po łacinie. A jeszcze wcześniej po niemiecku i czesku. I nasz język niebywale na tym zyskał.



costi - oberluft to lufcik.

Taaaa, słynny, staropolski lufcik, jak to pięknie, po słowiańsku brzmi ;-)




w przypadku myszki pisze sie zawsze:
kliknac przycisk (myszki)

w przypadku klawiatury jest to:
nacisnac klawisz [na klawiaturze]

A gdzie stare dobre "nadusić"? ;-)



zajrzyj do jakiejs instrukcji do sprzetu (HP, Logitech, IBM, ...) to przekonasz sie naocznie.

Nie szalał bym tak bardzo ze stawianiem takich wydawnictw za wzory poprawności językowej. Korektor w dzisiejszych czasach to zawód wymierający, a u tłumaczy, osób weryfikujących teksty, czy wreszcie odpowiedzialnych za skład różnie bywa z poziomem znajomości polszczyzny.




Od siebie mogę tylko dodać, że takie na siłę (lub dla bajeru) tytułowanie po angielsku pachnie mi trochę wieśniactwem, chwaleniem się ze się wie, co to znaczy sunset (szpan, nie?) i zdradza małą znajomość słownictwa polskiego, ale to moje zdanie prywatne.

Mimo że nie jestem zwolennikiem purytanizmu językowego – w zupełności się z tym poglądem zgadzam.
A tak na marginesie, w sferze publicznej drażni mnie to jeszcze bardziej, najjaskrawszym przykładem niech będą nazwy różnych kompleksów biurowych: "Puławska Business Centre", "Sony Centre Świętokrzyska", "Warsaw Financial Centre" itp.

!AGresT
09-06-2011, 01:13
To się zaciekawiłem - a jak się mówi na "intercooler"?

W motoryzacji - chłodnica powietrza dolotowego.


A tak na marginesie, w sferze publicznej drażni mnie to jeszcze bardziej, najjaskrawszym przykładem niech będą nazwy różnych kompleksów biurowych: "Puławska Business Centre", "Sony Centre Świętokrzyska", "Warsaw Financial Centre" itp.

Jakieś 10 km na wschód, wśród łąk i chaszczy znajduje się wytwórnia płyt wiórowych, której właściciel posiada awionetkę. W szczerym polu, przy gruntowej drodze dumny szyld przed jedną z łąk głosi: Chobot International Airport...

2pompony
09-06-2011, 01:34
Mimo że nie jestem zwolennikiem purytanizmu językowego – w zupełności się z tym poglądem zgadzam.

Mnie tam puryści językowi nie wadzą, a i przeciwko purytanom też nic nie mam. :)

velaskez
09-06-2011, 04:12
Mnie kiedyś kobieta w knajpie zapytała, czy na fakturze ma być Warsaw czy Warszawa....

Władca Pixeli
09-06-2011, 06:37
Z mojej perspektywy, gdzie spędziłem rok w stanach, strasznie mnie wk*****a jak ktoś używa Pinglisha. (Polish + English = Pinglish)
Tylko nie mów, że w środowisku polonijnym nie używałeś wyrazów typu: "hajwej" czy "inszura" albo parkowaniu na "eli" choć to ostatnie chyba nie istnieje w NY :mrgreen:

freefly
09-06-2011, 06:57
Tylko nie mów, że w środowisku polonijnym nie używałeś wyrazów typu: "hajwej" czy "inszura" albo parkowaniu na "eli" choć to ostatnie chyba nie istnieje w NY :mrgreen:

Zakupy robił na "piątej ewni" lub chodził po "stricie", a flaszkę kupował w "liker storze".;)

akustyk
09-06-2011, 09:19
A wcześniej po łacinie. A jeszcze wcześniej po niemiecku i czesku. I nasz język niebywale na tym zyskał.


z tym, ze nie ekstrapolowalbym nadmiernie wnioskow. Anglia w sredniowieczu "zyskala"
szlachte normanska (czyt. francuska), czego skutkiem bylo nieludzkie uproszczenie szanujacego
sie germanskiego jezyka i zrobienie z niego, nie przymierzajac, quasi-francuskiego.

i tak, szanujacy sie potomkowie Saksonow czy innych Wikingow uzywaja do dzis jakiejs tam
jeszcze gramatyki (angielski w zasadzie ma takowa w stopniu zredukowanym do minimum)
i slow prawdziwie germanskich. i tak, laczyc sie, to jest jakis tam wariant "förbinda", w odroznieniu
od francuskiego, o pardon, angielskiego: "connect" :)



Taaaa, słynny, staropolski lufcik, jak to pięknie, po słowiańsku brzmi ;-)

wywietrznik? :)

z innej beczki... akurat czego jak czego, ale historycznych zapozyczen z niemieckiego
to w polskim nie brakuje, ze podpowiem chocby: http://pl.wikipedia.org/wiki/Germanizm



A gdzie stare dobre "nadusić"? ;-)

istnieje takie pojecie jak "brzytwa Ockhama" i ono do tego potworka powyzej doskonale pasuje :)
"wymlaskaj" sobie w Wikipedii, jakby co :D




Nie szalał bym tak bardzo ze stawianiem takich wydawnictw za wzory poprawności językowej.

tak jak juz zaznaczalem - jezych wydawnictw techniczny jest specyficzny i oczywiscie nie musi
miec wiernego odniesienia do jezyka codziennego. szanujaca sie instrukcja do oprogramowania
bedzie w 3-stronnym opisie punkt po punkcie pisac "kliknij przycisk", "nastepnie",
"nacisnij klawisz, aby... ", co w jezyku potocznym uspiloby sluchajacego przy czwartym poleceniu :)
nieodmiennie, jest to caly czas wlasnie poprawny jezyk polski... tekstow technicznych.



Korektor w dzisiejszych czasach to zawód wymierający, a u tłumaczy, osób weryfikujących teksty, czy wreszcie odpowiedzialnych za skład różnie bywa z poziomem znajomości polszczyzny.

zgadza sie. natomiast niektore firmy, przynajmniej jeszcze kiedy ja pracowalem, zwracaly uwage
na dobor porzadnych biur tlumaczen i poprawnosc jezykowa swoich publikacji. ja moge powiedziec,
ze biuro, w ktorym sam pracowalem, bylo jednym z lepszych w PL i przez nawet moje rece
przewinely sie instrukcje HP, Microsoftu, Sony, Nikona czy Oracle'a, ze wspomne tylko IT/foto...

inna kwestia, ze do takich tlumaczen korzysta sie z oprogramowania pilnujacego spojnosci jezykowej
(to jest bardzo wazne, bo np. "gladzik" musi pozostac w calej 500-stronnej instrukcji "gladzikiem" i nie
moze nagle stac sie "touchpadem"). a oprocz tego, jest to sumiennie sprawdzane przez redaktora
plynnego w danej tematyce/zleceniobiorcy (bo slownictwo np. HP i Microsoftu sie nieznacznie rozni).





A tak na marginesie, w sferze publicznej drażni mnie to jeszcze bardziej, najjaskrawszym przykładem niech będą nazwy różnych kompleksów biurowych: "Puławska Business Centre", "Sony Centre Świętokrzyska", "Warsaw Financial Centre" itp.
QFT (z braku dobrego polskiego odpowiednika)

miron19j
09-06-2011, 10:36
A wcześniej po łacinie. A jeszcze wcześniej po niemiecku i czesku. I nasz język niebywale na tym zyskał.
taaa, a w Warszawie i na wschód dosyć długo mówiono po rosyjsku.:twisted:
Nie chodzi mi o to, w jakim języku mówimy, tylko dlaczego. Jeżeli używamy angielskiego/francuskiego/niemieckiego żeby się dogadać, to wszystko w porządku. Ale jeżeli dlatego, że polskim mówi tylko pospólstwo, a my musimy się z tego pospólstwa wyróżnić, to już nie.
Teraz zresztą też tak jest. Na pewno znasz osoby, które do mowy potocznej wtrącają obce słówka, żeby pokazać, jacy to oni są światowi.

de Fresz
09-06-2011, 11:14
z tym, ze nie ekstrapolowalbym nadmiernie wnioskow. Anglia w sredniowieczu "zyskala"
szlachte normanska (czyt. francuska), czego skutkiem bylo nieludzkie uproszczenie szanujacego
sie germanskiego jezyka i zrobienie z niego, nie przymierzajac, quasi-francuskiego.

No ale ja o polszczyźnie, która zdecydowanie zyskała. Zresztą angielskiemu też to koniec końców nie wyszło na złe – również swojej prostocie gramatycznej zawdzięcza obecny status (nomen omen) lingua franca.



istnieje takie pojecie jak "brzytwa Ockhama" i ono do tego potworka powyzej doskonale pasuje :)
"wymlaskaj" sobie w Wikipedii, jakby co :D

"Wymlaskiwać" nie muszę, bo to moje motto życiowe (we współczesnym znaczeniu) ;-) A z tym "nadusić", to była to jedna z propozycji z okolic właśnie "dwumlasku". Było jeszcze jakiś przecudne określenie myszy, ale mi cholercia uleciało.



zgadza sie. natomiast niektore firmy, przynajmniej jeszcze kiedy ja pracowalem, zwracaly uwage
na dobor porzadnych biur tlumaczen i poprawnosc jezykowa swoich publikacji. ja moge powiedziec,
ze biuro, w ktorym sam pracowalem, bylo jednym z lepszych w PL i przez nawet moje rece
przewinely sie instrukcje HP, Microsoftu, Sony, Nikona czy Oracle'a, ze wspomne tylko IT/foto...

Ponieważ parę różnych instrukcji wyszło spod moich rąk, dla niby całkiem poważnych i szanowanych firm z sektora IT, wierz mi – wcale to nie wyglądało tak profesjonalnie, jak to przedstawiasz. Było właśnie dużo problemów z jednolitością terminów, lapsusami językowymi, kalkami z angielskiego i nieodpartym wrażeniem, że tłumaczył to ktoś, kto ma blade pojęcie o technikaliach. A wszystko to nierzadko na kilka godzin przed oddaniem do druku.

krokus66
09-06-2011, 11:18
Dużo ciekawych i naprawdę mądrych wypowiedzi z nieukrywaną przyjemnością tutaj przeczytałem. Serce rośnie.



"Wtóry", niekoniecznie drugi; raczej kolejny ;)
Na co dzień jest jak jest i wiele trzeba zaakceptować, na wiele się godzić ale Mickiewicz (w szczególności) jest jak powrót do domu po baaardzo długiej podróży.

Twoja wypowiedź jest jak miód wylany na moją zbolałą i umęczoną duszę ... i to przedni.

Art Erie
09-06-2011, 11:24
Dużo ciekawych i naprawdę mądrych wypowiedzi z nieukrywaną przyjemnością tutaj przeczytałem. Serce rośnie.




Twoja wypowiedź jest jak miód wylany na moją zbolałą i umęczoną duszę ... i to przedni.

"[...]I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem [...]"

EDIT

A tak odnoście tematu wątku to:
"Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi,
A co Francuz wymyśli, to Polak polubi. "

krokus66
09-06-2011, 12:13
"[...]I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem [...]"

EDIT

A tak odnoście tematu wątku to:
"Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi,
A co Francuz wymyśli, to Polak polubi. "

Piękne. "Oby się tacy ludzie na kamieniu rodzili." - to o Tobie. :lol::mrgreen::roll:

Onegdaj na forum przypomniałem o jakimś ...... Reju .... na imię mu chyba ..... Mikołaj było ...... Też coś mądrego powiedział, niestety nie pamiętam już co, siwe włosy i demencja starcza chyba mnie troszkę usprawiedliwia. Pamiętam tylko, że ten Rej o jakiś gęsiach bajdurzył.

Najbardziej kocham Sienkiewicza (na zabój), później Mickiewicza i następnie Słowackiego.

Art Erie
09-06-2011, 12:53
Piękne. "Oby się tacy ludzie na kamieniu rodzili." - to o Tobie. :lol::mrgreen::roll:[...].

"Urodzony w niewoli, okuty w powiciu,
Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu. "

Pawel.S
09-06-2011, 16:14
Ciekaw jestem czy przyjdą czasy, że umiejętność w miarę poprawnego operowania polszczyzną będzie wpisywana do życiorysu, jako kluczowa na etapie zatrudnienia.
To będzie dopiero, że tak się wyrażę, LOL :)

amirez
09-06-2011, 17:52
Ale przecież zdjęcie "sunset" jest bardziej artystyczne niż "zachód słońca"
No i tutaj jest pies pogrzebany.
Ulicę dalej powstał sklep z rowerami. Ceny zabójcze i wielki szyld jakieś "bicycle shop", zamiast normalnie, swojsko - po polsku.
Taka to chyba mania fałszywej wielkości. Jak będzie po obcemu, to znaczy lepiej, bardziej elitarnie ;) dostojniej.
A dwa dni później kartkę - wyprzedaż - powiesili.
Nie chodzi o używanie słów, których lepiej nie tłumaczyć, czy trudno przetłumaczyć, czy najzwyczajniej w polskim języku brakuje.

jackrabbit
09-06-2011, 18:09
Ulicę dalej powstał sklep z rowerami. Ceny zabójcze i wielki szyld jakieś "bicycle shop", zamiast normalnie, swojsko - po polsku.
Taka to chyba mania fałszywej wielkości. Jak będzie po obcemu, to znaczy lepiej, bardziej elitarnie ;) dostojniej.
.

tu akurat nie chodzi o elitarnosc, wbrew pozorom turystow w polsce troche jest i jak taki turysta widzi sklep rowerowy a obok bicycle shop to wejdzie do tego drugiego, proste

freefly
09-06-2011, 18:21
Ulicę dalej powstał sklep z rowerami. Ceny zabójcze i wielki szyld jakieś "bicycle shop", zamiast normalnie, swojsko - po polsku.


"Rover" jest tak samo swojską-polską nazwą jak "bicycle". O przepraszam "rower" i "bicykl".;)

!AGresT
09-06-2011, 18:33
"Rover" jest tak samo swojską-polską nazwą jak "bicycle". O przepraszam "rower" i "bicykl".;)

Kiedy ten szatański wynalazek sprowadzono do Polski, jedna z gazet ogłosiła konkurs na słowo ów bicykl po polsku nazywające.
Wygrało: "samochód" :)
A z rowerem, to tak jak z elektroluksem czy adidasami (od nazwy producenta), więc jest to polskie słowo. W żadnym innym języku słowo rower nie oznacza tego co u nas.

krokus66
09-06-2011, 18:34
Ponieważ mówimy tutaj o pięknie ojczystej mowy pozwolę sobie dać znany cytat:

"Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko co pomyśli głowa;
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem piękny jak aniołów mowa ...
Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
Strofa być winna taktem, nie wędzidłem." Juliusz Słowacki "Beniowski"


Korzystając z okazji dam prosty przykład.

Analiza wiersza.

Wiersz jednozwrotkowy, trzywersowy z rymem sylabowym, z równomiernie rozłożonym akcentem.

Podmiot liryczny wyraża swoje głębokie zadowolenie z otaczającego go świata, przepełnia go kwitnący stoicyzm i szczęście, które człowiekowi żyjącemu we współczesnym zamęcie, może dać tylko otaczająca go przyroda. Dla podmiotu lirycznego nawet zanurzona w błękicie wody część żaby jest pretekstem do euforii. Szybko poruszające się słońce sugeruje wczesne lato, kiedy świat zwierzęcy budzi się z otchłani zimy.

Puenta liryku jest jednoznaczna i łatwo odczytywalna. Oddaje doskonale szybkość i złożoność ruchu słońca, które przecież nie jest istotą ludzką. Uwagę zwraca użycie wulgaryzmów, których znajomość świadczy o ludowych korzeniach poety i głębokiej więzi ze społeczeństwem. W moim rozumieniu autor chciał się tym utworem odwdzięczyć środowisku, w którym wyrósł, za poświęcenie i trud włożony w zapewnienie mu należytego wykształcenia.

Szkoda, że tak mało w dzisiejszej poezji jest wierszy o tak pogodnym nastroju.


Za chwilę prześlę treść wiersza.

krokus66
09-06-2011, 18:43
A oto i sam wiersz.


"Słońce w górze zapierdala,
Żaba w wodzie dupę moczy,
K**wa, co za dzień uroczy ..."

zdyboo
09-06-2011, 18:54
A oto i sam wiersz.

Brakuje pierwszego wersu, znaczy spaliłeś. ;)

ptaszek sobie frunie z dala,
w górze słonce zapierdala,
żaba dupę w wodzie moczy,
kur*a! co za dzień uroczy!!!

Władca Pixeli
09-06-2011, 19:10
A dwa dni później kartkę - wyprzedaż - powiesili.

Trzeba było im zwrócić uwagę, że powinni napisać "Going Out of Business" :mrgreen:

Art Erie
09-06-2011, 20:07
tu akurat nie chodzi o elitarnosc, wbrew pozorom turystow w Polsce troche jest i jak taki turysta widzi sklep rowerowy a obok bicycle shop to wejdzie do tego drugiego, proste

Ta... Akurat tych co na rowerach przez kanał...
A tak nawiasem mówiąc, to nawet w mojej mieścinie sklep pod tytułem "Auto Parts" się otworzył (dobrze, że nie "component of an automobile"). Żeby było śmieszniej klamory do aut kontynetalnych wyłącznie sprzedaje :)
Pewnikiem właściciel cięgiem sześć miesięcy na Wyspach "bawił" :mrgreen:

Artur_A
09-06-2011, 23:08
Takie dwie uwagi mi się nasunęły. Po pierwsze - czy nikt już nie pamięta określenia "welocyped"? Bicykl jest późniejszy, a rower to już nowość ;)
Poza tym: wtóry - kolejny? Znaczy jak ktoś samowtór jechał to jak?

ebstein
09-06-2011, 23:27
Takie dwie uwagi mi się nasunęły. Po pierwsze - czy nikt już nie pamięta określenia "welocyped"? Bicykl jest późniejszy, a rower to już nowość ;)
Poza tym: wtóry - kolejny? Znaczy jak ktoś samowtór jechał to jak?

To też obce. Z francuskiego velocipede.
Samowtór to we dwoje/dwóch.

!AGresT
09-06-2011, 23:30
Jeżeli mówimy o polskim nazewnictwie (nie o źródłosłowie), to welocyped jest pierwowzorem roweru, różni się tym, że ma napędzane przednie koło, poprzez bezpośrednie pedały. Bicykl, to welocyped z nieproporcjonalnie dużym przednim kołem.

Artur_A
09-06-2011, 23:36
Jeżeli mówimy o polskim nazewnictwie (nie o źródłosłowie), to welocyped jest pierwowzorem roweru, różni się tym, że ma napędzane przednie koło, poprzez bezpośrednie pedały. Bicykl, to welocyped z nieproporcjonalnie dużym przednim kołem.

Ale pierwsze sprowadzone do Polski welocypedy nie miały pedałów, jeździło się odbijając nogami od ziemi.

!AGresT
09-06-2011, 23:44
Ale pierwsze sprowadzone do Polski welocypedy nie miały pedałów, jeździło się odbijając nogami od ziemi.

Jeśli nie miały pedałów, to były to drezyny, lub maszyny biegowe. Nazwa welocyped (polska, mimo że pochodzenia francuskiego) oznacza pojazd dwu/trzy/czterokołowy napędzany pedałami umieszczonymi w osi przedniego koła.

Artur_A
09-06-2011, 23:49
Jeśli nie miały pedałów, to były to drezyny, lub maszyny biegowe. Nazwa welocyped (polska, mimo że pochodzenia francuskiego) oznacza pojazd dwu/trzy/czterokołowy napędzany pedałami umieszczonymi w osi przedniego koła.

wg Wikipedii, a pewnie i encyklopedii, oczywiście masz rację. Problem w tym, że nasi wredni przodkowie nie używali tych mediów. Welocypedem nazywali zarówno drezynę jak i później rowery z łańcuchem i napędzanym tylnym kołem, czyli takie jak dzisiaj.

!AGresT
10-06-2011, 00:00
Może to też wynika z tego, że nasi wschodni sąsiedzi (Rosjanie, Ukraińcy czy Białorusini) rower nazywają właśnie велосипед (wiełosiped <- to są dopiero wyżyny zapisu fonetycznego :) ).

Artur_A
10-06-2011, 00:13
Czyli ściągnęliśmy nazwę od Rosjan, którzy wzięli ją od Francuzów. Jak pomyślę o "velocity" to boję się grzebać dalej. Wniosek z tego offtopa (dla purystów - wypowiedzi nie a propos) jest taki, że zapożyczenia, kalki językowe (i inne takie) to norma, a czepianie się ich to zwykłe niezrozumienie zasad.

akustyk
10-06-2011, 00:27
Czyli ściągnęliśmy nazwę od Rosjan, którzy wzięli ją od Francuzów. Jak pomyślę o "velocity" to boję się grzebać dalej. Wniosek z tego offtopa (dla purystów - wypowiedzi nie a propos) jest taki, że zapożyczenia, kalki językowe (i inne takie) to norma, a czepianie się ich to zwykłe niezrozumienie zasad.
nie!

czym innym jest korzystanie z slow polskich, bedacych zapozyczeniami z jezykow obcych (bo z takich, de facto, sklada sie w znacznej czesci polski jezyk) a zupelnie czym innym jest uzywanie na sile wyrazow obcych zamiast istniejacych wyrazow polskich...

jest "zachod slonca" a nie "sunset", jak rowniez pisze sie "wedlug Misia Gogo" a nie "by Mis Gogo" jak to powszechne w tytulach watkow na tym forum...

!AGresT
10-06-2011, 00:27
zapożyczenia, kalki językowe (i inne takie) to norma, a czepianie się ich to zwykłe niezrozumienie zasad.

To zależy. Co innego, kiedy do słownika wchodzą nowe wyrazy, bo nie było wcześniej przedmiotów do ich nazywania - np. komputer, a co innego kiedy obce słowa zastępują i wypierają już zakorzenione.
Co nie zmienia faktu, że język jest żywy (z wyjątkiem tych martwych :) ) i wciąż ewoluuje.

akustyk
10-06-2011, 00:28
Czyli ściągnęliśmy nazwę od Rosjan, którzy wzięli ją od Francuzów. Jak pomyślę o "velocity" to boję się grzebać dalej. Wniosek z tego offtopa (dla purystów - wypowiedzi nie a propos) jest taki, że zapożyczenia, kalki językowe (i inne takie) to norma, a czepianie się ich to zwykłe niezrozumienie zasad.
nie!

czym innym jest korzystanie ze slow polskich, bedacych zapozyczeniami z jezykow obcych (bo z takich, de facto, sklada sie w znacznej czesci polski jezyk) a zupelnie czym innym jest uzywanie na sile wyrazow obcych zamiast istniejacych wyrazow polskich...

jest "zachod slonca" a nie "sunset", jak rowniez pisze sie "wedlug Misia Gogo" a nie "by Mis Gogo" jak to powszechne w tytulach watkow na tym forum...

Artur_A
10-06-2011, 00:37
akustyk - w pełni rozumiejąc Twoją opinię (już za pierwszym razem zrozumiałem ;) ), nie do końca się z nią zgadzam. Pozostaje jeszcze coś takiego jak slang, zabawa słowem, cytat i wiele innych powodów, dla których można uznać "sunsety". Ja np. notorycznie używam "fuer mich" w znaczeniu "dla Misia". Nie ma w tym nic złego.

mOSAd
10-06-2011, 04:32
Mnie się wydaje, że używanie języka polskiego, to w pewnej mierze wysiłek. Pracując w środowisku programistycznym, często mam wybór by użyć słowa "driver" [drajwer] lub sterownik. Oba używane całkowicie zamiennie i zrozumiałe dla każdego. Natomiast to od nas zależy, którym się posłużymy. Sterownik jest słowem dłuższym, stąd większe opory w jego stosowaniu. Podobnych przykładów jest więcej, a brat powróciwszy z Anglii nie prosił o podanie młotka, ale hammera. Natomiast nie przyjmie się screw-driver, ponieważ nasz śrubokręt, czy wkrętak są i prostsze w wymowie i krótsze. Przytoczone w pierwszym poście (też bez sensu słowo, trudne do przetłumaczenia, bo "wiadomość" nie jest tu precyzyjnym określeniem) przykłady odnoszą się często do pop-kultury. Do tytułów piosenek na przykład. Przetłumaczone zatraciłyby to powiązanie. Myślę, że w naszym kraju nie jest jeszcze tak tragicznie z użyciem języka polskiego. Ale rzeczywiście denerwują mnie nazwy domów handlowych, biur, firm, spółek będące jakimiś koszmarkami. Nawet Biedronka, czy Stokrotka są miłymi nazwami dla mojego ucha, chociaż mogłyby przyjąć jakąś cudaczną nazwę. Podoba mi się idea znaku Teraz Polska - język mógłby być "promowany" w podobny sposób. Podczas wizyty w Korei urzekła mnie niechęć do Chin. Przejawiała się ona między innymi w solidarności narodowej i swoistym bojkocie kupowania chińskich tanich produktów. Na przykład ryż koreański jest droższy niż chiński. Ale jest podkreślone, że to Nasz ryż, kupując go, wspieramy własną gospodarkę itd. Możliwe, że podobna idea przyświecała stworzeniu całego alfabetu koreańskiego i stopniowej eliminacji chińskich znaków. My byliśmy rusyfikowani, germanizowani, oni chińszczeni. ;) Według mnie potrzeba poczucia przynależności kulturowej i narodowej, by zachować pewien przyzwoity poziom czystości językowej. W świecie otwierającym się na Europę i cały świat, w dobie internetu i massmediów (też dobre słowo), brak promocji naszej odrębności kulturowej. W utrwaleniu dobrych wzorców językowych nie pomoże jednak sama literatura. Natomiast widzę promyk nadziei w imprezach kulturalnych i piknikach nawiązujących do minionych epok. Grunwald, czasy Polan, rekonstrukcje historyczne - tu upatrywałbym początku zachęcenia do dbałości o narodowe korzenie - w tym język.

akustyk
10-06-2011, 09:22
Mnie się wydaje, że używanie języka polskiego, to w pewnej mierze wysiłek. Pracując w środowisku programistycznym, często mam wybór by użyć słowa "driver" [drajwer] lub sterownik. Oba używane całkowicie zamiennie i zrozumiałe dla każdego.

w mowie potocznej jak najbardziej.
w oficjalnej instrukcji uzywa sie wylacznie "sterownik". m.in. dlatego te instrukcje sa nie do strawienia, ale to inna para kaloszy ;)



Myślę, że w naszym kraju nie jest jeszcze tak tragicznie z użyciem języka polskiego.

to prawda, wciaz jest jeszcze uzywany... ;)



Podczas wizyty w Korei urzekła mnie niechęć do Chin. Przejawiała się ona między innymi w solidarności narodowej i swoistym bojkocie kupowania chińskich tanich produktów. Na przykład ryż koreański jest droższy niż chiński. Ale jest podkreślone, że to Nasz ryż, kupując go, wspieramy własną gospodarkę itd. Możliwe, że podobna idea przyświecała stworzeniu całego alfabetu koreańskiego i stopniowej eliminacji chińskich znaków. My byliśmy rusyfikowani, germanizowani, oni chińszczeni. ;)

ktorej Korei?

moja slubna byla w poludniowej (w Seulu, dokladniej rzecz biorac) i tam zauwazyla ogromnego gula, jakiego Koreanczycy maja pod adresem Japoncow. mniej wiecej jak pol Europy mialo do Niemcow po II wojnie swiatowej, bo de facto o takie samo tournee o "lebensraum" tu chodzi.

szanujacy sie Koreanczyk kupuje Samsunga a na Sony pluje. poniekad ma zreszta racje, bo wybiera lepsze, ale to inna para kaloszy ;)


inna kwestia, ze zakochanie Polakow w (pseudo)angielskim nie wynika z anglicyzacji, tylko nieodwzajemnionego zakochania narodu w Ameryce i jej, przepraszam za to okreslenie, kulturze... i to jest dobrowolne, bo inaczej by nie zadzialalo. przyklad rusycyzacji jest tu doskonaly - Polak, ktoremu kaze sie cos zrobic, stanie na glowie, zeby dokladnie tego nie zrobic. a jak sie chce go do czegos zmusic, to nalezy wlasnie zabronic :D



Według mnie potrzeba poczucia przynależności kulturowej i narodowej, by zachować pewien przyzwoity poziom czystości językowej.

zalezy od kraju i kultury. Francuzi (do tej grupy zaliczam tez czesc Belgow, Szwajcarow i Kanadyjczykow) maja bardzo wielkiego pe* na punkcie swojego jezyka i wbrew wszelkiej logice nie ucza sie innych jezykow i wszedzie gdzie moga forsuja swoj wlasny. dito Hiszpanie czy nawet Niemcy, bo o Anglikach nawet nie wspomne...
ale juz np. Holendrzy od dziecka bez mala mowia po angielsku, w TV maja filmy (przewaznie angielskojezyczne) tylko z napisami i nie stanowi dla nich najmniejszego problemu zalatwianie spraw urzedowych/biznesowych po angielsku. podobne wrazenia mam chocby z Danii...

Sendilkelm
10-06-2011, 09:30
A kto z was używa "vis-à-vis"?
Tu akurat jest zupełnie odwrotnie. Starsze pokolenie notorycznie używa takiego stwierdzenia, a u młodszych można zaobserwować brak zrozumienia jak ktoś tak mówi.
Jedni powiedzą, że to kwestia tego, że nasza młodzież jest niewykształcona, a inni, że "wspierają" rozwój języka polskiego mówiąc naprzeciwko.

PS.
Jak zwykle spory o subiektywizm. :)

ekonet
10-06-2011, 09:37
Słusznie mówią, że - mowa jest źródłem nieporozumień. ;)

!AGresT
10-06-2011, 09:47
Słusznie mówią, że - mowa jest źródłem nieporozumień. ;)

Eeee, zaśta...
Jak mawiał z niedowierzaniem mój dziadek :)

krokus66
10-06-2011, 10:54
Brakuje pierwszego wersu, znaczy spaliłeś. ;)

ptaszek sobie frunie z dala,
w górze słonce zapierdala,
żaba dupę w wodzie moczy,
kur*a! co za dzień uroczy!!!

Nie przeczę, dostałem w tej wersji. Twoja jest lepsza, trzeba tylko poprawić pierwsze zdanie w Analizie wiersza.

Dziękuję i pozdrawiam.