Zobacz pełną wersję : D700 pod wodą
afropolak
16-03-2011, 13:39
Witam, problem jak w opisie. Wybrałem się robić trochę zdjęć w lesie ale nim na dobre coś pstryknąłem wylądowałem w strumieniu z aparatem. Trwało to tylko chwile ale aparat i obiektyw nabrał wody. Obiektyw cały mokry w środku pełno wody, korpus zdecydowanie lepiej ale i tak pod wyświetlacz do gniazda kart i pod baterie sporo się wlało. Wyjąłem kartę i baterię, pootwierałem co się dało i się suszy. Tyko pytanie czy pozwolić żeby wyparowało samo czy mu pomóc ogrzewaniem a może słać do serwisu. wszystkie uwagi miłe widziane.
rychu_cmg
16-03-2011, 13:43
Wyślij co serwisu żeby wszystko Ci wyczyścili od środka i sprawdzili czy nie robią się jakieś zwarcia.
Worek z ryżem znakomicie wyciąga wodę/wilgoć.
Kaczy_Grzmot
16-03-2011, 13:54
A ja po prostu współczuję i życzę by nic się nie stało. :-) Kiedyś wyprałem w pralce pendrive i nie dość, że dane nie zniknęły, to jeszcze do dzisiaj działa. Z tego co czytałem po różnych forach - to woda (zwłaszcza słodka) sama w sobie krzywdy elektronice nie zrobi, przy założeniu, że nie było jakichś zwarć - ważne jest zatem aby wyciągnąć baterię i nie włączać samemu aparatu, zanim jakiś fachowiec nie potwierdzi, że można.
afropolak
16-03-2011, 13:58
Ok ale gdzie do serwisu. NP sam kosztorys to jest miesiąc czekania.
Bezpiecznym sposobem jest szczelne opakowanie aparatu razem z substancją silnie higroskopijną w środku np. żelu krzemikowego (silica gel), które ma silne właściwości hydroskopijne.
Kaczy_Grzmot
16-03-2011, 14:08
Ok ale gdzie do serwisu. NP sam kosztorys to jest miesiąc czekania.
Ludzie na forum polecają (sam nie sprawdzałem):
Adam Bieniek na Al. Jerozolimskich 113/115
(22) 629-99-59
afropolak
16-03-2011, 17:53
Bezpiecznym sposobem jest szczelne opakowanie aparatu razem z substancją silnie higroskopijną w środku np. żelu krzemikowego (silica gel), które ma silne właściwości hydroskopijne.
Po namyśle i rozmowie z serwisem postanowiłem spróbować żelu krzemikowego (którego pełno w kartonach w ccc), aparat idzie do foli i na kaloryfer na dobę i zobaczymy co z tego będzie.
cybermar
16-03-2011, 17:55
Witam, problem jak w opisie. Wybrałem się robić trochę zdjęć w lesie ale nim na dobre coś pstryknąłem wylądowałem w strumieniu z aparatem. Trwało to tylko chwile ale aparat i obiektyw nabrał wody. Obiektyw cały mokry w środku pełno wody, korpus zdecydowanie lepiej ale i tak pod wyświetlacz do gniazda kart i pod baterie sporo się wlało. Wyjąłem kartę i baterię, pootwierałem co się dało i się suszy. Tyko pytanie czy pozwolić żeby wyparowało samo czy mu pomóc ogrzewaniem a może słać do serwisu. wszystkie uwagi miłe widziane.
a jakie szkielko miales podpiete pod ta d700 - pytam z ciekawosci:) , ps. jak to sie stalo ze wpadles do wody?
Współczuje :/ Daj znać czy operacja się udała.
afropolak
16-03-2011, 18:28
a jakie szkielko miales podpiete pod ta d700 - pytam z ciekawosci:) , ps. jak to sie stalo ze wpadles do wody?
Na szczęście 85 1.8f, przygotowywałem się do zmiany szkła na szersze kiedy się poślizgnąłem na kamieniu nad strumieniem w którym wylądowałem.
robert4you
16-03-2011, 18:29
Robię foty podwodne i utopiłem już 4 puszki, większość w morskiej wodzie. A teraz recepta:
Utop puszkę jeszcze raz z premedytacją tylko teraz w "destylowanej wodzie"
Wysusz. Ciepłe miejsce i ok 2 tyg
Wyczyść wszelkie dostępne elementy - największy problem to wizjer i lustro doczyścić.
Odpal powinien chulać. Na 4 utopione 3 ożyły.
Opchnij na alledrogo.
Kup następną puchę.
Jeżeli po wysuszeniu nie będzie gadał to najczęściej do wymiany płyta główna. Ostatnio ta przyjemność spotkała mnie w C 5D, udało się zmieścić w 1k pln.
robert4you
16-03-2011, 18:34
"destylowana woda" - to taka do akumulatorów, a nie wysokoprocentowa.
afropolak
16-03-2011, 18:48
"destylowana woda" - to taka do akumulatorów, a nie wysokoprocentowa.
To akurat wiem ale jakoś boje się że może się okazać że mój aparat znajdzie się w tych 25% które nie odpalą.
Skąd w ogóle taki sposób?
robert4you
16-03-2011, 22:24
To akurat wiem ale jakoś boje się że może się okazać że mój aparat znajdzie się w tych 25% które nie odpalą.
Z kąt w ogóle taki sposób?
Zdjęcia podwodne robi się od wielu lat i niejeden aparat wymagał reanimacji - po prostu doświadczenie. Jak zostanie brud z wody którą go zalałeś to będzie kłopot z torem optycznym i mikrokorozja innych elementów ( mechanika, elektronika). Jak robimy foty w morzu i coś pójdzie nie tak to po wyjsciu na powierzchnię ( pokład łodzi) pierwszy ruch to wrzucenie aparatu do wiadra ze słodką wodą. Potem na brzegu destylowana i dopiero suszenie.
Kundzior
17-03-2011, 12:27
Z tą destylowaną wodą brzmi bardzo kontrowersyjnie, i wg. mnie i tak korozja zje i tak. Woda destylowana od zwykłej różni się jedynie brakiem bakterii i minerałów, powoduje utlenianie metali.
robin102
17-03-2011, 13:00
Szefie leć szybko do sklepu po 2 flaszki spirtu 99,5% i lej go Waś do środka do korpusu, tak aby wszędzie dotarł, tak samo do obiektywu, potem następna flaszka. Nalej zabełtaj korpusem, nalej i tak do skończenia flaszek.
Chociaż prawdę mówiąc jak tego od razu po zalaniu aparatu nie zrobiłeś to szanse na uratowanie coraz mniejsze z godziny na godzinę.
Kundzior
17-03-2011, 13:14
Szefie leć szybko do sklepu po 2 flaszki spirtu 99,5% i lej go Waś do środka do korpusu, tak aby wszędzie dotarł, tak samo do obiektywu, potem następna flaszka. Nalej zabełtaj korpusem, nalej i tak do skończenia flaszek.
Chociaż prawdę mówiąc jak tego od razu po zalaniu aparatu nie zrobiłeś to szanse na uratowanie coraz mniejsze z godziny na godzinę.
Bardziej prawdopodobne, a mimo wszystko i tak serwis i czyszczenie czeka.
robin102
17-03-2011, 13:28
Bardziej prawdopodobne, a mimo wszystko i tak serwis i czyszczenie czeka.
No bez dwóch zdań. Po takim suszeniu spirytusem bez serwisu się nie obędzie nawet jeśli sprzęt daje oznaki życia lub chwilowo działa prawidłowo. Trzeba wszystko przeczyścić i przesmarować od nowa nowymi smarami.
Kwestia tylko czy dać się skasować na wielkie pieniądze Podstępnym z Podsępu czy szukać alternatywy np. u Pana Bieńka
Trza to wszystko w środku rozebrać, wysuszyć i umyć elektronikę np. płynem KONTAKT PCC
Odpal powinien chulać. Na 4 utopione 3 ożyły.
Opchnij na alledrogo.
Kup następną puchę.
Jak czytam takie porady to utwierdzam się w przekonaniu, że jednak daleko nam (uogólniając Polakom) do cywilizacji, nic tylko zakombinować, oszukać i jak wyjdzie na jaw udać głupiego.
Jeśli zależy nam na zwiększeniu szans przeżycia sprzętu, to nawet na płukanie w alkoholu, czy co oni tam używają, warto zanieść go do dobrze wyposażonego serwisu. Tam wykąpią aparat w wannie ultradźwiękowej (żeby zewsząd dobrze wodę wypłukać), wysuszą i zakonserwują. Jak wypłuczemy samemu niestarannie i dodatkowo po dłuższym czasie, to szanse niewielkie na odzyskanie sprawności i niezawodności.
Odpal powinien chulać. Na 4 utopione 3 ożyły.
Opchnij na alledrogo.
Kup następną puchę.
Jak czytam takie porady to utwierdzam się w przekonaniu, że jednak daleko nam (uogólniając Polakom) do cywilizacji, nic tylko zakombinować, oszukać i jak wyjdzie na jaw udać głupiego.
Aj tam, aj tam, jestem przekonany, że kolega robert4you miał na myśli sprzedaż na Allegro z odpowiednią adnotacją, że sprzęt po zatopieniu... prawda?
;)
fotomarko
17-03-2011, 14:00
Robię foty podwodne i utopiłem już 4 puszki, większość w morskiej wodzie. A teraz recepta:
Utop puszkę jeszcze raz z premedytacją tylko teraz w "destylowanej wodzie"
Wysusz. Ciepłe miejsce i ok 2 tyg
Wyczyść wszelkie dostępne elementy - największy problem to wizjer i lustro doczyścić.
Odpal powinien chulać. Na 4 utopione 3 ożyły.
Opchnij na alledrogo.
Kup następną puchę.
Jeżeli po wysuszeniu nie będzie gadał to najczęściej do wymiany płyta główna. Ostatnio ta przyjemność spotkała mnie w C 5D, udało się zmieścić w 1k pln.
No sorry gościu powinieneś przez admina za takie porady wylecieć z tego forum ...dlaczego?
Już Ci odpowiadam.
Kupuje taki aparat na alledrogo młody człowiek pasjonat który mógłby zostać dobrym fotografem w przyszłości.
Aparat kupuje za pieniądze które dostał od rodziców, których być może kosztowało wiele wyrzeczeń ciężkiej pracy,
aby ich dziecko mogło rozwijać swój talent.
I co kupiony aparat obiektyw po miesiącu pstryk przestaje działać, wizyta w serwisie koszta wiadomo jakie przy tego typu usterkach. Być może nie będzie rodziców stać na naprawę a młody człowiek nie będzie miał szansy rozwijać się dalej i po jego talencie...
Musisz zastanowić się chłopie nad znaczeniem słów etyka, uczciwość... bo generalnie MY POLACY jeszcze kulejemy z tymi wartościami.
Sam sprzedałem kilka aparatów w swoim życiu i były w 100% sprawne bez jakichkolwiek wad i ukrytych usterek i mam czyste sumienie.
Mój kolega podczas pleneru utopił torbę z całym sprzętem D3 + kilka obiektywów min 70-200vr w którym woda wlała się do wnętrza miedzy soczewkami jak do słoika.
Koszt naprawy D3 14000 zł kolega kupił sobie nowy mimo wielu wyrzeczeń. A utopimy aparat zostawił i nie kombinował .......jest uczciwy i ma czyste sumienie.
Bez komentarza.....
Pawel Pawlak
17-03-2011, 14:18
znam przypadek gdzie przywracanie do życia, po kontakcie z wodą D3x, w serwisie NP kosztowało ok. 650-700zł. W zakresie NPS szybko, przyjemnie. Cena moim zdaniem jak nabardziej akceptowalna. Nic "powaznego" nie było wymieniane - aprat trafił do serwisu dość szybko po zamoczeniu.
Co do etyki i uczciwości naszych rodaków nie bardzo jest sens się wypowaidać. Myślę że jeszcze pokolenia zanim się cokolwiek zmieni na lepsze... :/
fotomarko
17-03-2011, 14:21
D3 trafił do serwisu po kilku dniach za późno.........dlatego takie koszta.
Pawel Pawlak
17-03-2011, 14:27
D3 trafił do serwisu po kilku dniach za późno.........dlatego takie koszta.
no tak, znam też taki przpadek kiedy D3 wodował razem 500tką i TC. Optyka przetrwała, z d3 wylała się "setka" wody. Ekspertyza opiewała o ile pamiętam na 13.000zł, ale ostatecznie udało się naprawić za ok. 6000zł.
Podobno winowajcą był TC który dał szansę wlania się wody do korpusu.
robin102
17-03-2011, 15:13
D3 trafił do serwisu po kilku dniach za późno.........dlatego takie koszta.
Otóż i tu jest problem, ludzie nie wiedzą co robić po zalaniu sprzętu, a jedynym ratunkiem jest kąpiel powrotna obfita w spirytusie i to dosłownie od razu po nurkowaniu sprzętu w wodzie. Absolutnie nie w wodzie destylowanej !
Praktyczne doświadczenia w temacie mam kilka aparatów foto oraz telefonicznych odratowałem.
Fototech
17-03-2011, 16:00
Otóż i tu jest problem, ludzie nie wiedzą co robić po zalaniu sprzętu, a jedynym ratunkiem jest kąpiel powrotna obfita w spirytusie i to dosłownie od razu po nurkowaniu sprzętu w wodzie. Absolutnie nie w wodzie destylowanej !
Praktyczne doświadczenia w temacie mam kilka aparatów foto oraz telefonicznych odratowałem.
Spirytusu nie używa się do mycia elektroniki.
Zamoczenie korpusu to nie tragedia, mechanika lustra i migawki nie cierpi zazwyczaj, ponieważ są to podzespoły pokryte substancjami hydrofobowymi, typu smary itp.
W awaryjnych sytuacjach, bez dostępu do serwisu lub śrubokręta ph000 i przy zalaniu (nie zamoczeniu) aparatu w całości, wyciągnięcie aku i wrzucenie do wody destylowanej jest najlepszym rozwiązaniem. Ale to tylko w przypadku całkowitego zalania.
Jeżeli jednak jest to tylko zamoczenie, należy wyciągnąć aku, zanieść aparat do serwisu lub wystarczy ktoś, kto potrafi zdemontować obudowę i płyty elektroniki bez ich uszkodzenia. Po zdemontowaniu elektroniki myje się ją wodą destylowaną (aby wypłukać osady soli rozpuszczalne w wodzie), później izopropanolem (alkohol wysokiej czystości, nie zawierający wody, szybko odparowujący). Po takiej operacji, całkowicie zatrzymujemy możliwość elektrokorozji pomiędzy elementami elektroniki, dzięki czemu aparat będzie działał tak samo jak przed zalaniem.
Czasem jednak, jeśli operacja nie została przeprowadzona wystarczająco szybko i elektrokorozja zrobiła swoje, konieczne jest przelutowanie elementów na płytach, ze względu na utlenienia cyny i miedzi.
Dla własnego spokoju bez przeglądnięcia wnętrza sprzętu się nie obejdzie.
robin102
17-03-2011, 16:43
Spirytusu nie używa się do mycia elektroniki.
Jak najbardziej celem ratowania zalanego sprzętu należy użyć spirytusu bo nie dość, że osusza to jest też inhibitorem korozji.
W rzeczonej sytuacji doradzam, doradzałem zawsze coś najskuteczniejszego co może być pod ręką, lub tuż za rogiem, a nie wycieczkę do serwisu za parę dni. Do sklepu monopolowego zazwyczaj mamy o rzut kamieniem, czy to będąc na wiejskim plenerze, czy pod żaglami na Mazurach monopol w przeciwieństwie do specjalizowanych środków czyszczących zawsze jest blisko i o każdej porze ;)
A czy nie używa się spirytusu ?, używa używa jak najbardziej, używa się też wody dejonizowanej do mycia półprzewodników w fazie produkcji struktur, oraz wszelakich innych czyścideł produkowanych na bazie IPA oraz eteru. Mam tu spore doświadczenie zdobyte przy produkcji półprzewodników, czyli jak najbardziej prawdziwej elektroniki, jak i przygodę z serwisowanie sprzętów przeróżnych. Nie chodzi o licytowanie się swoim profesjonalizmem, ale o to by doradzić komuś kto zalał aparat skuteczne działanie zwiększające szanse na uratowanie sprzętu.
Jedyne co rozsądnego może zrobić nieszczęśnik to szybko użyć spirytusu w dużej ilości, a jak coś zostanie to doustnie resztki na zalanie smutku. Potem sprzęt do doświadczonego serwisu trzeba skierować, tylko może nie tam gdzie myją woda destylowaną.
WODA DESTYLOWANA TO WRÓG ELEKTRONIKI w postaci wyrobu końcowego !
Nie można jej używać !
Woda destylowana jako jedyny środek tak. Ale racja jest, że w przypadku kąpieli w wodzie morskiej należy najpierw wypłukać sól, a ta się w spirytusie nie rozpuści. Dlatego najpierw w wodzie, a zaraz potem w izopropanolu, który całą wodę wyciągnie i szybko odparuje.
afropolak
17-03-2011, 17:24
Dobra panowie konkrety, pojawia się w postach spirytus, minęło już 30 godzin od zalania wiec pytanie czy dalej to zadziała. Na pewno nie obejdzie się bez serwisu, NP odpada - miesiąc na kosztorys i ogólna opinia o serwisie. Jutro rano wycieczka do serwisu nikona w Dresden a dzisiaj nie przespana noc.
Robin, skąd te wieści o kapieli w spirytusie?! Jako chemik, nie polecam. To nawet nie chodzi o elektronikę, a o smarowidła, których pełno wewnątrz puszki. Rozmaże się to po całym wnętrzu po utopieniu w spirytusie.
W wodzie destylowanej można umoczyć puszkę, ale tylko po kąpieli w wodzie morskiej, w celu wypłukania tej ostatniej, bo szybciej powoduje korozję niż normalma woda.
Nieszczęśliwy kolega, który topił sie z puszką, zrobił prawidłowo. albo prawie prawidłowo. Jeśli strumień nie zawierał mocno zanieczyszczonej wody, to trzeba szybko pootwierać co się da i zostawić puszkę otwartą w suchym, ciepłym i przewiewnym miejscu. Tylko nie na gorącym kaloryferze, starczy temp. ok. 30 stopni i wiaterek od małego wentylatora. Nie ma sie co martwić kurzem, bo puszka i tak będzie musiała być wypucowana w środku. Jeśli nie pomoże, to zostaje serwis.
robin102
17-03-2011, 23:51
Robin, skąd te wieści o kapieli w spirytusie?! Jako chemik, nie polecam. To nawet nie chodzi o elektronikę, a o smarowidła, których pełno wewnątrz puszki. Rozmaże się to po całym wnętrzu po utopieniu w spirytusie....
No ja chemikiem Panie Profesorze ;) nie jestem. Technologia ciała stałego to moja domena zawodowa :)
Każdy widzę w wątku chce czymś błysnąć :) zapominając o istocie zagadnienia czyli co można szybko i skutecznie zrobić aby dać sprzętowi szansę po zalaniu wodą i do tego wróćmy. Co zrobić w warunkach polowych ?
Oczywiście najlepiej było by zatopić aparat albo szkło pod serwisem lub w budynku serwisu w łazience aby technik od razu mógł się nim zajmować i ratować. ( oby nie wodą destylowaną)
Zalanie aparatu spirytusem stwarza największe szanse uratowania go przy dalszym ratowaniu przez technika specjalistę ;)
A dlaczego spirtem ? Dlatego, ze wypiera najskuteczniej wodę ze wszystkich zakamarków gdzie mogła by się ukryć ;) ;)
Wodę w ilościach nie widzialnych dla ludzkiego oka, a nie wielkości kropli. Wodę wpełzająca do mikroukładów po wyprowadzeniach w skrajnych przypadkach dostającą się na struktury mikroukładów. Już nie wspominając o korozji na wyprowadzeniach. Spirytus najskuteczniej tą wodę wypiera ze wszystkich środków które w bojowych warunkach fotograficzny znajdziemy w pół godziny. Nie wiem, może pianka do golenia albo szampon do włosów robi to lepiej ;), nie sprawdzałem, niech ktoś spróbuje ;) ;) ;).
Spisrytusu używa sie do mycia i suszenia półprzewodników w rożnych fazach ich produkcji. Spirytus nie szkodzi absolutnie układom elektornicznym, ale jak wyżej ja i przedmówcy mówili rozpuszcza także smarowidła wiec wizyta w serisie po zatopieniu jest też celem czyszczenie i ich uzupełnienia.
No, a pytanie dlaczego spirytus wypiera wodę przez wiązanie jej i prowadzi do osuszenia , a nie woda wypiera wodę ;) jak to nie słusznie doradzano lanie destylowanej zostawiam koledze Profesorowi Chemikowi do rozpatrzenia. Dlaczego woda wody nie wyprze ? ;)
Nigdy żadną wodą destylowaną.
Jeśli zdarzy się WAM zalać drogi sprzęt w terenie to jak najszybciej obfita kąpiel w spirytusie da mu szanse na przeżycie. Powodzenia i nie topienia sprzętów życzę.
ps
a potem przed serwisem możemy sprzet poddać delikatnemu laminarnemu suszeniu
Spirytus nie wypiera wody ani się z nią nie wiąże (pomijając wiązania wodorowe), po prostu jako etanol (alkohol etylowy) miesza się z wodą nieograniczenie. Niestety, też ma swoją temp. wrzenia (78 stopni) i tak szybko nie paruje. Ponadto spirytus handlowy 95%, też zawiera wodę, bo jest azeotropem. Problem w tym, że dslr nie składa się tylko z układów elektronicznych, ale również optyki (pryzmat), gumy (uszczelki gumowe, okładziny), ruchomych części itp. Oprócz smarów (do tych ruchomych części), w okolicy matrycy jest trochę uszczelniacza (prawdopodobnie silikonowego rodowodu). Ani smary, ani silikon nie są dobrze rozpuszczalne przez etanol, ale wystarczy, że są choć trochę rozpuszczalne i po wyschnięciu etanolu pozostają smugi, których niezwykle ciężko się pozbyć (szczególnie dotyczy to silikonu). Ponadto etanol jest słabym rozpuszczalnikiem dla soli nieorganicznych. Tych z kolei jest sporo w wodzie morskiej, dużo mniej w normalnej wodzie strumieniowej. Wsadzenie aparatu do etanolu po topieniu się w wodzie morskiej może spowodować wytrącanie się tych soli i osadzanie w różnych miejscach we wnętrzu puszki. Tyle ze strony chemika. Oczywiście możesz zrobić próbę pływania w spirytusie swojego D700 (na swoją odpowiedzialność) i opublikować na forum wyniki. Chętnie poczytam.
Kundzior
18-03-2011, 00:20
Też używasz wody destylowanej??
Jedynie jak najszybsze odcięcie od zasilania i kontakt z serwisem pozwoli nam na w miarę niskie koszta naprawy.
Art Erie
18-03-2011, 01:26
markB słusznie prawi ( z wykształcenia również jestem chemikiem).
Należy też wspomnieć o wpływie tlenu atmosferycznego na elementy. które już zaczeły korodować ( przed wyjęciem baterii). Nie ma co generalizować wiele czynników ma wpływ na body. "Pierwsza pomoc" zależy od tego czy zostało zamoczone, czy totalnie utopione.
Kundzior
18-03-2011, 01:34
co za różnica gdy wilgoć dotrze do wszelkiej maści metalu??? Z wykształcenia jestem metalurgiem. Jedną z dziedzin mej nauki było przeciwdziałaniu utlenianiu metalu. Wg. mnie woda a jakiejkolwiek postaci jest zgubą na dłuższą metę dla każdego z metali. Alkohol jest pół środkiem, później serwis byle nie za późno.
Po namyśle i rozmowie z serwisem postanowiłem spróbować żelu krzemikowego (którego pełno w kartonach w ccc), aparat idzie do foli i na kaloryfer na dobę i zobaczymy co z tego będzie.
nie powinieneś kłaść dodatkowo na kaloryfer bo wilgoć nie ma gdzie uciec i dodatkowo zaparuje.
ale cóż za późno spojrzałem.
a tak wogóle udało się?
Art Erie
18-03-2011, 10:54
co za różnica gdy wilgoć dotrze do wszelkiej maści metalu??? Z wykształcenia jestem metalurgiem. Jedną z dziedzin mej nauki było przeciwdziałaniu utlenianiu metalu. Wg. mnie woda a jakiejkolwiek postaci jest zgubą na dłuższą metę dla każdego z metali. Alkohol jest pół środkiem, później serwis byle nie za późno.
Pomijając inne czynniki o których wspomniał kolega wyżej; chodzi o wypłukanie soli (elektrolitów), jak napisał markB alkohol etylowy w przeciwieństwie do wody destylowanej może sole wytrącić. Te z kolei są na ogół higroskopijne (pochłaniają wilgoć z powietrza) i w miejscach gdzie powstaje roztwór mamy idealne miejsce do szybkiego rozwoju korozji.
do mycia elektroniki (2 lata w serwiesie gsm) używa się izopropanolu, samo wlanie nawet nalepszego środka nic nie da, aby dokładnie wypłukać resztki osoadów z wody, potzreba myjki ultradźwiekowej.
Kundzior
18-03-2011, 12:31
Alkohol, a alkohol + myjka ultradźwiękowa. I to by było tyle w tym trudnym temacie. Wodzie destylowanej mówimy nie!!! A zwolennikom wody mówimy powodzenia, w końcu to ich sprzęt.
sztefanek
18-03-2011, 13:03
Cóż widzę. Im bliżej wschodniej granicy tym bardziej się alkohol chwali ;-). Zastanawia mnie czy alkohol nie rozpuści słabej jakości kleju pod gumami? Ja bym raczej płukał w wodzie destylowanej która po odparowaniu nie zostawia śladu na szkle. Za poprzednikiem, Wasz sprzęt więc płuczcie go w czym chcecie.
robin102
18-03-2011, 13:38
Alkohol, a alkohol + myjka ultradźwiękowa. I to by było tyle w tym trudnym temacie. Wodzie destylowanej mówimy nie!!! A zwolennikom wody mówimy powodzenia, w końcu to ich sprzęt.
Otóż i to. Osobiście jako człowieka z doświadczeniem w temacie przekonywanie do bezpiecznych działań ratunkowych już mnie zmęczyło.
Ruupa co chceta :)
Wodzie destylowanej mówimy nie!!!
No chyba, że do żelazka podczas prasowania wypranego po słonej morskiej kąpieli paska do aparatu ;)
Art Erie
18-03-2011, 15:42
do mycia elektroniki (2 lata w serwiesie gsm) używa się izopropanolu, samo wlanie nawet nalepszego środka nic nie da, aby dokładnie wypłukać resztki osoadów z wody, potzreba myjki ultradźwiekowej.
Oczywiście, ale to dopiero w serwisie po rozebraniu całości na poszczególne elementy.
afropolak
18-03-2011, 16:04
nie powinieneś kłaść dodatkowo na kaloryfer bo wilgoć nie ma gdzie uciec i dodatkowo zaparuje.
ale cóż za późno spojrzałem.
a tak wogóle udało się?
Jak dla mnie żel krzemikowy zdał egzamin - ciekawe co powiedzą w serwisie. Obiektyw był tak zalany że wodę można było wytrząsać ze środka, body miało krople za wyświetlaczami (a przynajmniej tyle było widać). Po kilku godzinach w foli z żelem najpierw na kaloryferze później obok obiektyw odparował i zostały tylko plamy po wodzie i trochę syfu pomiędzy soczewkami. Body potrzebowało prawie 1.5 doby z żelem żeby wizualnie można było stwierdzić poprawę. Wczoraj wieczorem włączyłem je (czas a raczej rachunek pokaże czy nie był to błąd) i wydaje się ze wszystko gra i trąbi. Menu się wyświetla i wszystko na pierwszy rzut oka jest ok, obiektyw ostrzy a przynajmniej AF dział, górny wyświetlać da się podświetlić i dzięki temu było jeszcze widać plamę wody.
Było sporo rozbieżności i nie zdecydowałem się ani na wodę d. ani na spirytus - przy D50 bym się chyba nie zastanawiał tylko lał pierwsze z brzegu.
Sprzęt dzisiaj po dziesiątej trafił do Nikon Service Point Dresden. Informacja o kosztorysie - body poniedziałek, obiektyw środa/czwartek (a myślałem że bez karty NPS trochę to potrwa). Czyszczenie na koszt własny i przy okazji kalibracja na gwarancje.
Jak dowiedziałem się kiedy dostane kosztorys pochwaliłem się Podstępnym serwisem (miesiąc czekania!!! plus co najmniej drugie tyle na naprawę - a w tym czasie koszty pewnie przerosły by wartość nowego sprzętu) pan najpierw zapytał czy się nie pomyliłem z tygodniem oczekiwania, zdziwił się po czym się uśmiechnął.
Obsługa w języku niemieckim i angielskim, większych problemów z dojazdem bez nawigacji brak.
Alkohol, a alkohol + myjka ultradźwiękowa. I to by było tyle w tym trudnym temacie. Wodzie destylowanej mówimy nie!!! A zwolennikom wody mówimy powodzenia, w końcu to ich sprzęt.
Widzisz, tu nie chodzi o wypłukanie w wodzie destylowanej i pozostawienie tak wypłukanej puszki na dłużej, żeby skorodowała. Jeśli aparat wpadł do wody morskiej, to w czasach analogów po prostu wsadzało się go do wiadra z czystą wodą niemorską (może być destylowana) i "biegło" z wiadrem do serwisu. Jako metalurg zapewne wiesz, że pozostawienie puszki pod wodą bez dostępu powietrza znacznie spowalnia korozję - vide statki, które lata sobie leżą na dnie oceanu. Ponadto współczesne puszki budowane są ze stopów Mg-Al, które tak łatwo nie ulegają korozji.
Na szczęście nasza dyskusja ma czysto teoretyczny wymiar, bo koledze puszka wyschła i działa.
Art Erie
18-03-2011, 16:51
afropolak ale z tym ponownym włączeniem to przegiołeś; masz chłopie szczęście :)
afropolak
18-03-2011, 17:03
afropolak ale z tym ponownym włączeniem to przegiołeś; masz chłopie szczęście :)
Jak bym miał szczęście to by nie było tego wątku.
Chociaż to się chyba łączy z głupotą ;p
Kundzior
18-03-2011, 19:15
Widzisz, tu nie chodzi o wypłukanie w wodzie destylowanej i pozostawienie tak wypłukanej puszki na dłużej, żeby skorodowała. Jeśli aparat wpadł do wody morskiej, to w czasach analogów po prostu wsadzało się go do wiadra z czystą wodą niemorską (może być destylowana) i "biegło" z wiadrem do serwisu. Jako metalurg zapewne wiesz, że pozostawienie puszki pod wodą bez dostępu powietrza znacznie spowalnia korozję - vide statki, które lata sobie leżą na dnie oceanu. Ponadto współczesne puszki budowane są ze stopów Mg-Al, które tak łatwo nie ulegają korozji.
Na szczęście nasza dyskusja ma czysto teoretyczny wymiar, bo koledze puszka wyschła i działa.
Każdy metal koroduje, ale każdy na swój sposób, by była korozja (utlenianie) metalu potrzebne jest powietrze, a w zasadzie tlen. W wodzie tlenu jest dużo mniej, niż na powietrzu, ot i fenomen statków rozwiązany. Stopy żelaza, bo o tych że właśnie napisałeś, również korodują i to bardzo szybko, z tą różnicą że, korozja jest dość szybka, warstwa tlenku metalu osadza się na zewnątrz, w zależności od stopów albo ją widać albo nie. Ta ów warstwa ma tak zwięzłą budowę że nie przepuszcza tlenu dalej, stąd np. aluminium nie "rdzewieje", i tu właśnie fakt jest faktem że też rdzewieje, mało tego proces ten jest bardzo szybki, a reszta j/w napisałem. Właściwości korodowania metali w pewien sposób kontroluje się poprzez różnego rodzaju mieszanki tych że metali, które to zmieniają właściwość masy zastygłej w pożądany nam sposób.
Tylko szkoda że ja tak teoretyzować i zapobiegać nie umiem w stosunku do swego samochodu, chrupie mi na parkingu bod blokiem :P hehe kiedyś przyszło mi do głowy że powymieniam sobie blachy w aucie na aluminiowe, tłoczone na zamówienie, obudziłem się jak zacząłem drążyć temat i doszedłem do cen aluminium :P
Oczywiście napisałem tu wszystko tak w wersji uproszczonej co do metali i korozji, temat jest dużo bardziej skomplikowany, zresztą jak widać po autach często.
Cieszę się że działa koledze aparat.
robert4you
18-03-2011, 19:42
Wszystkim którzy mieli nieprzyjemność utopić aparat szczerze współczuje. Cieszę się że puszka kolegi działa i być może nie skończy na allegro dzięki czemu inni będą spać spokojniej. Kolegów którzy nurkują z aparatem i dobrze wiedzą jak skuteczne jest topienie puszki w morskiej wodzie na głębokości 60m - pozdrawiam.
Wszystkim forumowym teoretykom którzy nigdy nie utopili ani jednej puszki, ale mieli w wątku najwięcej do powiedzenia dedykuję poniższy rysunek:
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2011/03/spec-1.jpg
źródło (http://remekdabrowski.blox.pl/resource/spec.jpg)
Kundzior
18-03-2011, 19:44
Wszystkim forumowym teoretykom którzy nigdy nie utopili ani jednej puszki, ale mieli w wątku najwięcej do powiedzenia dedykuję poniższy rysunek:
https://forum.nikoniarze.pl/imgimported/2011/03/spec-1.jpg
źródło (http://remekdabrowski.blox.pl/resource/spec.jpg)
Oj to o mnie :P
A jeśli o mnie, to strzał w płot. Co prawda puszki nie utopiłem, ale lampę mi się udało. I zrobiłem tak jak kolega, któremu topiła się puszka. Po tygodniowym pobycie na suchym i przewiewnym strychu wszystko wróciło do normy i lampion działa do teraz bez problemu.
Współczuje koledze, horror!!! Na Twoim miejscu bez eksperymentów szybciutko do serwisu bym wysyłał. Ale jak widzę po postach "szybciutko" to już mineło.
Art Erie
18-03-2011, 20:47
Każdy metal koroduje, ale każdy na swój sposób, by była korozja (utlenianie) metalu potrzebne jest powietrze, a w zasadzie tlen. W wodzie tlenu jest dużo mniej, niż na powietrzu, ot i fenomen statków rozwiązany.
Dotyczy to większości metali i tylko korozji atmosferycznej, w przypadku utopienia puszki mamy jeszcze do czynienia z silną korozją elektrochemiczną do momentu wyjęcia baterii (póżniej w mniejszym stopniu zgodnie z szeregiem elektronapięciowym metali).
W trakcie suszenia puszki destrukcją zajmuje się korozja chemiczna i przebiega tym intensywniej , im więcej soli zostało uwolnione podczas korozji elektrochemicznej, zależy to też oczywiście od stopnia zasolenia wody która aparat został zalany i temperatury otoczenia ( wyższa temperatura = szybsza korozja)
Podczas suszenia mamy dodatkowo korozję atmosferyczną o której wspomniałeś, lecz w przypadku metali używanych w elektronice nie przebiega ona tak gwałtownie jak w przypadku żelaza.
Jeśli utopimy ( nie tylko zamoczymy ) elektronikę należy jak najszybciej odłączyć zasilanie, następnie opłukać sprzęt wodą destylowaną, po czy całkowicie zanurzyć go w wodzie destylowanej (jeśli nie ma destylowanej pod ręką, lepsza jest kranówa od wody morskiej). I w takim stanie dostarczamy to jak najszybciej do serwisu .
Suszenie sprzętu w ciepłym miejscu jest kiepskim rozwiązaniem, powoduje przyśpieszenie korozji chemicznej. Nawet „wysuszony” sprzęt nie będzie „suchy”, ani „czysty” jeśli sole pochodzące z wody i korozji pozostaną na płycie, wchłoną wilgoć z powietrza i utworzy się roztwór elektrolitu.
Jeśli takie „przejście” będzie pomiędzy ścieżkami na płytce, lub nóżkami scalaka mamy zwarcie i to jest odpowiedż dlaczego koledze robert4you trzy na cztery "ożyły".
Czasem może się trafić „fux” jak autorowi wątku i sole nie zdążyły się wytworzyć, lub są ale w miejscu nie powodującym zwarcia.
robert4you
18-03-2011, 22:30
Dotyczy to większości metali i tylko korozji atmosferycznej, w przypadku utopienia puszki mamy jeszcze do czynienia z silną korozją elektrochemiczną do momentu wyjęcia baterii (póżniej w mniejszym stopniu zgodnie z szeregiem elektronapięciowym metali).
W trakcie suszenia puszki destrukcją zajmuje się korozja chemiczna i przebiega tym intensywniej , im więcej soli zostało uwolnione podczas korozji elektrochemicznej, zależy to też oczywiście od stopnia zasolenia wody która aparat został zalany i temperatury otoczenia ( wyższa temperatura = szybsza korozja)
Podczas suszenia mamy dodatkowo korozję atmosferyczną o której wspomniałeś, lecz w przypadku metali używanych w elektronice nie przebiega ona tak gwałtownie jak w przypadku żelaza.
Jeśli utopimy ( nie tylko zamoczymy ) elektronikę należy jak najszybciej odłączyć zasilanie, następnie opłukać sprzęt wodą destylowaną, po czy całkowicie zanurzyć go w wodzie destylowanej (jeśli nie ma destylowanej pod ręką, lepsza jest kranówa od wody morskiej). I w takim stanie dostarczamy to jak najszybciej do serwisu .
Suszenie sprzętu w ciepłym miejscu jest kiepskim rozwiązaniem, powoduje przyśpieszenie korozji chemicznej. Nawet „wysuszony” sprzęt nie będzie „suchy”, ani „czysty” jeśli sole pochodzące z wody i korozji pozostaną na płycie, wchłoną wilgoć z powietrza i utworzy się roztwór elektrolitu.
Jeśli takie „przejście” będzie pomiędzy ścieżkami na płytce, lub nóżkami scalaka mamy zwarcie i to jest odpowiedż dlaczego koledze robert4you trzy na cztery "ożyły".
Czasem może się trafić „fux” jak autorowi wątku i sole nie zdążyły się wytworzyć, lub są ale w miejscu nie powodującym zwarcia.
Dokładnie tak jak piszesz, jak czytam te bzdury o myciu puchy spirytem to padam ze śmiechu. Koledzy chyba zapomnieli o klejonych elementach wewnątrz korpusu, a o silikonowych podkładkach to nawet nie będę wspominał. Dodatkowo wydaje mi się że pierwszym elementem który nie przeżyłby takiego zabiegu to matryca, która jest elementem wielowarstwowym klejonym klejami syntetycznymi.
I to jest prawda, pod którą sie podpisuję. Mam tylko nadzieję, że woda w moim lampionie nie zdążyła dotrzeć do wrażliwych miejsc.
Art Erie
18-03-2011, 22:42
Dokładnie tak jak piszesz, jak czytam te bzdury o myciu puchy spirytem to padam ze śmiechu. Koledzy chyba zapomnieli o klejonych elementach wewnątrz korpusu, a o silikonowych podkładkach to nawet nie będę wspominał. Dodatkowo wydaje mi się że pierwszym elementem który nie przeżyłby takiego zabiegu to matryca, która jest elementem wielowarstwowym klejonym klejami syntetycznymi.
Po zatopieniu puchy w wodzie jedynym "neutralnym" rozpuszczalnikiem jest woda. Całą resztę można kąpać w alkoholu izopropylowym i pochodnych, ale dopiero po rozebraniu na części pierwsze i użyciu rozpuszczalnika adekwatnego do konkretnego elementu. Alkohol etylowy rozpuszcza kalafonię, w pewnym stopniu smary, lakier na płytkach itd. po takiej kapieli powstaje zupa o dość przypadkowym składzie, której zawartość osadzi się na matrycy i optyce.
Dodatkowo wszelkie wykwity solne powstałe na skutek korozji elektrochemicznej (proszę obejrzeć sobie klemy przy akumulatorze samochodowym) pozostaną nienaruszone, lub powstaną w dodatkowych miejscach i mogą byc przyczyną zwarcia podczas próby ponownego podłaczenia zasilania.
Dokładnie tak jak piszesz, jak czytam te bzdury o myciu puchy spirytem to padam ze śmiechu. Koledzy chyba zapomnieli o klejonych elementach wewnątrz korpusu, a o silikonowych podkładkach to nawet nie będę wspominał. Dodatkowo wydaje mi się że pierwszym elementem który nie przeżyłby takiego zabiegu to matryca, która jest elementem wielowarstwowym klejonym klejami syntetycznymi.
Na Twoim miejscu nie wracałbym do wątku po takich radach jakie dałeś.
A do autora wątku/właściciela topielca gratulacje że udało się uratować puchę.
robert4you
19-03-2011, 00:20
Na Twoim miejscu nie wracałbym do wątku po takich radach jakie dałeś.
A do autora wątku/właściciela topielca gratulacje że udało się uratować puchę.
Mógłbyś rozwinąć.
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.