Zobacz pełną wersję : Fotografia ślubna - cennik na stronie
Jakiego jesteście zdania, dlaczego w Polsce panuje jakaś zmowa wśród fotografów ślubnych, żeby nie publikować cenników na stronie www? Ciekaw jestem jaka biznesowa strategia za tym stoi - fotografowie nie chcą przestraszyć klienta wysoką ceną? Nie chcą klientów, którzy najpierw patrzą na cenę potem na zdjęcia? Mnie osobiście denerwowałoby, gdybym szukał klienta i zawsze w dziale oferta czytał jakieś historyjki zamiast dostać klarowną informację. Czy wysyłacie cenniki na zapytanie mailem, czy próbujecie wstrzymać się z podaniem ceny do spotkania? Czy podczas spotkań nie dochodzi wtedy do niezręcznych sytuacji? Ja osobiście wolałbym na spotkaniu rozmawiać juz o zdjęciach niż o pieniądzach. I do listy moich pytań puszczonych w eter - jak myślicie dlaczego w USA sprawdza się bardziej podawanie na stronie cen "zaczynających się od" a w Polsce (jak mniemam) lepiej działa nie publikowanie cennika?
Podstawowym wytłumaczeniem tego ''zjawiska'' jest ''PŁYNNOŚC'' cen w zależności od klienta/jego wymagań/odległości jaką trzeba pokonać by dojechac na miejsce---> to wszystko niestety ma znaczenie, więc nie da się tego tak prosto określić. Chyba, że podasz sumę zaczynającą się ZAWSZE od cyfry minimialnie 2xxx :)--> wtedy bedziesz mógł wszystko wciągnąc w ''koszty''...
A konkretne ceny są podane przeważnie na stronach ''fotopstryków'' ...
heniek85
14-03-2010, 10:55
Powody mogą być różne. Ja sam nie zajmuję się fotografią ślubną, może kiedyś. Ale mój kolega, który w Szkocji fotografuje śluby na swojej stronie miał cennik,ale już nie ma. Z prostego powodu. Można powiedzieć, że stracił przez to trochę kasy. Miał sytuację kiedy na dany termin miał już umówioną parę. Wszystko było dogadane. Znali cenę z góry, bo miał na stronie. Chwilę po telefonie od tej pary zadzwonili inni klienci, którzy dostali numer od kogoś i nie znali cen bo nie wchodzili na www. On, że miał już termin zajęty palnął cenę dwa razy wyższą za tą sama robotę. A Ci klienci powiedzieli, że ok, bo widzieli zdjęcia i podobało im się. Ja chyba zadzwonił bym do tych pierwszych i powiedział, że się pomyliłem, że termin mam jednak zajęty ale on już taki jest. Jak obiecał jednym to już się nie chciał wycofać.
Ta sytuacja może nie jednoznacznie przemawia za tym żeby cennika na stronie nie mieć, ale po prostu czasem można lepiej zarobić. Właśnie w sytuacji kiedy na jeden termin trafi się dwóch klientów. A nóż jeden zapłaci więcej :)
Powody mogą być różne. Ja sam nie zajmuję się fotografią ślubną, może kiedyś. Ale mój kolega, który w Szkocji fotografuje śluby na swojej stronie miał cennik,ale już nie ma. Z prostego powodu. Można powiedzieć, że stracił przez to trochę kasy. Miał sytuację kiedy na dany termin miał już umówioną parę. Wszystko było dogadane. Znali cenę z góry, bo miał na stronie. Chwilę po telefonie od tej pary zadzwonili inni klienci, którzy dostali numer od kogoś i nie znali cen bo nie wchodzili na www. On, że miał już termin zajęty palnął cenę dwa razy wyższą za tą sama robotę. A Ci klienci powiedzieli, że ok, bo widzieli zdjęcia i podobało im się. Ja chyba zadzwonił bym do tych pierwszych i powiedział, że się pomyliłem, że termin mam jednak zajęty ale on już taki jest. Jak obiecał jednym to już się nie chciał wycofać.
Ta sytuacja może nie jednoznacznie przemawia za tym żeby cennika na stronie nie mieć, ale po prostu czasem można lepiej zarobić. Właśnie w sytuacji kiedy na jeden termin trafi się dwóch klientów. A nóż jeden zapłaci więcej :smile:
Powiedz, nie mowisz powaznie, zartujesz?
Ps. Niektorzy maja cenniki na stronie.
RomanZWrocławia
14-03-2010, 11:33
heniek85 wykonaj teraz mały myślowy eksperyment i postaw się w roli klienta do którego oddzwania fotograf z którym wszystko już było ustalone i mówi: pomyliłem się ?:)! , albo w imię zwycięstwa prawdy : sorry trafili się klienci co państwa przelicytowali @~`%^.... To nie licytacja na all.. Poza tym gębę ma się tylko jedną - w nowomowie mówi się o "marce". Dzięki takiemu podejściu ludzi z branży nastawionych tylko i wyłącznie na zysk miałem okazję pracować w zeszłym sezonie kilka razy. Nie chciałbyś słuchać tego co na temat solidności takich fotografów mieli do powiedzenia przyszli młodzi.
Gdybanie na temat tego dlaczego jedni tak, a inni inaczej - w sprawie cenników na stronach www - jest bezcelowe. Jak wiele wątków dotyczących fotografii ślubnej wzmaga wydzielanie jadu, kwasów, żółci, flegmy i trollowania. Jesteście ciekawi? to dzwońcie lub mailujcie do konkretnego fotografa - to proste.
Obym był złym prorokiem: przed nami piętnaście stron o niczym
Często jest tak, że ślubni działają w szarej strefie. Jeśli podadzą cennik na stronie to wiadomo - robi na tym pieniądze, czyli dochód, czyli podatek itd. Jeśli nie ma cennika to może się tłumaczyć, że to tylko jego galeria autorska i nie robi tego zawodowo.
mozecie dorabiac rozne filozofie, ale 2 podstawowe czynniki to takie:
- jesli nie dajesz od razu cen to widzisz ile masz zapytan o oferte (czyli: jak dobrze dziala twoja reklama, mozesz porownac z latami ubieglymi...) i ile z tych zapytan przeklada sie na podpisane Umowy (mozesz wtedy pomyslec o podnisieniu cen, oblizeniu i generalnie masz jakies rozeznanie na temat swojejego polozenia na rynku),
- dobry sprzedawca najpierw mowi o swoim towarze, a pozniej daje cene - to normalne "prawo". Czasem ktos np nie przypuszcza, ze moglby dac 2500 za zdjecia (i jesli od razu zobaczylby cene to zamknalby galerie fotografa), jednak jesli damy mu czas na zapoznanie sie z produktem jaki dostaje- wtedy wieksza szansa ze dojdzie do wspolpracy....a klient stwiedza, ze w sumie 2500 warto by dac. ..
jackrabbit
14-03-2010, 14:54
dobry sprzedawca najpierw mowi o swoim towarze, a pozniej daje cene - to normalne "prawo". Czasem ktos np nie przypuszcza, ze moglby dac 2500 za zdjecia (i jesli od razu zobaczylby cene to zamknalby galerie fotografa), jednak jesli damy mu czas na zapoznanie sie z produktem jaki dostaje- wtedy wieksza szansa ze dojdzie do wspolpracy....a klient stwiedza, ze w sumie 2500 warto by dac. ..
hmm a ze tak sie zapytam, nie lepiej filtrowac tych klientow juz na etapie gdy ogladaja strone? nie ma pozniej sytuacji "eee panie ja myslalem ze to za czysta zlotych sie da, za dwa pincet to ja sobie kupie aparat i sam zrobie"?
no jak ktos ma nadmiar klientów to wtedy warto filtrowac, np Smoki mają napisane: reportaz zaczyna sie od ..., plener od....
i pewnie nie muszą opdisywac na dziesiatki maili ....skoro ceny mają tak wysokie.
no ale jesli o klienta sie walczy to nie ma raczej przebierania. oczywiscie wiele osob mysli ze za tysiaka da sie to zrobic...zgadza sie.
mozecie dorabiac rozne filozofie, ale 2 podstawowe czynniki to takie:
- jesli nie dajesz od razu cen to widzisz ile masz zapytan o oferte i ile z tych zapytan przeklada sie na podpisane Umowy (mozesz wtedy pomyslec o podnisieniu cen, oblizeniu i generalnie masz jakies rozeznanie na temat swojejego polozenia na rynku)
- albo nigdy się nie dowiesz ilu klientów straciłeś, bo sfrustrowani brakiem ceny opuścili stronę. Młoda para może chce się rozeznać na co ją stać, niekoniecznie chce z pierwszym fotografem, którego zdjęcia się im podobają nawiązywać kontakt, pisać maile czy tym bardziej dzwonić.
- dobry sprzedawca najpierw mowi o swoim towarze, a pozniej daje cene - to normalne "prawo". Czasem ktos np nie przypuszcza, ze moglby dac 2500 za zdjecia (i jesli od razu zobaczylby cene to zamknalby galerie fotografa), jednak jesli damy mu czas na zapoznanie sie z produktem jaki dostaje- wtedy wieksza szansa ze dojdzie do wspolpracy....a klient stwiedza, ze w sumie 2500 warto by dac. ..
- a to ciekawe, a mówimy o tureckim bazarze czy o czym? Bo z mojego doświadczenia kiedy widzę u jakiegokolwiek sprzedawcy coś, co mi się podoba to chcę znać cenę i na jej podstawie zdecydować, czy mogę trochę naciągnąć swój budżet, jeśli to coś bardzo mi się podoba, czy zdecydowanie mnie nie stać. Ponadto, strony fotografów są tak skonstruowane że raczej niemożliwe byłoby najpierw wejście w cennik, nie widząc przedtem przynajmniej kilku zdjęć.
- albo nigdy się nie dowiesz ilu klientów straciłeś, bo sfrustrowani brakiem ceny opuścili stronę. Młoda para może chce się rozeznać na co ją stać, niekoniecznie chce z pierwszym fotografem, którego zdjęcia się im podobają nawiązywać kontakt, pisać maile czy tym bardziej dzwonić.
zgadza sie, nie ma sytuacji idealnych. Pytanie dla kazdego fotografa: czy faktycznie chce łapać wszystko jak leci i walczy za wszelką cene o podpisanie jak najwiekszej ilosci umow w roku, czy moze tak prowadzi "polityke", ze w rezultacie podpisze umowy z tymi Mlodymi, ktorzy nie przypadkowo nas wybrali, bardziej swiadomie. Ja np czesto pisze w mailu lub mowie: "czego nie mozna ode mnie wymagać" i nie jest to forma zgrywania sie, ze jaki ja to nie jestem swietny, ale po prostu preferuje pewien styl podejscia i to musi sie podobac mlodym (chodzi mi o zdjecia "reporterskie", kazde wesele jest przez to na prawde troche inne- ryzyko dla mlodych ale i pewna "mozliwosc" wyjscia poza sztampowe ujęcia). Wole nie przyjac zlecenia i siedziec w domu (na prawde) niz miec trudnego klienta, ktory po zleceniu robi mi zarzuty o zdjecia i potem złą reklame ..
- a to ciekawe, a mówimy o tureckim bazarze czy o czym? Bo z mojego doświadczenia kiedy widzę u jakiegokolwiek sprzedawcy coś, co mi się podoba .
mysle ze chodzi o "zlapanie kontaktu z klientem" i utrzymuwaniem go. W necie to inna sprzedaz niz w sklepie i jesli klient wszystko ma na tacy od razu- wtedy ciezej wejsc w nim w glebszy kontakt, porozmawiac itd.
Warto rozmawiac :) - tak po prostu- z korzyscią dla dwóch stron.
heniek85
14-03-2010, 20:19
Powody mogą być różne. Ja sam nie zajmuję się fotografią ślubną, może kiedyś. Ale mój kolega, który w Szkocji fotografuje śluby na swojej stronie miał cennik,ale już nie ma. Z prostego powodu. Można powiedzieć, że stracił przez to trochę kasy. Miał sytuację kiedy na dany termin miał już umówioną parę. Wszystko było dogadane. Znali cenę z góry, bo miał na stronie. Chwilę po telefonie od tej pary zadzwonili inni klienci, którzy dostali numer od kogoś i nie znali cen bo nie wchodzili na www. On, że miał już termin zajęty palnął cenę dwa razy wyższą za tą sama robotę. A Ci klienci powiedzieli, że ok, bo widzieli zdjęcia i podobało im się. Ja chyba zadzwonił bym do tych pierwszych i powiedział, że się pomyliłem, że termin mam jednak zajęty ale on już taki jest. Jak obiecał jednym to już się nie chciał wycofać.
Ta sytuacja może nie jednoznacznie przemawia za tym żeby cennika na stronie nie mieć, ale po prostu czasem można lepiej zarobić. Właśnie w sytuacji kiedy na jeden termin trafi się dwóch klientów. A nóż jeden zapłaci więcej :)
Powiedz, nie mowisz powaznie, zartujesz?
Ps. Niektorzy maja cenniki na stronie.
Pisałem poważnie. Autentyczna sytuacja to była. Nie chciał robić sobie z gęby cholewy i zrobił to zlecenie za cenę jaką miał w cenniku. Wiadomo, że nie ładnie jest się wycofywać tylko w sytuacji którą opisywałem mój kolega mógł zarobić 2000 funtów, a zarobił 1000. Generalnie jego postawę można przedstawiać jako przykład, że nie powinno się danego słowa łamać. Ale on sobie pluł w brodę i żałował, bo 100% więcej chyba każdy chciałby zarobić.
Zawsze pozostaje pytanie czy to ładnie czy nie, ale tak to już jest. Każdy liczy pieniądze. I myślę, że w podobnej sytuacji spora grupa nie zastanawiałaby się długo i wymyśliła jakiś powód dla którego odmówiłaby wcześniejsze, tańsze zlecenie. A może i nie, może lepiej żeby tak nikt nie robił. Sam nie wiem.
mysle ze chodzi o "zlapanie kontaktu z klientem" i utrzymuwaniem go. W necie to inna sprzedaz niz w sklepie i jesli klient wszystko ma na tacy od razu- wtedy ciezej wejsc w nim w glebszy kontakt, porozmawiac itd.
Warto rozmawiac :) - tak po prostu- z korzyscią dla dwóch stron.
Zgadzam się z opinią kroolika - o kontakt z ludźmi sprawa się rozbija. Umieszczając cennik na stronce w wielu przypadkach już na starcie pozbawisz się atutów osobistego (choćby telefonicznego/mailowego) kontaktu z potencjalnym klientem.
Rozmawiając jesteśmy w stanie zaprezentować się dobrze jako fachowiec, jak i z czysto ludzkiej strony - niekiedy kropką nad "i" będzie właśnie nasza komunikatywność i elastyczność.
Zauważ również fucile, że nawet gdybyś umieścił najniższe możliwe ceny usług również stracisz pewną grupę klientów, która za tanio też nie skorzysta, bo może obawiać się niespodzianek :)
Reasumując w tej branży chyba wyjątkowo dobrze sprawdza się złota zasada stosowana przez doświadczonych handlowców - cenę negocjujemy zawsze na końcu :)
ps.
Fotografią ślubną się nie zajmuję, z czysto marketingowego punktu widzenia tak sobie to rozkminiłem :)
Pozdrawiam
Umieszczajac na stronie ceny mamy ten komfort ze rozmawiamy z klientem ktory juz wie o czym mowimy. Selekcjonujemy tych ktorzy telefonuja i pytaja "panie za ile to bedzie". Jasne, mozna napisac ze usluga zaczyna sie od 500 zlotych a w trakcie rozmowy rozwinac informacje o pelnym pakiecie. Po co jednak mam odbierac telefony od ludzi ktorzy zajma mi 10 minut na rozmowe o tym co chca a na koniec zarezerwuja usluge i... sie nie odezwa nigdy wiecej.
stachu321
15-03-2010, 10:07
Zgadzam się z Piotrem. Ba nawet więcej, mam przykład. Na swojej stronie www też na początku nie miałem podanych cen, a jedynie wyszczególnione pakiety. Były dziesiątki pytań "Panie a po ile ten pakiet", z czego 40% o dziwo! "co się w pakiecie znajduje" - mimo że opis szczegółowy był czarno na białym. W momencie gdy jest się zarobionym i trzeba odpowiadać na dziesiątki pytań, które w dużej mierze nie mają przełożenia na późniejszą ilość zleceń, bo np. "za drogo", to takie chwyty "marketingowe" z ukrywaniem cen można sobie schować w kieszeń. Teraz mam podane ceny, nie dostaję niedorzecznych pytań, a zabieg nie przełożył się na zmniejszenie ilości zleceń.
Zazwyczaj młodzi mają przeznaczony budżet na fotografa i mając 1500 zł, wydają 1500 zł, a nie 2000 czy 2500. Żadne chwyty marketingowe z "przeciąganiem" podania ceny nie zmienią decyzji młodych. Jestem socjologiem, zrobiłem badania pod swoim kątem i wiem, że taka tendencja panuje. Jeżeli ktoś ma inne doświadczenie chętnie posłucham również na przykładach.
- albo nigdy się nie dowiesz ilu klientów straciłeś, bo sfrustrowani brakiem ceny opuścili stronę. Młoda para może chce się rozeznać na co ją stać, niekoniecznie chce z pierwszym fotografem, którego zdjęcia się im podobają nawiązywać kontakt, pisać maile czy tym bardziej dzwonić.
Ja myślę, że jeśli komuś naprawdę podobają się zdjęcia na stronie danego fotografa, mimo braku cen, to nie będą się frustrować, tylko poświęcą 3 minuty na zapytanie o cennik.
Zazwyczaj młodzi mają przeznaczony budżet na fotografa i mając 1500 zł, wydają 1500 zł, a nie 2000 czy 2500. Żadne chwyty marketingowe z "przeciąganiem" podania ceny nie zmienią decyzji młodych. Jestem socjologiem, zrobiłem badania pod swoim kątem i wiem, że taka tendencja panuje. Jeżeli ktoś ma inne doświadczenie chętnie posłucham również na przykładach.
czasem przeznaczają z gory ustaloną cene (rozumiem, ze na takich trafiasz glownie), czasem najpierw chodzą po galeriach i szukają fajnych zdjec. Wyrabiają sobie opinie i zastanawiają sie jakich zdjeć chcą. Wbrew pozorom, wcale to nie jest jakis odsetek, a zdeycdowanie spora grupa klientów (mysle, ze powiększająca sie). Jesli cos ich oczaruje w naszych zdjeciach jeszcze przed poznaniem stawki- tym lepiej dla nas. Wtedy będzie łatwiej im przełknąć informacje, ze za cos co chcieliby miec, cos co im sie podoba- trzeba dac po prostu troche wiecej i zweryfikowac budzet (czym jest powiedzmy 1k/2k pln wiecej porownujac z calym budzetem weselnym ??- nie jest to cena ktora zabija kazdego). Ale warunek: trzeba dac faktycznie ten czas, aby klient "nas kupil' jeszcze przed poznaniem ceny i drugi warunek: faktycznie miec takie zdjecia ktore moga oczarowac. Nie jest to tez zaden "chwyt" a po prostu umozliwienie klientowi aby zdobyl wiecej swiadomosci patrzac dluzej na dobre zdjecia..aby od razu ceną nie zabic.
Jak pisalem wczesniej: jesli ktos ma nadmiar klientow, nadmiar zapytan i ceny z ktorych jest zadowolony w pelni to na pewno moze z powodzeniem dac takie sito w postaci cennika na swoją strone. W kazdym innym przypadku nie podawanie od razu cen ma wiecej plusów, o ktorych juz pisalem:):
- masz lepsze rozeznanie w swoim polozeniu na rynku (wiesz kiedy czas aby podniesc stawki, kiedy czas aby poprawic reklame, mozesz tez zweryfikowac skutecznosc roznej reklamy np: banery, adwords, pozycjonowane, fora.. itd)
- masz okazje złapac kontakt z klientem i nie byc anonimowy, przekazac to co chcesz przekazac odnosnie swojej pracy (o ile masz co przekazac i moc zaplsowac w inny sposob: warunek: trzeba miec inne plusy)- to wszystko dobrze wplywa zarowno dla Mlodych jak i Fotografa (masz wtedy zwykle klientow bardziej swiadomych).
Ja myślę, że jeśli komuś naprawdę podobają się zdjęcia na stronie danego fotografa, mimo braku cen, to nie będą się frustrować, tylko poświęcą 3 minuty na zapytanie o cennik.
:)
jesli ktos nie napisze do mnie maila z pytaniem o cene, to znaczy, ze i tak nic z tego by nie bylo..nie robie za 500 zł, aby np niska cena mogla kogos przyciagnac i zdecydowac o wyborze mnie na fotografa.
Reasumując w tej branży chyba wyjątkowo dobrze sprawdza się złota zasada stosowana przez doświadczonych handlowców - cenę negocjujemy zawsze na końcu :)
w tamtym roku szukałam fotografa na mój ślub.
Nic mnie tak nie wkurzało jak brak cennika.
Czasem człek po prostu chce mieć jasną sytuację bez wdawania się w maile o cennikach.
stonka - z tego wynika, że jako klient najpierw patrzysz na cenę - może jesteś z tych co najpierw pytają "za ile? i zaraz potem : "a czemu tak drogo?" a dopiero w następnej kolejności przyglądają się zdjęciom. Gdyby to jakość zdjęć była dla Ciebie priorytetem, nie szkoda byłoby Ci tych 3min na napisanie maila z pytaniem o cenę danego pakietu.
stachu321
16-03-2010, 17:27
stonka - z tego wynika, że jako klient najpierw patrzysz na cenę - może jesteś z tych co najpierw pytają "za ile? i zaraz potem : "a czemu tak drogo?" a dopiero w następnej kolejności przyglądają się zdjęciom.
Proponuję, aby stonka sama odpowiedziała na pytanie na co patrzyła najpierw, a na co potem. W tym momencie agape posiłkujesz się doprawianiem ideologii nie idącej w parze z prawdą. To raczej stonka sama wie, czy patrzyła na zdjęcia które jej się podobały, i chcąc poznać cenę musiała się dopytywać, bo fotograf nie opublikował cennika. Może jest prostolinijną osobą i lubi mieć konkrety od razu, a nie mydlenie oczu. Zauważ, napisałem teraz opis, który o 180 stopni różni się od Twojego. Nie warto więc oceniać kogoś po własnym widzi mi się, tylko zapytać. Nie sądzę, aby w odpowiedzi miała skłamać co do powodów "frustracji z braku cennika na stronie fotografa ślubnego".
Stonka - odpowiedz jak możesz na zażalenia i wnioski ;)
stonka - z tego wynika, że jako klient najpierw patrzysz na cenę
:roll:
dla KAŻDEGO klienta cena jest ważna. Stonka nie pisała, że szukała patrząc tylko na cenę, tylko że brak cennika na stronie jest wkurzający. Mamy więc odpowiedź z pierwszej ręki - od klienta.
Proponuję, aby stonka sama odpowiedziała na pytanie na co patrzyła najpierw, a na co potem. W tym momencie agape posiłkujesz się doprawianiem ideologii nie idącej w parze z prawdą. To raczej stonka sama wie, czy patrzyła na zdjęcia które jej się podobały, i chcąc poznać cenę musiała się dopytywać, bo fotograf nie opublikował cennika. Może jest prostolinijną osobą i lubi mieć konkrety od razu, a nie mydlenie oczu. Zauważ, napisałem teraz opis, który o 180 stopni różni się od Twojego. Nie warto więc oceniać kogoś po własnym widzi mi się, tylko zapytać. Nie sądzę, aby w odpowiedzi miała skłamać co do powodów "frustracji z braku cennika na stronie fotografa ślubnego".
Stonka - odpowiedz jak możesz na zażalenia i wnioski ;)
Pewnie masz rację - też jestem ciekawa...
;)
Ta.. Nikt nie poruszył jeszcze jednego aspektu nie umieszczania cenników. Wiele z tych osób robi to, by faktycznie nie tracić klienta a własciwie okazji. Umieszczając cennik traci się klientów dla których poprzeczka cenowa stoi za wysoko. A w przypadku gdy go brak a dany fotograf (który to zarzeka się się że za grosze robić nie będzie ;) ) ma wolny termin to zawsze może załatać tą "dziure" w kalendarzu zleceń. Bo jak życie uczy i mówi przysłowie" "głód nie zna honoru"
Pisałem poważnie. Autentyczna sytuacja to była. Nie chciał robić sobie z gęby cholewy i zrobił to zlecenie za cenę jaką miał w cenniku. [...]
Heniek, admin pytając Cię czy mówisz poważnie miał na myśli Twoje niepoważne dewagacje na temat co Ty byś uczynił w tym przypadku.Tam mniemam... Bo chyba każdy człek odwołujący komuś rezerwacje bo "coś tam' jest niepoważny.
Pozdrawiam
ma wolny termin to zawsze może załatać tą "dziure" w kalendarzu zleceń. Bo jak życie uczy i mówi przysłowie" "głód nie zna honoru"
Pozdrawiam
tys prowda:)
w styczniu, lutym mozna dac zupelnie inną stawke i chetnie zrobic wesele za polowe ceny niz np w sierpniu..
heniek85
16-03-2010, 19:02
Pisałem poważnie. Autentyczna sytuacja to była. Nie chciał robić sobie z gęby cholewy i zrobił to zlecenie za cenę jaką miał w cenniku.
Heniek, admin pytając Cię czy mówisz poważnie miał na myśli Twoje niepoważne dewagacje na temat co Ty byś uczynił w tym przypadku.Tam mniemam... Bo chyba każdy człek odwołujący komuś rezerwacje bo "coś tam' jest niepoważny.
Pozdrawiam[/quote]
Co nasz Admin miał na myśli to już sam wie najlepiej :). Może moje dywagacje są niepoważne. Sam tak po przemyśleniu tego aspektu doszedłem do wniosku, że faktycznie takie odwoływanie rezerwacji itd. jest nie w porządku. Ale myślę, że mimo wszystko pewnie kilku z nas zastanowiło by się dłużej nad tym czy może jednak nie odwołać rezerwacji żeby zarobić drugie tyle. Każdy liczy pieniądze i jakiś powód by się znalazł.
jest nie w porządku. Ale myślę, że mimo wszystko pewnie kilku z nas zastanowiło by się dłużej nad tym czy może jednak nie odwołać rezerwacji żeby zarobić drugie tyle. Każdy liczy pieniądze i jakiś powód by się znalazł.
jesli rezerwacja byla niedawno, kilka dni temu- mozna sie zastanawiac. moze gra bylaby warta swieczki?? wtedy i tak nie wyglada to za dobrze, ale przynajmniej nie robimy wielkiej szkody Mlodym. Co innego jak od rezerwacji minał juz np tydzien czy dwa lub wiecej- wtedy to po prostu chamstwo.
nie zdarzylo mi sie to i mam nadzieje ze nie zdarzy- abym mial takie problemy :)
tys prowda:)
w styczniu, lutym mozna dac zupelnie inną stawke i chetnie zrobic wesele za polowe ceny niz np w sierpniu..
stąd fajna praktyka dawania np 50% rabatu na sluby poza sezonem ;-)
Sam robię śluby, 2 lata temu szukałem fotografa na swój ślub. Jeżeli ktoś poważnie podchodzi do tematu i chce wybrać świadomie fotografa, to zdobędzie się na ten "niezwykły" wysiłek napisania maila czy zadzwonienia. Nie róbmy z tego zdobywania ośmiotysięczników...
heniek85
16-03-2010, 19:52
Napisał heniek85
https://forum.nikoniarze.pl//brak.gif
źródło (http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?p=1809046#post1809046)
jest nie w porządku. Ale myślę, że mimo wszystko pewnie kilku z nas zastanowiło by się dłużej nad tym czy może jednak nie odwołać rezerwacji żeby zarobić drugie tyle. Każdy liczy pieniądze i jakiś powód by się znalazł.
jesli rezerwacja byla niedawno, kilka dni temu- mozna sie zastanawiac. moze gra bylaby warta swieczki?? wtedy i tak nie wyglada to za dobrze, ale przynajmniej nie robimy wielkiej szkody Mlodym. Co innego jak od rezerwacji minał juz np tydzien czy dwa lub wiecej- wtedy to po prostu chamstwo.
nie zdarzylo mi sie to i mam nadzieje ze nie zdarzy- abym mial takie problemy :)
Sytuacja mojego kolegi, którą opisywałem na początki tego wątku była właśnie taka, że od momentu potwierdzenia jednym klientom rezerwacji do telefonu od następnych minęło właściwie kilka godzin. W takiej sytuacji można by coś wymyślić nieszkodliwego i zarobić trochę więcej. Sam bym pomógł znaleźć pierwszym klientom innego fotografa. Ja w sytuacji, w której termin zarezerwowany miałbym od kilku miesięcy nie odwoływałbym na pewno.
Ale pisałem, że chyba na jego miejscu wybrałbym dużo lepszą ofertę, bo wszystko działo się bardzo szybko.
Generalnie zachował się honorowo i to powinno się chwalić. Dla mnie najgorsze było jego biadolenie, że jednak mógł odwołać, bo kasa by się przydałą itd :), bla, bla, bla ;)
A ja myślę, że brak cennika na stronie wynika z obawy przed konkurencją:)
Taki trochę unik - żeby inni tak od razu nie wiedzieli co i po ile i u kogo:)
Jasne, że można maila wysłać, wysilać się na udawanie młodego lub młodej ale...ceny na stronie są bardziej oczywiste.
Myślę, że osoby, które mają duzo zleceń (nadmiar?) ceny bez wahania podają, inni wręcz przeciwnie.
Z mojego punktu widzenia (czyli klienta) zdecydowanie wolę jak cena jest podana kawa na ławę - wiadomo, że zawsze w rozmowie coś można negocjować lub modyfikować, ale dobrze wiedzieć czy dany fotograf to moja czy.... nie moja półka cenowa. Bo co z tego, że coś mnie zachwyci jeśli potem dopiero z mailu okaże się, że...cena przekracza mój budżet kilkukrotnie...;)
Ja też w ubiegłym roku, szukałem fotografa na swój ślub. Nie wiem jak w Polsce, ale w Kanadzie większość fotografów podaje ceny swoich usług na stronie. Najczęściej są to dość szczegółowe cenniki, ale podają też dolną granicę typu: Pakiety ślubne zaczynaja się od $1300. To już daje jakieś pojęcie osobom szukającym. Poza tym stosują duże upusty jeśli chodzi o śluby poza sezonem czy w środku tygodnia. Nie trafia do mnie argument, że jak szukającym spodobają się moje zdjęcia to się odezwą. Często jest tak, że w czasie przeglądania stron fotografów, ludzie zaznaczają sobie kilka, które im najbardziej odpowiadają i dopiero potem decydują się na kontakt, czy to telefoniczny czy mailowy. Najczęściej wtedy w pierwszej kolejności odezwą się do tego, kto podał na stronie swój cennik (wiedzą czego mogą się spodziewać i od razu mogą w jakiś sposób zaplanować w budżecie miejsce na fotografa).
Najczęściej wtedy w pierwszej kolejności odezwą się do tego, kto podał na stronie swój cennik .
ale na jakiej podstawie tak sądzisz? ja nie mowie ze nie masz racji (na pewno są rozne podejscia klientow), ale moze skontaktują sie z tym, ktorego zdjecia bardziej sie podobają (nie jest to czasem bardziej logiczne?).
ja mam wrazenie ze wszyscy mamy racje z tym ze rozmawiamy o roznych typach klientów szukajacych konkurencji w cenie lub konkurencji w zdjeciach.
nie odkryjemy zadnej tajemnicy ze na tym dosyc niskim poziomie fotografowie są mało roznorodni, wtedy ich atut to m.in cena i to ile dają zdjec, na ilu plytach i czy w pakiecie są 3 albumy czy 4 :)
ale moze zbytnio upraszczam.
ale na jakiej podstawie tak sądzisz. ja nie mowie ze nie masz racji (na pewno są rozne podejscia), ale dlaczego nie skontaktują sie z tym, ktorego zdjecia bardziej sie podobają (nie jest to bardziej logiczne czasem?)
Nie mogę mówić za innych - wszak ludzie nie są jednakowi, na szczęście.
Jednak ja też zadzwoniłabym najpierw do tego, który cenę podaje na stronie - wiem o czym będę rozmawiać - o terminie, o pakiecie, o moich preferencjach i upodobaniach, potem dyskutujemy o modyfikacji ceny (możliwa w obie strony) - jednak zaczynając rozmowę nic mnie nie zaskoczy, bo znam jakiś pułap/przedział itp - wiem w jakim obszarze finansowym się poruszam.
Do osoby, która ceny trzyma w tajemnicy nie dzwoniłabym wcale. Podobnie jak omijam łukiem stragany, gdzie nie ma cen na marchewkę czy pomarańcze - po prostu nie lubię, gdy cena zależy od tego jakie buty i płaszcz mam na sobie;)
Z reguły cena usług foto jest dość sporo modyfikowana - choćby ze względu na kilometry, które foto musi dojechać lub nie, może nocleg itp. Jednak nawet to da się ogarnąć - brytyjskie strony mają tak szczegółowe wyliczenia, że...chyba nie istnieje "nieprzewidzany przypadek";)
W Polsce też by się tak dało, tylko...
Najczęściej wtedy w pierwszej kolejności odezwą się do tego, kto podał na stronie swój cennik (wiedzą czego mogą się spodziewać i od razu mogą w jakiś sposób zaplanować w budżecie miejsce na fotografa).
ale nie uważasz, (no nie wiem jak Ty - ale ja bym tak zrobiła..) że zadzwonią lub napiszą maila również do tych fotografów którzy nie zamieścili cennika na stronie, a ich zdjęcia im się spodobały? Zadzwonią właśnie po to, żeby przekonać się czy dany fotograf bez cennika na stronie aby nie okaże się tańszy od tego który cennik na www zamieścił. Klienci zadzwonią do takiego "bezcennego" ;) tym bardziej jeśli jego zdjęcia będą im odpowiadały bardziej niż tego który podał cennik w swojej galerii www.
No chyba, ze ktoś właśnie patrzy wyłączne na cenę - a jakość zdjęć ma dla niego drugorzędne znaczenie... Ale OK - zakładam, że rozmawiamy o świadomym wyborze najlepszego fotografa na jakiego nas stać. :)
Klienci zadzwonią do takiego "bezcennego" ;) tym bardziej jeśli jego zdjęcia będą im odpowiadały bardziej niż tego który podał cennik w swojej galerii www.
Teoretycznie masz rację. Teoretycznie, bo tak by było gdyby....było więcej par młodych do fotografowania niż chetnych do świadczenia usług fotografów. W rzeczywistości jest tak, że jest chyba znacznie większa podaż fotografów ślubnych niż popyt na ich usługi - a w tej sytuacji, narzeczeni mogą wybierać i przebierać.
Inna sprawa, że foto ślubni w Polsce mają chyba jakąś niepisaną umowę, aby te ceny trzymać w tajemnicy (nie podawać na www);) więc... od tej strony patrząc wcale nie jest z tym wyborem tak różowo.
Piszę z punktu widzenia potencjalnego klienta - tak po prostu to widzę.
Sam zdecydowałem się podać swoim klientom cennik już pewien czas temu. To moim zdaniem przejrzyste i jasne. Wielu kolegów cen nie podaje jeszcze z jednego powodu - działają nielegalnie, czyli w szarej strefie. Nie płacą świadczeń, podatków - boją się jawnego etykietowania z cennikiem. Tak sądzę. Może kiedyś zmienię zdanie, ale na razie stawiam na cenową jawność.
Ja tam fotografem zawodowym nie jestem i nawet nie znam stawek ale mogę powiedzieć coś ze swojego doświadczenia handlowego (a mam je spore)
Wg. mnie to jest zwykły biznes i negocjacje cenowe. Podasz cenę tzn konkretną stawkę za np. plener i już masz po ptokach. Podałeś powiedzmy 1500 zł (nie wiem na ile cena realna wiec nie oceniajcie to tylko przykład) ale jak podałeś taką stawkę to jesteś już załatwiony i praktycznie pozostaje Ci nie dać już żadnego upustu. A co w sytuacji kiedy masz akurat fart i 3 telefony jeden za drugim i umówione 3 spotkania na powiedzmy 2 dni? Pewnie łatwiej się rozmawia i można pomyśleć czy aby stawka jest taka sama gdybyś miał jedną parę zainteresowaną tym konkretnym terminem. To jest właśnie BATNA czyli twoja najlepsza alternatywa, im masz ją silniejszą tym możesz bardziej dyktować warunki i np. oczekiwać wyższej ceny.
Druga rzecz to ocena klienta. Łatwiej ocenić na co klienta stać jak rozmawiasz z nim twarzą w twarz, widzisz jak się zachowuje, jak jest ubrany, jakim autem przyjechał itd...
Wg. mnie można zastanowić się nad podaniem ogólnego poziomu cenowego lub ceny minimalnej ale nie szczegółowego cennika. Szczegółowy cennik może dotyczyć np. zdjęć do paszportu, masz cenę i tyle ktoś robi zdjęcie lub nie.
Podsumowując też bym nie podał konkretnych cen (nawet jeśli spowoduje to utratę część klientów). Łatwiej podczas rozmowy z klientem, prezentacji swojego portfolio ocenić jaką cenę można podać. Takie spotkanie z klientem to zwykła rozmowa handlowa której reguły nie różnią się niezależnie od branży.
Pozdrawiam i życzę wszystkim zawodowym fotografom, udanych negocjacji z klientami (i uzyskania zawsze maksymalnych stawek :) )
Mariusz
Łatwiej podczas rozmowy z klientem, prezentacji swojego portfolio ocenić jaką cenę można podać. Mariusz
Od dziś na zakupy bedę chodzić wyłącznie w dziurawych starych butach i wytartym płaszczu;))
To co pisze Mariusz (w całym poście) to racja - ale racja z punktu widzenia sprzedawcy, nie klienta:)
Wiadomo - w każdej transakcji zawsze są dwie strony. Ich interesy rzadko bywają takie same...;)
Od dziś na zakupy bedę chodzić wyłącznie w dziurawych starych butach i wytartym płaszczu;))
pomyslałem o tym samym ;)
bez sensu to trochę jest...rozumiem, że kazdy fotograf ma wyliczoną najniższą stawkę poniżej której już nie zrobi, a widełki odnoszą się do różnych opcji: czym więcej produktów, usług tym wyzsza cena...
no, nie piszcie że uzależniacie cenę od wyglądu klienta lub auta jakim przyjechał???
jim dzieki za opinie, na pewno są cenne.
odnosnie rynku: rynek fotografow slubnych raczej nie jest nasycony (moj domysł, nie mam twardych danych). w ubieglym roku bylo 290 000 slubow w PL, niech kazdy fotograf przyjmuje po 25 zlecen w sezonie to daje 10 tys fotografow.
Na Forum Fotografow Slubnych jest 1000 fotografów, moze w calym internecie 2-3 razy tyle wiec to daje liczbe 3 tys. Oczywiscie wiele takich, ktorych nie ma w internecie....
Z tym ze problem jest troche inny. Mnie sie wydaje, ze solidnych fotografów slubnych jest w dalszym ciagu niewielu porownujac z tym gigantycznym rynkiem, a swiadomosc i potrzeby klientow rosną. . Dobry fotograf jest w cenie, jest na niego popyt i to on dyktuje w pewnym sensie warunki (on "przebiera"). Jego sie wybiera, nie on sie zabija o kazdego klienta.
Odnosnie tajnej umowy aby nie podawac cen: nic takiego nie ma. są fotografowie, ktorzy ceny podają....
Przecież zanim mój cennik trafił na stronę do odpowiedniej zakładki to klienci otrzymywali ode mnie tenże pocztą mailową. Oczywiście wiele razy łapałem się na tym, że parom z dużych miast (potencjalnie z zasobniejszym portfelem) podawałem ceny ,,niskie'', lokalne powiedzmy. Z czasem doszedłem do wniosku, że stawki usług i dodatków należy przedstawić jednolicie i konkretnie, a nie liczyć na podwójną, czy potrójną stawkę od niektórych. Tak jest moim zdaniem uczciwiej. Kwestią zmienną są koszy dojazdów, czy noclegów, ale z uzgodnieniem tych spraw nie mamy (pary i ja) żadnych problemów. Piszą i dzwonią z reguły już zdecydowani. Znają cennik i ofertę - mamy jeden etap z głowy. Ja sobie cenię takie rozwiązanie i moi klienci również. Każdy ma prawo jednak do własnych ocen.
Odnosnie tajnej umowy aby nie podawac cen: nic takiego nie ma. są fotografowie, ktorzy ceny podają....
Podobnie jak Ty, nie mam twardych danych.... ale mz odsetek tych, którzy ceny podają jest niewielki.
Myślę, że jeśli na forum ślubnym jest 1000 (tak pisze kroolik) to działających jest.... 10-15tysięcy. Mowa o wszystkich, także tych, którzy wcale strony www nie posiadają. Zapewne inne zagęszczenie jest w miastach inne na wsi, ale też inne są potrzeby ludu miast i wsi;)
Chyba temat tego wątku mógłby stanowić temat pracy dla jakiegoś socjologa? Marketingowca? Ciekawie się rozwija i jeszcze nikt nikomu nie przyłożył, co jest rzadkością w wątkach "ślubnych";)
Koledzy odnieśli się do mojej wypowiedzi i stwierdzili że będą chodzili na zakupy w dziurawym płaszczu... dobra metoda ale nie na każde zakupy...
Poza tym co mówiłem o BATNIE to jest to prawda i sprawdza się w wielu sytuacjach. Można wziąć nawet sytuację kiedy masz wolny termin i wpada Ci klient któremu nagle zrezygnował w ostatniej chwili fotograf. Ma pewno jeśli o tym wiesz to walniesz mu cenę z górnej półki. A powiedzmy na dodatek nie miałeś w tym terminie żadnego zlecenia ale byłeś od 2 tygodni umówiony z dzieckiem na wyjście do kina i wyjazd za miasto i wiesz że będzie to dla dzieciaka ogromny zawód. Skoro i tak miałeś w tym terminie nie zarobić nic, klient ma nóż na gardle a Ty nie chcesz zawieść dzieciaków to walniesz taką zaporową cenę że klient z kapci wyskoczy. Jak chce niech płaci i to słono, a Ty masz silną BATNĘ i mówisz mu wprost, płacisz albo do widzenia :)
I właśnie takich mocnych pozycji życzę Wam w rozmowach z klientami.
Pozdrawiam
Mariusz
co by nie mówić:
-fotograf nie podaje wszystkiego kawa na ławe = rozdaje karty (w pewnym sensie).
Pytanie czy to jest fair czy nie fair zostawilbym na boku (kazdy ma swoje wlasne intencje postepowania i nie mozna wszystkich wrzucic przez to do jednego worka).
Na pewno daje to wiecej mozliwosci fotografowi- tak mysle przynajmniej.
A co tracą klienci ?? Pewnei musza sie bardziej wysilić. Ale czy to faktycznie źle?
Na pewno daje to wiecej mozliwosci fotografowi- tak mysle przynajmniej.
Wiadomo - w każdej transakcji zawsze są dwie strony. Ich interesy rzadko bywają takie same...;)
:)
jim: mozna dorabiac filozofie i mowic jak to sie jest otwartym na klienta i chce mu dogodzic, ale prawda jest taka (moja prawda :D) ze kazda strona dba o swoje interesy.
Jesli nie odbywa sie to w naganny sposob- nie widze problemu, caly swiat tak działa.
dla fotografa slubnego to przede wszystkim mozliwosc zarobku- musi tez byc w pewnym sensie biznesmanem/sprzedawcą/marketingowcem...jak chce isc do przodu nie moze działać po omacku.
to wcale nie zdjecia powodują, ze sie jest na szczycie. nie tylko zdjecia. [taki moj domysl]
jim: prawda jest taka (moja prawda :D) ze kazda strona dba o swoje interesy.
Jesli nie odbywa sie to w naganny sposob- nie widze problemu, caly swiat tak działa.
dla fotografa slubnego to przede wszystkim mozliwosc zarobku- musi tez byc w pewnym sensie biznesmanem/sprzedawcą/marketingowcem...jak chce isc do przodu nie moze działać po omacku.
to wcale nie zdjecia powodują, ze sie jest na szczycie. nie tylko zdjecia. [taki moj domysl]
Pełna zgoda.
to moze ktoś napisze szczerze ;) dlaczego nie podaje cen...
Bartek Witek
16-03-2010, 23:18
to moze ktoś napisze szczerze ;) dlaczego nie podaje cen...
Szczerze to wiele osób już napisało w tym wątku jakie mogą być tego powody.
Każda z osób, która ceny nie zamieściła ma swoje powody. I słusznie - a dlaczego?
Dlatego, że ludzie, którym najbardziej nie odpowiada brak ceny to nie klienci a inni fotografowie.
Dlatego, że ludzie są*zawistni, ciekawscy i leniwi /oczywiście nie wszyscy/
Dlatego, że dzięki temu można sprawdzić ile osób interesuje się*Twoimi zdjęciami.
Na koniec jednym z najważniejszych moim zdaniem, niestety nie przez wszystkich jeszcze rozumianym powodem jest to, że w trakcie rozmowy z klientem może się*okazać, że jesteśmy dla niego za drodzy, lub nie do końca nasz styl pracy klientowi odpowiada, jednak wtedy możemy polecić mu kogoś zaufanego, kto może wykonać usługę w odpowiadającej mu cenie i stylu.
Podsumowując - chcemy, żeby klient zadzwonił ;)
to moze ktoś napisze szczerze ;) dlaczego nie podaje cen...
Ja mogę.
Po pierwsze - nie robię ślubów
Po drugie - nie mam strony w internecie...
A tak na poważnie - uważam, że bardzo trudno ustalić jest z góry precyzyjne stawki za jakąś robotę.
Taki na przykład plener. Wyceniamy na 1500 zł (teoretycznie). Czy dotyczy to pojawienia się w jakimś konkretnym miejscu i wykonania kilkunastu standardowych ujęć, czy też wymaga dużego nakładu pracy aranżacyjnej, nietypowego sprzętu, odpowiednich warunków (pogody, światła), ryzyka związanego z niepowtarzalnością jakiegoś ważnego ujęcia, itd, itp...
Ja przy wstępnych rozmowach staram się unikać odpowiedzi na pytanie o cenę, dopóki nie mam bardzo konkretnego zapytania. Operuję też równolegle wycenami opartymi o czas (dzień zdjęciowy) lub/i ilość zdjęć. No bo jak odpowiedzieć na pytanie - ile za 20 zdjęć przedmiotów? Przecież mogą to być kartoniki sków do gazetki sklepowej, a mogą być biżuteryjne zegarki do reklamy.
Oczywiście można bazować za stałym cenniku "od" (zpaf przecież tak robi - ceny minimalne), ale to może być dla klienta mocno mylące - zobaczy na stronie "dzień zdjęciowy za x" a po skonkretyzowaniu okaże się, że to 5x.
Usługa to jednak nie sprzedaż, gdzie można z góry założyć precyzyjną cenę za szt. (a i w tym przypadku w hurcie to będzie już inna cena za ten sam przedmiot).
Ale się rozpisałem...
Ależ o czym my mówimy? O tym, że jeden plener jest bardziej ,,pracowity'' od innego? To truizmy. Wie to każdy fotograf - nie ma identycznych zleceń mimo pozornej powtarzalności w tym fachu. Nie wyobrażam sobie zmiany cennika zwłaszcza ,,po'', bo zgodnie z taką logiką dopiero ,,po'' okazuje się, że plener zajął nie 3 godziny, ale np. 7 i pracowaliśmy w trudnych warunkach. Moim zdaniem, co już tutaj podkreślałem, jednym z powodów - nie jedynym - jest to, że wielu foto działa po prostu w szarej strefie. Kto taki zaryzykuje podawanie skarbowemu na tacy swoich stawek będących dowodem? Oczywiście jest też ogromna grupa profesjonalistów - firm nie pokazujących cenników z powodów już tutaj opisanych i innych.
Ja uważam, że klient powinien znać jasno cenę za oczekiwaną usługę i zasłanianie się brakiem przewidywalności elementów usługi do mnie nie przemawia. To nasze ryzyko - gdy wkładamy w coś więcej pracy/kosztów niż pierwotnie przewidywaliśmy.
Nie wyobrażam sobie zmiany cennika zwłaszcza ,,po'', bo zgodnie z taką logiką dopiero ,,po'' okazuje się, że plener zajął nie 3 godziny, ale np. 7 i pracowaliśmy w trudnych warunkach.
Ja uważam, że klient powinien znać jasno cenę za oczekiwaną usługę i zasłanianie się brakiem przewidywalności elementów usługi do mnie nie przemawia. To nasze ryzyko - gdy wkładamy w coś więcej pracy/kosztów niż pierwotnie przewidywaliśmy.
Czy ja gdzieś napisałem o zmianie ceny po?
Napisałem tylko, że uczciwej wyceny można dokonać dopiero po precyzyjnym ustaleniu zakresu zlecenia. Nie pisałem o "braku przewidywalności elementów usługi" (cokolwiek by to miało znaczyć), tylko właśnie o umiejętności przewidywania. Sądzę, ze średnio doświadczony fotograf ślubny, po rozmowie z młodymi i usłyszeniu ich oczekiwań będzie wiedział ile czasu i pracy zajmie mu wykonanie zlecenia.
Wkładanie większej pracy/kosztów niż wcześniej przewidywaliśmy to nie ryzyko, lecz brak profesjonalizmu. Nie mówię oczywiście o zaplanowaniu co do grosza i minuty.
Przykład z ostatnich dni - wydzwania do mnie potencjalny klient na sesję materacy (takich do łóżek). Jego pytanie, po raz kolejny, brzmi mniej więcej: Potrzebuję zdjęć materacy, ile to będzie kosztować?
Moze pomożesz w wycenie i podasz właściwą stawkę, taką z cennika?
Czy ja gdzieś napisałem o zmianie ceny po?
Napisałem tylko, że uczciwej wyceny można dokonać dopiero po precyzyjnym ustaleniu zakresu zlecenia. Nie pisałem o "braku przewidywalności elementów usługi" (cokolwiek by to miało znaczyć), tylko właśnie o umiejętności przewidywania. Sądzę, ze średnio doświadczony fotograf ślubny, po rozmowie z młodymi i usłyszeniu ich oczekiwań będzie wiedział ile czasu i pracy zajmie mu wykonanie zlecenia.
Wkładanie większej pracy/kosztów niż wcześniej przewidywaliśmy to nie ryzyko, lecz brak profesjonalizmu. Nie mówię oczywiście o zaplanowaniu co do grosza i minuty.
Przykład z ostatnich dni - wydzwania do mnie potencjalny klient na sesję materacy (takich do łóżek). Jego pytanie, po raz kolejny, brzmi mniej więcej: Potrzebuję zdjęć materacy, ile to będzie kosztować?
Moze pomożesz w wycenie i podasz właściwą stawkę, taką z cennika?
no ale tu piszemy o fotografii ślubnej tu jest łatwiej okreslić ramy cenowe
fotograf wymyśła sobie ze w pakiecie standardowym daje płytę i album np. 100zdjęć obejmujący przygotowania, ślubowanie i wesele i to kosztuje tyle i tyle
koniec rozmowy ;)
bo każda zmiana np. dodanie zdjec plenerowych w inny dzień lub brak zdjec z przygotowania to zmiana cennika o jakąś tam kwote...
czy PM będą ładni czy brzydcy, czy będzie padac czy nie, to już nie powinno mieć znaczenia...
bo każda zmiana np. dodanie zdjec plenerowych w inny dzień lub brak zdjec z przygotowania to zmiana cennika o jakąś tam kwote...
No to jest stała cena, czy nie?
Więc zadam proste pytanie, na które odpowiedź ma być z cennika, bez dodatkowych rozmów (doprecyzowania)
- Ile za plener?
I co, ta sama stawka za trzygodzinną sesję w parku, ta sama za sesję podwodną, ta sama za wieczorną z użyciem silnych lamp z mobilnym zasilaniem, ta sama za zdjęcia na rusztowaniach wymagające uprawnień wysokościowych? Wyliczać opcję można bez końca - każda para oczekuje czegoś innego.
No to jest stała cena, czy nie?
Więc zadam proste pytanie, na które odpowiedź ma być z cennika, bez dodatkowych rozmów (doprecyzowania)
- Ile za plener?
I co, ta sama stawka za trzygodzinną sesję w parku, ta sama za sesję podwodną, ta sama za wieczorną z użyciem silnych lamp z mobilnym zasilaniem, ta sama za zdjęcia na rusztowaniach wymagające uprawnień wysokościowych? Wyliczać opcję można bez końca - każda para oczekuje czegoś innego.
no, dowaliłeś mi :( dobrze że nie robie zdjęć ślubnych ;) bo bym miał doła przez dwa dni ;)
no, dowaliłeś mi :( dobrze że nie robie zdjęć ślubnych ;) bo bym miał doła przez dwa dni ;)
Szczerze powiem, że nie wiem, jak interpretować Twoją odpowiedź...
Ogólnie chodzi mi o to, że traktuję fotografię ślubną, jako jeden rodzajów fotografii profesjonalnej (choć sam jej nie robię) i rozumiem, że jest wiele powodów, dla których nie umieszcza się cenników. Pomimo sporej schematyczności, to jednak nie to samo, co zdjęcia do legitymacji. Jednocześnie uważam, że może być rozsądne umieszczanie jakiegoś orientacyjnego (minimalnego lub zawartego w jakiś przedziałach) cennika, z zaznaczeniem, że do ostatecznej wyceny wymagane jest spotkanie i rozmowa.
karolkepka.com
17-03-2010, 00:53
Fotografia, zwłaszcza ta ambitniejsza to nie sprzedawanie bułek, IMHO. Każde zlecenie jest indywidualne, dlatego cena w ograniczonym zakresie musi się wahać, ale osobiście uważam za niedopuszczalne naciąganie ludzi i pobieranie od nich sporo wyższych stawek niż zwykle "bo się wyczuło gruby portfel".
Fanom takiej praktyki mogę przytoczyć jedną sytuację jak to zespół wywalił mi niesamowitą cenę tylko dlatego, że napisałem że mi się bardzo podobało na ich weselu. Inni znajomi otrzymali cenę sporo niższą. Zgadnijcie jakie mam zdanie odnośnie tego zespołu...
Czy ja gdzieś napisałem o zmianie ceny po?
Napisałem tylko, że uczciwej wyceny można dokonać dopiero po precyzyjnym ustaleniu zakresu zlecenia. Nie pisałem o "braku przewidywalności elementów usługi" (cokolwiek by to miało znaczyć), tylko właśnie o umiejętności przewidywania. Sądzę, ze średnio doświadczony fotograf ślubny, po rozmowie z młodymi i usłyszeniu ich oczekiwań będzie wiedział ile czasu i pracy zajmie mu wykonanie zlecenia.
Wkładanie większej pracy/kosztów niż wcześniej przewidywaliśmy to nie ryzyko, lecz brak profesjonalizmu. Nie mówię oczywiście o zaplanowaniu co do grosza i minuty.
Przykład z ostatnich dni - wydzwania do mnie potencjalny klient na sesję materacy (takich do łóżek). Jego pytanie, po raz kolejny, brzmi mniej więcej: Potrzebuję zdjęć materacy, ile to będzie kosztować?
Moze pomożesz w wycenie i podasz właściwą stawkę, taką z cennika?
I zaczyna się piekiełko i wytykanie profesjonalizmu. Sam zdaje się oświadczyłeś, że nie zajmujesz się ślubniakami:
,,Ja mogę.
Po pierwsze - nie robię ślubów
Po drugie - nie mam strony w internecie...''
ale głos zabierzesz i to jak....
A zatem: Brak przewidywalności elementów usługi'', o którym pisałem, a który wydaje ci się niezrozumiały może wynikać z wielu okoliczności: trudności pogodowych w dniu pleneru (chwilowego załamania pogody w trakcie zdjęć - skutek - wydłużenie godzin pracy) etc. Nie o tym zamierzam tutaj pisać.
- ,,Średnio doświadczony fotograf ślubny po wysłuchaniu oczekiwań pary będzie wiedział ile czasu i pracy zajmie mu...'' Ty wydajesz się doświadczony pisząc te słowa więc nie śmiem się im zaprzeczyć. Poza liczbą odbitek, albumów, fotoksiążek i plików nigdy nie jestem w stanie dokładnie powiedzieć PM ile czasu zajmie mi praca nad ich zleceniem. Bo to nie tylko przewidywalne czasowo: makeup, kościół i sala, ale omawiany wcześniej plener i postprocessing, który u mnie jest elementem ceny.
- ,,Wkładanie większej pracy/kosztów niż wcześniej przewidywaliśmy to nie ryzyko, lecz brak profesjonalizmu. Nie mówię oczywiście o zaplanowaniu co do grosza i minuty'' - prawda objawiona, której ja nie pojmuję. Ja realizuję zlecenia nawet, gdy nieoczekiwanie muszę w nie włożyć więcej pracy niż zakładałem. To jest właśnie element nieprzewidywalny, nieprofesjonalne jest domaganie się od klientów ,,po'' dopłat czy innych zadośćuczynień np. za wydłużone oczekiwanie na oczepiny (a bywają takie sytuacje).
- ,,Przykład z ostatnich dni - wydzwania do mnie potencjalny klient na sesję materacy (takich do łóżek). Jego pytanie, po raz kolejny, brzmi mniej więcej: Potrzebuję zdjęć materacy, ile to będzie kosztować?
Moze pomożesz w wycenie i podasz właściwą stawkę, taką z cennika'' - wybacz, bez wartościowania - od 10 lat fotografuję ludzi, nie miałem przyjemności z materacami. A serio to siląc się na tak surowe oceny powinieneś świetne znać swój cennik. Ja swój znam i pokazuję na stronie. Gdyby te rady/opinie formułował praktyk zajmujący się fotografią ślubną, moja polemika byłaby w innym tonie. Skoro jednak za oceny bierze się osoba nie znająca specyfiki tej pracy, której się wydaje - to wybacz moją reakcję.
Albo się nie rozumiemy, albo nie przeczytałeś kilku kolejnych postów, które powstały pomiędzy cytowanym i napisanym przez Ciebie.
Nie podaję prawd objawionych, jednak trudno mi się zgodzić z tym, co piszesz.
Na przykład, ze powinienem znać swój cennik. Ależ oczywiście, ze go znam, tylko że jest on daleko bardziej złożony, niż z trzech składowych.
Wróćmy do tych nieszczęsnych materacy. Co to znaczy "zdjęcia materacy"? Trzech? Trzydziestu? Trzystu? Jest duża hala, czy trzeba wynająć studio/przewieźć do własnego? To mają być proste ofertówki, czy budowane aranżacje? itd Naprawdę nie widzisz analogii? (celowo pominąłem pola eksploatacji, bo to rzadko dotyczy zdjęć ślubnych).
Czy we wszystkich przypadkach sesji plenerowych, o których wspomniałem w poście 57 weźmiesz taką samą zapłatę?
I jeszcze jedno - czemu tak silnie próbujesz oddzielić fotografię ślubną od innych jej rodzajów?
Szczerze to wiele osób już napisało w tym wątku jakie mogą być tego powody.
Każda z osób, która ceny nie zamieściła ma swoje powody. I słusznie - a dlaczego?
Dlatego, że ludzie, którym najbardziej nie odpowiada brak ceny to nie klienci a inni fotografowie.
No właśnie też mi się tak wydaje.
Tak w ogóle to trochę nie rozumiem tego tematu i z czym się tu "walczy". Każdy robi jak uważa i tyle.
Ja założyłem ten temat i bynajmniej nie chciałem z niczym "walczyć", po prostu ciekawiło mnie dlaczego na zachodzie fotografowie zazwyczaj podają ceny, a w Polsce nie. I z tego wątku powoli wyłania się wniosek -to Polska i Polacy lubią kombinować, bez urazy ale to trochę polskie cwaniactwo.
- nie chcemy żeby inni wiedzieli ile zarabiamy (dużo - zawiść, mało - wstyd)
- liczymy, że zawsze może się udać utargować coś ekstra (ocenianie portfela klienta)
- nie chcemy klienta przestraszyć ceną (nie pogardzimy czasami tańszym zleceniem)
Jak dla mnie sprowadza się to do jednego - ceny usług fotograficznych są w Polsce za niskie, stąd to kombinowanie pod górkę. Gdyby fotografowie bez obaw zaczęli dyktować ceny, jakich są naprawdę warci - może świadomość społeczna by wzrosła, jednak póki co wydaje mi się, że świadomość samych fotografów, ile ich praca jest naprawdę warta, też nie jest za wysoka.
Wystarczy policzyć ile powinniśmy brać za zlecenie: roczne koszty prowadzenia biznesu + roczne koszty utrzymania (dla pełnoetatowych) podzielić na ilość zleceń w roku = stawka jaką powinniśmy dyktować, żeby wyjść na zero. stawka razy 3 - żeby zarabiać (1/3 podatki, 1/3 utrzymanie i prowadzenie biznesu, 1/3 czysty zysk).
Proponuję, aby stonka sama odpowiedziała na pytanie na co patrzyła najpierw, a na co potem.[...]
Stonka - odpowiedz jak możesz na zażalenia i wnioski ;)
robiłam przyjecie które w sumie kosztowało mnie niecałe 10 tysięcy.
patrzyłam na stosunek ceny do jakości.
Co prawda fotograf za ponad trzy tysie od razu odpadał a że mieliśmy w tamtym roku dużo młodych wilczków robiących za pół ceny to nie trudno było znaleźć kogoś stosunkowo dobrego za niską cene
http://klaudiabednarz.fotolog.pl/
Pytając o cenę w mailu wiedziałam że fotograf będzie mnie chciał za wszelką cenę zatrzymać a ja chcę tylko znać cenę.
Tylko tyle, nie jakie to zajebiste zdjęcia robi i ile pracy w to wkłada bo to to ja sobie sama ocenić przeglądając jego zdjęcia.
-to Polska i Polacy lubią kombinować, bez urazy ale to trochę polskie cwaniactwo.
Uwielbiam takie teksty, padające z ust zapewne Polaka... Chyba, że się mylę....Ty jakiej jesteś narodowości? Bo rozumiem, że Ty nie jesteś cwaniak, ja też nie jestem cwaniak, oni nie są cwaniakami, więc kto?
Podano Ci mnóstwo powodów dla których najczęściej nie podaje się cen, a Ty tu o kombinowaniu i cwaniactwie...
Tak jak wyżej ktoś wspomniał, najbardziej brak cen kole w oczy innych fotografów...
Jest wolny rynek, każdy robi jak uważa i nic nam do tego. Uważanie braku cen na stronach za cwaniactwo to moim zdaniem przegięcie... Idąc Twoim tokiem myślenia musiałbym napisać - "Polacy wszędzie węszą teorie spiskowe i wymyślają problemy tam gdzie ich nie ma".
Uwielbiam takie teksty, padające z ust zapewne Polaka... Chyba, że się mylę....Ty jakiej jesteś narodowości? Bo rozumiem, że Ty nie jesteś cwaniak, ja też nie jestem cwaniak, oni nie są cwaniakami, więc kto?
Podano Ci mnóstwo powodów dla których najczęściej nie podaje się cen, a Ty tu o kombinowaniu i cwaniactwie...
Tak jak wyżej ktoś wspomniał, najbardziej brak cen kole w oczy innych fotografów...
Jest wolny rynek, każdy robi jak uważa i nic nam do tego. Uważanie braku cen na stronach za cwaniactwo to moim zdaniem przegięcie... Idąc Twoim tokiem myślenia musiałbym napisać - "Polacy wszędzie węszą teorie spiskowe i wymyślają problemy tam gdzie ich nie ma".
Przeczytałeś chociaż mojego całego posta czy tylko oburzyłeś się słowem cwaniactwo (poprzedzone zwrotem 'bez urazy')?
Przeczytałeś chociaż mojego całego posta czy tylko oburzyłeś się słowem cwaniactwo (poprzedzone zwrotem 'bez urazy')?
Przeczytałem. I mam odmienne zdanie od Twojego. Dla mnie wcale z tego tematu nie wypływa wniosek, że "Polacy to kombinatorzy".
@Fucile: pisac ze Polacy to cwaniacy a za chwile "bez urazy"- sorry, ale jaki to ma sens??
Ja nie podaje cen na stronie, nie jestem cwaniakiem (moja wlasna opinia o sobie), nie robie tez w szarej strefie. Mysle, ze wnioski jakie powinienes wyciagnac z czytania tego watku powinny byc inne:
-padly konkretne ZA nie podawaniem cen na strone (z ktorymi nie da sie polemizowac, ze to bzdura),
-padly tez glosy tych, ktorzy podają ceny i sobię tą formę cenią...tez nie mozna powiedziec, ze piszą bzdury.
szkoda, ze wątek sie kaszani i go mocno splyca do: "ci co podają są tacy a tacy, a ci co nie podają są tacy a tacy..." Sprawa jak powinienes dostrzec- jest bardziej szeroka.
Nie porownujmy USA do PL. To ze w USA jest tak i siak, nie znaczy, ze wszystko co przeniesie sie na nasz grunt bedzie tak samo dobrze sie sprawdzalo (przypadkow z zycia codziennego pełno).
Ktos robil takie wyliczenie jak ty na Forum FOT. Slubnych tzn. ile powinien zarabiac minimalnie fotograf aby mial na:
-sprzet,
-oplacenie zusow, podatkow,
-oplacenie innych kosztów itd
- i mogl isc do przodu (nie robic za frajer)
no i wyszlo, ze powinno to byc minimum 2300 zł za zlecenie - aby w ogole mialo to sens i mozliwosc rozwoju. Z tym, ze u nas sytuacja na obecną chwile jest taka, ze 90% (moze duzo wiecej??- domysł) robi sluby na czarno
za 1000-1500 zł lub mniej (ciekawe jak jest w USA??) i to jest nieuczciwa konkurencja. Z tą konkurencją człowiek, ktory chce dobrze powalczyć i faktycznie miec ceny zaczynające sie od 2500 w góre- musi faktycznie dobrze główkować. Nie znaczy- być cwaniakiem, ale
na rozne sposoby USWIADAMIAC klienta czym sie roznią bardziej wartosciowe zdjecia slubne od tych mniej wartosciowych, ze dobry reportaz to nie jest koniecznie 20 zdjec detali (bo to nie fotografia produktowa), ale ze zdjecia powinny byc ciekawe i zachecac do ogladania ich wciąż i od nowa....
temat szeroki. rozmowa ma sens- jesli bedziemy nawzajem siebie szanowali i sluchali swoich racji (opierajac sie na argumentach logicznych) :)
moje glowne "za" nie podawaniem cen to wlasnie: mozliwosc kontaktu z Mlodymi i mozliwosc zdobycia twardych danych na temat swoich zdjec, stosunku zapytan do podpisania umow, skutecznosci reklamy itd- to wszystko w biznesie dla biznesmana są podstawowe rzeczy.
Nie podaję cen bo zakres i wartość usługi każdorazowo ustalane i omawiane są indywidualnie. Nie stosuję sztywnych stawek, zatem aby móc dokładnie wycenić usługę i przedstawić indywidualną ofertę, muszę poznać oczekiwania zleceniodawców - http://www.marcinwilk.republika.pl/oferta.html
kroolik, robiłem kiedyś zdjęcia dla pewnego "studio" jako podwykonawca, wiem jak to wygląda....
Nie czarujmy się - KAŻDA działalność usługowa pozostawia furtkę w postaci "brania do kieszeni", legalnie działające "studia foto" nie rozliczają się z wszystkich umów, baaa.... zaryzykuję twierdzenie, że większa część fotografów z działalnością nie rozlicza się z każdego zlecenia. I teraz należałoby zadać pytanie - czy ci "mniej oszukujący" są usprawiedliwieni, w por. do tych "bardziej" oszukujących.
Moim zdaniem na większą kasę okrada państwo "studio foto", które "obskakuje" w sezonie, w każdą sobotę - 5 ślubów (robionych przez "podwykonawców") niż łepek, który dorabia i co jakiś czas sfoci ślub. Owszem, niczego i nikogo to nie usprawiedliwia.
Albo niech podniesie rękę ten z nas, który nigdy nie zrobił żadnego zlecenia fotograficznego "na czarno" :)
Ciekawe, że piętnuje się fotografów z szarej strefy, ale już np. jest przyzwolenie na "branie do kieszeni" lekarzy, dentystów, mechaników samochodowych, szefców, doradców prawnych, fryzjerów itd...itd... można by wymieniać dłuuuuugo.... I to niewspółmiernie większych pieniędzy, często w przypadku lekarzy - wykorzystując sprzęt i lokal opłacany przez... podatników.
Zestawiasz ze sobą fotokombinat i walących na czarno. Ani jedni ani drudzy nie są dla mnie żadnym punktem odniesienia. Posługujesz się niestety narodową retoryką na zasadzie ,,ale panie, lekarz - ten to nakradnie''. Tak mamy rozmawiać? Ja płacę ze swojej działalności podatki, ale również zus, tego omijać się nie da. Nie przekonam tym rzecz jasna nikogo, komu dobrze w szarej strefie. Nie zamierzam przekonywać.
bialogardzianin
17-03-2010, 10:44
... jest przyzwolenie na "branie do kieszeni" lekarzy, dentystów, mechaników samochodowych, szefców, doradców prawnych, fryzjerów itd...itd... można by wymieniać dłuuuuugo.... I to niewspółmiernie większych pieniędzy, często w przypadku lekarzy - wykorzystując sprzęt i lokal opłacany przez... podatników.
Smutna PRAWDA. :( prz3mo, z Twojego uogólnienia wyszło, że nie ma fotografa, który by nie wziął "w łapę". Lepiej tak nie pisać.
Zestawiasz ze sobą fotokombinat i walących na czarno. Ani jedni ani drudzy nie są dla mnie żadnym punktem odniesienia. Posługujesz się niestety narodową retoryką na zasadzie ,,ale panie, lekarz - ten to nakradnie''. Tak mamy rozmawiać? Ja płacę ze swojej działalności podatki, ale również zus, tego omijać się nie da. Nie przekonam tym rzecz jasna nikogo, komu dobrze w szarej strefie. Nie zamierzam przekonywać.
Tu nie chodzi o jakiekolwiek "przekonanie", tylko o fakty jak działa wiele osób, którzy są "legalni", a których legalność ogranicza się do zapłacenia składki ZUS (i to często tylko składki zdrowotnej, gdy pracują w innej firmie).
Smutna PRAWDA. :( prz3mo, z Twojego uogólnienia wyszło, że nie ma fotografa, który by nie wziął "w łapę". Lepiej tak nie pisać.
Dasz głowę, że tak nie jest? Nie twierdzę, że nie ma fotografa, którzy rozlicza się z każdego zlecenia, ale...
Legalni:) płacąc choćby sam zus (przecież firma nie od razu musi generować ogromne zyski, nie każda firma to biorący w kieszeń fotokombinat) w pewnym sensie płacą też na Ciebie i innych - np. osoby w wieku emerytalnym. Ale nie o tym jest ten wątek. Nie wiem, czy sam masz firmę, czy nie. Jeśli masz to nie rozumiem przynajmniej części twoich argumentów, jeśli nie masz....to już mówię pas tej dyskusji uznając ją za klasyczną ,, nocną Polaków rozmowę''.
bialogardzianin
17-03-2010, 10:55
...Dasz głowę, że tak nie jest? Nie twierdzę, że nie ma fotografa, którzy rozlicza się z każdego zlecenia, ale...
Każdy może mówić za siebie, ja śpię spokojnie. Innym kolegom po fachu do kieszeni ani ksiąg podatkowych nie zaglądam.:)
Smutna prawda odnosiła się do innych grup zawodowych wymienionych przez Ciebie. Bajer cały polega na tym, że kiedy wstajemy z fotela dentystycznego, część obywateli poprosi o rachunek (z doliczoną kwotą podatku do pierwotnej kwoty) a część położy banknot, podziękuje i wyjdzie. To część obywateli przyzwala na taki proceder bo woli zachować te 22%, nieprawdaż? :)
Legalni:) płacąc choćby sam zus
Ok, czyli za legalność przyjmujemy opłacanie składki ZUS, ok...
Bajer cały polega na tym, że kiedy wstajemy z fotela dentystycznego, część obywateli poprosi o rachunek (z doliczoną kwotą podatku do pierwotnej kwoty) a część położy banknot, podziękuje i wyjdzie. To część obywateli przyzwala na taki proceder bo woli zachować te 22%, nieprawdaż? :)
Jak myślisz, jaki % ludzi prosi o fakturę?
Ok, czyli za legalność przyjmujemy opłacanie składki ZUS, ok...
Nie, podałem ci przykład (,,płacąc CHOĆBY SAM zus''), że jeden z elementów legalnego działania firmy to obowiązek opłacenia składek zus. Podatek to skutek - jeśli masz firmę to wiesz, że płacisz go nie zawsze, nie każdy miesiąc roku to hossa ślubna. Odnośnie faktur - ja nie jestem vatowcem, świadomie wybierałem sposób rozliczania z US pamiętając o tym, że klientom VAt nie będzie potrzebny.
bialogardzianin
17-03-2010, 11:04
...Jak myślisz, jaki % ludzi prosi o fakturę?
Nie mam pojęcia, można by zrobić ankietę przy wyjściu od wybranego dentysty.:)
Tak sobie teraz pomyślałem, wszyscy zabiegowcy (także dentyści) są narażeni na błędy, są od tego ubezpieczeni. Poproszenie o rachunek wiąże się z jednej strony z większym wynagrodzeniem, ale z drugiej daje poczucie gwarancji, że jak dentysta coś schrzani to rachunek taki da podstawę do roszczenia. Czyż z nami fotografami nie jest podobnie? Jaką gwarancję spokoju ma "fotoziutek" działający na czarno, kiedy z jego usług skorzysta syn lub córka pracownika US lub też padnie ofiarą prowokacji samego US?:)
Żadnej:) ale niewielu chyba myśli o tym poważnie. Wracamy tu jednak do cennika na stronie. Póki go nie ma to zawsze ten pracujący na czarno na ślubie ,,córki pracownika UKS'' może powiedzieć, że działa społecznie. Jak przyjmie kasę....To już kicha.
Nie, podałem ci przykład, że jeden z elementów legalnego działania firmy to obowiązek opłacenia składek zus. Podatek to skutek - jeśli masz firmę to wiesz, że płacisz go nie zawsze, nie każdy miesiąc roku to hossa ślubna.
himi, ja pisałem o rozliczaniu się z umów. Tylko tego się "czepiłem" (za mocno powiedziane) w moim pierwszym poście, tego tyczącym.
Sugerujesz mi teraz, że podaję jakieś argumenty (niby za czym przemawiające?), napisałem jakie są fakty.
Niczego i nikogo nie oceniam, a tym bardziej nie usprawiedliwiam.
,,Fakty'' powinno się empirycznie udowodnić (a nie publikować na zasadzie własnych przypuszczeń, ale ok - zeszliśmy na boczne tory kierując wątek nie we właściwą stronę. Jeśli miałem w tym swój udział to wybaczcie:)
bialogardzianin
17-03-2010, 11:11
... ten pracujący na czarno na ślubie ,,córki pracownika UKS'' może powiedzieć, że działa społecznie. Jak przyjmie kasę....To już kicha.
MZ mylisz się, było już o tym nawet na forum. Świadczenie przysługi podlega opodatkowaniu.
Świadczenie przysługi podlega opodatkowaniu.
Tak, ale to fikcja :)
rychu_lhotse
17-03-2010, 11:38
MZ mylisz się, było już o tym nawet na forum. Świadczenie przysługi podlega opodatkowaniu.
Podlega ale nie zawsze wiąże się z wystawieniem rachunku klientowi.Ja podatek płacę czy wystawię rachunek czy też nie,obowiązku nie mam gdyż rozliczam się w US na zasadach Karty Podatkowej.
PanomeiK
17-03-2010, 11:58
Te cenniki to trochę śliski temat, gdyż ciężko jest płacić za coś gdy nie widzi się efektu finalnego.
Co z tego, że powiemy klientowi 1500zl za np. 80 zdjęć skoro później on odpowie: "za takie gnioty mogę dać co najwyżej 800zł".
Prawo w tym przypadku stoi po stronie klienta, gdyż nie będzie on płacił za gruszki na wierzbie. Fotograf zdjęcia sprzedać musi, gdyż podpisaną ma umowę z klientem.
Prawda czy fałsz?
To wykonaj bez uzgodnień cenowych dla młodych reportaż i sesję plenerową, a później podaj im swoją cenę. Adekwatną do ,,artyzmu'' dzieł. Potem zrelacjonuj nam efekt tych działań:)
PanomeiK
17-03-2010, 12:09
Efekt będzie bardzo klarowny!
Nowożeńcy wezmą 10 fotografów, wybiorą najlepsze zdjęcia i powiedzą proponujemy 5zł/zdjęcie. Fotograf żeby chociaż zwrócił mu się koszt paliwa sprzeda te zdjęcia bo po co mu one. Jeśli walnie focha i pogoni młodych to pójdą do drugiego fotografa z nieco gorszymi zdjęciami i zaproponują mu 4zł za zdjęcie.
Fotograf zawsze będzie w d... kopany :)
Wiesz co? Marnujesz się ze swoimi pomysłami. Twoim tokiem myślenia podążając oczekiwaną w naszym regionie drogę ekspresową S5 Poznań Wrocław budować powinno 16, a może ze 25 firm, a potem kierowcy wybiorą tę najlepszą i nią pojadą, a GDDKiA za nią zapłaci. Pozostałe oczywiście zostaną w polu. Chłopie.....Albo rozmawiamy sensownie, albo trollujemy w wątku.
panowie skonczcie oftopa, bo ja nie wiem o czym jest ten wątek :)
do meritum prosze :)
PanomeiK
17-03-2010, 12:24
himi- Właśnie rozmawiam sensownie, gdyż znana mi jest taka sytuacja.
Zapamiętaj jedno "chłopie" -w naszej branży racja jest zawsze po stronie klienta. Rozważ to!
Sprawa autostrad jest dużo bardziej złożona i nie chce mi się o tym piszać.
Wątek cały czas jest o cenniku na stronie!
w naszej branży racja jest zawsze po stronie klienta. Rozważ to!
!
ale co to znaczy ze racja jest zawsze po stronie klienta??
jesli klient wybral mnie przypadkiem i pozniej dostaje zdjecia z reportazu i z bólem stwierdza za swoją rodziną- ze na zdjeciach nie ma kilku osob, nie ma wszystkich podczas skladania zyczen lub wszystkich "przy stołach"- to znaczy ze ma racje??
a przeciez ja nie robie spisu ludnosci, listy obecnosci a raczej wybieram kadry pod kątem chwili (oczywiscie z uwzglednieniem aby znalazlo sie na nich maksymalnie wiele osob- jednak nie jest to glowny priorytet).
to taki przyklad pierwszy z brzegu. Tak jak pisal karol- to nie sprzedaz bułek i na prawde rozmowa dobrze robi obu stronom :) Nie mozna powiedziec, ze szkodzi.
PanomeiK
17-03-2010, 13:19
Znaczy tyle, że jeśli zleceniodawcy nie spodobają się zdjęcia [rzecz względna i niekoniecznie brak osób na zdjęciach!] to może pertraktować ze zleceniobiorcą kwestie finansowe. I tak ustalone na wstępie 1500zł może zakończyć się na ośmiu stówach.
To tak dla tych, którzy planują wstawiać jakiś cennik do swojego PF :)
Ja pierwsze słyszę o castingu na fotografów. Uważam to za wyssaną z palca bzdurę. Poznaj mnie z parą, która miała na ślubie kilku foto, a później wybrała zdjęcia od jednego. W ,,naszym fachu'' jak to piszesz większość zapewne nie uwierzy w tę bajkę. A powodów są dziesiątki. Wymienię dwa: nie znam księdza, który będzie tolerował na ślubie kilku zawodowych foto walczących o ujęcie. Każdy z nas, kto skończył kurs wie jak delikatna to materia. Powód numer dwa. Żaden z moich kolegów profesjonalnie zajmujących się ślubami nie zgodzi się na taki ,,wyścig'' o klienta. Naprawdę, przedstaw nam parę, która tak rozwiązała obsługę foto na swoim ślubie. Jestem ogromnie ciekaw ich doświadczeń.
I jeszcze jedno - ja mam obok PF cennik, twojej strony nie znalazłem. Dajesz rady w oparciu o co? O jakie doświadczenie? Chętnie pochylę czoło, tylko daj możliwość. Bo niczego nie cenię tak jak rad od fachowca. Fachowca, podkreślam. Wojtek Kroolik na przykład takim z pewnością jest.
PanomeiK
17-03-2010, 13:27
Ja pierwsze słyszę o castingu na fotografów. Uważam to za wyssaną z palca bzdurę. Poznaj mnie z parą, która miała na ślubie kilku foto, a później wybrała zdjęcia od jednego. W ,,naszym fachu'' jak to piszesz większość zapewne nie uwierzy w tę bajkę. A powodów są dziesiątki. Wymienię dwa: nie znam księdza, który będzie tolerował na ślubie kilku zawodowych foto walczących o ujęcie. Każdy z nas, kto skończył kurs wie jak delikatna to materia. Powód numer dwa. Żaden z moich kolegów profesjonalnie zajmujących się ślubami nie zgodzi się na taki ,,wyścig'' o klienta.
To było tylko nawiązanie do sugerowanego przez Ciebie:
himi- To wykonaj bez uzgodnień cenowych dla młodych reportaż i sesję plenerową, a później podaj im swoją cenę. Adekwatną do ,,artyzmu'' dzieł. Potem zrelacjonuj nam efekt tych działań
Prawda, że tak samo idiotyczne?:)
Znaczy tyle, że jeśli zleceniodawcy nie spodobają się zdjęcia [rzecz względna i niekoniecznie brak osób na zdjęciach!] to może pertraktować ze zleceniobiorcą kwestie finansowe. I tak ustalone na wstępie 1500zł może zakończyć się na ośmiu stówach.
To tak dla tych, którzy planują wstawiać jakiś cennik do swojego PF :)
po fakcie? jeśli wszystko zostało wykonane zgodnie z ustaleniami?
powodzenia w błądzeniu!
PanomeiK - Cytujesz mnie konta moim słowom? Oj.....Daj już spokój bo OT straszne.
bialogardzianin
17-03-2010, 13:32
Co sądzicie o tym: Niedoszli klienci umówili się jednego dnia z moim konkurentem, po 2 godzinach ze mną, a po jakimś czasie odpowiedzieli mailem, że wybrali fotografa z innego miasta, nie uzasadniając czym się kierowali. Po fakcie zgadaliśmy się z konkurentem opowiadając sobie historię. Pomyślałem sobie od razu: on albo ona wchodzili właśnie w ten biznes, odegrali parkę narzeczonych no i mieli pogląd jak rozmawia się z klientem, jakie ceny, itd. Czyż to nie genialny pomysł?;) A może powiecie: podobały im się zdjęcia twoje, Twojego konkurenta i kogoś z innego miasta, zapoznali się z 3 ofertami i wybrali najlepszą czyli to byli świadomi klienci? :)
Nie dopisałeś, że konkurenta rzekomo przyjmującego zlecenie też nie wzięli? Tak zrozumiałem. No to pewnie były takie ,,warsztaty'' na żywca:) Dość nietypowe przyznaję. Bo to, że para informuje nas, że dziękuje nie znaczy wcale, że ma obowiązek wyjaśniać swoje powody. Dla nas fajnie, gdy to zrobi, można coś przeanalizować. Ja miałem właśnie klienta, który mi do umowy dopisał pozycję .......odbitek w formacie........, choć tej pozycji na mojej umowie w określonym pakiecie nie było. Na pytanie moje ,,a co to?'' padła odpowiedź ,,bo jeszcze rozmawiamy z innym fotografem i on daje nam 200 odbitek''.
Wyjaśniłem więc delikatnie, że w takim razie pas, bo ja absolutnie w cenie pakietu i to na 2011 tego nie zaoferuję. Powiem tyle - podpisali umowę ze mną:) Klienci starają się tak mocno jak my:)Różnymi sposobami.
PanomeiK
17-03-2010, 13:35
PanomeiK - Cytujesz mnie konta moim słowom? Oj.....Daj już spokój bo OT straszne.
yes, yes, yes, bo nie znam takiego fotografa, który zgodziłby się na eksperyment pt."robię wam zdjęcia a jak się wam spodobają to będziecie mogli je kupić"
w konsekwencji doprowadziło by to do tego, ze nowożeńcy szukali by kilku idiotów focących za free i później wybieraliby najlepsze zdjęcia i jeszcze bawili się negocjowaniem cen.
PanomeiK
17-03-2010, 13:38
po fakcie? jeśli wszystko zostało wykonane zgodnie z ustaleniami?
powodzenia w błądzeniu!
Nie myl ustaleń z efektem końcowym,
Jeśli klient nie będzie zadowolony z Twojej pracy to nie spodziewaj się ustalonej gaży.
Przed sądem tez nic nie wskórasz!
bialogardzianin
17-03-2010, 13:40
Nie dopisałeś, że konkurenta rzekomo przyjmującego zlecenie też nie wzięli? ...
Pewności nie mam, konkurent mówił, że jego też nie wzięli. Śledzę poczynania miejscowych konkurentów, więc jak zobaczę tą parkę u niego to stwierdzę: no to rzeczywiście świadomi klienci (świadomi czego? Zdjęć? Ceny?) a o konkurencie wówczas na głos nie wypowiem się, bo nie będzie wypadało.
Efekt będzie bardzo klarowny!
Nowożeńcy wezmą 10 fotografów, wybiorą najlepsze zdjęcia i powiedzą proponujemy 5zł/zdjęcie. Fotograf żeby chociaż zwrócił mu się koszt paliwa sprzeda te zdjęcia bo po co mu one. Jeśli walnie focha i pogoni młodych to pójdą do drugiego fotografa z nieco gorszymi zdjęciami i zaproponują mu 4zł za zdjęcie.
Fotograf zawsze będzie w d... kopany :)
Czytaj to, co sam napisałeś....
Znaczy tyle, że jeśli zleceniodawcy nie spodobają się zdjęcia [rzecz względna i niekoniecznie brak osób na zdjęciach!] to może pertraktować ze zleceniobiorcą kwestie finansowe. I tak ustalone na wstępie 1500zł może zakończyć się na ośmiu stówach.
To tak dla tych, którzy planują wstawiać jakiś cennik do swojego PF :)
są takie sytuacje, ze klienci sie targują po fakcie (sam nie mialem, ale chocby na FFS jest wątek o trudnych klientach, ktory ma juz 100 stron :D), ale nie popadajmy w skrajnosc.
Powiem inaczej: jesli to od początku fotograf jest "psychicznie" POD klientem, jest tylko i wylącznie wykonawcą, wyrobnikiem- to wtedy sam tracąc swoje ewentualne argumenty jest narazony na to, ze bedzie musial:
-obnizyc cene
-dorzuc 5 albumów...itd
bo ZAWSZE mozna podwazyc wszystko. Fotograf wrecz musi sie przed tym bronic: uswiadamianiem, umowią, pokazywaniem calosciówek (co zwykle dziala choc i tak nigdy nie masz gwarancji ze do kazdego Twojego klienta to dotrze).
Fotograf musi tak dzialac, aby być "na górze" :) moze brzmi to dziwnie ze strony wlasnie takiego fotografa slubnego, ale chyba nikt nie ma złudzen, ze ktos bedzie działał na swoją niekorzysc np robiąc reklamacje po godzinach dla 10ciu par z sezonu....oczywiscie zloty srodek jak zwykle: czasem sie czuje, ze sie dalo ciala i warto zrobic cos dodatkowego, naprawic bledy, jakos dogodzic...
Fachowca, podkreślam. Wojtek Kroolik na przykład takim z pewnością jest.
ciutke mnie przeceniasz :) nie mam tak na prawde duzego doswiadczenia- stad wlasnie tak sie tu udzielam, bo kazda rozmowa moze cos nauczyc.
ale w kazdym razie dzieki :)
PanomeiK
17-03-2010, 13:48
bo ZAWSZE mozna podwazyc wszystko. Fotograf wrecz musi sie przed tym bronic: uswiadamianiem, umowią, pokazywaniem calosciówek (co zwykle dziala choc i tak nigdy nie masz gwarancji ze do kazdego Twojego klienta to dotrze)
Dokładnie kroolik,
Fotograf ma tańczyć tak jak klient mu zagra, dlatego warto mieć jakiegoś Asa w rękawie na takich klientów :)
Dokładnie kroolik,
Fotograf ma tańczyć tak jak klient mu zagra, dlatego warto mieć jakiegoś Asa w rękawie na takich klientów :)
jakie masz sposoby:)?
asertywnosc?? wiesz- mozna tak jak ja: teoretyzowac, mowic o uswiadamianiu ale praktyka to co innego niz teoria.
to tez ciekawy temat, ale wiaze sie z cennikiem na stronie. Nie dajac od razu cennika, moze mamy juz wstepnie jakas przewage ?...bo liczy sie pierwszy kontakt, a to wtedy Mlodzi uderzają do fotografa z prosbą o cennik a nie odwrotnie (Klient wybral sobie z posrod wielu cennikow to co mu odpowiada i wybiera sobie "potrawke" na obiadek:D)
I jeszcze jedno - ja mam obok PF cennik, twojej strony nie znalazłem. Dajesz rady w oparciu o co? O jakie doświadczenie? Chętnie pochylę czoło, tylko daj możliwość. Bo niczego nie cenię tak jak rad od fachowca. Fachowca, podkreślam. Wojtek Kroolik na przykład takim z pewnością jest.
Himi - po raz kolejny robisz osobiste wycieczki, próbując zdyskredytować rozmówców, w tym mnie, ze ślubnych nie robię a się odzywam.
Nie jestem zwolennikiem publikowania cenników w sieci, głównie z powodów o których już pisałem (niemożliwość rzetelnego z góry wycenienia usługi), choć rozumiem ludzi, którzy mają odmienne zdanie i podają argumenty przemawiające za sztywnymi cenami, ustalonymi z góry.
Skoro jesteś tutaj jednoznacznym zwolennikiem takich cenników, odpowiedz mi, czemu na Twojej stronie nie wyceniasz sesji komunijnych, chrztów, dziecięcych i "dla firm"?
Przy okazji mógłbyś mi odpowiedzieć na pytanie z postu #62, naprawdę jestem ciekaw odpowiedzi.
PanomeiK
17-03-2010, 14:07
jakie masz sposoby:)?
asertywnosc?? wiesz- mozna tak jak ja: teoretyzowac, mowic o uswiadamianiu ale praktyka to co innego niz teoria.
to tez ciekawy temat, ale wiaze sie z cennikiem na stronie. Nie dajac od razu cennika, moze mamy juz wstepnie jakas przewage ?...bo liczy sie pierwszy kontakt, a to wtedy Mlodzi uderzają do fotografa z prosbą o cennik a nie odwrotnie (Klient wybral sobie z posrod wielu cennikow to co mu odpowiada i wybiera sobie "potrawke" na obiadek:D)
Jeśli klient będzie zainteresowany dać Ci zlecenie to zrobi wszystko ażeby to zrobić.
Ja np. przy rozmowie tel. zapraszam do siebie, w celu obgadania szczegółów, widzę mniej więcej z kim mam odczynienia i jakich gaży mogę się ewentualnie spodziewać.
Ustalanie na www sztywnej kwoty jest dla mnie bez sensu, bo w dzisiejszych czasach o klienta się walczy i nie można go zniechęcić ofertą cenowa już na starcie.
Jeśli rozmowa przebiegnie w miłej/wesołej atmosferze to wiem, że klient jest już mój.
Z cenami tez nie szarżuję bo wiem jak ważny jest klient w dzisiejszych czasach.
Zawsze mówię o "małej niespodziance" tak zupełnie od siebie i może to po części przynosi też efekt.
Niespodzianką ta jest zazwyczaj FOTOBOARD http://fotoboard.pl/Produkty_i_cennik#ARTBLOK i bardzo się to ludziom podoba :)
Albo się nie rozumiemy, albo nie przeczytałeś kilku kolejnych postów, które powstały pomiędzy cytowanym i napisanym przez Ciebie.
Nie podaję prawd objawionych, jednak trudno mi się zgodzić z tym, co piszesz.
Na przykład, ze powinienem znać swój cennik. Ależ oczywiście, ze go znam, tylko że jest on daleko bardziej złożony, niż z trzech składowych.
Wróćmy do tych nieszczęsnych materacy. Co to znaczy "zdjęcia materacy"? Trzech? Trzydziestu? Trzystu? Jest duża hala, czy trzeba wynająć studio/przewieźć do własnego? To mają być proste ofertówki, czy budowane aranżacje? itd Naprawdę nie widzisz analogii? (celowo pominąłem pola eksploatacji, bo to rzadko dotyczy zdjęć ślubnych).
Czy we wszystkich przypadkach sesji plenerowych, o których wspomniałem w poście 57 weźmiesz taką samą zapłatę?
I jeszcze jedno - czemu tak silnie próbujesz oddzielić fotografię ślubną od innych jej rodzajów?
Moje osobiste wycieczki, które mi wypominasz kierowałem w tym przypadku raczej do PanomeiK-a. Nie wyceniam komunii i chrztów, bo robię je rzadko i ustalam zawsze szczegóły z klientami. Śluby robię dużo częściej i mam już pewien ogląd zakresu swoich usług. Odpowiadając na twoje pytanie z ostatniej części w/w posta (bo o to chyba ci chodziło) odpowiem: nie - sesje wymagające szczególnej oprawy, trudności są negocjowane osobno. Zastrzegam to w cenniku pisząc o możliwych modyfikacjach i zmianach cen. Rozdzielam fotografię ślubną od innych, które znam - bo się po prostu różnią. Wszystkim. Wspólnym mianownikiem może być na siłę migawka, ale to za mało, by przykładać tu jedną miarę.
PanomeiK-s i tak już z czystej ciekawości, po czym oceniasz ile możesz zawołać od klienta?:)Patrzysz czym przyjechał? A już serio. Każdy klient, który się do ciebie zgłasza via mail czy phone ma od razu ochotę na spotkanie? Czy też ty jeździsz do każdego kto chce? Ja, nim dodałem na stronę cennik, i tak podawałem go klientom. Pewnie, być może kilka razy już sama rozmowa telefoniczna przełamała jakieś lody, ale równie często klient pytał - dostawał cennik mailem i tyle. Takich, którzy jadą na spotkanie nie pytając o cenę - jeszcze nie miałem...
bo w dzisiejszych czasach o klienta się walczy i nie można go zniechęcić ofertą cenowa już na starcie.
mozliwe ze wielu jeszcze po prostu tego nie czuje na wlasnej skorze: i poki sie kręci, poki są klienci no to mozna zyc w takim przyjemnym snie, tyle ze moze nie trwac to wiecznie.
ten rynek tez sie kiedys nasyci (najlepsi tez sie dzis jednoczą bo mysle, ze wlasnie to czują i nawet oni muszą walczyc)....
Co do wycieczek osobistych, miałem na myśli m.in. to:
I zaczyna się piekiełko i wytykanie profesjonalizmu. Sam zdaje się oświadczyłeś, że nie zajmujesz się ślubniakami:
,,Ja mogę.
Po pierwsze - nie robię ślubów
Po drugie - nie mam strony w internecie...''
ale głos zabierzesz i to jak....
A wracają co tematu, to sam przyznajesz, ze stały cennik jest w zasadzie tylko punktem wyjścia i nie da się ustalić, że plener ma kosztować tyle i tyle, dopóki nie dogadasz się z klientem.
Nie wiem czemu tak usilnie oddzielasz fotografię ślubną od innej. Czym tak naprawdę się różni? W każdej innej dziedzinie też klient jest różny, specyficzny, warunki wycen i sposoby pracy inne. Idąc tym tropem należało by podzielić fotografię na pysiacpińcet rodzajów i ich nie porównywać.
Nie mam cennika na swojej stronie i nie będę miał. Dlaczego? Bo tracę kontakt z klientem! Ktoś tu napisał że PM chce się tylko zorientować w cenie i jak nie ma cennika to opuści stronę. IMO bzdura. Jeżeli będzie zainteresowana moimi zdjęciami to napisze maila.
black_bird
18-03-2010, 02:39
Też tak uważamy.... :)
Trochę mnie przekonaliście:)
Ktoś tu napisał że PM chce się tylko zorientować w cenie i jak nie ma cennika to opuści stronę. IMO bzdura.
tzn, nie jest to bzdura:), pewnie są przypadki gdzie Mlodzi odpuszczają sobie fotografa bo nie podal cen na stronie, ale czy wtedy mozna powiedziec, ze te zdjecia im sie podobaly??- bzdura :)
wiec chyba klaruje sie obraz i mozna zaryzykowac z grubsza stwierdzenie, ktore wczesniej juz padlo:
- są klienci szukajacy wg ceny (ale ich wysoka cena raczej nie przekona, skoro nie patrzą tak bardzo na zdjecia),
- są klienci szukajacy wg jakosci zdjec i pozniej konfrontują tą jakosc w stosunku do ceny.
- są fotografowie, ktorzy chcą byc wybrani na podstawie swoich zdjec (wtedy eksponują zdjecia, pokreslają swoje podejscie do pracy i robią caly "podklad" aby powoli uswiadomic skad wynika cena)
- są fotografowie, ktorym wszystko jedno. aby tylko klient byl, on juz nie wnika w intencje- wiec czy cene poda czy nie- jakie to ma znaczenie...?
wiec chyba klaruje sie obraz i mozna zaryzykowac z grubsza stwierdzenie, ktore wczesniej juz padlo:
- są klienci szukajacy wg ceny (ale ich wysoka cena raczej nie przekona, skoro nie patrzą tak bardzo na zdjecia),
- są klienci szukajacy wg jakosci zdjec i pozniej konfrontują tą jakosc w stosunku do ceny.
- są fotografowie, ktorzy chcą byc wybrani na podstawie swoich zdjec (wtedy eksponują zdjecia, pokreslają swoje podejscie do pracy i robią caly "podklad" aby powoli uswiadomic skad wynika cena)
- są fotografowie, ktorym wszystko jedno. aby tylko klient byl, on juz nie wnika w intencje- wiec czy cene poda czy nie- jakie to ma znaczenie...?
dobre podsumowanie...czyli każda metoda jest dobra jak się marketingowo sprawdza, a fotograf wybiera taką jaką chce...
i "ukrywanie" ceny nie jest podyktowane zmową ;) ;)
wiec chyba klaruje sie obraz i mozna zaryzykowac z grubsza stwierdzenie, ktore wczesniej juz padlo:
- są klienci szukajacy wg ceny (ale ich wysoka cena raczej nie przekona, skoro nie patrzą tak bardzo na zdjecia),
- są klienci szukajacy wg jakosci zdjec i pozniej konfrontują tą jakosc w stosunku do ceny.
Ja zaryzykuję dwa stwierdzenia:
1. Fotografowie nie umieszczający cennika na stronie po prostu boją się o to, że klienta nim zrażą. Dążą do spotkania, żeby technikami handlowo - manipulacyjnymi przekonać ich do siebie. Jak już jest spotkanie to można sobie klienta owinąć na tyle, że zaakceptuje cenę, jaka by go zraziła z cennika na stronie internetowej.
2. Fotografowie nieumieszczający kalendarza na stronie mają problemy ze znalezieniem klientów na swoje usługi i nie chcą ich zniechęcać pustymi okienkami. Ci, co wystawiają kalendarz mają go zapełniony dosyć mocno.
Być może to godzi w niektórych fotografistów, ale w mojej subiektywnej ocenie to jest jakaś zasada ogólna panująca w branży.
moim zdaniem bardzo niesprawiedliwe podsumowanie, bo kłóci się z całym rynkiem poza granicami Polski, gdzie najlepsi fotografowie publikują ceny na stronie... Dla mnie uczciwą i przejrzystą praktyką okazującą szacunek dla klienta jest wyjście mu naprzeciw i publikowanie ceny, ale to jak widzę tylko moje zdanie.
edit: chodzi o podsumowanie kroolika
2. Fotografowie nieumieszczający kalendarza na stronie mają problemy ze znalezieniem klientów na swoje usługi i nie chcą ich zniechęcać pustymi okienkami. Ci, co wystawiają kalendarz mają go zapełniony dosyć mocno.
nieumieszczanie kalendaza ma wlasnie taki sam plus jak nie umieszczanie cennika.
Mam na mysli: nie umieszczsz kalendaza tzn:
- mozesz polecic PM swojemu koledze fotografowi (sam tak robie z dwoma zaprzyjaznionymi fotografami),
- wiesz jakie jest zainteresowanie twoimi zdjeciami tzn czy jest to tendencja rosnąca (wtedy SUPER) czy jest to tendencja MALEJĄCA (z roku na rok coraz mniej zapytan) i wtedy trzeba odpowiednio zareagowac aby nie obudzic sie z ręką w nocniku.
czemu najbardziej wzieci fotografowie w PL nie mają kalendarza?? Elanek, myslisz ze mają puste okienka i boją sie kogos zrazić ?
fucile: ROZMAWIAMY O POLSCE. Mysle ze niepotrzebnie wyłazi z ciebie: "na zachodzie są ludzie uczciwi i przejrzysci a w polsce cwaniacy"- bo to jest kompletna bzdura, wiecej wiary w siebie! Wiecej wiary w Polakow i mniej kompleksow, bo ani nie jestesmy lepsi, ani gorsi ani inni niz caly swiat. Na pewno mamy jedno: potrafimy lepiej dostosowywac sie do sytuacji i chyba to mamy wlasnie tego obraz. Kazdy orze jak moze- po prostu.
bialogardzianin
18-03-2010, 13:18
...
2. Fotografowie nieumieszczający kalendarza na stronie mają problemy ze znalezieniem klientów na swoje usługi i nie chcą ich zniechęcać pustymi okienkami. Ci, co wystawiają kalendarz mają go zapełniony dosyć mocno...
...
- mozesz polecic PM swojemu koledze fotografowi (sam tak robie z dwoma zaprzyjaznionymi fotografami),
- wiesz jakie jest zainteresowanie twoimi zdjeciami tzn czy jest to tendencja rosnąca (wtedy SUPER) czy jest to tendencja MALEJĄCA (z roku na rok coraz mniej zapytan) i wtedy trzeba odpowiednio zareagowac aby nie obudzic sie z ręką w nocniku...
Wasze wypowiedzi nie kłócą się ze sobą, elanek wypowiedział się w kontekście "słabego" fotografa, kroolik w kontekście "wziętego", który analizuje rynek na wszelkie możliwe sposoby. Tylko myślę sobie Wojtku, skoro wzięty fotograf ma komplet, wie ile ma zapytań rocznie, to czy nadal potrzebuje analizy ile zapytań ma w danym roku? Może to instynkt samozachowawczy nakazuję kontrolę, nawet przy pełnym kalendarzu, czy jego zdjęcia podobają się ludziom? Są przecież google analytics i stat4U, które monitorują wejścia na strony i inne kluczowe statystyki, w tym czas spędzony w witrynie, itd. Zatem, ilość zapytań napewno zmaleje wraz z pojawieniem się cennika, co nie oznacza, że zainteresowanie będzie mniejsze- te wynika z poleceń, wypozycjonowania strony i innych czynników. Mylę się?
EDIT: Świadomość fotografów rośnie, rośnie liczba fotografów wiedzących jak wyjść do klienta. oznacza to, że statystyki z roku na rok mogą być mniej korzystne z tego powodu. Naszą odpowiedzialnością jest to, żeby zdjęcia były urzekające (polecenia), ładnie oprawione na stronie dobrze wypozycjonowanej.
@bialogardzianin: pomiedzy słabym fotografem a w pełni wziętym- jest wlasnie ta najwieksza liczba fotografów, ktorzy ani nie są słabi (nie mają pustego kalendarza) ani nie są mega wzieci. Mają moze po tych 20-30 wesel w roku, ale czy taką wielką pewność odnosnie lat przyszlych?? Mogą tez- o czym pisalem- polecic kolege w przypadku wlasnego terminu zajetego. Kolega sie moze odwdzieczyc tym samym.
wow, dzięki ale nie ma to nic wspólnego z kompleksami, bądź brakiem wiary siebie - paradoksalnie uważam, że NIE publikowanie cennika jest mocnym indykatorem braku wiary w siebie i swoje ceny. Poza tym kto powiedział, że rozmawiamy o Polsce?!? Zakładałem temat pytając, dlaczego w Polsce jest odwrotny trend niż na zachodzie, a lubię myśleć, że rynek fotografii ślubnej dąży ujednolicenia i nie musimy go dzielić na Polska i reszta świata, nie zamykajmy się w pudełku!
czemu najbardziej wzieci fotografowie w PL nie mają kalendarza?? Elanek, myslisz ze mają puste okienka i boją sie kogos zrazić ?
Nie mówiłem o najbardziej wziętych i znanych - wśród nich i tak chyba większość nie ma kalendarza. Mówiłem o zaobserwowanej całości i to w swojej subiektywnej opinii.
Tak właśnie myślę - po co pokazywać kalendarz, który nie jest zapełniony? Po co przykładowo pracować 3x w miesiącu za 4 koła jak można 2x6 koła, a i tak się nikt nie dowie niczego więcej? I odpowiednio w sumach niższych dla gorszego fotografa.
A ściemniać klientowi można, że terminy zajęte, że mnóstwo zapytań się ma, że najlepiej zdecydować się już, bo niedługo ktoś przyjdzie zdecydowany zamówić na tern termin. Tak przyciśnięty klient zdecyduje się szybciej i bez dodatkowego wybrzydzania i będzie się cieszył, że zamówił super rozchwytywanego fotografa i że ma z tym tematem spokój, nawet za wyższą cenę. Nieumieszczanie kalendarza to dobra forma nacisku na klienta, zmuszanie go do szybszej decyzji.
Moim zdaniem kalendarz umieszcza ten, który ma pozajmowane wszystkie prawie terminy i nie chce się mu odpisywać na zapytania. Ten, który nie ma zapchanego kalendarza nie musi się tym chwalić, łatwiej będzie złapać klienta.
RomanZWrocławia
18-03-2010, 15:10
Co do kalendarza:
mam wiele informacji od orkiestr weselnych, że klienci dopytują, czy orkiestra gra dzień wcześniej lub później. W domyśle - czy będą w absolutnie szczytowej formie w dniu "naszego" wesela. Znajomym orkiestrom zdarzało się tracić pracę jeśli granie na ślubie klientów było drugim lub trzecim pod rząd.
Zagadka za jeden punkt: jaka jest teraz odpowiedź o wolne terminy bezpośrednio przed planowaną datą wesela?
Adam Trzcionka
18-03-2010, 16:21
kilka słów ode mnie.
nie mam kalendarza, bo wspieram i jestem w wspierany w dość sprawnie zorganizowanym systemie poleceń ze znajomymi fotografami. kalendarz = info o zajętym terminie = brak kontaktu = eliminacja z rynku poleceń. proste.
cennik - nie mam i nie planuję. bardzo rozsądnie wyłuszczył temat !AGresT (http://forum.nikoniarze.pl/member.php?u=9241). śluby są różne, różne lokalizacje, różne zakresy i różne wymagania. mam np takie miesiące, kiedy jeden ślub mam za miedzą, a drugi na drugiej półkuli na 400 gości - nie można wyceniać ich tak samo. podobnie plenery - inna sprawa zdjęcia w Krakowie, inna w Suwałkach.
nie bardzo rozumiem rozpatrywania tego tematu w kategoriach uczciwości wobec klienta - mniejszej lub większej. ślub w Gdańsku to dwa dodatkowe dni spędzone w podróży, cena musi być odpowiednio wyższa.
jeszcze inna sprawa - "chodliwość" jednych terminów i "niechodliwość" innych - są daty, na które przychodzi ok 100 zapytań rocznie i są takie, o które pyta 5 par. siłą rzeczy muszą być wycenione inaczej. podsumowując: cennik jest płynny i wpływa na niego kilka rzeczy: zakres pracy, lokalizacja, termin, intensywność zapytań.
z kolei podanie ceny startowej ma duży sens, ale jest równie ryzykowne - miewam np zlecenia na samą ceremonię w marcu. jeśli cenę za taką pracę podam jako stawkę startową, ci, co się będą pytać o środek czerwca mocno się zdziwią. jesli podam tę czerwcową - marcowi zrezygnują bez zapytania.
ktoś pisał, że topowi zachodni fotografowie pokazują cenniki. ciekawym - mogę prosić o linki?
wydaje mi się, że niektórzy szafując tu wyrazami "uczciwie", "zgodnie z sumieniem" lekko przesadzają. jest jeszcze uczciwość wobec innych fotografów - pracujesz na prowincji (bez urazy, pochodzę z prowincji) za 1500-2000, super. ale jadąc do większego miasta, gdzie średnie stawki są znacznie wyższe - uczciwiej będzie chyba tę cenę nieco podnieść, prawda? generalnie to jest temat rzeka, nie do rozstrzygnięcia i forsowanie jedynej prawdy, bicie piany chyba nie ma racji bytu, mamy wolny rynek.
(...)
ktoś pisał, że topowi zachodni fotografowie pokazują cenniki. ciekawym - mogę prosić o linki?
(...)
np.: http://www.wpja.com/wedding-photographers/international/europe/poland-photography.htm ;)
bialogardzianin
18-03-2010, 17:00
... jest wlasnie ta najwieksza liczba fotografów, ktorzy ani nie są słabi (nie mają pustego kalendarza) ani nie są mega wzieci. Mają moze po tych 20-30 wesel w roku, ...
Wychodzi na to, że jestem słabym bo, wg wypowiedzi kilku z Was (wziętych razem):
1) mam zdecydowanie mniej niż 20
2) nie mam cennika
3) nie mam kalendarza?
Adam Trzcionka
18-03-2010, 17:24
np.: http://www.wpja.com/wedding-photographers/international/europe/poland-photography.htm ;)
no, ale jak to się ma do tytułu/tematu wątku?
bialogardzianin
18-03-2010, 17:26
... jest jeszcze uczciwość wobec innych fotografów - pracujesz na prowincji (bez urazy, pochodzę z prowincji) za 1500-2000, super. ale jadąc do większego miasta, gdzie średnie stawki są znacznie wyższe - uczciwiej będzie chyba tę cenę nieco podnieść, prawda? generalnie to jest temat rzeka, nie do rozstrzygnięcia i forsowanie jedynej prawdy, bicie piany chyba nie ma racji bytu, mamy wolny rynek.
Ciekawe zagadnienie tu poruszyłeś, to nawet rzekłbym temat na odrębny wątek. Jeśli w Koszalinie stawki oscylują w granicach 1000-3000 (abstrahując od tego, co jest w pakiecie, ale przyjmijmy, że standardowo fotoreportaż z plenerem plus album), to jeśli narzeczeni piszą do mnie (zakładam, że docenili moje zdjęcia) o wolny termin w Koszalinie (metropolia w porównaniu z Białogardem), to:
1) podaję cenę moją (na ile się czuję) umownie określoną jako białogardzką, czym mile zaskakuję nowożeńców i tracę życzliwość ziomali,
2) podaję cenę koszalińską, w granicach 2500 lub więcej i czekam z nadzieją, że zgodzą się?
Niech odezwą się Ci, którzy funkcjonują podobnie. Adamie, nie porównuj tu siebie do sytuacji bo mimo, że jak określiłeś, jesteś z prowincji, nijak się to ma do stawek i ilości zleceń.
Przekonaliście mnie ostatecznie - Adam -dzięki. Innym też. Kolejny przykład, ile może dać rozmowa - dyskusja:) To nawet a propos:)
no, ale jak to się ma do tytułu/tematu wątku?
Adamie, tytuł wątku to Fotografia ślubna - cennik na stronie, poza tym poprosiłeś o podanie linka do cenników fotografów, więc moja "mini odpowiedź" jest jak najbardziej na temat.
Adam Trzcionka
18-03-2010, 17:44
Adamie, tytuł wątku to Fotografia ślubna - cennik na stronie, poza tym poprosiłeś o podanie linka do cenników fotografów, więc moja "mini odpowiedź" jest jak najbardziej na temat.
ale to strona WPJA, która skądinąd ma się różnie do polskiej rzeczywistości - ceny są skierowanie do klientów z zagranicy, a zakładającemu watek i dyskutantom zdaje się chodzi o strony fotografów - mylę się?
Jakiego jesteście zdania, dlaczego w Polsce panuje jakaś zmowa wśród fotografów ślubnych, żeby nie publikować cenników na stronie www?
ale to strona WPJA, która skądinąd ma się różnie do polskiej rzeczywistości - ceny są skierowanie do klientów z zagranicy, a zakładającemu watek i dyskutantom zdaje się chodzi o strony fotografów - mylę się?
OK, zatem polska rzeczywistość - http://www.whitesmokestudio.com/main.php - info/price
donkiszot
18-03-2010, 17:55
Zapomnieliście (choć może przeoczyłem) o jeszcze jednym aspekcie, który mocno wpływa na decyzję czy zadać pytanie fotografowi bez cennika.
Otóż, jakkolwiek wydaje się to niepoważne, wielu ludzi nie zapyta o cenę aby nie narażać się na "śmieszność". Tak samo jak nie każdy ma odwagę wejść do nieznanego mu sklepu z odzieżą, bo nie wie czy sweter będzie w nim kosztował 300zł czy 30000zł, tak samo spora część "wyższych sfer" nie pokaże się w Biedronce — wiem, że są wyjątki, ale...
Oczywiście zgadzam się, że nie da się podać cennika (ze szczegółami, konkretami), ale jeśli grafika strony, zdjęcia, styl wypowiedzi i te wszystkie szczegóły określające z kim klient ma do czynienia nie sugerują jednoznacznie "czy to maja półka czy nie", to wiele osób nie zapyta.
Moje zdanie: cennik — nie; szkic, nakreślenie miejsca na rynku (sposobów jest wiele) — bardzo tak.
Co do kalendarza, mnie, jako klienta by odstraszył, bo lubię podejście indywidualne, a kalendarz na stronie sugeruje: "może się gdzieś załapiesz". O pustym kalendarzu nie wspomnę...
wątek się zapętła....:)
mswilk- na każdą regułe mozna podac wyjątek, to nie jest zaden argument.
elanek- w kazdej grupie fotografow podajacych kalendarz, podajacych cene, prezentujacych przejrzyste podejsce- znajdziesz tych co mają cwaniackie podejscie, tak samo jak w kazdej grupie, ktora robi inaczej tez znajdziesz cwaniakow i tych uczciwych, ktorzy nie stosują- jak mowisz- tych "chwytów".
to nie są zadne argumenty, aby od razu oceniac innych ludzi.
stosowanie cennika, nie stosowanie, pokazywanie kalendarza czy nie pokazywanie- to nie są zadne dowody na ulomnosc moralną nikogo (cos a la "cwaniaki, ktorzy manipulują klientem"), mozna ewentualnie zastanawiac sie co za tym sie kryje i mysle ze z calego wątku widać wyraźnie "co sie za tym kryje".
nic straszniego- po prostu fotograf dba o swoje interesy :) ot, całe odkrycie. nie wnikniesz tą drogą, kto robi to zgodnie z przyjetymi normami moralnymi, a kto je przegina stosujac chwyty, manipulujac itd...dlatego prosilbym o nie zagalopowywanie sie bo oskarzyc o cos kogos jest bardzo łatwo, jeszcze latwiej to zrobic w necie.
ta sama prosba do fucile, ktory zdaje sie nie uznawac argumentow przeciwnych, nie slyszec ich.
@donkiszot: nie masz racji, wyslanie prosby o przeslanie oferty nie wiaze sie u nikogo z poczuciem wstydu, bo w sieci na tym etapie jestes anonimowy.
wątek się zapętła....:)
Na tym polega dyskusja, każdy chce przedstawić swoje racje i je obronić.
Ilu ludzi, fotografów czy klientów tyle spojrzeń na daną sprawę - w końcu mamy demokrację ;)
Adam Trzcionka
18-03-2010, 18:10
OK, zatem polska rzeczywistość - http://www.whitesmokestudio.com/main.php - info/price
no, ale czy to jest odpowiedź na moją prośbę :)
ktoś pisał, że topowi zachodni fotografowie pokazują cenniki. ciekawym - mogę prosić o linki?
No tak ... Polska to zupełny wschód i przedsionek europy :shock: , ale ja z takim argumentem się nie zgadzam.
No tak ... Polska to zupełny wschód i przedsionek europy :shock: , ale ja z takim argumentem się nie zgadzam.
przyznam, ze nie wiem o co ci chodzi w tej wypowiedzi :)
Adam Trzcionka
18-03-2010, 18:23
przyznam, ze nie wiem o co ci chodzi w tej wypowiedzi :)
ja też, szczególnie w kontekście całości :) no, ale trudno.
tzn, nie jest to bzdura:), pewnie są przypadki gdzie Mlodzi odpuszczają sobie fotografa bo nie podal cen na stronie, ale czy wtedy mozna powiedziec, ze te zdjecia im sie podobaly??- bzdura :)
Nie do końca się zrozumieliśmy. Dlatego napisałem że jeśli im się spodobały to zapytają się o cenę. :)
Ja zaryzykuję dwa stwierdzenia:
1. Fotografowie nie umieszczający cennika na stronie po prostu boją się o to, że klienta nim zrażą. Dążą do spotkania, żeby technikami handlowo - manipulacyjnymi przekonać ich do siebie. Jak już jest spotkanie to można sobie klienta owinąć na tyle, że zaakceptuje cenę, jaka by go zraziła z cennika na stronie internetowej.
2. Fotografowie nieumieszczający kalendarza na stronie mają problemy ze znalezieniem klientów na swoje usługi i nie chcą ich zniechęcać pustymi okienkami. Ci, co wystawiają kalendarz mają go zapełniony dosyć mocno.
Być może to godzi w niektórych fotografistów, ale w mojej subiektywnej ocenie to jest jakaś zasada ogólna panująca w branży.
Rozumiem że masz na swojej stronie cennik i kalendarz? Mógłbyś wrzucić jakiś link?
Nawiązując do Twoich stwierdzeń to chyba o to chodzi żeby jak najlepiej sprzedać swój produkt. Przecież o to w tym wszystkim chodzi. Maksymalizacja zysków. Kolejną sprawą jest możliwość doskonalenia swojej oferty. Mogę poznać oczekiwania klientów.
Nawiązując do Twoich stwierdzeń to chyba o to chodzi żeby jak najlepiej sprzedać swój produkt. .
mnie sie wydaje, ze elankowi chodzi o to, ze trzeba byc uczciwym i podane cen i kalendarza na stronie to dobra droga w tą strone.
kilka słów ode mnie.(...)
Rzeczowe wytłumaczenie, które rzuca światło na całą sprawę.
Jednak dla "średniej krajowej" nie wiem czy działa. Jednak przemyślenia ciekawe i logiczne.
Na tym polega dyskusja, każdy chce przedstawić swoje racje i je obronić.
Ilu ludzi, fotografów czy klientów tyle spojrzeń na daną sprawę - w końcu mamy demokrację ;)
Tak też myślałem opisując obserwacje.
Rozumiem że masz na swojej stronie cennik i kalendarz? Mógłbyś wrzucić jakiś link?
Byłoby miło jakbyś się w końcu odpieprzył ode mnie jako osoby i zaczął dyskutować w temacie.
Oczywiście, że nie mam kalendarza i cennika. Stosuję to, co sam wyżej opisałem.
Kalendarze i cenniki mają i fotografiści z WPJA i fotoziutki.
Nawiązując do Twoich stwierdzeń to chyba o to chodzi żeby jak najlepiej sprzedać swój produkt.
No zrozumiałeś! Brawo!
(a chodzi o coś innego?)
Dobrze to nie tylko drogo. Klient ma być zadowolony, bo taki nakręca nowe zlecenia.
mnie sie wydaje, ze elankowi chodzi o to, ze trzeba byc uczciwym i podane cen i kalendarza na stronie to dobra droga w tą strone.
Nie tak.
Wydaje mi się, że stosowanie trików w brakiem kalendarza czy cennika to sposób na zdobycie klienta. Tym torem poszło moje myślenie. Tak się handluje. Gdyby podano cenę za towar i jego dokładny opis i tylko tym się kierowali ludzie, to by nie było potrzebnych dobrych sprzedawców, speców od marketingu itp.
Dobry sprzedawca potrafi sprzedać towar kosztujący więcej niż pierwotnie zamierzał wydać klient.
Kolejnym powodem do zakupu usługi/towaru jest malejąca dostępność.
Stosowanie cennika czy kalendarza to sprawa prowadzenia biznesu. Ja zacząłem dywagować z jakich powodów niektórzy mogą nie używać w/w narzędzi.
Byłoby miło jakbyś się w końcu odpieprzył ode mnie jako osoby [...]
Z wzajemnością!
Radek Radziszewski
18-03-2010, 19:34
@elanek zastanawia mnie dlaczego tak uparcie szukasz podstępu u fotografów ? ja nie mam kalendarza ani cennika jeśli ktoś jest zainteresowany moimi pracami to pisze maila - ja mu odpisuję podając cenę za to co go interesuje i tyle...
Jeśli natomiast mam zajęty termin to odpisuje że niestety mam zajęty - nie podaję w tedy ceny bo nie ma już potrzeby ew. podaję namiar na innych fotografów... i czasem ja mam kogoś z polecenia, a czasem ktoś inny z mojego - proste.
Nie posiadam kalendarza ale publicznie uspokoję twą ciekawość od Maja 2010 do Września 2010 mam wolny jeden weekend sobotni tj. 25.09.2010 r.
Ps: jak masz kogoś na ten termin to poleć - odwdzięczę się
Rzeczowe wytłumaczenie, które rzuca światło na całą sprawę.
Jednak dla "średniej krajowej" nie wiem czy działa. J
a dlaczego ma nie dzialac system polecen??
dlaczego ma nie dzialac mechanizm: rozna cena w zaleznosci o roznego zlecenia??
i ta cała reszta, o ktorej pisal Adam...??
u mnie to sie sprawdza, choc pewnie jestem w tej sredniej krajowej.
Tak też myślałem opisując obserwacje.
nie pisales o swojej OBSERWACJI a przedstawiles swój własny wewnętrzy domysł, ze niepodawanie cennika wiąże sie z tym i tym....
Mozna rzucic taki tekst, ale ani nie jestes w stanie go obronic, ani ktos kto jest innego zdania- nie jest specjalnie w stanie z nim polemizowac. zatem co to wnosi ?? :)
Kalendarze i cenniki mają i fotografiści z WPJA i fotoziutki.
Cenniki mają faktycznie ci "fotoziutki" (nie lubie tego okreslenia) ale ludzie z WPJA nie mają. Ceny jakie tam są podane- są czesto z konieczosci. Ktos tam ma wpisane 1000 euro, ale w PL bierze 2 tys złotych i sie z tego cieszy.
Cennik- to podanie ceny na wlasnej strone www - wiec trzymajmy sie tylko tego, a nie faktu, ze ktos zmuszony podac cene w tabelce WPJA- cos tam wpisuje.
Nie tak.
Wydaje mi się, że stosowanie trików w brakiem kalendarza czy cennika
jest roznica jesli powiem: nie stosuje kalendarza bo przez to mam szanse na wiekszy zarobek w sezonie (co nie jest przestepstwem, mam przeciez zawód fotografa, strona finansowa to wazne zagadnienie kazdej pracy), a co innego jest stwierdzic, ze robi sie to z "cwaniactwa" i ze jest to trik- tak wiec prosilbym cie jeszcze raz o przemyslenie tego co piszesz i czy aby czasem kogos nie obrazasz?? moze nie jestes tego swiadomy.
Mozesz tez oczywiscie podac swoje dowody na to, ze jes to trik (na zasadzie MANIPULACJI)- i wtedy rozmowa bedzie miala sens.
ktoś pisał, że topowi zachodni fotografowie pokazują cenniki. ciekawym - mogę prosić o linki?
.
http://www.asrphoto.co.uk/PRICES.aspx
Nie wiem na ile topowa jest ta strona, ale nie jest to wyjątek. Nie wydaje mi się, aby była to strona brytyjskiego fotoziutka ?? - ale nie wiem, ludzi nie znam. Stoję z boku. Nie twierdzę, że ich prace są dobre/świetne czy złe - nie oceniam, bo mz nie o to tutaj chodzi. Padło pytanie, podaję odpowiedź - nie bijcie;)
Jest mnóstwo stron, gdzie opisane są wyżej "wyjątki" i "trudne przypadki" - dojazd, nocleg, ceremonia poza sezonem w szczycie sezonu itp itd Pewnie wymaga to dodatkowej pracy, przewidywania itp Nie mam strony, nie wiem. Zabierając wcześniej głos, pisałam z perspektywy klienta.
Z wypowiedzi fotografów w tym wątku wynika dla mnie, że bardzo lubicie rozmawiać przez telefon i odpisywać na maile;)
Mnie tam rybka:)
http://www.asrphoto.co.uk/PRICES.aspx
no ale co to wnosi do dyskusji ?? ok, Adam zapytal- odpowiedziales.
ale w PL tez wielu podaje cennik, wspomniane SMOKI (czyli TOP) tez podają wiec na co to jest niby dowód ?
chyba temat sie wyczerpał :)
Dlaczego ludzie publikują cennik? Dlaczego nie publikują?
Bo taką strategię prowadzenia swojego interesu. O tym kto ma najlepszą będzie można powiedzieć, jak będziemy na emeryturach i podsumujemy swoje dochody, stan zdrowia i zadowolenie z tego, co się osiągnęło.
no ale co to wnosi do dyskusji ?? ok, Adam zapytal- odpowiedziales.
ale w PL tez wielu podaje cennik, wspomniane SMOKI (czyli TOP) tez podają wiec na co to jest niby dowód ?
chyba temat sie wyczerpał :)
Noo wydawalo mi się, że Adam T. nieco poddawał w wątpliwość moją "teorię", że strony zachodnie (ja pisalam o brytyjskich) podają ceny, prosił o przykład... zatem podaję, aby nie być posądzoną o gołosłowność. Tyle.
Jak wyczerpany, to wołać moda i prosić o zamknięcie.:)
Adam Trzcionka
18-03-2010, 20:54
Noo wydawalo mi się, że Adam T. nieco poddawał w wątpliwość moją "teorię", że strony zachodnie (ja pisalam o brytyjskich) podają ceny, prosił o przykład... zatem podaję, aby nie być posądzoną o gołosłowność.
Twoją? - chyba nie :)
ktoś - zdaje się autor wątku, pisał o topowych fotografach zachodnich - pytałem o nich, bo sam jestem ciekaw.
to, co podałaś, to ani z renomy ani ze zdjęć top chyba nie jest :)
donkiszot
18-03-2010, 22:28
[...]@donkiszot: nie masz racji, wyslanie prosby o przeslanie oferty nie wiaze sie u nikogo z poczuciem wstydu, bo w sieci na tym etapie jestes anonimowy.
Nie wiem, mogę się tylko wypowiedzieć jako klient. I jako klient właśnie nie podpisałbym się "donkiszot" pod takim zapytaniem. Owszem, nie jest to spotkanie twarzą w twarz, ale jednak jest to nawiązanie kontaktu. Poza tym, domyślam się, że te wszystkie zalety, o których (poniekąd słusznie) pisałeś wyżej nie mają miejsca jeszcze w "etapie anonimowym".
W każdym razie, wolałbym wiedzieć jakiego rzędu ceny mogę się spodziewać zanim napiszę zapytanie ofertowe. Zgodzę się, że nie jest to najważniejszy aspekt w sprawie, ale moim zdaniem warto go również rozważyć.
Na tym polega dyskusja, każdy chce przedstawić swoje racje i je obronić.
Ilu ludzi, fotografów czy klientów tyle spojrzeń na daną sprawę - w końcu mamy demokrację ;)
A ja naiwnie wierzę w rozmowę kolegów (i koleżanek), którzy nie muszą się do niczego przekonywać i nie mają potrzeby bronić żadnych racji, a jedynie chcą się wymienić przemyśleniami, doświadczeniami, poglądami.
fotoGRAFIK
18-03-2010, 22:44
Taki temat o niczym wg mnie. To jak ktoś przedstawia swoją ofertę, czy jest podana na tacy czy nie, czy najpierw są jednak zdjęcia, potem dopiero kasa to kwestia wyboru fotografa, rynek jest wolny...
Nie wiem, mogę się tylko wypowiedzieć jako klient. I jako klient właśnie nie podpisałbym się "donkiszot" pod takim zapytaniem. Owszem, nie jest to spotkanie twarzą w twarz, ale jednak jest to nawiązanie kontaktu.
to jest chyba tylko hipotetyczna sytuacja. jesli jest taki fotograf, ktory zawstydza klienta swoimi dziełami i sprawa, ze ten czuje ze to tak wysokie progi, ze boi sie źle poczuć pytając o oferte na zasadzie drogiego sklepu- to ten fotograf ma z pewnością nadmiar klientów i on nie traci z powodu tego klienta. A jesli klient czuje, ze to za wysokie progi- to pewnie ma racje.
Poza tym, domyślam się, że te wszystkie zalety, o których (poniekąd słusznie) pisałeś wyżej nie mają miejsca jeszcze w "etapie anonimowym".
mają. jesli klient napisze z prosbą o cene, to jesli termin mam wolny, a klient wyrazi chęc dowiedzenia sie cos wiecej- to chetnie opisuje moje podejscie, jeszcze przed ewentualnym spotkaniem.
W każdym razie, wolałbym wiedzieć jakiego rzędu ceny mogę się spodziewać zanim napiszę zapytanie ofertowe.
ale klient nie ma dostac to co chce, tylko to czego potrzebuje. na tym polega dobre podejscie.
klient nie zna sie na fotografii, nie wie co to plener, nie wie co to oferta, skad cena, prawdopodobnie pierwszy raz w zyciu robi wesele itd- wiec fotograf musi mu w tym pomoc a nie na dzialac na łapucapu. fotograf ma sie lepiej na tym znac a nie klient: dlatego ma kontrolowac sytuacje i tyle :)
@elanek zastanawia mnie dlaczego tak uparcie szukasz podstępu u fotografów ?
No nie, przecież nie mówiłem o żadnym podstępie. Przedstawiłem swoją teorię, która została po części wyprostowana/zmieniona przez Adama Trzcionkę.
nie pisales o swojej OBSERWACJI a przedstawiles swój własny wewnętrzy domysł, ze niepodawanie cennika wiąże sie z tym i tym....
Wewnętrzny domysł wynika z OBSERWACJI!
Mozna rzucic taki tekst, ale ani nie jestes w stanie go obronic, ani ktos kto jest innego zdania- nie jest specjalnie w stanie z nim polemizowac. zatem co to wnosi ?? :)
Polemika służy również wymianie poglądów, nie tylko przedstawianiu i obronie swoich racji. Wypowiedział się AT i uznałem, że sporo ma racji. Być może nie wiedziałem wcześniej dlaczego nie stosuje się kalendarza i cennika, teraz mi otworzono oczy. Skąd więc tyle jadu w Waszych wypowiedziach?
Mozesz tez oczywiscie podac swoje dowody na to, ze jes to trik (na zasadzie MANIPULACJI)- i wtedy rozmowa bedzie miala sens.
Ależ manipulowani jesteśmy na każdym kroku! Rodzajów manipulacji jest wiele.
Oczywiście, że sporo ludzi stosuje takie triki. Sam widziałem, sam trochę stosuję:
1) Jeśli spotkam się z klientami i opowiem im o tym jak będzie wyglądać moja praca w trakcie dnia i po wszystkim to trochę przejrzą na oczy i zrozumieją, że fotografia ślubna to nie zgrywanie zdjęć z karty na płytę. Docenią moje doświadczenie i uwagi, również do samej uroczystości.
2) Jeśli widzę, że nie mogą jeszcze podjąć decyzji, a są na granicy, to zarzucam wędkę z terminem, że jeśli się nie zdecydują to może ktoś bardziej zdecydowany wskoczyć i będą musieli szukać kogoś innego i w ogóle. Zazwyczaj się decydują i wychodzą zadowoleni, że mają już jedną sprawę zaklepaną w całym stosie spraw związanych ze ślubem. W mojej klasie cenowo-jakościowej jest kilku fotografów w okolicy, więc różnice w oddanym materiale nie będą zbyt wielkie.
Spotkanie też ma funkcje poznawcze. Młodzi widzą na kogo trafili w sensie kultury osobistej i wyglądu, co może im pomóc w wyborze bądź rezygnacji z usług.
Twoją? - chyba nie :)
ktoś - zdaje się autor wątku, pisał o topowych fotografach zachodnich - pytałem o nich, bo sam jestem ciekaw.
to, co podałaś, to ani z renomy ani ze zdjęć top chyba nie jest :)
Autor pisał o USA, ja o UK:)
Poczułam się wywołana do tablicy. Niepotrzebnie.
klient nie zna sie na fotografii, nie wie co to plener, nie wie co to oferta, ...
oj...
czyli klient to półgłowek?...! Bezwolna masa?
Pewnie bywa, że na fotografii się nie zna, (ale czy na pewno? i zawsze?!) ale marketingowcem może być lepszym od fotografa.
Chyba trochę zagalopowałeś...?
donkiszot
18-03-2010, 23:00
to jest chyba tylko hipotetyczna sytuacja. [...]
Nie wiem czy hipotetyczna, wiem, że ludzie są różni i mają różne bziki :)
[...]to chetnie opisuje moje podejscie, jeszcze przed ewentualnym spotkaniem.
W takim razie, dlaczego opis Twojego podejścia nie może (nie chcesz aby) wisieć od razu na stronie?
ale klient nie ma dostac to co chce, tylko to czego potrzebuje. na tym polega dobre podejscie.
klient nie zna sie na fotografii, nie wie co to plener, nie wie co to oferta, skad cena itd- wiec fotograf musi mu w tym pomoc a nie na dzialac na łapucapu.
Jako klient szerokim łukiem omijam te firmy, którym się wydaje, że wiedzą lepiej czego ja potrzebuję. ;)
Tak, czy siak, rozumiem Twoje podejście i nie mam nic do tego, bo to Twoja kalkulacja. Dla mnie (nadal w roli klienta) wizytówka/portfolio bez choćby szkicu oferty to za mało, bo dlaczego ja mam się starać? Chyba, że odpowiadasz również na maile o krótkiej treści: "wstępnie zainteresowany STOP czekam na kontakt STOP".
Wewnętrzny domysł wynika z OBSERWACJI!
Nie chcialbym tylko abys uzywal sformułowań, ktore jednoznacznie dzielą wszystkich na czarnych lub białych.
Co z tego, ze znasz 3 osoby co "tak robią" ?? To jeszcze mało, aby uznać, ze "w związku z tym pewnie wszyscy" i rzucasz tymsamym cień na tych innych.
Moze braklo w Twojej wypiowiedzi wlasnie tego elementu i wtedy sprawa bylaby jasna.
Skąd więc tyle jadu w Waszych wypowiedziach?
moze to jest moja projekcja pod wplywem Twojego stylu pisania. Sam nie wiem z czego on wynika, czy z braku Twojej umiejetnosci rzeczowego wyslowenia sie (przekazania glownych intencji) czy sam nie wiem z czego....bo piszesz jasno- tyle ze zwyle nie wiadomo co masz tak na prawde na mysli w szerszym kontekscie.
Ależ manipulowani jesteśmy na każdym kroku! Rodzajów manipulacji jest wiele.
kazdy o tym wie:)
pozdrawiam
oj...
czyli klient to półgłowek?...! Bezwolna masa?
Pewnie bywa, że na fotografii się nie zna, (ale czy na pewno? i zawsze?!) ale marketingowcem może być lepszym od fotografa.
Chyba trochę zagalopowałeś...?
nie zagalopowalem. Nie znaczy to ze kogokolwiek obrazam tym co mowie. 99% klientow to bedą klienci, ktorzy siłą rzeczy mniej wiedzą o fotografii, a juz nie mowie o podejsciu danego fotografa do tej pracy.
TO nie jest ponizajace, to jest na zasadzie: zwykle dentysta sie zna lepiej na zebach niz klient. Zwykle- bo jak zwykle są wyjątki :)
W takim razie, dlaczego opis Twojego podejścia nie może (nie chcesz aby) wisieć od razu na stronie?
przede wszystkim sam nie mam przygotowanego wypracowania, ktore przesylam Mlodym. Staram sie zawsze indywidualnie podejsc do kwestii "uswiadamiania". Czesto klienci doceniają z marszu powiedzmy styl "reporterski" i tego nie trzeba im "tlumaczyc", to wynika z ich maila czy rozmowy telefonicznej. Moze wtedy bedzie miejsce aby pogadac o innym aspekcie ?
Po drugie: nie chcialbym wszystkich zanudzać swoją osobą poprzez strone www. Ja uwazam, ze zdjęcia muszą jakos tam chwycic za serce- wpierw- a pozniej ewentualnie reszta informacji. Chcialbym pokazywac sie klientowi, nie jako mądrala (na to mam fora), ktory dorabia filozofie do zdjec, ale przede wszystkim jako fotograf. Nie chce po prostu zaciemniac obrazu. Nie jestem biznesmanem ze swietnym pomyslem na marketing, ale po prostu fotografem. Niech ludzie patrzą na zdjecia i albo zagra albo nie.
Jako klient szerokim łukiem omijam te firmy, którym się wydaje, że wiedzą lepiej czego ja potrzebuję. ;)
Tak, czy siak, rozumiem Twoje podejście i nie mam nic do tego, bo to Twoja kalkulacja. Dla mnie (nadal w roli klienta) wizytówka/portfolio bez choćby szkicu oferty to za mało, bo dlaczego ja mam się starać? Chyba, że odpowiadasz również na maile o krótkiej treści: "wstępnie zainteresowany STOP czekam na kontakt STOP".
alez oczywiscie, czemu mam nie odpowiadac?? wysylam po prostu wtedy oferte...ewentualnie przesylam do innego fotografa...
Jesli piszesz, ze zdjecia to dla ciebie za mało aby wybrać fotografa (co ja mowie- aby w ogole zaczac z nim rozmowe) no to mozliwe, ze sie po prostu rozmijamy i ja Tobie nigdy nie zrobie zdjec i po krzyku. Dla mnie waZne jest- aby klient mnie "kupil" patrzac na zdjecia. TO jest jedyne sensowne dla mnie kryterium.
donkiszot
18-03-2010, 23:31
[...]zwykle dentysta sie zna lepiej na zebach niz klient.[...]
Zwykle też klient wie czego chce (choć czasem nie potrafi tego sprecyzować), czy chce aby go ząb dziś nie bolał pod każdym warunkiem, czy woli aby jeszcze trochę pobolał, ale dłużej pomieszkał w jego jamie ustnej. Wie czy woli tanią plombę czy droższą itd.
Fotograf ma wiedzieć jak spełnić oczekiwania, albo poinformować, że nie jest wstanie tego zrobić.
[...]Jesli piszesz, ze zdjecia to dla ciebie za mało aby wybrać fotografa (co ja mowie- aby w ogole zaczac z nim rozmowe) no to mozliwe, ze sie po prostu rozmijamy i ja Tobie nigdy nie zrobie zdjec i po krzyku.
Chodzi mi tylko o to, żebym wiedział dlaczego mam do Ciebie napisać?
Odwiedziłem przed chwilą Twoje WWW i tekst: "Zapraszamy do współpracy! Napisz do nas, zapytaj o termin i sprawdź ofertę" mi nic nie mówi dlaczego muszę się wysilać i wyciągać do Ciebie rękę jako pierwszy.
Zdjęcia. Tak, zdjęcia są najważniejsze. W przypadku gdybym Twoje zdjęcia (abstrahując od ocen) podobałyby mi się niesamowicie, to tak, napisałbym. W sytuacji gdym stawiał Twoje zdjęcia na równi z kilkoma innymi fotografami, najpierw odezwałbym się do tego z jasną ofertą (nie mylić z konkretnym cennikiem).
Jeśli jest to swego rodzaju filtr jaki stosujesz dla przesiania klientów, to OK — filtr działa i ja go rozumiem.
99% klientow to bedą klienci, ktorzy siłą rzeczy mniej wiedzą o fotografii, .
Mniej nie znaczy, że nie wie nic, tym bardziej nie znaczy, że nie wie czego chce, inna sprawa, że najczęściej nie potrafi fachowo o tym mówić.
zwykle dentysta sie zna lepiej na zebach niz klient. Zwykle- bo jak zwykle są wyjątki :)
A jasne!
Tylko czasami...dentysta też chodzi do ...dentysty:)
Czy nie?:D
A poza tym jeśli to dentysta usiłuje mi wmówić, na którą plombę mnie stać (?!).... a jej cenę uzależnia od samochodu jakim podjeżdżam pod gabinet..., to mnie się takie podejście nie podoba.
Mówię za siebie, innym (pacjentom/klientom) może to zupełnie nie przeszkadzać. :)
Na chłodno - wniosek z tego wątku jest taki:
dla świadczącyh usługi wygodniej jest cen nie podawać (podano już wiele uzasadnień... jednak generalnie jest chyba za dużo foto ślubnych). Nie wszystkim klientom to odpowiada (przyczyny też podano).
Chyba faktycznie nic nowego w tym wątku się nie wydarzy.
Pozdrawiam
Zwykle też klient wie czego chce (choć czasem nie potrafi tego sprecyzować), czy chce aby go ząb dziś nie bolał pod każdym warunkiem, czy woli aby jeszcze trochę pobolał, ale dłużej pomieszkał w jego jamie ustnej. Wie czy woli tanią plombę czy droższą itd.
Fotograf ma wiedzieć jak spełnić oczekiwania, albo poinformować, że nie jest wstanie tego zrobić.
klient chce zawsze tylko jednego z grubsza:) zdjec dobrych , zdjec oryginalnych, ładnych :) a reszte sobie dopowiedz....
Chodzi mi tylko o to, żebym wiedział dlaczego mam do Ciebie napisać?
.
ale dlaczego masz napisac??
zdjecia nie ujely cie za serce- nie piszesz :) nic dla mnie nowego, nie twierdze ze mam folio o ktore wszyscy ludzie sie zabijają. pisze natomiast, ze szukam klientow, ktorym zdjecia sie spodobają. Wlasnie ZDJECIA- przed ceną, przed filozofią, przed ofertą (np czy daje tylko 6 albumów czy moze wiecej ;)?)
Klient tak na prawde chce dobrych zdjec- czyz nie tak ??
cena i oferta w tym ukladzie to sprawa drugorzędna. TO jest wlasnie uczciwe podejscie :)
moze to jest moja projekcja pod wplywem Twojego stylu pisania. Sam nie wiem z czego on wynika, czy z braku Twojej umiejetnosci rzeczowego wyslowenia sie (przekazania glownych intencji) czy sam nie wiem z czego....bo piszesz jasno- tyle ze zwyle nie wiadomo co masz tak na prawde na mysli w szerszym kontekscie.
Niewykluczone, że wypowiadam się w specyficzny sposób. Jesteś pierwszym, który zwrócił mi na to uwagę. Gdzieś się zakręcę w swoich rozmyślaniach, coś napiszę, co trudno odnieść do szerszego kontekstu bez dodatkowych wyjaśnień. Pomyślę o tym, dziękuję.
Wlasnie ZDJECIA- przed ceną, przed filozofią, przed ofertą (np czy daje tylko 6 albumów czy moze wiecej ;)?)
Oczywista oczywistość. U mnie jest tak, że najpierw ludzie oglądają portfolio, jak im się spodoba to gadamy dalej, jak niezbyt to nawet nie strzępię języka. Paru problemowych klientów wysłałem do konkurencji :)
Chodzi mi tylko o to, żebym wiedział dlaczego mam do Ciebie napisać?
Odwiedziłem przed chwilą Twoje WWW i tekst: "Zapraszamy do współpracy! Napisz do nas, zapytaj o termin i sprawdź ofertę" mi nic nie mówi dlaczego muszę się wysilać i wyciągać do Ciebie rękę jako pierwszy.
Zdjęcia. Tak, zdjęcia są najważniejsze. W przypadku gdybym Twoje zdjęcia (abstrahując od ocen) podobałyby mi się niesamowicie, to tak, napisałbym. W sytuacji gdym stawiał Twoje zdjęcia na równi z kilkoma innymi fotografami, najpierw odezwałbym się do tego z jasną ofertą (nie mylić z konkretnym cennikiem).
Jeśli jest to swego rodzaju filtr jaki stosujesz dla przesiania klientów, to OK — filtr działa i ja go rozumiem.
witam
Pozwolę sobie podywagować w imieniu kroolik`a jeśli można... :)
donkiszot,
załóżmy więc, że zdjęcia kroolik`a Ci się spodobały, spodobały Ci się również zdjęcia trzech innych fotografów których znalazłeś w necie (którzy cenniki mają na stronach lub nie). Postanawiasz rozesłać więc do każdego z nich zapytania o dokładną cenę (precyzujesz dokładniej oczekiwania, termin, lokalizację).
kroolik odpowiada jako pierwszy i błyskawicznie np po pól godzinie dzwoni do Ciebie, ustala szczegóły, chce się dowiedzieć czego byś oczekiwał, ewentualnie podpowiada jakieś swoje pomysły - ogólnie rozmowa toczy się sympatycznie a Ty widzisz, że masz do czynienia z profesjonalistą i fajnym człowiekiem.
Z pozostałej trójki fotografów do których pisałeś jeden nie odpisał wcale (pewnie ma za dużo zleceń), drugi odpisał mailem:"- Tak jak najbardziej, chętnie się podejmę tego zlecenia " Trzeci dzwoni na drugi dzień, ale rozmowa z nim nie szła już tak dobrze - po prostu nie był zbyt komunikatywny.
Pytanie: którego fotografa tu wybrać (kroolik jest trochę droższy ale...)
To tak w wielkim, WIELKIM uproszczeniu, ale o taki tok rozumowanie chodzi przy sprzedaży tego typu. Żeby zrobić jak najlepsze wrażenie, (nie po to żeby złupić zmanipulować jak niektórzy podejrzewają...)
Zazwyczaj klient woli "dać zarobić" osobie którą po prostu szanuje i u której widzi, że też go szanuje(rozumie) jako klienta/człowieka.
Pewnie jak się kroolikowi biznes foto na dobre rozwinie, to już umieści cennik na stronie ale wtedy w cenniku będzie stała kwota 2 x wyższa niż podaje teraz przez telefon, a zleceń będzie miał aż do końca roku (następnego) :)
Rozpisałem się strasznie - ja tak to rozumiem, a mnie wzięło na pisanie bo wątek jest przedni :)
p.s.
fotografii ślubnej nie praktykuję - w ogóle amator
p.s.2
kroolik przepraszam, że tak na Twoim przykładzie - jak coś źle to zrugaj :)
donkiszot
19-03-2010, 00:33
[...]Klient tak na prawde chce dobrych zdjec- czyz nie tak ??
cena i oferta w tym ukladzie to sprawa drugorzędna. TO jest wlasnie uczciwe podejscie :)
Zgoda, brak oferty na stronie filtruje zapytania. Dzięki temu o ofertę pytają, w większości, klienci, którzy prawdopodobnie będą zadowoleni z usługi, którzy chcą właśnie tego fotografa.
Trochę uprościłem, ale jest to poważny argument.
[...]donkiszot, załóżmy więc[...]
Znacznie wcześniej odpowiedziałem na Twoje pytanie:
[...]Zgodzę się, że nie jest to najważniejszy aspekt w sprawie, ale moim zdaniem warto go również rozważyć.[...]
A poza tym jeśli to dentysta usiłuje mi wmówić, na którą plombę mnie stać (?!).... a jej cenę uzależnia od samochodu jakim podjeżdżam pod gabinet..., to mnie się takie podejście nie podoba.
Masz pewność, że tak nie jest? Akurat w przypadku dentysty to ma on szerooookie pole do tego typu zagrywek.
Ba, nie będziesz nawet wiedziała czy rzeczywiście wstawił Ci tę droższą za którą zapłaciłaś. Słabe porównanie :)
Masz pewność, że tak nie jest? Akurat w przypadku dentysty to ma on szerooookie pole do tego typu zagrywek.
Ba, nie będziesz nawet wiedziała czy rzeczywiście wstawił Ci tę droższą za którą zapłaciłaś. Słabe porównanie :)
No wiadomo - pacjent jest w tym starciu od początku na straconej pozycji;) - choćby z powodu niemożności ustnej komunikacji;)
Tyle, że trochę o co innego mi chodziło...
Porównania jako pierwszy użył kroolik:)
Niewykluczone, że wypowiadam się w specyficzny sposób. Jesteś pierwszym, który zwrócił mi na to uwagę. Gdzieś się zakręcę w swoich rozmyślaniach, coś napiszę, co trudno odnieść do szerszego kontekstu bez dodatkowych wyjaśnień. Pomyślę o tym, dziękuję.
dzieki.
wychodze z zalozenia, ze nie ma ludzi, mających złe intencje (zło całkowite nie istnieje;))- zwykle rozbija sie po prostu o podstawowe niezrozumienie siebie nawzajem.
Oczywista oczywistość. U mnie jest tak, że najpierw ludzie oglądają portfolio, jak im się spodoba to gadamy dalej, jak niezbyt to nawet nie strzępię języka. Paru problemowych klientów wysłałem do konkurencji :)
własnie. to jest podstawa dla kazdego "uczciwego" fotografa. Niezaleznie od poziomu jaki prezentuje (moze to byc fotoziutek lub TOP) jesli fotograf opiera swoją sprzedaz o wlasne zdjecia- no to mysle ze wszystko jest na wlasciwym miejscu.
kroolik przepraszam, że tak na Twoim przykładzie - jak coś źle to zrugaj :)
spoko, dobrze to napisales.
kontakt rzecz wazna- jak juz pisalem 15 stron temu: dla dwóch stron.
Czasem podnosze słuchawke i slysze, ze to nie bedzie na pewno moj klient (nie mam rentgena w oczach) ale mysle ze kazdy tak potrafi. Lubie po prostu klientów, ktorzy docenili moje zdjecia (a to slychać z tonu rozmowy), nie przejmuje sie zbytnio takimi, ktorzy słysze- ze dzwonią tylko tak informacyjnie o cene bo zwykle to nie łaczy sie z podpisaniem Umowy.
Jeszcze przyklad z naszego podwórka fotografa ślubnego, ktory- mozna chyba uznać - stosuje przeciwny model (przynajmniej do mojego) tzn NIE zdjecia mają zachwywac (bo nawet nie ma tych zdjec za wiele na stronie) ale wszystko inne czyli wysoka cena (pakiety nawet po 80 tys złotych-sic!, cennik na stronie) no i cala otoczka. Warto zobaczyć kto jeszcze nie widzial.
http://www.arteemark.com/
[podaje dla tych co jeszcze swiecie wierzą ze cena na stronie to automatycznie zdrowe podejscie, a brak ceny to automatycznie cwaniactwo, przyklad z linka moze dać do myslenia nad rynkeim ogolnie, nad klientami, nad fotografami]
muszę przyznać, że i ja zostałem prawie przekonany... jedna z moich ostatnich wątpliwości: czy przeciąganie tematu wynagrodzenia nie bywa niezręczne / uciążliwe ? Czy zawsze udaje się Wam negocjacje cenowe zostawić do ostatniej chwili tj. spotkania ?
jedna z moich ostatnich wątpliwości: czy przeciąganie tematu wynagrodzenia nie bywa niezręczne / uciążliwe ? Czy zawsze udaje się Wam negocjacje cenowe zostawić do ostatniej chwili tj. spotkania ?
mowie za siebie (ale niech sie odezwą ci co robią inaczej): nie przeciagam do "ostatniej chwili" podanie ceny.
Cene podaje wtedy kiedy klient sobie tego zyczy. Jesli w pierwszym mailu PM prosi o podanie cen (a przeciez zazwyczaj tak jest): no to w mojej odpowiedzi leci juz moj cennik (wczesniej juz wiem od PM- co, gdzie, jak...), dodaje tez czasem zdanie czy dwa: ze chetnie opisze szczegoly...A jesli Mlodzi chcą rezerwowac termin to koniecznei mowie im/wysylam informacje aby swiadomie mnei wybrali (abym sam mial jak najmniej problemow w przyszlosci)
Nie mialem sam sytuacji, kiedy po wymianie mailowej lub/i telefonicznej dochodzi do spotkania, a Mlodzi nadal nie wiedzą ile bedzie to kosztowalo. Sam tracilbym wtedy wiele czasu na same spotkania- na obecną chwilę mam wiecej zapytan niz podpisanych Umow :) Oczywiscie- jesli Mlodzi chcą sie spotkac, nie chca znac wczesniej ceny- czemu nie?? z tym ze cos takiego mi sie nie zdazylo jeszcze. Spotkanie z PM w moim przypadku to zobaczenie przez PM odbitek, porozmawianie o szczegolach i zawsze podspisanie Umowy. Przynajmniej tak jest do tej pory.
Jak się to ma zatem do ustalania ceny na podstawie tak wielu czynników, jak to było pisane w tym wątku, skoro i tak masz już gotowy cennik, który jesteś gotów przesłać? Czy to cennik tak szczegółowy, że uwzględnia różne czynniki wpływające na cenę?
Fucile: ja nie jestem na tym etapie co Adam Trzcionka, ktory moze sobie pozwalać na tak rozne rozpiętości w wycenie uslugi. Zwykle na razie wesela mam z grubsza na jedno kopyto: nie jak Adam: to tu, to tam, to na 400 osób, to w łodzi podwodnej na 40, to u podnózy Mont Everestu itd ;)
Oczywiscie w pewnym stopniu moja cena tez jest ruchoma. Bo jesli zapyta mnie ktos o termin styczniowy, lub w polowie tygodnia- to chetnie dam inną cene. Generalnie jednak moj cennik jest dosyc sztywny (na chwile obecną), a nie pokazuje go na stronie z wymienionych wczesniej powodów:
- moge polecic znajomemy PM w przypadku, gdy sam mam termin zajety,
- mam lepsze rozeznanie w stosunku ilosci zapytan do podpisanych umow, skutecznosci reklamy itd itd
- mam mozliwosc złapania kontaktu z klientem,
- nie strasze od razu ceną, daje czas klientowi aby mogl mnie "kupic" jeszcze przed uslyszeniem ceny (czyli na podstawie zdjec a nie dobrego marketingu czy bogatej ofery w postaci wielu odbitek itd...)
Zwykle na razie wesela mam z grubsza na jedno kopyto: nie jak Adam: to tu, to tam, to na 400 osób, to w łodzi podwodnej na 40, to u podnózy Mont Everestu itd ;)
kroolik, no i błąd ! Nie pisz tak! Co u Ciebie z marketingiem? Pisz właśnie, że masz na 500 (nie 400), na promie kosmicznym, a potem na Cejlonie... ;)
Ja na przykład teraz będę fotografował Cindy Crowford, stara już trochę, ale co tam... chciała zdjęcia to jej zrobię. Potem focę jakiś rozwód w Emiratach, a stamtąd szybciutko na reportaż o gwiazdach porno do USA... :-P Dniówka 10 tyś. $ więc chyba warto... :-P
;)
ps. Aha, szukam kogoś do trzymania blendy, 3 tyś. $ za dzień.
Ja na przykład teraz będę fotografował Cindy Crowford, stara już trochę, ale co tam... chciała zdjęcia to jej zrobię. Potem focę jakiś rozwód w Emiratach, a stamtąd szybciutko na reportaż o gwiazdach porno do USA... :-P Dniówka 10 tyś. $ więc chyba warto... :-P
a ja pale faje, zuje gume... pale faje za faja... ;)
przemo napelniaj ostrozniej...
a ja pale faje, zuje gume... pale faje za faja... ;)
przemo napelniaj ostrozniej...
Nie wierzysz... ? No coś Ty... ;)
[quote=prz3mo;1813383]Nie wierzysz... ? No coś Ty... ;)
mniej wiecej tak samo, jak we wszystko co jest w tym watku napisane ;)
ale sledze uwaznie... ;)
@prz3mo: napisalem co napisalem i doszlo do mnie od razu: "co za marketingowiec z ciebie" :)?? tak, faktycznie nie jestem w tym mocny. Nie chce mi sie- po prostu. Np nie chce mi sie mowic Mlodym: "cene wam podan na spotkaniu, wiecie- to jest temat szeroki i ciezko to ugryzc przez telefon" itd....trace tym samym jakas czesc klientow.
Interesują mnie zdjecia, jestem niepoprawnym idealistą :)
Lubie zdjecia i lubie robic zdjecia. Nawet jak nie bede na tym TOPIE- to bede mial satysfakcje ze jestem tym kim chce byc- a po prostu chcialbym byc fotografem. Takie to głupie ze pozostaje sie tylko posmiac z samego siebie:)
Reszta albo przyjdzie sama, albo nie przyjdzie.
ide na streeta, piękna pogoda.
pozdrowienia
rozwód w Emiratach,
;)
ja bym się pisał na obejrzenie tego fotoreportażu.
O mało co ze stołka nie spadłem.... :smile:;)
Nie przejmuj się prz3mo niedowiarki zawsze się znajdą ;)
--Arkadia--
19-03-2010, 11:48
...to jest temat szeroki i ciezko to ugryzc przez telefon" itd....trace tym samym jakas czesc klientow.
Zdecydowanie - telefon służy do tego aby umówić się na spotkanie a nie sprzedawac przez tel. a już na 100% nie usługi
Zresztą jak ktoś wcześniej napisał - doprowadzenie do spotkania to 80% sukcesu - zgadzam sięz tym w 100%
@prz3mo: napisalem co napisalem i doszlo do mnie od razu: "co za marketingowiec z ciebie" :)?? tak, faktycznie nie jestem w tym mocny. Nie chce mi sie- po prostu. Np nie chce mi sie mowic Mlodym: "cene wam podan na spotkaniu, wiecie- to jest temat szeroki i ciezko to ugryzc przez telefon" itd....trace tym samym jakas czesc klientow.
Naprawdę potraktowałeś poważnie to co napisałem? :shock:
ja bym się pisał na obejrzenie tego fotoreportażu.
O mało co ze stołka nie spadłem.... :smile:;)
Staaaary ! Wiesz jakie kadry !? Przykład: małżonka celuje w męża na sali sądowej torebką. A więc dynamicznie pokazany lot torebki, zdalnie lampy wyzwalane, dość długi czas i błysk na drugą kurtynę, by pokazać ruch ;)
Potem podział majątku, a więc pokazany szerokim szkłem garaż z Ferrrari, Porsche, Cobra, Lambo i takie tam wozidła... Następnie zbliżenia na detale itd...itd...
Na końcu zabawa rozwodowa, wiara się bawi, zaproszeni są goście nowych "miłości" obojga rozwodzących się małżonkow...
Zabawa do samego rana, nie ma oczepin oczywiście, ale są zabawy. Np. były mąż wymienia imiona kobiet, z którymi zdradził żoną, a żona (już była, po to po rozprawie) ma za zadanie odgadnąć czy dane imię to prawda czy fałsz.
Druga zabawa - byli małżonkowie wykrzykują jaki to ich partner był słaby w łóżku (typu: Masz w wzwodzie 8cm !!! ), a goście oceniają który z małżonków był rzeczywiście słaby w łóżku, czy on z 8cm, czy ona, bo nie umiała mężowi <cenzura>
Ogólnie wesoło :-P
;)
Adam Trzcionka
19-03-2010, 12:43
no ale chwila, to jest opcja nie podawania ceny przed spotkaniem? jaki to ma sens?
tego już sobie nie wyobrażam i to jest faktycznie bazarowe kuglarstwo :)
klient wysyła zapytania - zakres taki i siaki, wtedy i tu - ja wysyłam ofertę cenową;
jeśli oferta odpowiada klientowi spotykamy się.
na inne rozwiązania, a właściwie podchody - szkoda realnego czasu.
no ale chwila, to jest opcja nie podawania ceny przed spotkaniem? jaki to ma sens?
tego już sobie nie wyobrażam i to jest faktycznie bazarowe kuglarstwo :)
Wydaje mi się, że to ściema, że ktoś nie podaje cen przez tel. czy maila, a dopiero wtedy jak para zdecyduje się na spotkanie.
Obstawiam, że większość par w takim przypadku raczej nie chciałaby się w ogóle spotkać... no chyba, że rzeczywiście zdjęcia powaliły ich na kolana i cena nie ma dla nich ŻADNEGO znaczenia.
--Arkadia--
19-03-2010, 13:15
no ale chwila, to jest opcja nie podawania ceny przed spotkaniem? jaki to ma sens?
tego już sobie nie wyobrażam i to jest faktycznie bazarowe kuglarstwo :)
klient wysyła zapytania - zakres taki i siaki, wtedy i tu - ja wysyłam ofertę cenową;
jeśli oferta odpowiada klientowi spotykamy się.
na inne rozwiązania, a właściwie podchody - szkoda realnego czasu.
Ja napisałem,że nie podaję ceny przez tel. bo ile razy zdarzyło się Wam, że ktoś dzwoni i mówi :
Dzien dobry znalazłam Pana www - jaka jest cena ślubu.... itp. zgadnijcie jaka bedzie reakcja jak padnie odpowiedz z waszej strony np. 3500zl :) - najczesciej zakonczy to rozmowe, niejednokrotnie miła Pani ewentualnie dopyta ile jest zdjec wtej cenie itp., podziekuje i sie rozłaczy. Owszem czasami znajdzie się jakiś "rodzynek" z ktorym podpiszemy w ten sposób umowe ale ile tego bedzie 1 szt, 2 szt. max!
Osobiście 5 lat byłem handlowcem i praktykuje to czego nauczyli mnie na szkoleniach - a jedną główną zasadą było nie podawanie cen przez telefon (doprowadzenie do spotkania),bo jak klient ma poczuć wartość Twoich prac,albumów bez spotkania? - nierealne! Dwa to dobra okazja, zeby poznać klienta, jego oczekiwania wobec nas
Ja napisałem,że nie podaję ceny przez tel. bo ile razy zdarzyło się Wam, że ktoś dzwoni i mówi :
Dzien dobry znalazłam Pana www - jaka jest cena ślubu.... itp. zgadnijcie jaka bedzie reakcja jak padnie odpowiedz z waszej strony np. 3500zl :) - najczesciej zakonczy to rozmowe, niejednokrotnie miła Pani ewentualnie dopyta ile jest zdjec wtej cenie itp., podziekuje i sie rozłaczy. Owszem czasami znajdzie się jakiś "rodzynek" z ktorym podpiszemy w ten sposób umowe ale ile tego bedzie 1 szt, 2 szt. max!
Osobiście 5 lat byłem handlowcem i praktykuje to czego nauczyli mnie na szkoleniach - a jedną główną zasadą było nie podawanie cen przez telefon (doprowadzenie do spotkania),bo jak klient ma poczuć wartość Twoich prac,albumów bez spotkania? - nierealne! Dwa to dobra okazja, zeby poznać klienta, jego oczekiwania wobec nas
ciekawe ale to u ciebie tylko w mieście stosujesz? bo chyba nie jedziesz do innego miasta na spotkanie które może zakończyć się fiaskiem?
Ja napisałem,że nie podaję ceny przez tel. bo ile razy zdarzyło się Wam, że ktoś dzwoni i mówi :
Dzien dobry znalazłam Pana www - jaka jest cena ślubu.... itp. zgadnijcie jaka bedzie reakcja jak padnie odpowiedz z waszej strony np. 3500zl :) - najczesciej zakonczy to rozmowe, niejednokrotnie miła Pani ewentualnie dopyta ile jest zdjec wtej cenie itp., podziekuje i sie rozłaczy. Owszem czasami znajdzie się jakiś "rodzynek" z ktorym podpiszemy w ten sposób umowe ale ile tego bedzie 1 szt, 2 szt. max!
Osobiście 5 lat byłem handlowcem i praktykuje to czego nauczyli mnie na szkoleniach - a jedną główną zasadą było nie podawanie cen przez telefon (doprowadzenie do spotkania),bo jak klient ma poczuć wartość Twoich prac,albumów bez spotkania? - nierealne! Dwa to dobra okazja, zeby poznać klienta, jego oczekiwania wobec nas
Pary nie są zdziwione, że nie chcesz przez telefon podać ceny? Nie podajesz nawet orientacyjnej?
--Arkadia--
19-03-2010, 13:38
ciekawe ale to u ciebie tylko w mieście stosujesz? bo chyba nie jedziesz do innego miasta na spotkanie które może zakończyć się fiaskiem?
zdecydowanie nie jade do innego miasta/kraju na spotkanie. w XXI wieku mozna to zalatwic mailowo,faxem, pocztą tradycyjna, jednak odpowiednia kolejnosc w odpowiednim momencie.
--Arkadia--
19-03-2010, 13:39
Pary nie są zdziwione, że nie chcesz przez telefon podać ceny? Nie podajesz nawet orientacyjnej?
Nie sa zdziwione - odpieranie argumentów to podstawa - oczywiscie musi byc to logiczne i sensowne ;-)
a tak z ciekawości trochę niezdrowej ;) często dzwoni do was konkurencja pytać o cenę? jak ich wyczuwacie? ;)
Na końcu zabawa rozwodowa, wiara się bawi
to jest świetny pomysł na biznes ;)
nbiedługo śluby sie kończa więc
Według GUS, w Polsce wskaźnik wzrostu rozwodów jest już dwa razy wyższy niż zawieranych małżeństw. Ze statystyk wynika, że coraz częściej rozpadają się związki o krótkim stażu, średni staż rozwodników to 7 - 13 lat, najczęściej na rozwód decydują się trzydziestoparolatkowie.
a tutaj przyjecia_rozwodowe_czyli_oswajanie_bolesnego_proc ederu (http://www.wiadomosci24.pl/artykul/przyjecia_rozwodowe_czyli_oswajanie_bolesnego_proc ederu_72177.html)
Nie sa zdziwione - odpieranie argumentów to podstawa - oczywiscie musi byc to logiczne i sensowne ;-)
Po części ma to sens. Tak jak napisałeś wcześniej, inaczej wygląda zdjęcia na stronie www, a inaczej wydrukowane na dobrym papierze w dużym formacie... ale czy część ludzi nie obawia się sytuacji, że jak podasz im cenę na żywo, a oni spodziewali się niższej, to poczują się niezręcznie? Jednak jest grupa ludzi, która nie lubi dać poznać, że "nie stać ich na daną usługę czy produkt".
Przez telefon nie widać reakcji i starczy rzucić lakonicznie "ok, przemyślimy z narzeczonym kwestię i jakby co to się jeszcze odezwiemy..."
Według GUS, w Polsce wskaźnik wzrostu rozwodów jest już dwa razy wyższy niż zawieranych małżeństw. Ze statystyk wynika, że coraz częściej rozpadają się związki o krótkim stażu, średni staż rozwodników to 7 - 13 lat, najczęściej na rozwód decydują się trzydziestoparolatkowie.
na dodatek ostatnio w radio słyszałem info, że województwem gdzie jest największa ilość rozwodów jest właśnie moje, czyli lubuskie :)
Chyba z zachodu idzie ta moda, że nie próbuje się ratować związków, tylko podejmuje szybką decyzję o zakończeniu związku...
choć podobno na takich przjęciach eks-małżonkowie drą wspólną fotografię ;)
--Arkadia--
19-03-2010, 13:51
Po części ma to sens. Tak jak napisałeś wcześniej, inaczej wygląda zdjęcia na stronie www, a inaczej wydrukowane na dobrym papierze w dużym formacie... ale czy część ludzi nie obawia się sytuacji, że jak podasz im cenę na żywo, a oni spodziewali się niższej, to poczują się niezręcznie?
Nie dlaczego - wtedy siadamy i główkujemy wspólnie jak zrobić żeby było taniej - czytaj mniejsza ilość zdjęć, gorszy album, mniej rozkładówk w fotoksiążce, mniej godzin mojej pracy np. bez przygotowań.
Nie dlaczego - wtedy siadamy i główkujemy wspólnie jak zrobić żeby było taniej - czytaj mniejsza ilość zdjęć, gorszy album, mniej rozkładówk w fotoksiążce, mniej godzin mojej pracy np. bez przygotowań.
Pytałem raczej o sytuację przed spotkaniem. Czy nie obawiają się takiej "konfrontacji" :)
No chyba, że jak się umawiacie przez tel. to od razu dajesz im do zrozumienia, że "się dogadamy". To zmienia wtedy postać rzeczy.
--Arkadia--
19-03-2010, 13:57
Pytałem raczej o sytuację przed spotkaniem. Czy nie obawiają się takiej "konfrontacji" :)
No chyba, że jak się umawiacie przez tel. to od razu dajesz im do zrozumienia, że "się dogadamy". To zmienia wtedy postać rzeczy.
niee nei stosuje czegos takeigo "dogadamy sie " tak naprawdę - najczęsciej jest tak, że potencjalni klienci znaja ceny "startowe" przed spotkaniem. Szczególnie Ci, którzy nei mogą przybyć na spotkanie bo sa w UK, IRL, lub w innym mieście.
najczęsciej jest tak, że potencjalni klienci znaja ceny "startowe" przed spotkaniem.
Noo, czyli jednak...
--Arkadia--
19-03-2010, 14:03
Noo, czyli jednak...
tak jednak nigdy nie przez telefon i wszystko w odpowiednim czasie.
a dlaczego to niby cena 3500,- miałaby kończyć rozmowę? Temat następnego wątku - Ile bierzecie za śluby ;-)
--Arkadia--
19-03-2010, 14:06
a dlaczego to niby cena 3500,- miałaby kończyć rozmowę? Temat następnego wątku - Ile bierzecie za śluby ;-)
to był przykład - w miejsce 3500 zł możesz wstawic 8.000 lub nawet 80.000 :) jak dla mnie bez różnicy schemat działania jest prawie taki sam :evil:
ok, bo zrozumiałem że 3500 zł to jakaś kosmiczna cena...
--Arkadia--
19-03-2010, 14:13
ok, bo zrozumiałem że 3500 zł to jakaś kosmiczna cena...
Zdziwiłbys się ale dla niektórych klientów to nawet 1500zł jest ceną zaporową i oczekują, że profi fotograf zrobi im to za np. 400 zł jak się ostatnio dowiedziałem od kolegi z forum, którego serdecznie pozdrawiam :)
marszull
19-03-2010, 14:55
ciekawe czy jak robia przyjecie to tez licza ze calosc zamknie sie w 10zl na osobe razem z alkoholem?
przepraszam za offtop
Miałem taką klientkę co myślała że jej zrobię sam ślub za 400zł. Żeby było mało to miał być ślub i chrzest za jednym zamachem. Oczywiście 2 albumy itp. Powiedziałem jej że takie rzeczy to tylko w erze. Na drugi dzień zadzwoniła i z wielką satysfakcją powiedziała że znalazła sobie już kogoś za 400zł razem z filmowaniem!
--Arkadia--
19-03-2010, 15:34
Miałem taką klientkę co myślała że jej zrobię sam ślub za 400zł. Żeby było mało to miał być ślub i chrzest za jednym zamachem. Oczywiście 2 albumy itp. Powiedziałem jej że takie rzeczy to tylko w erze. Na drugi dzień zadzwoniła i z wielką satysfakcją powiedziała że znalazła sobie już kogoś za 400zł razem z filmowaniem!
Świetnie - ciekawe czy będzie równie szczęśliwa po tym jak już otrzyma to za co zapłaciła te 400zł :mrgreen:
rychu_lhotse
19-03-2010, 15:39
Świetnie - ciekawe czy będzie równie szczęśliwa po tym jak już otrzyma to za co zapłaciła te 400zł :mrgreen:
Uwierz mi,będzie :mrgreen:.Takie osoby nie mają wielkich wymagań....wychodzą z założenia,zdjęcie jest zdjęcie.Najważniejsze,że tanio :).
--Arkadia--
19-03-2010, 15:41
Uwierz mi,będzie :mrgreen:.Takie osoby nie mają wielkich wymagań....wychodzą z założenia,zdjęcie jest zdjęcie.Najważniejsze,że tanio :).
Tak albo skonczy sie to tak http://www.youtube.com/watch?v=js7RzcdDcMs
hehe, wątek juz sie chylil milo ku zachodowi...a tu przychodzi Arkadia i wszystko rozwala ;)
Jak widac są rozne podejscia- mozna tez zwlekać z podaniem ceny - jak widac.
Faktycznie w handlu dązy sie do spotkania. Duzo latwiej wtedy cos sprzedac. Ja wlasnie niecaly rok temu zrezygnowalem z bycia przedstawicielem handlowym (co mnie męczyło) i zostalem fotografem :)
Arkadia: nic nie sugeruje, nie doszukuj sie zlych intencji, raczej mam po prostu dobry humor :) niech kazdy robi tak aby bylo dobrze :D
--Arkadia--
19-03-2010, 16:12
Ja wlasnie niecaly rok temu zrezygnowalem z bycia przedstawicielem handlowym (co mnie męczyło) i zostalem fotografem :)
Ok z etatu w firmie odszedłes, natomiast jako fotograf też musisz być dobrym handlowcem - dobre zdjęcia nie wystarczą, trzeba umieć sprzedać to co oferujesz i dostać tyle ile sobie za to życzysz
Ok z etatu w firmie odszedłes, natomiast jako fotograf też musisz być dobrym handlowcem - dobre zdjęcia nie wystarczą, trzeba umieć sprzedać to co oferujesz i dostać tyle ile sobie za to życzysz
jest w tym racja, choc to juz na inny wątek ..
I jak się ma to skromne 400 ( z filmowaniem:) do 86 tysięcy innego fotografa:) Można? Można:)))) Przepraszam za OT, ale musiałem....
bialogardzianin
22-03-2010, 13:40
Czy dostajecie zapytania emailem np. takiej treści, pełen cytat: "Witam, chciałabym spytac o koszt sesji ślubnej (cała oferta) oraz osobno o koszt sesji plenerowej? Pozdrawiam"?
Ja dostaję. Czasami jak mam zajęty termin to para decyduje się na sam plener.
bialogardzianin
22-03-2010, 13:59
Ja dostaję. Czasami jak mam zajęty termin to para decyduje się na sam plener.
Dzięki za odp. Mi nie chodzi tyle o to czy cały fotoreportaż czy tylko sam plener bo to oczywiste, tylko o formę zapytania- 1 zdanie i to bez zapytania o najważniejszą rzecz- termin, bez słowa komentarza do obejrzanych zdjęć (zakłądam, że się spodobały). To co wyżej wkleiłem to cała treść maila! Zastanawiam się czy to nie wywiad o cenę po prostu.
Dzięki za odp. Mi nie chodzi tyle o to czy cały fotoreportaż czy tylko sam plener bo to oczywiste, tylko o formę zapytania- 1 zdanie i to bez zapytania o najważniejszą rzecz- termin, bez słowa komentarza do obejrzanych zdjęć (zakłądam, że się spodobały). To co wyżej wkleiłem to cała treść maila! Zastanawiam się czy to nie wywiad o cenę po prostu.
Tego nigdy nie można wykluczyć. Konkurencja nie śpi ;)
rychu_lhotse
22-03-2010, 15:23
Dlatego nie ma co patrzeć na ceny tylko polepszać jakość zdjęć,kadrów,obróbki.Jeśli para pyta o cenę i tylko oto to jest to delikatna informacja dla mnie,że mam do czynienia z pytaczami szukającymi najtańszej oferty i szansa że wybiorą mnie jest nikła.Ja np.nie mam cen ''pływających'',są konkretne dla poszczególnych pakietów i nie preferuję licytowania o każdą zł. Uważam,że fotografia to nie bazar z koszulkami gdzie przebijamy się o zł by mieć taniej niż konkurencja.Jak zdjęcia są dobre to Naszą cenę obronią.
Jeśli para pyta o cenę i tylko oto to jest to delikatna informacja dla mnie,że mam do czynienia z pytaczami szukającymi najtańszej oferty
Już chyba przesadzacie... a o co mają pytać, o to jaki jest Twój ulubiony obiektyw? Wiadomo, że para sobie wybiera paru fotografów, których zdjęcia im się podobają i wybiera z nich najtańszego... To, że nie zaklepuje od razu terminu, to nie znaczy, że nie są zainteresowani.
robin102
22-03-2010, 22:14
Czy dostajecie zapytania emailem np. takiej treści, pełen cytat: "Witam, chciałabym spytac o koszt sesji ślubnej (cała oferta) oraz osobno o koszt sesji plenerowej? Pozdrawiam"?
Bardzo częsta sprawa u pewnej grupy klienckiej. Ślą maile hurtowo do wielu fotografów ze swego regionu i potem wybierają, według jakiego klucza ? licho ich wie :) oczywiście z tych co maja wolna datę.
Takich rzeczy nie robią klienci którzy chcą mieć na ślubie tylko i tylko tego konkretnego fotografa bo im się podoba jego praca, albo w środowisku trzeba będzie mówić, a wiesz u mnie na Ślubie to fotografował ten L. czy F
Odkopię trochę, bo nie chcę zakładać nowego tematu, a ten nawet pasuje ;)
Dostałam właśnie telefon od klientki z Kazimierza, matka szuka fotera na ślub dla córki... Po rozmowie "przypadkiem" znalazłam jej numer m.in. na tej (http://www.pulawy.biz/firma-1332.html) stronie :mrgreen: Strony firmowej nie problem znaleźć ;)
Prawda, że interesujący zbieg okoliczności? :D Tak więc, jak dostajecie telefon od matki, to wiedzcie, że to wcale nie musi być klientka...
Wstyd panie Bakinowski... a fee! Tak perfidnie podszywać się za klienta i wypytywać szczegółowo o cennik i ofertę...
Sapphiron
20-09-2011, 12:06
a to niestety jest normalna praktyka... Dzwoni niby klient i chce sie dowiedzieć ceny itp. W takich wypadkach zapraszam na spotkanie :) rzadko kiedy taki ktoś przychodzi...
Ale wy nieufni, może to fotograf na swój własny ślub po prostu szuka... :-P
eeetam - nawet pewnie nie macie świadomości ile razy wygadaliscie się z oferty i cennika konkurencji. Niestety jest to normalna praktyka i trzeba jakoś z takim strupem żyć. Albo dac cennik i ofertę na stronę - przynajmniej wstepną :)
A na spotkanie tez może przyjśc fotograf i bardzo dokładnie Cie o wszystko wypytac. łacznie z tym dlaczego fotografujesz 35/1.8 a nie 35/1.4 :D :D - tak dla przykładu :)
Sapphiron
20-09-2011, 12:16
Jakby szukał na swój ślub to by przyszedł na spotkanie na które zapraszam :) Jak nie przychodzi to jest to zwykłe wyłudzenie informacji...
bialogardzianin
20-09-2011, 12:18
a to niestety jest normalna praktyka... Dzwoni niby klient i chce sie dowiedzieć ceny itp. W takich wypadkach zapraszam na spotkanie :) rzadko kiedy taki ktoś przychodzi...
Wywiad cenowy to normalka, trzeba przywyknąć do tego i robić coraz lepsze zdjęcia. Zmyślnym wywiadem, rodzajem darmowych warsztatów, może być "ustawka" polegająca na tym, że pseudo narzeczony (foter, który chce wejść na rynek) z narzeczoną umawiają się na spotkanie w celu poznania oferty. Fotograf produkuje się, przedstawia albumy, prezentacje, ofertę, styl pracy, oczekiwania wobec młodych, itd., po czym "narzeczeni" stwierdzają, że "muszą jeszcze zastanowić się", a potem piszą, że rezygnują albo nic nie piszą. Prawda, że genialny pomysł? Że też sam na to nie wpadłem jak wchodziłem w tą zabawę... ;) Przecież w ten sposób można poznać know how czołowych foterów w Polsce, trzeba się tylko pilnować i dobrze scenkę zagrać. ;)
Nie ma co w paranoję popadać, każdy uszczknie kawałek z tego weselnego tortu, a etyka w biznesie? A co to takiego? ;)
EDIT: stock mnie ubiegł w przekazaniu myśli. :)
Nie ważne na jakim etapie - brzydko, FUJ! Masz pytanie, chcesz wiedzieć jaka cena, jak się cenić, co oddawać, pytaj wprost, ale żeby z taką zimną krwią... :D
Matey3000
20-09-2011, 12:18
A dlaczego nie?
Ja tam sie swoich cen nie wstydze.
Nie ważne na jakim etapie - brzydko, FUJ! Masz pytanie, chcesz wiedzieć jaka cena, jak się cenić, co oddawać, pytaj wprost, ale żeby z taką zimną krwią... :D
oczywiście że brzydko. Ale to juz taka branża i niestety więcej tu podkładania świni niz czystych zagrywek. Trza robić swoje i olewac miernotę :)
Fakt, muszę się tego nauczyć. Tak jak i zrozumienia dla ludków z małych miasteczek, którzy na mój widok trzaskaliby piorunami, gdyby mogli... Ostatnio pani z Podlasia uznała, że skoro trafiłam na "jej" miejsce, to jestem mega zagrożeniem i konkurencją i nie można traktować mnie jak człowieka... Ech, ręce opadają :( Przeca sama wszystkich z podlaskiego nie obskoczy w każdy weekend, a że klienci woleli moje foto... ;)
Sapphiron
20-09-2011, 12:28
To tak jak pewien koleś którego znam dobrze zniszczył mi dwa banery i próbował zniszczyć trzeci, bo niby robie mu konkurencję(a tak na prawdę to nie ma nawet szans z moją firmą). Jak podczas próby zniszczenia trzeciego dostał w mordę od "przypadkowego" przechodnia to się uspokoił :) i jest cisza i spokój :)
Odkopię trochę, bo nie chcę zakładać nowego tematu, a ten nawet pasuje ;)
Dostałam właśnie telefon od klientki z Kazimierza, matka szuka fotera na ślub dla córki... Po rozmowie "przypadkiem" znalazłam jej numer m.in. na tej (http://www.pulawy.biz/firma-1332.html) stronie :mrgreen: Strony firmowej nie problem znaleźć ;)
Prawda, że interesujący zbieg okoliczności? :D Tak więc, jak dostajecie telefon od matki, to wiedzcie, że to wcale nie musi być klientka...
Wstyd panie Bakinowski... a fee! Tak perfidnie podszywać się za klienta i wypytywać szczegółowo o cennik i ofertę...
Wywiad wśród konkurencji to żadna nowość :) Każdy to robi, jedni potrafią udać i można nie "załapać", że to wywiad... innych można zdemaskować :)
gerronimo
20-09-2011, 13:08
A jak zdemaskujesz kogoś, kto podszywa się pod przyszłą pannę młodą i pisze do Ciebie maila z prośbą o cennik? Nie ma szans :) Ja tam się nie napinam, ofertę zawszę na maila wyślę. O ile termin, o który pytają mam wolny. Natomiast nigdy nie podaję cen przez telefon. Jak ktoś dzwoni i pyta o cenę, to mówię, że zależy od wielu czynników i proszę o podanie maila, to wyślę szczegóły. Z kolei w mailu też wszystkich szczegółów nie podam, bo to nierealne. Spotkanie w cztery oczy zawsze musi być.
gerronimo, gdybym nie podawała cen przez tel., to bym nie podpisała kilku umów, a byłoby mi wtedy bardzo szkoda...
Wspomnianą "mamuśkę" poprosiłam o maila, ale jakby nie dosłyszała i czym prędzej swoje kolejne pytanie zadała :D Ja naiwna... ;)
black_bird
20-09-2011, 13:45
Jakby szukał na swój ślub to by przyszedł na spotkanie na które zapraszam :) Jak nie przychodzi to jest to zwykłe wyłudzenie informacji...
Idąc tym tropem .. i obserwując statystyki, IP - śmiem twierdzić, że najwięcej na stronach "wisi" konkurencja, czy to nie zwykłe "wyłudzanie pomysłów" ?
Świat taki jest, lodziarze z Łeby przejdą się po mieście i ustalą szybko cenę... jak będzie za niska to opiekują się nim już "żołnierzyki". Wniosek taki, ze wszyscy wszystkich podglądają - a to przecież "fee" ;)
RobertMiernik
20-09-2011, 14:05
Nie za bardzo rozumiem halo na temat ceny, przecież to w żadnej mierze nie jest tajna sprawa!
'Tajna' to jest cena konkretnego zlecenia ale ją mogą zdradzić tylko młodzi a co wam przeszkadza, że 'konkurencja' zna cenę oferowaną / wyjściową.
Każda firma działająca na rynku podaje swoje ceny potencjalnym klientom, więc na telefon można dostać cenę każdej usługi / towaru, skoro tak działa wszystko to po co wymyślać jakieś tajne poziomy cenowe i nie spać po nocach przez świadomość, że konkurencja może znać nasze ceny?
Sapphiron
20-09-2011, 14:09
Robercie ale nie chodzi o samo podanie ceny tylko o prymitywne dowiadywanie się o ta cenę.
Tak jak credka napisała, jakby człowiek się zapytał wprost to by nie było problemu, a że kombinuje jak koń pod górę jakby tu oszukać że on to nie on to jest już parszywa praktyka...
jacoslavgth
20-09-2011, 14:09
i tak konkurencja zna ceny, co prawda nie przedstawiam na stronie ale telefonicznie czy mailowo zawsze przedstawiam,
a poza tym nie robie tego dla kasy tylko dla satysfakcji :)
RobertMiernik
20-09-2011, 14:18
Sapphiron: a takie właśnie odczucie mam czytając ten wątek ;)
Przecież to nawet śmieszne... szczególnie jak takiego 'pana młodego' spotyka się później zawodowo... ;P (wtedy trzeba bardzo uparcie i konsekwentnie wyciągnąć z niego wszystkie szczegóły dotyczące szczęśliwego dnia w którym się był związał węzłem... niech się spoci opowiadając jak fantastycznie było ;)... )
Robercie, oczywiście że nie chodzi tu o tajemnicę cenową, bo to żadna tajemnica jest... Tak jak pisze Saphi, samo "mamuśkowanie" przez telefon z zachowaniem stabilnego głosu i umiejętnością wymigiwania się od odpowiedzi na moje pytania powaliły mnie :D
A wszystko zdaje się, tylko przez to, że bywam w Kaziku i zrobiłam tam trochę zdjęć, także ślubnych :p o czym wiadomo z mojej strony.
Nie widzę problemu. Ktoś się podszył żeby zdobyć prawdziwe informacje. Przecież tak najłatwiej. Jakby zapytał wprost, przedstawiając się, to mógłby uzyskać nieszczerą, wymijającą odpowiedź.
Więc jaka parszywa praktyka? Im więcej się wie o konkurencji to tym skuteczniej można działać na rynku.
Sapphiron
20-09-2011, 14:54
Nie widzę problemu. Ktoś się podszył żeby zdobyć prawdziwe informacje. Przecież tak najłatwiej. Jakby zapytał wprost, przedstawiając się, to mógłby uzyskać nieszczerą, wymijającą odpowiedź.
Więc jaka parszywa praktyka? Im więcej się wie o konkurencji to tym skuteczniej można działać na rynku.
Sam sobie odpowiedziałeś na ostatnie pytanie...
A ja myślałem, że tu sami poważni ludzie ;)
W sekrecie Wam powiem, że sam kiedyś chodziłem na targach i "zapuszczałem żurawia" żeby dowiedzieć się od bardziej doświadczonych co i jak (kursów wtedy jeszcze nikt nie organizował).
Ale to było dawno ;)
Wiecie, wydaje mi się, że fajniej byłoby współpracować z fotografami w różnych częściach kraju, niż robić takie wpadki i obciach firmie. Jeszcze żeby chociaż z innego numeru dzwonili... ale numer był firmowy, publikowany wszędzie w ogłoszeniach i chyba to wydaje mi się rażąco perfidne ;)
Jak ktos chce pytać, to niech sobie pyta.
Mnie denerwuje cos innego, zwłaszcza na fotograf-wesele.
Ktoś weźmie polecenie, napisze maila z zapytaniem, człowiek mu odpisze co i jak, a potem ani słowem sie taki nie odezwie, no i statystyki lecą :(
Inna sprawa, to jak taki delikwent oznaczy jeszcze że polecenie zrealizowane, to telefony się zaczynają czy na pewno się śłub nie odbył, bo fakturę by chętnie wystawili. Dla takich co pytaja i nie odzywają się potem powinien być ustawowy ban na neta :P
Sam sobie odpowiedziałeś na ostatnie pytanie...
No i co w tym takiego strasznego? Pytający stwierdził, że najbardziej szczerą odpowiedź uzyska jak nie powie kim jest.
Wiecie, wydaje mi się, że fajniej byłoby współpracować z fotografami w różnych częściach kraju, niż robić takie wpadki i obciach firmie. Jeszcze żeby chociaż z innego numeru dzwonili... ale numer był firmowy, publikowany wszędzie w ogłoszeniach i chyba to wydaje mi się rażąco perfidne ;)
Perfidne? No bez przesady, normalny sposób zdobywania informacji.
Dla takich co pytaja i nie odzywają się potem powinien być ustawowy ban na neta :P
Pytać każdy może. Dopóki nie da zaliczki to trudno coś wymagać.
Chcę wymienić okna w domu, chodzę po salonach, biorę wyceny. Czy fakt wyceny "zmusza" mnie do zakupu?
Oczywiście że nie zmusza, ale wg mnie kultura wymaga poinformować czy się decydujesz czy nie ;)
Bo napiszę młodym, że mam wolne, potem przez pół roku nie dadzą znać, ja znajdę kogoś w to miejsce, a potem się jeszcze oburzą że już zajęte.
bialogardzianin
21-09-2011, 13:28
No i co w tym takiego strasznego? Pytający stwierdził, że najbardziej szczerą odpowiedź uzyska jak nie powie kim jest.
Perfidne? No bez przesady, normalny sposób zdobywania informacji.
Pytać każdy może. Dopóki nie da zaliczki to trudno coś wymagać.
Chcę wymienić okna w domu, chodzę po salonach, biorę wyceny. Czy fakt wyceny "zmusza" mnie do zakupu?
Popieram elanka w 100%. "Czołg mi tu jedzie", jakbym zadzwonił do "uczciwego" fotera, przedstawił się, poprosił o cennik i otrzymał identyczny, jak młodzi otrzymują. :) Najczęstsze zapytanie to: termin ślubu..., miejsce..., prosimy o przesłanie oferty na fotoreportaż z plenerem i tyle. Tu nie ma co mailowo wyciągać więcej informacji (każdy ma swoją cierpliwość), tylko wysłać ofertę i czekać, aż klientowi coś podpasuje. Mnie mniej wkurza wywiad konkurencji, a bardziej system wzajemnych poleceń oparty m. in. na dyskredytowaniu tych, co nie są w TWA. Spotkałem się z tym dwa razy, polegało to na tym, że konkurent podkreślał w ofercie, że nie jest tani bo robi super hiper sprzętem, kilkoma obiektywami i dwoma aparatami (świetny argument, nie ma co, he he) i z podkreśleniem, że legalnie, co sugerowało, że reszta "barachła" z okolicy (z wyjątkiem polecanych TWA) są be. To nie było dosłownie napisane, ale każdy rozgarnięty człowiek od razu by sobie tak pomyślał- skoro on ma zajęte, to trzeba wziąć polecanego, no bo inni to chachmenciarze, itp. Dla mnie to jest bardziej wyrafinowane niż podszycie się pod klienta, sorry. :(
nigdy nie miałem cennika na stronie z różnych powodów tutaj już opisanych i miał nie będę, chyba, że mi cegła spadnie na łeb i polecę na ilość. Znajomi, którzy mieli cenniki na swoich stronach dawno je pościągali.
Znajomi, którzy mieli cenniki na swoich stronach dawno je pościągali.
Też to zauważyłam. Daaawno temu jeszcze można było się od nich uczyć, co było dla mnie dobrą podstawą do wyciągania wniosków (jakość zdjęć na stronie/cennik) i przygotowania swojej organizacji pracy na teraz.
Bo napiszę młodym, że mam wolne, potem przez pół roku nie dadzą znać, ja znajdę kogoś w to miejsce, a potem się jeszcze oburzą że już zajęte.
Łomatko! Bierzesz od nich kontakt, potem dzwonisz do nich i mówisz, że masz zapytania kolejne i nie wiesz co zrobić, najlepiej żeby się określili do 3 dni i po kłopocie. Zapytanie to nie umowa.
Cennik na stronie jest dobry i niedobry. Ci co "walą na lewo" ze względów oczywistych go nie zamieszczą :D Ceny na stronie też raczej ograniczają wywiad konkurencji (po co dzwonić i się pytać jak wszystko jest napisane). Ogólnie cennik to takie sitko które przesiewa nam klientów. PM która zobaczy cennik, zdjęcia i do nas dzwoni z zapytaniem o termin jest praktycznie już zdecydowana. Termin wolny? No to piszemy umowę, wpłacamy zaliczkę i koniec. Mz cennik na www jest dobry dla obydwu stron (nas i klientów).
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.