Zobacz pełną wersję : Fotografia ślubna - cennik na stronie
ja np mam cenę na www bo juz miałem dośc maili, telefonów z zapytaniami o cenę. A tak dzwonia tylko Ci którym cena wyjściowa odpowieda :)
Od wielu lat na swoim portfolio posiadam dla każdego dostępny cennik fotografii ślubnej. Szczerze mówiąc niewielu fotografów ślubnych pokazuje na światło dzienne swoje ceny (tylko raczej na zapytanie), a ja uparcie to robiłem.
Plusy:
nie zasypywano mnie mnie startą telefonów o cennik,
zdarzało się złapać klienta właśnie dzięki temu, że posiadanie otwartego cennika podnosi wiarygodność (niektórzy cenią to, że wszystko jest jasno postawione)
Minusy:
brak możliwości manipulacji cenami
Zastanawiam się teraz, żeby jednak usunąć ceny i pozostawić tylko opisy pakietów - właśnie po to, żeby móc dawać różne ceny w zależności od sezonu, ilości ślubów w danym miesiącu, pośrednictwa itp...
Do wglądu do oceny: Fotografia ślubna Kielce (http://www.vivesa.pl/?fotografia-slubna-kielce,6)
Co wy o tym sądzicie? Może jakieś inne za i przeciw?
Pozdrawiam
krzychun
18-11-2013, 18:27
http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=136643
;)
Słusznie. ;) Połączyłem i przeniosłem do Fotografia - tematy ogólne.
robin102
18-11-2013, 21:14
Minusy: brak możliwości manipulacji cenami
Ten minus to pikuś Panie kolego. Takie działanie ogranicza Ci kontakt z potencjalnymi klientami, bo dziś kogoś może być nie stać na Twoją usługę, ale może go stać na część usługi, albo inny produkt który oferujesz, a może potrafił byś niezdecydowanego klienta co mu się wydaje za drogo przekonać językiem korzyści, że jednak Twoja praca warta jest tych pieniędzy. Może w rozmowie telefonicznej czy mailowej prowadzonej na wysokim poziomie zapiszesz się u tego niedoszłego klienta bardzo dobrze i poleci Cię komuś na zasadzie : fajny gość, ładne zdjęcia robi, ale trochę za drogi. Komuś innemu nie musisz być za drogi. Cały świat handlowo-usługowy walczy o to aby choć ciut ciut klienta schwycić, mieć jakikolwiek kontakt z grupą docelową odbiorców produktu. Choćby go złapać za jego mały palec, a potem to już jakoś będzie ;) Mądrzy ludzie mówią, że lepiej niech klient zadzwoni omyłkowo pod nasz telefon, niż nie zadzwoni wcale :(
ja natomiast uważam ze cennik na stronie powinien być. Potencjalny klient wchodzi, oglada, widzi cenę i jak jest w stanie temat przełknąc to dzwoni. Sprawa prosta i przejrzysta. Ja dla przykładu gdy czasem coś potrzebuję to irytuje mnie to ciągłe chowanie się fotografów i cenników - wysyłanie maili, dopytywanie, hasła - do piekła z tym :)
Gdy z żoną szukaliśmy fotografa na nasz ślub, strasznie irytowało nas nieumieszczanie cenników lub choćby orientacyjnych cen na stronach fotografów. Ja wiem, że to jest może wygodne dla fotografa, że może sobie później "ustalić" cenę w zależności od aktualnego popytu, liczby zleceń itp. Ale nas to okropnie wkurzało :) Wchodzimy na stronkę, o fajne zdjęcia. Czy zmieścimy się w budżecie (2000zł)? Trzeba dzwonić. Fotograf nie odbiera. To piszemy maila, może odpowie. Inna strona, też fajne zdjęcia. Cen brak. Dzwonię, fotograf od razu mówi, że 2500 do 3000 plus dojazd. On traci czas, ja tracę czas. Inny znów telefonu akurat nie odbiera, łączę się ze pocztą głosową. I tak popołudnie zlatuje, ja inwestuję kilkanaście złotych w rozmowy, które zwykle kończą się niczym (bo najpierw zwykle fotograf wypyta, a gdzie, a jak daleko, a ile byśmy chcieli zdjęć, a czy to, a czy tamto). A kończy się na tym, że po prostu dzwonię do znajomych, którzy mieli ślub pół roku wcześniej (dlaczego od razu o tym nie pomyślałem?), umawiamy się, oni pokazują swój album i dają namiary na fotografa, mówiąc jednocześnie, ile płacili. I tak oto żadna z odwiedzonych stron WWW nie zdała egzaminu i żaden z "tajemniczych" fotografów nie zyskał zlecenia ;)
Podejrzewam, że takich par jak my może być sporo, bo - może nie wszyscy fotografowie wiedzą lub pamiętają - organizacja ślubu i wesela to dość stresujące i czasochłonne zadania, zwłaszcza jeśli młodzi wszystko muszą zrobić sami, bo rodzina nie jest w stanie pomóc, a czasu jest niewiele. Przeznaczanie kilku czy kilkunastu dni na szukanie fotografa to - wybaczcie - moim zdaniem przesada - czekanie na maile, oddzwonienia, szeroko tu reklamowany "kontakt fotografa z klientem"... Sam fotografuję i nie chciałem mieć byle chłamu za psie pieniądze, ale - na Boga - to tylko zdjęcia pamiątkowe! Ogląda je rodzina, która nie wpadnie w zachwyt nad doskonale skomponowanym kadrem, pastelowymi kolorami czy trafnie dobraną głębią ostrości. Dla większości oglądających liczą się tylko uwiecznieni ludzie i sytuacje :) Rozumiem, że mogą się trafić klienci wymagający, a przynajmniej bogaci, którzy mają czas na przesiewanie ofert i szukanie, ale w naszym przypadku tak nie było i brak cenników naprawdę nas frustrował :D
kkokosz, trafniej nie można było tego opisać.
Każdy fotograf, nie tylko ślubny, powinien wiedzieć, że marketing szeptany, to najlepsza reklama. Wyjątkiem jest kiedy ktos złapał klienta na gadkę, oddał gnioty i tyle bylo go widać, ten tak następnych klientów nie zdobędzie. Jeżeli ktoś chce "manipulować" cenami to w końcu podwójnie straci. Może się trafić Klient z "grubszym" portfelem, ale wtedy należy mu zaproponować usługę premium, która takiego zadowoli - za konkretne pieniądze.
Osobiście gdybym wyczul, że fotograf przed podaniem mi cen, ogląda auto jakim przyjechałem i przykładowo jak jestem ubrany, to bym raczej wyszedł dziekując za rozmowę :)
Osobiście gdybym wyczul, że fotograf przed podaniem mi cen, ogląda auto jakim przyjechałem i przykładowo jak jestem ubrany, to bym raczej wyszedł dziekując za rozmowę :)
tu tez raczej nie ma reguły. Miałem kiedys pare, przyjechali tramwajem na kawkę. Ubrani zupełnie zwyczajnie - myslę że klimaty Reserved nie więcej - obgadalismy temat, marudzili co do ceny itp. W ramach bonusu 100 spuściłem. Nadszedł dzień wesela. Tak długiego BMW nie widziałem nigdy, dom pod Wrocławiem jak to mówił młody z ogrodem (ogród = jezioro i kilka hektarów lasu). Mieszkanie w centrum za gotówkę, siana ogólnie opór. No ale co tam - usługa została wykonana porządnie, młodzi zadowoleni a i od nich dostałem chyba 3 następnych klientów. ot taka historyjka w przerwie na kawkę :)
robin102
19-11-2013, 11:34
...Jeżeli ktoś chce "manipulować" cenami to w końcu .... :)
Panie jakie manipulowanie cenami, co my tu pitolimy. Jest wolny rynek, każdy sprzedaje co che i za ile chce oby warunki jasno były przedstawione. Klienta można dobierać jak nam się podoba jak nie to nie. Wszystko zależy od motywacji usługodawcy. Podobnie też ze strony klienta. Jest w stanie akceptować produkt, czy nawet jego producenta ;) albo nie i szuka czego innego. Komunizm komuś się marzy ;) Manipulowanie to wtedy gdy wszyscy się zmawiamy i robimy za 4999 :D
, że marketing szeptany, to najlepsza reklama. :smile: Srajduś bajduś za przeproszeniem, bez urazy. Większość którzy trafiają do mnie z tzw polecenia czyli robiłem komuś znajomemu to trafiają na już zajęte terminy i tak jest prawda w tym temacie. Wiem, wiem to piękna bajka i bardzo nobilitującą szczególnie w środowisku :D, że ktoś ma samych klientów z polecenia. Istny kozak i mistrz na miszcze, ale tylko w bajkach o polecaniu, albo u kogoś kto robi 6 zleceń w sezon.
Mieszkanie w centrum za gotówkę, siana ogólnie opór. No ale co tam - usługa została wykonana porządnie, młodzi zadowoleni a i od nich dostałem chyba 3 następnych klientów. ot taka historyjka w przerwie na kawkę :smile:
Pieniądze od ludzi bogatych i mniej bogatych są dokładnie takie same, tak samo wyglądają, tak samo się je wydaje. Z takiego założenia wychodzę. Też miałem klientelę z domów gdzie powierzchnia użytkowa to 800 mkw i w tym 8 łazienek, a w garażu 3 Lexusy stoją. Premia dla fotografującego, że takim ludziom przyjemniej i łatwiej się zdjęcia robi.
ps.
dlaczego trafiają na zajęte terminy ?, bo długo żyją w przekonaniu, że przecież fotografa mają już obranego, wybranego ect. żyją w tym przeświadczeniu, w błogostanie no i wystarczy do fotografa z góra pół roku wcześniej zadzwonić, albo i 3 miesiące i sprawę załatwić, a tu niestety zajęte.
Chciałbym zaznaczyć, że pisząc o manipulacji cenami, nie miałem na myśli kręcenia i oszukiwania.
Z racji, że nie mam potrzeby brania więcej niż 1 ślubu na miesiąc bo mam inne komercyjne zlecenia, to chce dawać inne ceny na drugi ślub w danym miesiącu.
Ukryłem ceny, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Ja się nie znam to napiszę też coś ze swojego doświadczenia. Ślubów nie robię, wolę inne dziedziny. Ot zdarzyło mi się 3 zrobić dla znajomych (2x w prezencie). Ostatnim razem kumpel dzowni do mnie i mówi, że ma koleżankę która jest świadkową, chce zrobić młodym prezent i szuka fotografa który zrobi zlecenie ale niestety nie ma za wiele kasy na to. Myślę sobie ok, po dobrej znajomości z kumplem zrobię symbolicznie: 8h godzin za 1200 albo 6h za 800 (oczywiście bez albumu). Dziewczyna dzwoni do mnie i mówi, że tydzień do ślub, nie ma fotera, ma mały budżet bo problemy, srery i ogólnie kocopały, ale chce zdjęcia z przygotowań, urzędu, trochę z restauracji i najlepiej jakby plener w tym zmieścić w tym samym dniu. Pytam ile ma kasy - 500 zł. Myślę biedna dziewczyna, pewnie młodziutka, pierwsza praca, jako świadkowa też ma trochę wydatków, młodych nie stać na kameruna i fotera, poza tym przyjaciółka mojego kumpla, myślę "będzie cośtam do portfolio", moje miękkie serce mówi "Ok postaramy się zmieścić w 8 godzinach". Kwotę podzieliliśmy na pół 250 przed i 250 po.
W dniu ślubu okazuje się, że młoda do 50 letnia właścicielka salonu fryzjerskiego który od 10 lat bardzo dobrze prosperuje (co prawda klimat w nim jak w latach 80,90 ale działa prężnie na jednym z Warszawskich osiedli ma bemowie). Młody to 35 letni prosty chłopak bez połowy uzębienia (serio). Świadkowa ze swoim mężem (świadkiem) to 38 letnie małżeństwo jeżdzące idealnie odrestaurowaną pierwszą A6, mieszkają w 3 pokojowym mieszkaniu na jednym z nowoczesnych strzeżonych osiedli. Generalnie wszyscy chcieli przyżydzić (przepraszam za zwrot) bo było ich stać.
Dla mnie nauczka - jak mawiał mój dziadek - jak ktoś kogoś pożałuje, ten go w dupę pocałuje. Nigdy więcej nie zrobię zniżki po znajomości, albo zrobię komuś prezent bo bardzo go lubię i jest mi bliski albo płać chamie całą kwotę. Problemem było to, że nie mam jeszcze strony (nie ogarniam się w tym wszystkim i dużo czasami to zajmuje) na której widniałby cennik - choćby orientacyjny za moje usługi i ktoś na wstępie jakby widział cenę 2500 to nie pytałby czy mogę zrobić za 500 zł.
Moim zdaniem cennik na stronie to bardzo dobra rzecz, dla wszystkich jak tu już napisano, oszczędza czas i młodym i fotografowi. Ja u siebie na pewno zrobię jeżeli kiedykolwiek będę głębiej wchodził w ślubną branżę.
PS. Może moja wypowiedź nie wnosi za wiele, ale chciałem się pożalić trochę i przestrzec przed robieniem ze zniżkami "po znajomości". Zwłaszcza, jeżeli jest to dalsza znajomość albo 7 woda po kisielu.
Misher, dzięki za tekst, rozwaliła mnie opowieść! :D Jest to zarazem komiczne, ale i bardzo smutne (bo życiowe) i współczuję ludziom, którzy musieli się na tym przejechać osobiście, w tym także sobie, wielokrotnie...
Misher, dzięki za tekst, rozwaliła mnie opowieść! :D Jest to zarazem komiczne, ale i bardzo smutne (bo życiowe) i współczuję ludziom, którzy musieli się na tym przejechać osobiście, w tym także sobie, wielokrotnie...
Dzięki credka. Niestey taka jest smutna rzeczywistość.
Tak mnie emocje poniosły, że zapomniałem napisać o dalszej części.
Po jakimś czasie przyjeżdżam do nich do domu po resztę kasy - 250 zł. Wchodzę do 10-14 piętrowego nowiutkiego bloku z marmurowymi podłogami, ścianami, pięknymi żyrandolami na strzeżonym osiedlu. Świadkowej która zamawiała usługę u mnie- nie ma, jest mąż - świadek. Oddaję płytkę dvd z okładką, etykietą na płycie ze zdjęciem młodych.
Gościu pyta - żony nie ma, chyba ja będę musiał zapłacić - ile tam było?
250 - odpowiadam. Facet wyciąga z kieszeni od garnituru plik kasy z ok 50 banknotów w nominałach 100 i 200 zł.
- Ty no nie mam 50, masz wydać? - pyta
- Nie - zaciskając zęby.
- No chyba dam ci 300 to się zdzwonimy i podjadę do Ciebie za jakiś czas po resztę.
- ...
- Albo poczekaj (dzwoni do żony), żona masz 5 dych? Nie, kurde przecież się umawiałaś. Dobra, pa. - W tym momencie wchodzi żona do domu.
- Idz do sąsiadów może będą mieli rozmienić. - Żona wraca 2x 50 zł w ręku. Dostaję kasę i wychodzę.
Generalnie nie chodzi o to, że chciałem 300 tylko o sposób podejścia do zakupu usług. Nie dość, że straciłem 40 min na dojazd i dojście do nich do domu, bo nie można było powiedzieć, że trzeba podjechać od dupy strony bo ulice są pozamykane, nie ma przejść itd, to jeszcze nawet nie usłyszałem "Fajna robota, dzięki za pomoc".
Oczywiście nie muszę chyba mówić, że zdjęcia przez wygląd młodych, ubiór, sposób oklejenia samochodu (stara piękna A6 w idealnym stanie w butelkowym kolorze zostałą sprofanowana naklejeniem różowo-żółto-pomarańczowych serduszek z folii, naklejonych niedokładnie z purchlami) nie nadają się do pokazania szerszej pobliczności.
A wszystko przez miękkie serce i brak cennika na stronie ;) Uff trochę mi lepiej ;)
Mnie wcale ta opowieść na dziwi. Na przykład z mojego (i nie tylko) doświadczenia, targują się ci, co mają najwięcej kasy.
RobertMiernik
19-11-2013, 17:00
Mnie wcale ta opowieść na dziwi. Na przykład z mojego (i nie tylko) doświadczenia, targują się ci, co mają najwięcej kasy.
zwykle zresztą właśnie dlatego mają najwięcej kasy...
Mnie wcale ta opowieść na dziwi. Na przykład z mojego (i nie tylko) doświadczenia, targują się ci, co mają najwięcej kasy.
Ja rozumiem targowanie się.
- Panie, uuu drogo, za tylko to ja moge miec to i to, dam tyle
- Nie bo tyle i tyle, taniej nie zrobię.
- No to tyle i tyle
- Ok.
- Ok.
Ale nie ściema, że nie mam kasy na to, robienie z siebie ofiary losu, biedaka i w ogóle.
Ciekawe, że liczba liter ich imion jest taka sama jak w liczbie słowa wioooooocha. Przypadek? Nie sądzę.
Dobra koniec z wylewaniem żali z mojej strony ;)
Cennik na stronie nie zmienia faktu, z jakimi ludźmi będziemy pracować... Od tego jest osobiste spotkanie przed podpisaniem umowy...
Misher, sytuacja jest w 100% normalna. Nie ma co się im dziwić. Ty robisz usługę, chcesz zarobić, oni za usługę płacą, chcą zapłacić jak najmniej. Dlatego szukają gościa po znajomości co im za grosze zrobi. Rozumiem ich, i będąc na ich miejscu zrobiłbym tak samo. Cały myk polega na tym, żebyś się nie dawał wydoić. Oni tak czy siak znajdą taniego woła roboczego, wkońcu dlatego są bogaci, bo umieją kombinować - i dobrze, trzeba sobie w życiu umieć radzić. Za to Ty nie bądź wołem, trzeba szanować siebie i swój czas, jak oni Ci nie zapłacą 2500 za zdjęcia, to kto inny zapłaci, więc to żadna strata dla Ciebie.
Pozdrawiam!
Misher, sytuacja jest w 100% normalna. Nie ma co się im dziwić. Ty robisz usługę, chcesz zarobić, oni za usługę płacą, chcą zapłacić jak najmniej. Dlatego szukają gościa po znajomości co im za grosze zrobi. Rozumiem ich, i będąc na ich miejscu zrobiłbym tak samo. Cały myk polega na tym, żebyś się nie dawał wydoić. Oni tak czy siak znajdą taniego woła roboczego, wkońcu dlatego są bogaci, bo umieją kombinować - i dobrze, trzeba sobie w życiu umieć radzić. Za to Ty nie bądź wołem, trzeba szanować siebie i swój czas, jak oni Ci nie zapłacą 2500 za zdjęcia, to kto inny zapłaci, więc to żadna strata dla Ciebie.
Pozdrawiam!
Dzięki Aeon88! Pewnie sytuacja normalna, chociaż do tej pory dla mnie nie spotykana. Traktuję to jako lekcję, której gdybym nie przeżył to bym nie zrozumiał i nie uwierzył. Dlatego tak jak napisałem wcześniej, albo robię w prezencie bo ktoś jest mi bliski i chcę to zrobić albo żadnych zniżek dla znajomych.
Cennik na stronie nie zmienia faktu, z jakimi ludźmi będziemy pracować... Od tego jest osobiste spotkanie przed podpisaniem umowy...
Zgadza się, mam tylko nadzieję, że jak tutaj wcześniej wspomniano, cennik będzie stanowił pewnego rodzaju sito dla potencjalnych klientów. Chociaż młody jestem i jeszcze mało widziałem ;)
Zgadza się, mam tylko nadzieję, że jak tutaj wcześniej wspomniano, cennik będzie stanowił pewnego rodzaju sito dla potencjalnych klientów. Chociaż młody jestem i jeszcze mało widziałem ;)
Pamiętaj, że to sito działa w dwie strony :)
Część osób, która zobaczy kwotę x od razu odpuści; a b. często ludzie jak bardziej interesują się tematem zwiększają początkowo zakładany budżet.
National
22-11-2013, 09:13
Mnie wcale ta opowieść na dziwi. Na przykład z mojego (i nie tylko) doświadczenia, targują się ci, co mają najwięcej kasy.
Czasem trafie na parę która faktycznie ma skromny budżet, jak do tej pory takich wspominam najbardziej. Ugoszczą uraczą wszystkim tym co maja od serca choć widać iż nie wiele mają.
Faktycznie najbardziej się targują ci, co mają najwięcej kasy.
Pamiętaj, że to sito działa w dwie strony :)
Część osób, która zobaczy kwotę x od razu odpuści; a b. często ludzie jak bardziej interesują się tematem zwiększają początkowo zakładany budżet.
Hm, nie wiem, skąd masz takie dane, że dzieje się to bardzo często - ja rozmawiałem z kilkoma parami wśród znajomych i nikt nie zwiększył budżetu na fotografa, ani nawet o tym nie pomyślał, szukając po prostu odpowiedniej jakości za zakładaną początkowo kwotę (a dwie pary po prostu miały fotografa "z polecenia" i nawet nie szukały innego) :)
Weźcie pod uwagę że większość targujących się targuje się... z zasady. To nie jest tak że jak postawicie na swoim to pójdą gdzie indziej. Oni cenę znają przed przyjazdem i najczęściej jeśli już są na spotkaniu na żywo to są zdecydowani, nawet na 100% ceny, tylko poprostu z zasady próbują ją jeszcze obniżyć. Nie zdarzyło mi się nigdy żebym stracił klienta przez to że nie zgodziłem się na niższą cenę niż mam w cenniku, a było kilku bardzo zawziętych, gdzie kobieta mówiła ok ok odpuść Pan ma firmę musi się przecież utrzymać za darmo robił nie będzie, a facet że nie, on nie podpisze jak nie opuszczę 200-300zł.
Napisałem to już kiedyś, napiszę raz jeszcze. Idziecie do sklepu coś kupić, idziecie do firmy po usługę, próbujecie się targować ale nikt się z Wami nie patyczkuje, z 1000zł za usługę schodzą max na 970, w sklepie nie schodzą w ogóle. Gdzie nie pójdziemy po coś dla siebie płacimy przeważnie 100% ceny. Nasza usługa jest taka sama jak każda inna, jest cena i klient powinien ją zaakceptować. Jeśli nie akceptuje ma tysiące innych fotografów do dyspozycji, nie ma się co spinać.
JAP ma rację z tym że ludzie zwiększają budżet. Nie zgodzę się tylko z tym że jest to bardzo często, bo jest to mniejszość klientów (mówię o konkretnej zmianie budżetu conajmniej o kilka stówek, bo o stówkę-dwie budżet rzeczywiście większość potrafi zwiększyć, tyle, że to żadna różnica przy cenie 2-3k za usługę kiedy jakość jest znacznie lepsza).
Panie jakie manipulowanie cenami, co my tu pitolimy. Jest wolny rynek, każdy sprzedaje co che i za ile chce oby warunki jasno były przedstawione. Klienta można dobierać jak nam się podoba jak nie to nie. Wszystko zależy od motywacji usługodawcy. Podobnie też ze strony klienta. Jest w stanie akceptować produkt, czy nawet jego producenta ;) albo nie i szuka czego innego. Komunizm komuś się marzy ;) Manipulowanie to wtedy gdy wszyscy się zmawiamy i robimy za 4999 :D
Srajduś bajduś za przeproszeniem, bez urazy. Większość którzy trafiają do mnie z tzw polecenia czyli robiłem komuś znajomemu to trafiają na już zajęte terminy i tak jest prawda w tym temacie. Wiem, wiem to piękna bajka i bardzo nobilitującą szczególnie w środowisku :D, że ktoś ma samych klientów z polecenia. Istny kozak i mistrz na miszcze, ale tylko w bajkach o polecaniu, albo u kogoś kto robi 6 zleceń w sezon.
Pieniądze od ludzi bogatych i mniej bogatych są dokładnie takie same, tak samo wyglądają, tak samo się je wydaje. Z takiego założenia wychodzę. Też miałem klientelę z domów gdzie powierzchnia użytkowa to 800 mkw i w tym 8 łazienek, a w garażu 3 Lexusy stoją. Premia dla fotografującego, że takim ludziom przyjemniej i łatwiej się zdjęcia robi.
ps.
dlaczego trafiają na zajęte terminy ?, bo długo żyją w przekonaniu, że przecież fotografa mają już obranego, wybranego ect. żyją w tym przeświadczeniu, w błogostanie no i wystarczy do fotografa z góra pół roku wcześniej zadzwonić, albo i 3 miesiące i sprawę załatwić, a tu niestety zajęte.
Dobrze znam zasady wolnego rynku. :rolleyes:
Bierz jednak pod uwagę, że nie wszyscy myślą w ten sposób jak Ty ;)
Jedni (co opisałeś) nazywają wolnym rynkiem a inni ogólnym bur....
Temat był już wielokrotnie wałkowany, więc nie mam zamiaru wchodzić z zbędne polemiki z kolega.
(...)
Napisałem to już kiedyś, napiszę raz jeszcze. Idziecie do sklepu coś kupić, idziecie do firmy po usługę, próbujecie się targować ale nikt się z Wami nie patyczkuje, z 1000zł za usługę schodzą max na 970, w sklepie nie schodzą w ogóle. (...)
Ja jak mam kupić coś droższego, to z założenia się targuję (przy tańszych rzeczach też mi się zdarza), chyba że oferta już jest dla mnie wyraźnie atrakcyjniejsza, niż gdzie indziej. Może nie w hipermarkecie, ale już nie raz i nie dwa zdarzyło mi się dostać gratis albo rabat. I zawsze w przyjaznej atmosferze i z uśmiechem. W miejscu, gdzie jest możliwość płatności kartą 5% przy płatności gotówką to właściwie norma.
Wychodzi na to, że powinienem już być bogaty :)
robin102
22-11-2013, 20:28
Dobrze znam zasady wolnego rynku. :rolleyes:
Bierz jednak pod uwagę, że nie wszyscy myślą w ten sposób jak Ty ;)
Jedni (co opisałeś) nazywają wolnym rynkiem a inni ogólnym bur....
Temat był już wielokrotnie wałkowany, więc nie mam zamiaru wchodzić z zbędne polemiki z kolega.
Cholercia, ale co tu odkrywczego napisał Kolega do mnie, że co, że nie będzie Kolega dyskutował na forum dyskusyjnym ? Ależ trudno. Czy mam się zasmucić, obrazić czy cuś w ten deseń ;) ;) Podsumowując z mojej strony to cały świat usługowo-handlowy walczy o jakikolwiek kontakt z potencjalnym klientem. Oczywiście rozumiem jak ktoś cyzeluje swoje usługi do kilku pozycji rocznie to po co głowę se zawracać i narażać na telefony od klientów.
... Generalnie wszyscy chcieli przyżydzić (przepraszam za zwrot) bo było ich stać....
Domniemam, że Twoich klientów najzwyczajniej w świecie jednak nie było stać ! i przyżydzili na Tobie, ale nie w cyfrach nominalnie nie było ich stać tylko mentalnie, psychicznie, wartościowo. Po prostu to są ludzie dla których zdjęcia z ich ślubu mogą być, a mogą nie być, mogą być fajne za tani pieniądz, a mogą być też dupne. Takim tak naprawdę jest to obojętne. Myślę, ze czas abyśmy fotografujący nareszcie zrozumieli, że dla wielu klientów zdjęcia to tylko zdjęcia, a nie namaszczenie od Pan Boga do którego zesłał fotografa na ich uroczystość bez którego i jego zdjęć ślub nie jest ważny. Dla ogromnej rzeszy odbiorców potrzebne są tylko jakieś zdjęcia ze ślubu za jak najniższe pieniądze bo ich nie stać mentalnie. Nie wyobrażają sobie, że za zdjęcia można zapłacić kilka tys zł. podobnie jak wielu z nas nie wyobraża sobie, że np przyzwoite słuchawki STEREO potrafią kosztować 1200 zł bo Lidliu przy kasie są przecież po 39 zł :)
Bywają śluby w ogóle bez fotografa i podobno są tak samo ważne. Kościół w każdym razie ich nie zabrania :)
Pamiętaj, że to sito działa w dwie strony :smile:
Część osób, która zobaczy kwotę x od razu odpuści; a b. często ludzie jak bardziej interesują się tematem zwiększają początkowo zakładany budżet.
Święta prawda. Miałem sporo par co mocno budżety do góry weryfikowała po rozeznaniu rynku. Czasem nawet kosztem rezygnacji z pana kamery za tysiąc zł. Rozmowa z wczoraj. Przymierzali się do wydania góra 1 tys zł na zdjęcia, a w efekcie końcowym grubo ponad 2 razy tyle wydadzą. Oczywiście nie jest to powszechne bardzo, ale jednak występujące zjawisko.
Mz jasno przedstawiona oferta i cennik jest korzystna dla klienta jak i dla nas fotografów. Klient ma jasno przedstawiony temat w kwestii co i za ile, a my unikamy telefonów typu "ile kosztuję ślub? ... Panie my chcielim fotografa za tysiaka maksymalnie, aha dziękuję" lub "...a kameruje pan ?" Wg. mnie jasna i czytelna oferta lepiej przyciągnie do nas ludzi niż opuszczanie "stówki" przy stoliku. Jak klient chcę targowania to rezygnujemy np. z albumu, skracamy czas mojej pracy itp...
Często jest tak, że ślubni działają w szarej strefie. Jeśli podadzą cennik na stronie to wiadomo - robi na tym pieniądze, czyli dochód, czyli podatek itd. Jeśli nie ma cennika to może się tłumaczyć, że to tylko jego galeria autorska i nie robi tego zawodowo.
Jakże często stosowany wybieg przez "fotografów".
Mz jasno przedstawiona oferta i cennik jest korzystna dla klienta jak i dla nas fotografów.[...]
Jeśli szukałbym teraz fotografa na ślub to podanie ceny (za określone pakiety) nawet przez telefon jest lepsze niż mętne tłumaczenie w stylu "na pewno się dogadamy".
Ale w necie można znaleźć strony na których, pod określonymi przedziałami cenowymi, znajdują się odnośniki zarówno do "znanych i lubianych" fotografów ślubnych jak i kotleciarzy.
Ja założyłem ten temat i bynajmniej nie chciałem z niczym "walczyć", po prostu ciekawiło mnie dlaczego na zachodzie fotografowie zazwyczaj podają ceny, a w Polsce nie. I z tego wątku powoli wyłania się wniosek -to Polska i Polacy lubią kombinować, bez urazy ale to trochę polskie cwaniactwo.
Stary, co Ty gadasz, to klienci są dopiero cwaniakami, usługodawcy im do pięt nie dorastają. Sytuacja sprzed roku; przychodzi gość, mówi że wybiera pakiet średni za XXXXzł (cenę zna bo mam cennik na stronie). Jest to pakiet ze zdjęciami od ślubu do oczepin włącznie bez pleneru i bez przygotowań, same zdjęcia na płytach bez albumów. Jak to zwykle bywa próbuje cenę obniżyć, fakt, powód miał dobry - wesele za 2 miechy, i tak już nic pewnie bym nie znalazł, to może coś upuszczę. Ok mówię, niech będzie 2 stówki, bo jest z polecenia. Oczywiście facet jest zdecydowany, już chce podawać dane do umowy ale... no własnie.. Bo jemu zależy strasznie na błogosławieństwie, to jest 5min od kościoła więc się nie naganiam, nie muszę jechać od rana do fryzjerki, byle to błogosławieństwo uwiecznić. Krótka cisza, on patrzy na mnie wnikliwym wzrokiem, mówię - ok. Wpisuję pierwszą linikję danych w umowie. Ten zachęcony jedzie dalej; a dało by się przed błogosławieństem zrobić dosłownie 2-3 zdjęcia młodej jak się ubiera? Nie jakieś tam przygotowania (no bo przecież z tym się wiąże wyższy pakiet za więcej kapusty) tylko dosłownie 2-3 fotki na szybko pstryknięte. Znowu chwila ciszy - mówię że nie, bo jak przyjadę na błogosławieństwo to młoda będzie już dawno ubrana. Ten zaczyna przekonywać, że młoda ubiera się tuż przed ich przyjazdem i napewno zdążę 2-3 foty strzelić. Ok. Niech bedzie. Gość wdzięczny, prze szczęśliwy, każe szybko szybko pisać umowę, bo jest bardzo zdecydowany i już nic chce więcej. Ale pazerność bierze górę. Wie Pan co, bo jak pojedzie Pan do młodej, to mija Pan mój dom.... I patrzy na mnie znowu przenikliwym, pazernym wzrokiem. :) Ja mu mówię, że jak chce pakiet maxi, to niech zamówi maxi. Będzie miał maxi. Bo zaraz dojdziemy do tego, że zechce maxi taniej niż... średni. Cennik na stronie jest, dałem upust 200zł bo jest z polecenia, i raczej na tym zostaniemy. Jeśli Panu odpowiada to piszemy dalej, jeśli nie, trudno. Zdecydował się i więcej nie kombinował. Nie chcę myśleć co by było gdybym szedł mu ciągle na rękę.
Takich klientów jest masa. Większość się targuje, bada podłoże, próbuje uciułać jak najwięcej dla siebie, idąc Twoim tokiem praktycznie wszyscy to cwaniacy. I dziwisz się fotografom, że próbują dopasować cenę do klienta, i nazywasz ich cwaniakami? Nie bierzeż niczego pod uwagę tylko to, że jak przyjdziesz do fotografa to masz mieć tanio i wszystko po Twojemu, bo Ty jesteś Pan. Kolega MTU dobrze tu kiedyś napisał - trzeba ważyć cenę do usługi.
Ostatnio dzwonił do mnie gość, pyta się o cenę na wesele 31 grudnia, czyli w sylwestra. Ja podaję cenę, wyższą niż standardowa, i mówię że nie będzie rabatu, bo to święto, a nie zwykła sobota, a w święta, wielkanoc, boże narodzenie, sylwestra, rabatów nie robię. On strasznie zdziwiony, spytał jeszcze raz czy jestem pewien, przecież to jest poza sezonem, zima i w ogóle, po mojej odmowie zrezygnował. A ja się pytam, dlaczego mam poświęcać świąteczny czas i iść do pracy zamiast spędzić go z rodziną, i jeszcze mam mu za to rabat robić??
Ja np nie mam rabatu z tytułu terminu poza sezonem. Za wesela poza sezonem wołam więcej, niż w sezonie. Dla mnie czas poza sezonem to jak sama nazwa wskazuje CZAS POZA SEZONEM. Czas na odpoczynek, wyjazdy kształcące wyobraźnię, rodzinę, inne komercyjne zajęcia. Dla mnie to jak urlop w pracy na etacie, czas na nabranie świeżości. Nie potrafiłbym klepać wesel tydzień w tydzień i jarać się pełnym kalendarzem bo bym przestał to lubić. Ja nigdy nie miałem pełnego kalendarza, i mi z tym rewelacyjnie. Wolę wyższą stawkę i mniej zleceń, niż niską stawkę i robienie na odwal co weekend cały rok. A święta to w ogóle całkiem inna bajka, żeby mnie wyrwać do pracy trzeba się postarać :) Ktoś inny powie że poza sezonem lubi dorobic sobie na jakieś ekstra rzeczy, typu wycieczki, spłata kredytu, wymiana auta czy zakup czegoś o czym się marzyło. I dobrze, jeśli ktoś chce, ma siłę, i cel, proszę bardzo. I mój pogląd jest ok, i drugiej osoby też jest ok.
Ogólnie, cały wątek nie ma zbytnio głębszego sensu bo każdy robi jak uważa i ma do tego konstytucyjne prawo. Z jakiej paki jedni przekonują drugich do swoich racji, skoro każdy ma prawo pracować jak uważa? Sam przez pewien czas w roku mam cennik na stronie, przez pewien nie. I tak co roku. Obydwa rozwiązania mają ogromne plusy, mają też minusy. Trzeba poprostu wybrać co jest ważniejsze dla Ciebie, czy cennik i telefony tylko od zdecydowanych (jeśli masz terminarz odpowiednio wypełniony i chcesz przesiać tych co płacą mało) czy brak cennika i możliwość ustalania stawek w zależności od klienta, lokalizacji, a przede wszystkim terminu (np 6 wesel pod rząd, w środku jedna dziura - wiesz że będzie ciężko znaleźć tam kogoś, zgadzasz się na obniżkę, z kolei święta, planowany wcześniej wyjazd, dajesz cenę 2-3x większą i nie żałujesz potem, że nie wyjechałeś, bo dobrze zarobiłeś, i po tym zleceniu wyjedziesz dzięki temu na jeszcze dłużej).
Obydwa rozwiązania są dobre, obydwa są logiczne. Po co się spinać, które jest lepsze, skoro dobre są obydwa, tylko obydwa są do innych celów? Moim zdaniem lepiej to łączyć, niż wzajemnie wykluczać.
Pozdrawiam!
PS. Oczywiście pomijam szarą strefę i nie podawanie cen z powodu US. Bo gadanie o tym nic nie zmieni, a branie tego pod uwagę w debacie, w której biorą udział legalnie działający ludzie mija się z celem, bo realia szarej strefy mają się nijak do realiów legalnie działającej firmy.
Hm, nie wiem, skąd masz takie dane, że dzieje się to bardzo często - ja rozmawiałem z kilkoma parami wśród znajomych i nikt nie zwiększył budżetu na fotografa, ani nawet o tym nie pomyślał, szukając po prostu odpowiedniej jakości za zakładaną początkowo kwotę (a dwie pary po prostu miały fotografa "z polecenia" i nawet nie szukały innego) :)
Ok, powinienem był napisać "z doświadczenia mojego i kilku moich znajomych fotografów ślubnych" :)
Ja przez telefon podaję widełki; potem nieraz na plenerze jak jest czas rozmawiam sobie z parkami i okazuje się, że przychodząc na spotkanie zakładali najniższą cenę a potem..
Jak młoda weźmie do ręki elegancki album, zobaczy klimatyczną prezentację to trochę zmienia myślenie. Do tego dochodzą albumy, których nie oferuję w cenie pakietów tylko są zamawiane po ślubie (wtedy młodzi inaczej liczą pieniążki..).
W zeszłym roku zdarzyło mi się, że zostałem polecony przez "kameruna" młodych, a potem oni zrezygnowali z niego zamawiając 2 fotografów (wtedy przekroczyli zakładany budżet ponad dwukrotnie).
Mi telefon się nie urywa; zresztą najczęściej zaczyna się od kontaktu mailowego (tam już ciężko wykręcić się od konkretnych odpowiedzi.. :)
Wysyłam ofertę i cześć.
Jak za drogo to podsyłam polecenie koledze, który robi taniej.
Najgorzej jak ludzie siedzą 2 godziny, zachwycają się, a potem dzwonią, że okazało się, że w rodzinie ktoś para się fotografią ślubną..
Taka praca; ale ja lubię z ludźmi gadać :)
BTW znajomi rzadko są reprezentatywną grupą :)
BTW znajomi rzadko są reprezentatywną grupą :)
:D No wiadomo, ale jak bierzesz ślub, to pytasz znajomych, a nie robisz ogólnopolską sondę na reprezentatywnej grupie społecznej ;) No i po wszystkim też raczej ze znajomymi oglądacie album/płytę - chyba że jestem tak bardzo w tyle za ogólnymi trendami i teraz już wszystko wrzuca się "na fejsa" i omawia z przypadkowymi ludźmi :D
Ale zgoda, że może się tak zdarzać, jak piszesz, w końcu masz doświadczenie. Ja mam tylko takie od strony klienta, bo zdjęć ślubnych nie robię :) I tak chodzi tylko o to, żeby młodzi byli zadowoleni ;)
Powered by vBulletin® Version 4.2.5 Copyright © 2026 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.