No i jestem z powrotem.
Polecialem w niedziele do Detroit i potem juz samochodem do Ann Arbor. Nazajutrz spadlo 10cm sniegu. Popracowalem w pocie czola przez tydzien miedzy Ann Arbor i Kalamazoo, no i w piatek wieczorem ryszylem w kierunku Sweet Home, Chicago. Hotel byl nawet w centrum (N. Michigan Av.), wiec pomaszerowalem na Navy Pier. Troche fotek i zaraz potem hop w objecia Morfeusza. W sobote rano wyskok do Millenium Park. Musialem troche poczekac na otwarcie sklepow i pocwalowalem do Helix Camera (nie pisze po co, bo byscie sie nabawili bolu brzucha ze smiechu ...).
Nastepnie wrocilem na Navy Pier i zafundowalem sobie przejazdzke statkiem po rzece podziwiajac architekture. Zrozumialem tez przy okazji dlaczego miasto ma przydomek "Windy city". Po godzinie bylem zgrabialy. Zreszta nie tylko ja. Wrzucilem cos na ruszta i powalesalem sie po miescie przez reszte popoludnia. Wieczorem zas wybralem sie do Kingston Mines posluchac nieco ... bluesa. Trzy kapele od 19.30 do 24.00 non stop : atmosfera pierwsza klasa, skory nie zdzieraja, kapele dobre, zwlaszca Duke Tumatoe (ex-REO Speewagon). No i to by bylo tyle wycieczki po Chicago. Rankiem w niedziele zaczalem powoli wracac wzdluz jeziora przez St. Joseph i South Heaven do Kalamazoo. Duze maja to bajoro
.
Kilka obrazkow z wycieczki :
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
Jeszcze raz dzieki za rady, gdzie sie wybrac oraz za dobor szkiel.
Sorry za brak polskiej klawiatury.
Pewnie wybiore sie kiedys tutaj latem, laczac wizyte w Chicago z wyskokiem do Oshkosh.
Szukaj




Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami