Witam,
Ostatnio coraz częściej zdarzają się wypady rowerowe w góry. Jak wiadomo bez aparatu to tam nie wolno, bo to marnotrawienie okazji.
Stąd właśnie mam pytanie - mam D90 z obiektywem T17-50. Z jednej strony, w trakcie jazdy chce się mieć aparat w gotowości. W tej sytuacji wystarczy jechać z nim na szyi - i ok.
Z drugiej jednak strony - to góry, zjazdy, ryzyko wypadku na rowerze większe. No i tutaj głowię się co można zrobić, aby w razie ewentualnego wypadku aparat nie ucierpiał. Wożenie na szyi - już jest ryzykowne. W plecaku (rowerowym) - też. Torbę fotograficzną mam, ale ona jest za duża i też w razie gleby na nią, nie ochroni aparatu, bo jest miękka. Do plecaka rowerowego można nakłaść gąbek i jako tako by było, ale zawsze można zdarzyć się gleba, gdzie się źle spadnie (prawa Murphego).
Nachodzą mnie już myśli o odpinaniu obiektywu na zjazdy - bagnet to wydaje mi się jest słaby punkt w przypadku ewentualnej takiej gleby i osobno aparat z obiektywem, mają większą szansę na wyjście z wypadku bez szwanku. Z drugiej jednak strony - rozpięcie obiektywu, potem spinanie cudowanie - czasu może braknąć na ciekawe ujęcie, a tych na zjazdach jest właśnie najwięcej.
No i co tu począć? Macie jakieś swoje sposoby na ochronę aparatu na rowerze, motorze? Oczywiście specjalny, zbrojony plecak na taką okazję to też przegięcie (ciężar, zastosowanie). Chodzi tu o jakiś taki złoty środek, jakiś pokrowiec wielkości aparatu, co go nie pozwoli zgniesć, tudzież pokrowiec skrojony na miarę aparat+obiektyw.
PS Jeszcze się w górach z aparatem nie wywaliłem, ale wywaliłem się bez niego parę razy i szczerze, to nie wyobrażam sobie jakby te moje gleby (w razie powtórki) przeżył.
Szukaj





Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami