Szukaj
Dopiszę się. Nie palę, nie powiem dokładnie, bo nie pamiętam, ale ponad 4 lata. Podstawowa były przymiarki, a na poważnie to w średniej, około paczki na dzień, później studia. Jak na imprezę brałem 3 paczki fajek, dwie dla mnie, trzecia na rozdanie, to zmieniłem na tytoń. Bo jak ktoś chciał, to mówiłem, masz skręć sobie...I parę lat jarałem skręty...Ach, pachniały jak fajka. Robione z ręki...Bez filtra, bo niektórzy to z filterkiem kręcą. I tak to szło. Do chwili, kiedy nawet do połowy nie byłem w stanie wypalić skręta. Próbowałem jakieś lighty od znajomych. To samo. Nie smakuje. No to hyc...
Pety na bok. Kupiłem rakietę do tenisa. I dzień w dzień, po godzinie plus sto pompek, przez bity rok...Przeprowadziłem się, problem z kortem, a ruszać się chce...Organizm bardziej potrzebował tlenu niż dymka...No to biegi. 5 kilometrów na początek, dzień w dzień, plus 90 pompek, i tak około 1,5 roku. Do tej pory zestawy ruchowe, uległy zmianie, ale o co mi chodzi. Nie tyle o siłownię, choć i tu trzeba mięśnie dotlenić, ale bardziej o ruch na świeżym powietrzu. Nawet nie pamiętam jak to się stało, że nie palę... Po prostu przestałem.
Kończąc, chciałem dodać, że nie brakuje mi palenia jako takiego. Brakuje mi raczej, mówię o tytoniu, tej całej zabawy. Trochę jak z fajką. Kapciuch na tytoń, mieszanie, odpowiednie bibuły, kręcenie, zapalniczka benzyniara po dziadziusiu...Wiecie, zabawki dużego chłopca...![]()
Pzdr i powodzenia!!!
PS. I kręci mnie to, że jestem w stanie przebiec teraz 21 km, w takiej sobie formie w ok 2.5 godziny.
PPS No i w kabzie więcej jest...
Lubię czasem zapalić do piwa.
Najwięcej jarałem w gimnazjum, średnio paczkę na miesiąc. Ostro,nie?![]()
Teraz mniej więcej paczkę na 6 miesięcy.
Jakoś nie potrafi mnie to wciągnąć. Czasem można, ale na dłuższą metę nie da rady.
Paliłem od 16-go roku życia-coraz więcej. Powiem tylko,że na 18-te urodziny dostałem od mamci fajkę bo mniej szkodzi...) Paliłem różne tytonie przez kolejnych kilka lat. Przez kolejne 2lata paliłem fajki z całego świata niedostępne nawet w Pewexie / rzucane przez marynarzy ze statków stojących w porcie
Kiedy wydoroślałem paliłem już tylko Guluazy, Gitanesy, a nawet Dukadosy.Po wypaleniu paczki extra mocnych /bez filtra/ miałem tylko kaca...
Po drodze były cygaretki i cygara. Wypalałem min 1-2 paki dziennie.
Po 17-stu latach palenia doszedłem do wniosku,że czas na zmianę. Ciężko było. Stwierdziłem,że mogę nadal wszystkich wokół oszukiwać, odnośnie chęci rzucenia, ale siebie nie będę.
Kupiłem sobie ostatnią paczkę Marlboro, otworzyłem, wysunąłem kilka fajek z paczki i położyłem na tym zapalniczkę /wyglądało to apetycznie/.
Powiedziałem nie palę...
Fajki zostały w końcu wypalone przez moich znajomych, a dla mnie była to kolejna próba silnej woli.
Nie palę 18 lat i jestem z tego dumny.
Myślę,że każdy potrafi - problem tkwi w głowie...![]()
Kurde, potrafię nie palić pół roku ale zawsze coś (stres, dziewczyna) spowoduje powrót do nałogu. Wystarczy to jedno pociągnięcie i po miesiącu jaram jak smok. Najdłużej nie paliłem dwa lata (nawet sztacha). Papierosy mi nie smakują więc palę tytoń i tak jak JackDaniels lubię kręcić ręcznieco jest bardzo przyjemne. Chyba przy kolejnej próbie rzucenia będę kręcił ale nie zapalał.
Witaj w klubie.
To prawda, że problem tkwi w głowie. Szkoda, że zrozumiałem to dopiero teraz, po 26 latach puszczonych z dymem.
Połączyłem dla pewności 2 metody: Allena Carr`a i Tabex - działa rewelacyjnie i rzucanie przebiega bezproblemowo. Do rzucenia zdopingował mnie m.in., ten wątek. Pozdrawiam wszystkich wyzwolonychPalaczom współczuję :P
Nikon http://greg77.com/
ja rzucilem z tabexem i juz 1 rok nie pale
Człowiek całe życie się uczy...
Skontaktuj się z nami