"Barbara session"... Panie dzieju... Znów dorabianie ideologii? Się człowiek nie wiadomo czego spodziewa, a to takie zwyczajne, poprawnie naświetlone fotki - nic oryginalnego, ot, poprawna warsztatówka. Po co ta angielszczyzna, która pasuje jak pięść do nosa? Ma niby podnieść wartość artystyczną zdjęć? Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Uwierzcie mi, kochani, to naprawdę brzmi zabawnie.

Pomijając tą sprawę, jak pisałem: nie czuję ekscytacji, ale niechęci też nie, więc chyba dobrze jest Brakuje mi nogi na drugiej focie, choć ucięta niby nie natrętnie... Więcej Barbary życzę, warto z nią poeksperymentować.