Tydzień temu wróciłem zza oceanu. Teraz obrabiam ponad 1300 pstrykniętych fot.
Reportażyk z pierwszego dnia pobytu w Limie (pierwszy dzień w Peru). Przechodząc ulicą obok Ministerstwa Obrony zobaczyliśmy strajkujących ludzi. Zacząłem robić zdjęcia... jak oni to zobaczyli, zaczęli do nas machać, zapraszać, opowiadać co się dzieje. Prosili żeby robić zdjęcia i pokazać potem gdzie się da. Nie przyjmowali do wiadomości tego, że nie jesteśmy z gazety, nie chcieli słyszeć, że jesteśmy na wakacjach. Bardzo im zależało, żeby pokazać swoją krzywdę, swoją biedę, głodujących współtowarzyszy. Gotowali sobie kakao w wielkich garach...
Cywilni pracownicy Ministerstwa buntowali się przeciwko swojej stawce zarobków, która była ponad dwukrotnie niższa niż stawka dla wojskowego konia.
Po drugiej stronie ulicy stała gotowa na wszystko straż...
Moja żona jako biegła w języku hiszpańskimposzła na pierwszy ogień. Wszyscy chcieli jej opowiedzieć o tym strajku. Przynosili dokumenty, publikacje prasowe - a właściwie pokazywali, że prasa bagatelizuje ich działania.
Mnie w tym czasie zaprowadzili do namiotów, w których leżeli ich głodujący od 9 dni koledzy...
...
Jak się później okazało, w każdym mieście do którego zawitaliśmy, ktoś manifestował, strajkował, był niezadowolony z rządów obecnego prezydenta dr Alana Pereza.
Po półtorej godzinie udało nam się wydostać z tego dołu pełnego ludzkiej krzywdy, biedy, niezadowolenia. Uderzające było to, że oni mieli tak wielką potrzebę opowiadania o swojej walce, w obliczu otaczającej ich beznadziei i nędzy i ignorowania ich potrzeb przez rząd.
Ciężki był ten pierwszy dzień...
Szukaj




Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami