Jedno to było na pewno Lamborghini, takie z wielkimi kanciastymi światłami z przodu. Żółte. W tym było niewygodnie, bo się leżało (a ja lubię siedzieć wygodnie). Nie mam pewności, czy to nie jakaś podróba, chociaż wnętrze miała należycie surowe. Miał ją taki troszkę szemrany koleś, jakiś pociotek byłego road managera zespołu, w którym grałem. Jechałem po autostradach w okolicy Norymbergii, parę lat temu.
Drugie to było Ferrari, ale chyba sztuczne (tzn. nie prawdziwe) bo czarne. Zdecydowanie nowy model, już nie tak surowy jak poprzednie. Skóra, fotele bardziej do rzeczy, wykończony skórą lewarek, ręczna skrzynia z metalową prowadnicą, na numerek nie zwróciłem uwagi. Jechał nim właściciel hotelu (lub podawał się za takiego), w którym mieszkałem w Szwajcarii.
To było mocno szpanerskie, ale trochę wstyd mi było wyciągać aparat i robić fotę. Nie chciałem wyjśc na buraka ze wsi, co samochodów nie widział, a poza tym jechałem nim może ze 20 kilometrów i szczerze to auto znienawidziłem.
edit
Acha, ta ferrarka miała okrągłe i raczej małe światełka z tyłu, po parze na stronę. Teraz dopiero widzę, jak straszliwie nie znam się na autach.
Szukaj



Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami