Bardziej płochliwego ptaszka ostatnio nie widziałem. Zanim namyśli się podejść długo rozgląda się, a potem centymetr po centymetrze do przodu. Gdy tylko coś się poruszy, już go nie ma. Mi udało się go "upolować" przy chyba dziewiątym podejściu.

Dziękuję wszystkim za odwiedziny i komentarze.

Dziękuję Maju. Samo jakoś tak wychodzi. Ja tylko naciskam ten mały przycisk.