Nie chcę nikokgo urazić, ale...
Nieomal nie spadłem z krzesła - toż to ten Deutschland to raj na ziemi... a prawda chyba jest nieco okrutniejsza.
Nie jestem prawnikiem ze specjalizacją w niemieckim prawie cywilnym, ale rzecz, którą tu czytam, jest tak odległa, niewyobrażalna, że jej nieprawdopodobieństwo dla mnie jest 100%. Jeden krąg kultury prawnej wykształca w miarę spójne zasady - owszem, mogą zdarzać się odstępstwa - np. dla prawa autorskiego to czas ochrony, ale nie burzą one jednolitego systemu. Chyba, że trafimy do Penambuko, gdzie wszystko jest możliwe...
Prawo cywilne z szegółowymi uregulowaniami prawa autorskiego chroni własność (także intelektualną) i daje właścicielowi środki ochrony i dysponowania swoją własnością. Tak, jak domu nie trzeba sprzedawać tylko wynająć, tak producenci programów nie sprzedają swojej pracy tylko pozwalają na korzystanie z niej na określonych warunkach. To "pozwolenie" zwane dla niepoznaki licencją reguluje, jak i co można zrobić. Za "pozwolenie" można zapłacić raz przy zakupie lub w dowolny inny sposób - jak licencjodawcy się spodoba.
Dlatego rozbawiło mnie stwierdzenie, że program jest własnością kupującego - jego są najwyżej płyty, na których ten program wytłoczono.
Całe nieporozumienie wzięło się chyba z pomieszania pojęć i "faktów" prasowych (z naciskiem na ten cudzysłów przy faktach). Część własności intelektualnej nie podlega scisłemu licencjonowaniu - np. muzyka. Rozprowadzana jest na zasadach ogólnych, a te przewidują coś takiego jak "dozwolony użytek". Kupioną w sklepie płytę słuchamy na zasadzie zgdody autora i producenta. Zgoda ta obejmuje wykorzystanie w warunkach domowych, bo już założyć wypożyczalnię takich płyt, urządzić publiczne odsłuch nie możemy. Dodatkowo zasady "dozwolonego użytku" pozwalają nam wykonać dowolną ilość kopii (by mieć pod ręką przy każym grającym w domu sprzęgu), pożyczyć rodzinie, znajomemu i in.
To właśnie zakres "dozwolonego użytku" może w Niemczech być większy niż w Polsce (nie wiem), ale z pewnością poza kawałkiem plastiku nie jesteśmy właścicielami niczego więcej.
Wracając do programów komputerowych... Licencja beee... nie kupować! Jak się już kupiło, to przeczytać przy instalacji, przerwać ją i odnieść do sklepu - "Tak, kupiłem, instalowałem, dopiero wówczas pojawiła się licencja - nie mogłem jej wcześniej przeczytać - warunki są nie do przyjęcia, rezygnuję!". Producent musi przyjąć program i zwrócić pieniądze (pomijam zdziwienie sprzedawcy i metody perswazji, które należy zastosować, by wymóc należne nam prawo)...
Szukaj




Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami