Temat zainspirowany dyskusją w ogólnym wątku o systemie Sony.
Pomyślałem sobie że warto by o tym porozmawiać w oderwaniu od konkretnego systemu, mniejsze szanse na zadymę, a temat wydaje się ciekawy.
Zacznę więc od siebie - przez dekady używania lustrzanek cyfrowych, wyrobiłem sobie przekonanie że górny wyświetlacz jest niezbędny.
No miałem go od pierwszej lustrzanki Canona i zawsze był, więc krzywo patrzałem się na aparaty innych firm (bezlusterkowce) które górnego wyświetlacza nie miały.
Pamiętam że na początku mocno krytykowałem i wyśmiewałem konstrukcje bez górnego wyświetlacza.
Jednak po czasie doszedłem do wniosku że byłem w błędzie. Górny wyświetlacz owszem, miał sens, w lustrzankach, zwłaszcza tych starszych, gdzie w wizjerze zwyczajnie było dużo mniej informacji niż obecnie.
Po przejściu na bezlusterkowe zauważyłem że w ogóle przestałem korzystać z górnego wyświetlacza. Nie dość że wszytko co mi było potrzeba widać w EVF, to jeszcze podstawowy cel sprawdzania tych parametrów (przynajmniej większości) odszedł do lamusa, bo w EVF zwyczajnie widać co będzie na zdjęciu bez patrzenia na parametry.
Nie muszę zaglądać na wyświetlacz (ani nigdzie) żeby sprawdzić jaka jest korekta ekspozycji chociażby, to nie dość ze to widzę w wizjerze, to jeszcze widzę efekty działania tej korekty. I tak dalej, i tak dalej, wiedzie o co chodzi.
Tak więc po przejściu z lustrzanek na bezlusgterkowce, i pozbyciu się lustrzanek, zauważyłem że górny wyświetlacz przestał być dla mnie przydatny - czy używałem Olympusa (OM), Sony, czy Canona który wyświetlacz miał, to na wyświetlacz się nie patrzałem.
Czyli podsumowując: na początku byłem mocno sceptyczny, obecnie uważam górny wyświetlacz za element bardziej dekoracyjny niż przydatny w robieniu zdjęć.
Szukaj





Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami