Cytat Zamieszczone przez Pilej Zobacz posta
Dzięki @Wujot jeszcze raz, postaram się przeanalizować kilka razy Twoją wypowiedź.
Może jestem nieświadomy swojej niekompetencji, ale wydaje mi się, że poczyniłem choć minimalne postępy choćby w kwestii panowania nad światłem.
Zdecydowanie, w kwestii światła zrobiłeś bardzo duży postęp. Choć ciągle poruszasz się sprawnie tylko w niskim kluczu. Czyli "naturalnej" dla fotografii stylistyce pozwalającej uzyskiwać dobre efekty wizualne. Low key ma niewątpliwe zalety: przez umiejętne stosowanie świateł kluczowych łatwo można wydobyć to co chcemy. Obniża to koszty aranżacji i przyspiesza realizacje. Jak coś jest niefajne to ukrywamy to w cieniu. W dodatku to co oświetliliśmy jest najjaśniejsze i bardzo dzięki temu widoczne i ściągające wzrok. Same plusy. Ale niski klucz to tak naprawdę pułapka, albo gorzej - obrazowo mówiąc - kanał fotograficzny.

Z punktu widzenia designu, jakimś "dziwnym" zbiegiem okoliczności (a co pokazują badania projektów), w projektowaniu dominują jasne tony i zdjęcia. To, powiedzmy 80-90% całości zapotrzebowania. O klasie fotografa wobec tego świadczy sprawne poruszanie się w jasnym kluczu a nie ciemnym. To ostatnie to prościzna (i samograj). Jasny ton to naprawdę jest wyzwanie. W jednym z tekstów (przy plecaku) opisałem zresztą jak sobie można tu poradzić.

O deficycie w tym kluczowym dla fotografii zawodowej aspekcie można przekonać się analizując prace z tego wątku - te jasne są bardzo słabe, z punktu widzenia światła oczywiście. Wobec tego proponowałbym Ci półroczny okres abstynencji od low key - jest szansa, że obudzisz się już jako fotograf mający pojęcie o świetle.

Zupełnie oddzielną kwestią jest czy warto skupiać się nadmiernie nad perfekcją oświetlenia, kompozycji czy wysmaczenia. Gdy w 1992 roku pisałem moją pracę dyplomową o studiach fotografii reklamowej w Europie zdobyłem szeroki dość wgląd w ich osiągnięcia. I jak zobaczyłem prace czołówki to stwierdziłem, że dogonienie tej perfekcji warsztatowej zajmie mi wiele lat (>10). Ale zauważyłem też, że w jakimś sensie, te prace są skostniałe, rutynowe, ciężkie. W tym dostrzegłem swoją szansę, i jakkolwiek starałem się podciągnąć warsztat (bo zawodowiec musi reprezentować w każdym aspekcie dobry poziom) to skupiłem się na tych sprawach co je wcześniej sygnalizowałem. Czyli pomysł, język, styl, nowatorstwo, zaskoczenie, gra z widzem intelektualna i ta wizualna. A później dostrzegłem, że fotografia to tylko składnik projektu. Jakkolwiek na szczęście często najważniejszy W parę lat później znalazłem się w przeglądach projektowania europejskiego (a w kraju parę razy były grube nagrody). Wystarczyło na to 6 lat. Mój klasyczny warsztat był poprawny. Na pewno w zakresie smaczków, subtelności i kultury plastycznej byłem poniżej, na przykład, wspomnianego tu już Piotra. Inna sprawa, że mnie to niezbyt interesowało, bo wyjściowo zdecydowanie bardziej bliski jest mi Bauhaus jak secesja (to w kwestii korzeni) lub graficy jak fotografowie. Ale każdy musi znaleźć swoją drogę - Twoja może być kompletnie inna.

Nie mniej przykra informacja jest taka, że jakkolwiek możesz później świadomie robić jakąś antyestetykę albo nawet antyzawodowo ale sprawne komponowanie aranżowanie i świecenie zgodne z mainstreamem niestety musisz mieć w paluszku.