Close

Strona 2 z 3 PierwszyPierwszy 123 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 11 do 20 z 22
  1. #11

    Domyślnie

    Owszem i to bardzo - dało to efekt takiej reporterskiej szlachetności - może to zbyt mocne słowa ale tak czuję

  2. #12

    Domyślnie

    Bardzo ladnie- ladne zdjecia i duzo textu. Tak jak trzeba. Za czarno-biale zdjecia- nagana w formie ustnej.
    I was expecting applause but I suppose stunned silence is equally appropriate... flickr

  3. #13

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez cz4rnuch Zobacz posta
    Myślę, że chodzi o wypłoszenie ryb choć nie jestem pewny. Poniżej wrzucam link opisujący tę technikę łowienia.

    http://www.myanmartravelessentials.c...ing-inle-lake/
    Dzięki.
    Wygląda że faktycznie wiosłami płoszą/zapędzają ryby.

  4. #14

    Domyślnie

    Naganę oczywiście przyjmuję do serca i obiecuję poprawę. Od tej chwili no more BW (bo już w sumie nie mam). I dziękuję za odwiedziny. Inle oraz reszta Mjanmy są kolorowe i niech tak zostanie.

  5. #15

    Domyślnie

    Nyaungshwe to bardzo przyjemne miasteczko, ale główna atrakcja tego regionu to wypłynięcie na jezioro Inle lub jeśli ktoś ma więcej czasu to również na pozostałe połączone z Inle kanałami. Ale do tego, oprócz czasu potrzebne jest również wyczucie czasu, bo kanały nie są "żeglowne" przez cały rok. Taka jest zresztą charakterystyka tego miejsca, bo jeziora są bardzo płytkie. Niektórzy Mjanmarczycy potrafili to jednak kreatywnie wykorzystać i się po prostu na tych jeziorach osiedlili. Trochę dziwnie to wygląda, ale na wodzie posadzili tu nie tylko własne domy, ale również sklepy, restauracje, klasztory, świątynie, urzędy, szkoły itd. Zatankować też można. A oprócz tego na wodzie sadzą tu też warzywa, które ponoć bardzo dobrze się tu przyjmują, bo do nawożenia i jako bazę do ich warzywnych wysepek stosują pozyskiwany z dna roślinny "podkład". Region ten słynie też z produkcji biżuterii wykonanej głównie ze słota i kamieni szlachetnych w bardzo okazyjnych cenach. Popularne są tu też jakieś manufakturki produkujące pety, szale itd, ale to raczej pułapki turystyczne. Nie wiem czy warto je odwiedzać, ale z relacji w necie wnoszę, że to raczej strata czasu. No chyba, że ktoś ma ochotę na jakieś pamiątki. Za to warto się zatrzymać w restauracyjkach na wodzie. Ryby pyszne i fajny relaksik szczególnie po południu gdy słońce niemiłosiernie pali. Transport też bez zaskoczeń, wszystko tu robią na łodziach. Inaczej nie da się też tego zwiedzić. Trzeba wynająć łódź z pilotem i samemu wymusić trasę, bo inaczej obwiezie po sklepach i pewnie niewiele się zobaczy. Warto też wpłynąć w kanały. Sporo zwierząt i wszystko zielone. Aż mi się rodzinne strony przypomniały.






















  6. #16

    Domyślnie

    Po raz kolejny- bez zarzutu. Z mojej, czyli zadnej, strony.
    I was expecting applause but I suppose stunned silence is equally appropriate... flickr

  7. #17

  8. #18

    Domyślnie

    I jeszcze jako uzupełnienie do Inle kilka naziemnych. Główna atrakcja to jezioro, ale na lądzie jest kilka klimatycznych miejsc. Może zadu to nie urywa, szczególnie w zestawieniu z ociekającymi złotem świątyniami w Mandalaj czy w Rangunie, ale za to jest autentycznie i zazwyczaj bezludnie. U mnie za wyjątek robiła pagoda na wodzie gdzie akurat było święto. Poza nią było miło i spokojnie czyli tak jak (czasami też) lubię.

















    Ostatnio edytowane przez cz4rnuch ; 09-06-2020 o 17:02

  9. #19

    Domyślnie

    Fajne miejsce, świetne klimaty.

  10. #20

    Domyślnie

    Zanim zacząłem trochę czytać o Birmie to kojarzyła mi się ona wyłącznie z jednym obrazkiem, lasem pagód na tle wschodzącego słońca. W sumie to nawet nie znałem nazwy tego miejsca. Gdy już trochę poczytałem to okazało się, że kraj ma znacznie więcej do zaoferowania, ale nie oznacza to, że nie warto zobaczyć pozostałości królestwa Bagan. I takim małym szokiem było dla mnie to, że mimo, że to jedna z największych atrakcji to turystów było tam stosunkowo mało. Albo przynajmniej tak mi się wydawało, bo na wschodach i zachodach słońca jednak robiły się małe tłumy. Już chyba o tym pisałem, ale z rozmów z przemiłą parką, właścicielami niewielkiej knajpki w Nyaung U, jednej z wiosek z której szybko można dostać się na tereny dawnego królestwa, dowiedzieliśmy się, że jeszcze ze 2 lata przed naszym przyjazdem hotele były pełne, ale kryzys z Rohingya i zła prasa na zachodzie szybko turystów wypłoszyły i interesy już nie idą tak jak kiedyś. I faktycznie hotele puste, ludzi nie ma. Dla nas miało to i dobre strony, bo było bardzo tanio i wszędzie łatwy dostęp, ale dla miejscowych to oznacza biedę. Nie oceniam czy to dobrze czy źle, że Birma została tak napiętnowana w zachodniej prasie, ale generałowie w których interesy miało to uderzyć jakoś sobie poradzą a oberwało się zwykłym ludziom. Obecnie kryzys jest jeszcze większy, głównie na granicach gdzie partyzanci ścierają się z wojskiem, ale oznacza to, że kolejne miejscówki w Birmie się zamykają, np Hsipaw gdzie jeszcze niedawno można było się wybrać na zjawiskowe trekkingi a obecnie można to przypłacić życiem o czym przekonali się jacyś Niemcy, którzy powłazili na miny albo Myauk U, mało znane i niemal dzikie jeszcze "małe Bagan" które dopiero co zaczęło się otwierać, ale ze względu na zatargi z partyzantami teraz i tam dostęp jest niemal niemożliwy no chyba, że ze specjalną wjazdówką
    Ponarzekałem trochę, ale w sumie dla nas oznaczało to niemal same plusy. Nie musieliśmy mieszkać w jakiejś szczurzarni i wypełniać sobie wieczorów polowaniami z klapkami na karaluchy, zamiast tego mieszkaliśmy naprawdę luksusowo za grosze. Knajpki prześcigały się w wydzieraniu sobie klientów więc można było smacznie i bardzo tanio podjeść. Największy wydatek to chyba był kilkudniowy bilet wstępu na tereny archeo za 20 dolków. Podobnie tanio było za wynajęciem e-bika (a w zasadzie dwóch na dwa dni), który ostatnimi czasy robi furorę w Bagan i wypycha tradycyjne dorożki i tuktuki. Z dorożki i tak bym w sumie nie skorzystał, bo zwierzęta w służbie turystyki źle mi się kojarzą, ale tuktuka polecam, bo też jest tani a kierowcy wiedzą gdzie i kiedy się warto pojawić. Dobrze też mówią po angielsku i mają sporą wiedzę (co w sumie i tak nie ma znaczenia, bo po tych dwóch latach i tak nic z tego nie pamiętam :. Sami też mieszkają w pobliskich wioskach gdzie także aż roi się od różnych perełek. Dzięki temu np w rodzinnej wiosce naszego drajwera zobaczyliśmy piękne malowidła naścienne, dużo lepiej zachowane niż te najbardziej popularne, które umieszcza się na mapkach Bagan. Oczywiście warto też pozwiedzać samemu rowerem lub elektrycznym skuterem, bo to duża frajda. Tak na chybił trafił można znaleźć naprawdę piękne miejsca, bo trudne to nie jest zważywszy na to, że nawet po trzęsieniach ziemi na w sumie bardzo małym obszarze zachowało się ponad 2 tysiące pagód, świątyń, klasztorów itd. Niestety po trzęsieniach (a może stety) nie można już się wspinać na większość z pagód, nie do wszystkich da się też wejść, bo grozi to zawaleniem. No i węże. Trochę po Azji jeździłem, ale w Bagan najwięcej ich widziałem, a w dzień ponoć lubią się chować właśnie w pagodach i świątyniach. Z resztą na jakąś gadzinę prawie nadepnąłem na schodach jednej z nich więc wierzę, że jest w tym sporo prawdy.
    Ze spraw organizacyjnych do chyba niezależnie z której strony wjedziemy do Bagan, mowa o autobusie, to zazwyczaj dzieje się to jeszcze w nocy więc o ile mamy jeszcze trochę sił to warto się od razu wybrać na wschód słońca. Bo niestety, ale trzeba tam być bardzo wcześnie. Hotele mają własne wypożyczalnie ebików i rowerów (choć jest drożej niż w zwykłych wypożyczalniach), można też bez problemu wynająć drajwera na wschód słońca. Widoki oczywiście piękne, jeden dzień to za mało, ale samych pagód jest tam tylko kilka typów (7 czy więc nie wiem czy warto siedzieć tu tydzień, 2-3 dni raczej wystarczą na główne atrakcje oraz powałęsanie się samemu, szczególnie jeśli się komuś spieszy. Mnie osobiście po 3 dniach już same pagody spowszedniały. Większe wrażenie robi ich nagromadzenia na tak małym obszarze. Ogólnie jeśli miałbym z czymś porównać to miejsce to mocno kojarzy mi się ono z Angkorem. Z tą różnicą, że Angkor jednak robi większe wrażenie a z kolei Bagan jest znacznie mniej turystyczne, nie ma tej całej głośnej otoczki, dyskotek z sheboyami, karaoków itd. a i sami ludzie, szczególnie dzieci, jacyś tacy dużo mniej interesowni. Ktoś Ci coś pokaże, zagada, poopowiada, zażartuje i grosza za to nie weźmie. Oczywiście i to się zmienia, bo cwaniaków (na biedaka, na litość, choć pokażę Ci swój sklep, LP mnie wydymało i nie wpisali mojego warsztatu itd.) przybywa. Na szczęście w Bagan to jeszcze nie jest plaga.

    Trochę przegadane tym razem to dla równowagi trzeba mało foćków dać.














Strona 2 z 3 PierwszyPierwszy 123 OstatniOstatni

Podobne wątki

  1. [ Portret ] z szuflandii
    By fafniak in forum Portret
    Odpowiedzi: 14
    Ostatni post / autor: 19-03-2020, 15:03
  2. [ Makro ] Robaki z szuflandii
    By Karbulot in forum Przyroda i makro
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 14-03-2011, 14:13
  3. [ Przyroda ] Ruda z szuflandii
    By chomiczkus in forum Przyroda i makro
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 20-02-2011, 10:36
  4. [ Architektura ] Z szuflandii
    By Nostromo in forum Architektura
    Odpowiedzi: 10
    Ostatni post / autor: 29-01-2009, 09:51
  5. [ Makro ] Z szuflandii
    By JacekM in forum Przyroda i makro
    Odpowiedzi: 10
    Ostatni post / autor: 21-11-2007, 20:33

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •