Może chwilowo Azja mi się przejadła albo za wysoko postawiłem poprzeczkę, ale ludziska przedstawiali mi ten kraj jakby to był raj na ziemi. W każdym razie sam też się rozleniwiłem więc zdjęcia robiłem głównie komórką lub w ogóle czego żałuję, bo na trekingu miałem okazję odwiedzić wioski plemienne a w nich bardzo fotogenicznych ludzi. Których nie obfotografowałem. A wiem, że fotogeniczni, bo jednemu takiemu Brazylijczykowi co z nami szedł się jednak chciało i nawet na ekraniku aparatu wyglądało to super (no, ale to było Fuji z tą fajną stałeczką a u Fuji wiadomo, że piknie prosto z puszki).
Wracając jeszcze na chwilę do Luang Prabang to przypomniał mi się jeszcze jeden zgrzyt. Dla tych, którzy będą i szykują się na ceremonię wręczania jałmużny mam radę by przygotowali się na mały szok. Nie chodzi o samą ceremonię. Ta jest piękna, szczególnie, że odbywa się przed świtem i widok setek idących w milczeniu mnichów może cieszyć oko. Miejscowi i większość turystów również wie jak się zachować (choćby z tej prostej przyczyny, że w hotelach rozdaje się ulotki wyjaśniające przebieg, nakazy, zakazy itd.) Niestety miejsce to najeżdżają i chińscy turyści, którzy robią sobie z tego festyn. Kupują najtańszy, stary ryż (co już jest niedopuszczalne, bo ryż dobrej jakości należy przygotować samemu w domu), pozują do samojebek, zachodzą drogę mnichom (lub nawet zajeżdżają autokarami - ponoć zdarzył się taki przypadek), drą japy itd. Żałosne widowisko. Doszło do tego, że mnisi się zbuntowali i nie chcieli wychodzić na ceremonię, ale w Laosie lekko nie ma, dyktatura nakazała wrócić do tradycji, bo ceremonia przyciąga turystów i pieniądze. Pewnie z ciekawości i tak większość zajrzy, ale ogólnie nie warto, albo warto poszukać bardziej zacisznej uliczki, np przy jednym z klasztorów, i na spokojnie obejrzeć choć przez chwilę jak kiedyś to wyglądało. A tak przy okazji ten tani ryż do niczego się nie nadaje, nawet żebrzące dzieci tego nie chcą. No chyba, że są już bardzo głodne.
Takie jedno zrobiłem a potem samemu mi się wstyd zrobiło, że też jestem turystą i schowałem aparat.
Zmieniając temat to niedaleko LP płyną sobie wodospady Kuang Si. Takie przyjemne miejsce na godzinkę lub dwie. Ja sobie wymarzyłem, że raz w życiu zrobię sobie wodospady z bitą śmietaną, oczywiście bez filtrów i statywu, bo nie mam. Niestety nie zaprezentuję całej sesji, bo okazało się, że matrycę mam tak usyfioną, że usuwanie kurzu z więcej niż dwóch fotek przerosło moją cierpliwość.
![]()
Szukaj









Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami