Może i tak, ale czyż nie lepiej, by miast wyjaśniać, co chciał powiedzieć, albo raczej czego nie chciał, pozwolił On swemu dziełu mówić samemu za siebie?
Jakoś nie możemy się porozumieć... Byłoby to zdarcie części owego welonu tajemniczości, niedopowiedzenia, jakim nieodparcie uwodzi mnie ta praca. Oczywiście, pozostałby pytania, czy licznik aby nie kręcony albo o zawartość bagażnika, ale byłoby to trochę tak, jakbyś Bazylikę św. Piotra w Rzymie pozbawił kolumnady Berniniego. Przepraszam, jeśli ta metafora jest nietrafiona, ale nie umiem tak na szybko znaleźć innej. Tak czy siak, dobrze, że nie podałeś tych danych.
Szukaj






Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami