Ostatni etap. Z Nazca jedziemy do Paracas, nieduży dystans, relaksująca podróż. Bierzemy miejsca w 1 rzędzie na górze autobusu, nie ma na nie chętnych więc może to nie jest najbezpieczniejsze miejsce, ale za to widoki przednie.
Paracas to nieduże spokojne miasteczko nad Pacyfikiem. Z jednej strony pustynia, z drugiej zimny prąd, prawie tam nie pada ale często wiszą mgły i upału nie ma, choć i tak dużo cieplej niż w górach. Następnego dnia już sam jadę na wycieczkę na wyspy Ballestas, żona miała dość i skapitulowałaIslas Ballestas zwane są czasem "Galapagos dla ubogich", bo faktycznie, są łatwo dostępne. Wycieczki z Paracas są niedrogie, płynie się takimi dużymi odkrytymi pontonami, ok. 40 osób. Niestety pogoda niezbyt dopisała, mgła i ciemnawo, wszędzie pełno albatrosów. trzeba uważać
Po drodze jeszcze geoglif podobny do linii z Nazca, zwany kandelabrem lub kaktusem, trochę we mgle
No i zwierzaki. To małe skaliste wysepki, przede wszystkim zatrzęsienie ptactwa (trafił się nawet jakiś pingwin) i sporo lwów morskich, pływających dookoła i wylegujących się na skałach czy plażach
Ogólnie sympatyczna wycieczka, choć nie jakaś spektakularna, gdyby dopisało słoneczko efekty byłyby lepsze.
Szukaj





Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami