Uzbierało mi się trochę zaległego urlopu. Kilka dni w Amsterdamie wydawało się rozsądnym rozwiązaniem - trochę zdjęć, śledzie z cebulka, window shopping, spotkanie ze znajomym.
Kolega na wiadomość, że przyjeżdżam, odpowiedział krótko: szkoda, nie będzie mnie, lecę do Tokio.
Tokio…
Cóż, po kilku godzinach już miałem bilet i rezerwację pokoju w hotelu. W Tokio rzecz jasna.
No, bo, dlaczego nie?
1. Pierwszy spacer, zaraz po rozkulbaczeniu się w hotelu.
2. Przejście kilkudziesięciu metrów, i już było świetliście. I tłoczno.
3.
4. Odwykłem od widoku ludzi w krawatach.
4a.
5. Troche bliższe spojrzenie.
6. Tak rzadko ktoś mnie prosi żebym pozował…
7. Nie jestem rannym ptaszkiem, więc kolejny dzień zaczął się od śniadania. W porze lanczu.
8. Rrrrrramen!!!
9. Jak lancz, to i drzemka.
10.
11. Takie tam odbicia.
12. Krótki wypad do Asakusa. Chyba tylko po to żeby przypomnieć sobie „The Ring”. Ten japoński oczywiście.
13. Dziwnie tam było
14. Wiec powrót do Shinjuku
15. Podróż koleją jest super. Dzieje się w wagonach...
15a. ...
16. ...I za oknami
17.
18. A czasem nie dzieje się nic.
19. I tak, krok za kroczkiem, zbliżamy się do faktycznego celu wyprawy…
Koniec części pierwszej.
Szukaj




Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami