Nie chcę uogólniać, ale odnoszę wrażenie, że firmy = oddziały zagranicznych firm, mają generalnie bardziej w czterech literach. Trochę tak jakby wg schematu: lokalny derektorek polandowskiego (pod)oddziału, podlegający (nad)oddziałowi regionu, a który dopiero podlega pod "centralę". Czyli bardzo daleko od "centrali". Dodatkowo derektorek zapatrzony w swoje kejpiaje (czyt. sprzedaż) , co by (nad)oddział był happy, że im wykręca sprzedaż. A obsługa posprzedażowa? A reszta? Reszta się nie liczy, a jak się nie podoba, to se piszczcie do "centrali" (lub na Berdyczów).
Podam przykład (opisywany w wątku o fotelach): fotel dxracer - "elementu nie da się kupić".

Kontrprzykład: w umywalce pewnej okrągłej (polskiej) firmy od ceramiki sanitarnej, ułamał mi się element, jak się później okazało był "elementem systemu odpływowo-przelewowego". Telefon do tej firmy, bo nawet nie wiem jak się ten element nazywa i jak go szukać. Po szybkim ustaleniu co to jest, dostaję info, że standardowo stanowi on element całego zestawu "odpływowo-przelewowego" i nie jest do kupienia "luzem". Niedobrze, bo mniejsza o koszt całego zestawu (120 zł), to pozostaje kwestia pełnego demontażu/montażu całości. Więc dostaję info, że mają ze zdekompletowanych zestawów taki element i mogą wysłać. Po 3 dniach dostaję paczkę ze wspomnianym "elementem systemu odpływowo-przelewowego". Da się? Da się!

Kontrprzykład: Po 5 latach w meblach polskiej firmy z rejonu kuj-pom, odbarwia się jeden blat. Złożenie reklamacji. Po tygodniu przyjeżdża ekipa z nowym blatem (240 x 60 waga coś ok. 30 kg), wymieniają bezkosztowo. Da się? Da się!

Sorry za OT.