Ostatnio było o niczym, więc teraz dodam jakąś historyjkę aby coś się działo
Na krańcu europejskich metropolii była sobie wyspa, zielona jak zapleciony warkocz wiosennej panny.
Ta zielona wyspa miała jeszcze kilka mniejszych wysepek, na których można było swobodnie brykać po skalistych wybrzeżach. Miałem to szczęście znaleźć się*na jednej z takich wysp i to nie był sen!
Wszystko wydarzyło się*naprawdę.
Przemierzając setki kilometrów drogami Irlandii, dojechałem do miejsca łączącego dwie wyspy.
Był to most, nie byle jaki most!
Woda w ocenie tańczyła na 2 metry, a wicher pozwalał na taniec nietrzeźwego (tak po 5 piwach) z pełnym pęcherzem.
Wiedziałem że cel (Valentia Island) znajduje się*po drugiej stronie, więc wolno przemieszczałem się*do przodu nie wypadając z toru.
Kiedy moje opony dotknęły Valentii , czułem że bieżnik wie w którą stronę się kierować!
Po niespełna 10 minutach, ukazało mi się*wspaniałe wybrzeże.
Już wiedziałem że warto było tu zawitać choć na chwile.
Ogromne fale rozbijające się*o skały u wybrzeża Valentii, huczały trzęsąc ziemią - co mnie martwiło przy długim naświetlaniu
Nie lękając się wyciągnąłem swój statyw, rozstawiłem wszystkie trzy nogi kierując w stronę oceanu
Wbiłem nogi w wybrzeże Valentii jak Posejdon swój widelec w ocean i zacząłem wzywać "Duchy oceanu"
Mam nadzieję że nikogo tymi bzdurami nie uraziłem, starałem się*- nie mam daru pisania :/
Ten co to przeczytał, to szacun że się*chciało
Zapraszam do zdjęcia.
Pozdrawiam
Rafal
Przemycę taki kod: MAJOWKADRI
Szukaj




Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami