Jednym słowem, Zosia-samosia. Ale nie tak, od razu. Najpierw - przez rok - wymieniałem z wydawnictwami całego kraju listy na temat "wyższości świąt jednych nad drugimi". Przez cały 2011 nasłuchałem się, że bez migoczących okładek i wesołych zwierzątek - to nie pójdzie. Że dlaczego takie smutne, ciemne, mroczne... Że niektóre foto piękne i biorą, ale pod warunkiem, że dodadzą więcej życia, koloru... własną okładkę, własne komercyjne doświadczenia.
A ja nie chciałem komercyjnej książki. Chciałem ich sieć dystrybucji. Chciałem włączyć się z dobrym produktem w ich sprawne maszynerie docierające do masowego klienta... z pożytkiem dla czytelnika, autora i wydawcy. Ale przenigdy autorskiej książki nie chciałem robić w najgorszym tego słowa znaczeniu - pod klienta, pod supermarket, pod rynek. W komercji pracuję na co dzień. Wystarczy, że szmacę się w reklamie. Autorska fotografia to coś zupełnie innego, to wyrwana część duszy. Poprzednia autorska z 2002 r, też była bez kompromisów. I też miała dodruk.
Dziś chciałbym się Wam pochwalić, że miałem dobrego nosa. I, że warto jest się uprzeć. Dziś mogę to mówić, bo po miesiącu 2/3 nakładu sprzedałem. Jestem na prostej. A we wrześniu będzie drugie wydanie, którego już część leży gotowa w drukarni. Rzeczy szczere niespodziewanie często spotyka nagroda.
Operację rozkręciłem na początku roku. Nie będę zanudzał szczegółami. Od miesiąca mam książkę w ręku i już dziś wiem, że gdy tylko wpadnie w ręce miłośnika książek - świat choć na chwilę staje się lepszy.
Wasze sugestie zamieszczane tu na forum, często pomogły mi w doborze fotografii. Czasem jedno słowo wystarczy, aby nadal trzymać się wiary, że nie jest się kosmitą. Albo raczej, że warto być kosmitą.
Mimo przeliczalności współczesnego świata, wszechwładnej taniochy i strachu przed kryzysem, warto jest zrobić coś po prostu uczciwie dobrego, najwyższej jakości, szczerego. Czasem
Szukaj




Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami