
Zamieszczone przez
sruba
Temat jest wbrew pozorom mocno skomplikowany, bo to zależy i od aktywności i od warunków... Ogólna refleksja - jeśli chodzi o trwałość, to od jakiegoś czasu zauważam tendencję znaną z innych dziedzin, tzn., że trwałość jest coraz mniej istotna dla producentów, i chodzi o to, żeby kupić szybko nowe... Wpisując się w tą filozofię coraz częściej zaczynam kupować w Decathlonie. Może nie brzmi to pro, ale ja ciuchy dosyć szybko zajeżdżam i wolę kupić co roku powerstretcha za stówkę i bardziej się to opłaca, niż kupienie Mammuta za 500-600 zł i... podarcie go w górach... a zarówno jakość, materiały jak i krój są już w Decathlonie na naprawdę wysokim poziomie (oczywiście nie wszystko, ale naprawdę dużo rzeczy już można kupić bardzo w porządku). Wielu moich znajomych, którzy należą do czołówki wspinaczy górskich postępuje tak samo. Z rzeczy, które staram się mieć markowe to goretex, softschel (w tej chwili mam Milleta Touring Speed XCS i TRILOGY V ICON DUAL GTX PRO i bardzo mi dobrze się sprawdzają - choć nie ukrywam, że Millet dlatego, że dostałem akurat Milleta od sponsora. Z drugiej strony nie przywiązywałbym się jakoś bardzo do marek, że Mammut czy Arcteryx będzie dramatycznie lepszy i trwalszy... jakoś nie widzę różnic między wiodącymi markami, wszystko drze i rozwala się tak samo, moim zdaniem to już bardziej kwestia jaki krój komu pasuje, czy estetyka) i puchówkę (Cumulus Incredilite Endurance, choć polecam też Małachowskiego), oczywiście buty, wodoodporne rękawiczki. Czapki, bielizna, powerstretch, cienkie rękawiczki (po kilka sztuk windstopperowych bo w góry biorę po kilka sztuk) kupuję w Decatchlonie, choć odnośnie bielizny mam też Brubecka i też jest bardzo dobra. Nie kupiłbym Xbionica za jakieś kosmiczne pieniądze - raz, że bez przesady, moim zdaniem przerost formy nad treścią, a dwa, że jak piszę, ja to szybko niszczę. Co do spodni - no właśnie - ja używam innych na narty (skitury) - najczęściej bielizna zimowa (kalesony) i gore tex lub softschell - i tu chcę uzupełnić o Millet Touring Speed XCS do kompletu, na trekking w zimie dość grube softschellowe polskiego Montano (bardzo dobre ciuchy w przystępnych cenach), są one na tyle ciepłe, że pod spód już nic nie biorę - więc na jesień chyba nie... Choć to też kwestia gdzie chcesz operować, bo inaczej w Beskidy czy Gorce w listopadzie, a inaczej w Tatry Wysokie. Z wodoodpornych też chciałbym uzupełnić do kompletu Milleta gore texowe, na razie używam bardzo starych Lafumy, są pancerne i używam ich przy dużym śniegu i do wspinania w lodzie. Dlaczego aż tyle? U mnie bardzo istotnym czynnikiem jest ruch i aktywność, dlatego ja bardzo unikam noszenia grubych ciuchów, staram się zakładać ciuchy warstwowo i na podejściu idę na lekko a potem się ubieram. Dlatego nie brałbym jakichś pancernych spodni - ja bym się zagotował - a raczej softschell i ewentualnie ciepłotę jesień/zima regulował cienkimi/grubymi merino kalesonami. Kolejnym czynnikiem dla mnie niesłychanie istotnym jest waga, ja staram się dobierać ciuchy jak najlżejsze... Tych woskowanych ciuchów Fjallraven nigdy nie próbowałem, ale oglądając w sklepie dla mnie wydają się zbyt ciężkie i pancerne... i chyba niezbyt oddychające, więc przy intensywnym wysiłku wydają mi się nie bardzo...
Skontaktuj się z nami