Close

Strona 3 z 4 PierwszyPierwszy 1234 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 21 do 30 z 37
  1. #21

    Domyślnie

    Jak dla mnie foto nr 4 rządzi. Zarówno widoczek, jak i kompozycja. Z kolei 22 powala klimatem.

    Skoro zatoczyłeś szerszy krąg, to i smaku nabrałeś na więcej. Wrzucaj fotki z kolejnych wojaży.
    Ostatnio edytowane przez KaarooL ; 07-03-2014 o 15:35

  2. #22

    Domyślnie

    To wszystko jest z jednej podróży, wulkan Ijen jest na sąsiedniej wyspie no i ni jak nie pasowało by go odpuścić.

    30. Zbliżamy się do Ijen, mamy okazję zobaczyć Jawajską wioskę.

    31.

    32. Upraw ryżu tam też nie brakuje.

    33.

    W lewym górnym rogu jak się przyjrzycie to widać latanię hehe no właśnie powiem Wam, że zadupie straszliwe i nie ma co liczyć na drogi, czy latanie zbudowane z państwowych środków. Ludzie sami sobie radzą i wioska marna a nocą normalnie siok, oświetlona jak mało gdzie w Polsce. Tam przed każdym domem wisi taka przenośka i proszę bardzo ulica oświetlona. Nie tylko ulica, oni mają jakieś upodobanie do używania światła w nocy i nie dość, że obejście oświetlone, to widać, że w domu również palą się światła. Nie wiem czy to czasem nie ma coś wspólnego z religią, bo podejrzana solidarność jest w tej materii.

    Widząc drogę którą podążamy i domy które mijaliśmy, obawiamy się, że będzie w naszym hotelu mata do spania i kij do sr..nia. Jednak zza drzew zaczyna się wyłaniać całkiem przyzwoity widoczek.

    34.


    35. Jest nieźle, już nam się poprawiły humory.

    36. Widok z tarasiku był fantastyczny, choć pobudka miała być o 2:30 nad ranem, to nie mogłem się oprzeć by jednak zrobić nocne zdjęcie, bo księżyc świecił, deszcz przestał lać i oczom ukazał się piękny widok.

    37. Za dnia też było super, jednak ulewa dawała się we znaki.

    Za długo tu nie pobędziemy, gdyż celem jest Ijen, zaraz po zdobyciu go jedziemy z powrotem na Bali, jednak widoki z tego miejsca będziemy wspominać długo.

    38.

    39.
    http://www.krupienko.pl/galeria/

  3. #23

    Domyślnie

    Na wspinaczkę poszedł również kierowca jeepa, idzie solidnie, miarowo, aż mi robi się trochę głupio bo wyrwałem do przodu i mam zadyszkę, a on radzi sobie nieźle, po czasie okazuje się, że nie ma lekko i on też cieszy się jak zaczynam robić postoje dla złapania oddechu. Spotykamy po drodze pierwszego tragarza siarki, zaczyna rozmowę z kierowcą i pokazuje co chwilę, a to to ciekawego, a to tamto, a to jakieś czerwone małpy których podobno jest bardzo mało i mieliśmy szczęście zobaczyć jedną z nich.
    Mijamy schodzących w dół Japończyków, wpierw myślałem, że zrezygnowali, ale okazało się, że oni byli tam przed świtem by zobaczyć opalizującą w nocy siarkę, no kurcze, mają zacięcie, a mi się wydawało, że to wielki wyczyn wyjść o 4 rano, jednak okazało się, że jesteśmy śpiochami.

    40.

    Po drodze mijamy cafe, gdzie jest waga na której ważona jest siarka którą udało się wynieść. Ta waga ma znaczenie tylko połowiczne i służy tylko do sprawdzenia ile udało się wynieść, ta właściwa jest jeszcze 2km dalej. Chwila odpoczynku dla złapania oddechu, zakup Coli dla naszego nowo nabytego przewodnika i ruszamy dalej. Po drodze mijamy tragarza który oferuje mi przepiękną siarkową piramidkę, jednak nasz przewodnik stanowczym gestem oznajmia iż tam na miejscu będziemy mieli lepsze. No dobra skoro tak mówi to znaczy, że wie.

    41. Ważenie plecaka by wiedzieć ile trzeba wnieść

    Docieramy na krawędź kaldery a tu jak wół stoi tabliczka, że z powodu niebezpieczeństwa turystom wstęp wzbroniony.
    Nie no taki kawał drogi i miałbym nie zobaczyć najważniejszego miejsca, nie zaciągnąć się smrodem siarki to jest nie do przyjęcia.
    Z pomocą przychodzi kolejny tragarz twierdzący, że turystom co prawda samym nie można tam schodzić, ale pod opieką jednego z nich można zejść i to kosztuje po 100tyś. rupi.
    Nie wiele się namyślając daję znać, że się zgadzam i idziemy. Nasi tragarze wołają od nas plecaki, że będą je nieśli i pomagali nam zejść na dół. Nie no wolne żarty, nie po takich wertepach chodziłem, no ale cóż jak tak bardzo chcecie, to proszę bardzo.
    42.

    Mają oni jednak system wynoszenia tej siarki, robią to etapami no i nawet działają zespołowo, jeden na dole kuje, drugi pakuje, kolejny podnosi kawałek wyżej, następny jeszcze wyżej itd. itp. aż tak na sam dół. Po drodze mijamy takie stacje pośrednie, no i schodzimy niżej. Nie powiem nawet samo zejście nie należy wcale do przyjemnych, a gdzie tu jeszcze z ładunkiem do góry.
    43.

    Dowiadujemy się, że ludzi trudniących się wydobyciem siarki jest około 400, pracują zmianowo, czyli kolejka przypada na jeden tydzień w miesiącu. Raz że tej siarki nie ma tak wiele, chętnych jest sporo bo inną pracę jest trudno, no i na ich warunki dość przyzwoity zarobek. Obecnie cena za kilogram wynosi 2tyś rupii. co przy średnim wydobyciu 120kg dziennie daje zarobek w przeliczeniu na złotówki około 65zł. to na warunki w tych okolicach jest dosłownie kokosowym interesem.
    Gdy jesteśmy na dole mój przewodnik gdzieś znika z plecakiem. Międzyczasie górnik który kuje siarkę tam na miejscu oferuje mi kawałek, lecz to wcale nie przypomina mi pięknej cytrynowej piramidki którą oferowano po drodze.

    44. E no co ty mnie tu dajesz? to ma być pamiątka, takiego kamlota to ja po drodze mogę znaleźć

    Nie no myślę sobie, gdzie mój tragarz, obiecywał złote góry a tu co?
    Ale właśnie gdzie on się podział, zniknął gdzieś w dymie, z moim plecakiem, a tam karty płatnicze, telefon, portfel, paszporty.
    Gdy pytam się drugiego przewodnika gdzie się podział mój, tamten wzrusza ramionami w geście bezradności.
    Ale siara myślę sobie, ale dałem się ładnie wyrolować, już oczami wyobraźni widzę, jakie będą przeboje, żeby wrócić do kraju.
    Człowiek jednak myśli innymi kategoriami, gość z poświęceniem poszedł w dym za piramidkami dla mnie a ja tu go już posądzam o nie wiadomo co.
    Po 10min. wyłonił się z dymu w rękach trzymając przepiękne jeszcze gorące siarkowe piramidki, uff jaka ulga, znalazł się mój plecak, przewodnik i mam swój siarkowy skarb.
    Szybko sobie przeliczyłem ile by chłopaki musieli się trudzić by zarobić parę groszy i podwoiłem stawkę do 200tyś na głowę i wypłaciłem im tam na dole. Dla mnie to było zaledwie 120zł. Oni mieli za to dzień spaceru z turystami, po minach widziałem, że są bardzo zadowoleni, od razu zapowiedzieli, że odprowadzą nas aż do samochodu, bo dziś już nie muszą wynosić ani jednego kilograma.

    44. Cudowny powrót

    45. Wszyscy zadowoleni.

    Trochę nas jeszcze napadł dym z krateru, bo zmienił się wiatr, nie no faktycznie do przyjemności to nie należy, najgorsze, że nie bardzo jest gdzie uciekać, gdzie szukać czystego powietrza. Sam smród nie jest straszny, ale złapać oddechu nie idzie. Trwa to parę minut, zaczynamy szybko uciekać w górę, by złapać oddech czystego powietrza. Współczuję temu dziadkowi który mi oferował kawałek siarki, mogłem mu odpalić dniówkę, by mógł wyjść z tego piekła choć na jeden dzień.
    OD DZIŚ NIE UŻYWAM ZAPAŁEK

    Na górze czeka na nas nasz przewodnik Sigit, jeszcze ostanie pożegnalne zdjęcie na krawędzi i czas wracać.
    Przed nami pół dnia jazdy, tym razem na Nusa Dua.
    46.

    CDN.
    Ostatnio edytowane przez tomajk ; 09-03-2014 o 01:49
    http://www.krupienko.pl/galeria/

  4. #24

    Domyślnie

    Odległości na Bali nie są podawane w kilometrach a w czasie przejazdu, tak więc pomimo iż odcinek głównego szlaku komunikacyjnego miał długość 170km to na jego pokonanie potrzeba było ponad 6 godzin. Maksymalna prędkość osiągnięta na tym odcinku wynosiła 80km i tyło to zaledwie parę razy na krótką chwilę, po prostu z górki. Człowiek przyzwyczajony do naszego ruchu i prędkości jest w szoku, jednak nie ma wyjścia i trzeba się uzbroić w cierpliwość. Wyspa jest mała, zaledwie 170/70km to i tak zamieszkuje ją ponad 5mln ludzi, do tego górzysty wulkaniczny teren więc każde miejsce w miarę płaskie i nadające się do zamieszkania jest po prostu zabudowane i to gęsto. Nie występuje tam coś takiego jak teren nie zabudowany. Ciągle mijamy domy, różnią się trochę architekturą, nawet trafiamy na takie typowo mieszkalne, w których nie ma sklepu bądź warsztatu. Docieramy do stolicy Denpasar, wjeżdżamy na most który zbudowano na zatoce, ma on długość około 5km. tam ograniczenie prędkości do 80km/h jednak widać, że Balijczycy boją się takich prędkości i mimo pustki na drodze poruszamy się maksymalnie 70/h, piąty pieg? pewnie większość z tutejszych kierowców nie miała w ogóle okazji go użyć, tam się jeździ na 3 biegu a na tej autostradzie na 4. Późno wieczorem docieramy do strefy Nusa Dua. Jesteśmy zaskoczeni, bramka, kontrola bezpieczeństwa, tego żeśmy się nie spodziewali.

    47.

    48. Przed recepcją wita nas obsługa hotelu i tancerki.

    Na początku nie spodobało nam się to, przecież można się pogubić w tym luksusie, ale do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja. Na szczęście by wydostać się z "getta" nie trzeba było daleko iść, mijając pola golfowe, ładnymi alejkami wchodziliśmy do świata tubylców,
    49.

    50.

    52.

    53.

    54.

    55.

    56.

    57. Mijamy przeróżne manufaktury.

    58.

    59. Znaleźliśmy małą ale bardzo schludną restauracyjkę "Tawerna" gdzie każdego wieczoru czekał na nas suto zastawiony stolik.

    60. i sympatyczna obsługa.

    61. Zadomowiliśmy się w tej knajpce a kucharze mieli przykazane by dla nas przyrządzać i doprawiać potrawy w jak dla siebie, czyli na ostro i z wypasem.

    A ja bałem się przed wyjazdem czy aby na pewno będzie tam smaczne jedzenie, bo jakoś tak różne relacje trafiałem. Oj za mało czasu, za mało by poznać dobrze kuchnię ich kuchnię, ale trochę spróbowałem.
    Widziałem sporo turystów czy to w hotelowych restauracjach, czy nawet w tej, że zamawiali schabowego z frytkami. Balijczycy jednak nie znają dobrze kuchni europejskiej i moim zdaniem ryzykowne było zamawiać dania z poza regionu. Za to potrafią fantastycznie przyrządzać potrawy kuchni azjatyckich.

    62.
    http://www.krupienko.pl/galeria/

  5. #25

    Domyślnie

    Ale smaka narobiłeś tym 61 , by się zjadło coś takiego

    Ma się rozumieć że to była porcja dla ciebie
    D7000 |N18-105|N28-70|N70-210|N10-24|S17-50|SB26x2|SB910| |Soligor2x|Jupiter200|Helios44M5|
    Grecja2013
    klik 1) Zabawa w RAW'ki - weź udział
    klik 2) Zabawa "zadania tematyczne" - weź udział

  6. #26

    Domyślnie

    Hehe no nie, ja nie przepadam za owocami morza, to była porcyjka dla mojej małżonki
    Ale wbrew pozorom to z tych robali, same kości a mało mięsa
    http://www.krupienko.pl/galeria/

  7. #27

    Domyślnie

    A tak okazale i smakowicie to wygląda
    D7000 |N18-105|N28-70|N70-210|N10-24|S17-50|SB26x2|SB910| |Soligor2x|Jupiter200|Helios44M5|
    Grecja2013
    klik 1) Zabawa w RAW'ki - weź udział
    klik 2) Zabawa "zadania tematyczne" - weź udział

  8. #28

    Domyślnie

    Oczywiście w planie było nurkowanie na rafie. Po śniadaniu czekał już samochód, który zawiózł nas do centrum nurkowego. Ja jak szczerbaty na suchary napaliłem się na pełne nurkowanie, tym bardziej iż naszym instruktorem miał być nasz rodak, Michał.
    Oprócz nas na wyprawę szykowało się jeszcze sześciu Rosjan jednak przy pakowaniu się na łódź okazało się, że niestety nie dotarli, więc jesteśmy sami i na nasze usługi 3 pracowników firmy. Nie no bajer na całego się zapowiada.

    63.
    Potężne silniki ryczą na pełnych obrotach i tak po około godzinie dopływamy do wyspy Lembongan gdzie mamy nurkować.
    Ania miała tylko snorkować więc bach do wody i za chwilę już słyszę jak woła, NASZE MIŚKI SĄ!!! czyli nasze Nasso Lopezi. Ja przechodzę krótkie szkolenie, zakładamy ekwipunek i wskakujemy z Michałem do wody. Niestety pod wodą okazało się, że mi nie odpowiadało ciśnienie z automatu oddechowego, niestety był bez regulacji i by nie robić kłopotów pod wodą postanowiłem jednak zrezygnować z głębokiego nurkowania i po prostu z maską, rurką i płetwami snorkować na płytkiej rafie.
    Strasznie nami miotało, do tego pochmurno więc z fantastycznych zdjęć które miałem zamiar zrobić nici, ale co zobaczyłem to moje. Mam akurat morskie akwarium i mogłem na własne oczy zobaczyć ryby i koralowce w ich naturalnym środowisku. Oj jest pięknie, szkoda że nie można naszych zwierzątek zwrócić naturze.

    64.

    65.

    66.

    Miota w wodzie strasznie, do tego mało światła, bo pochmurno i pada deszcz, więc bardzo trudno o nie poruszone zdjęcia.
    67.

    68.

    Przemieszczamy się w drugie miejsce, tam z kolei dość silny prąd wody zmusza nas do ciągłego wysiłku, by utrzymać się w miejscu. Na szczęście mojej żonce pomaga jeden z chłopaków i przytrzymuje koło ratunkowe by mogła trzymając się go spokojnie oglądać rafę i rybki. Ja jakoś radzę sobie sam, jednak po godzinie jestem już wypompowany z sił. W sumie w wodzie siedzieliśmy prawie 4 godziny i okazało się, że jesteśmy wytrwałymi pływakami, bo najczęściej ludziska wyłażą z wody po 10 minutach i tak muszą krążyć z nimi po różnych miejscach.
    69.

    Żeby trochę niżej zanurkować zdjąłem piankę, doczepiłem sobie trochę balastu i było ciut lepiej.
    70.
    Jednak brak słońca uniemożliwiał zrobienie fajniejszych ujęć.
    71.


    Zwijamy manele i silniki w ruch, płyniemy z powrotem do bazy, zaczyna mocno padać deszcz i wieje coraz silniej.
    72.

    73.

    Jak na złość gdy zbliżamy się do Bali, przestało padać i nawet słońce gdzieś przebija się między chmurami.
    Może wcale źle jednak nie wyszło, my do tej pory nie mieliśmy czasu by się opalać, skóra nie przyzwyczajona do słońca a tam po tych paru godzinach okazało się, że spiekliśmy się pomimo iż było mocno pochmurno.
    Kolejny dzień raczej nie zapowiada się pod znakiem plażowania i opalania, trzeba pomyśleć o wycieczce na której nie załatwimy się na amen. Na szczęście od czego mamy Pana Andrzeja, on na pewno coś wymyśli na szybkiego
    http://www.krupienko.pl/galeria/

  9. #29

    Domyślnie

    Śledzę tą relację od początku i cały czas mnie zaskakujesz. Muszę przyznać, że potrafisz dozować emocje . Wspaniale się to czyta i jeszcze przyjemniej ogląda.
    Ja proszę uprzejmie o kontynuację .

  10. #30

    Domyślnie

    Cytat Zamieszczone przez tomajk Zobacz posta
    Taki więc zainspirowany wyjazdami "kedy" pomyślałem sobie, ten gość, z małym dzieckiem pruje na wczasy na koniec świata, bez żadnych oporów, a ja się tu spinam, bo komary, bo koszty, a w duszę z tym wszystkim, JADĘ, a raczej jedziemy.
    po kilku pierwszych słowach prawie naplułem sobie na monitor...

    ciesze się, że w jakiś sposób natchnąłem cię na wyjazd...
    jak widzę bardzo owocny i udany.. czekam na kolejne info

    mam nadzieję, że już masz w głowie pomysł na kolejny wyjazd?

Strona 3 z 4 PierwszyPierwszy 1234 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •