Dary dla wszelkich Bogów, dla złych na chodnikach, ulicach, byle nie w obejściu i domu, a dla dobrych w świątyniach itp.
14.
15. Znak krzyża, który został przywłaszczony przez Musoliniego, później przez Hitlera oznacza na Bali znak wielkiej szczęśliwości, faktycznie nam źle się kojarzy.
Jak już mówiłem o kobietach, to wypada wspomnieć ogólnie o ludziach na tej wyspie.
Wyjątkowy naród, bardzo życzliwy i chętny do pomocy, nie koniecznie za pieniądze. Jednak jeśli już się chce wynagrodzić Balijczyka za jego zaangażowanie, czy dać mu napiwek to należy to zrobić solidnie. Często lepiej nie dać nic niż dać marne grosze, bo gotów jest wtedy się obrazić. W większości przypadków spotkałem się w olbrzymią bezinteresownością i w zupełności wystarczyło powiedzieć teri makasi baniak, oczywiście napisałem to tak jak się mówi nie wiem czy poprawnie lecz znaczy to dosłownie bardzo dziękuję.
Nie spotkałem się ani razu z nachalnością o której czytałem, że są natarczywi i za wszystko chcą kasę. Być może dla tego, żem kawał chłopa i czuli respekt hehe, wystarczyło jak powiedziałem no thanks you więc z rękoma złożonymi kłaniali się i z uśmiechem odchodzili, to oczywiście chodziło o przysłowiowe baby z kwiatami, ale najczęściej dotyczyło masaż, masaż, masaż kupi, łan dolar, łan dolar.Tak czy owak ludzie tam w moich oczach są fantastyczni i bardzo miło ich wspominam.
Lecąc na koniec świata, trzeba przecież zobaczyć największe atrakcje. Uznałem, że taką atrakcją jest wulkan Ijen. No jakże być tam i nie zaciągnąć się smrodem siarki, no nie ma opcji, muszę.
Wyprawa zaczęła się rankiem, miniwan z kierowcą i przewodnikiem czekali, no i tu wypadałoby skrobnąć coś o motoryzacji.
Skutery, skutery i jeszcze raz skutery. Na jeden samochód na drodze przypadało jak na moje oko 5 skuterów. Żeby było ciekawiej, to na Bali nie ma czegoś takiego jak przepisy o ruchu drogowym.
Prawojazdy się po prostu kupuje, policjantom płaci się nie mandaty, tylko daninę, czy łapówkę nie wiem jak to nazwać. Krótko mówiąc spotkanie z policjantem kosztuje i koniec kropka. Pasy, znaki nakazu czy zakazu, nie no wolne żarty, toż przecież sporo z tych kierowców nie wie o co kaman z tymi znakami czy światłami. Tam się jeździ na czerwonym i stoi na zielonym, bo przecież ci na czerwonym jadą. Światła i takie tam bzdety wprowadzono około 10lat temu i oczywiście była kampania reklamowa jak kierowca powinien się zachować w takich sytuacjach, ale kto by sobie tam takimi błachostkami głowę zaprzątał. Jednym słowem jeździ się tam WOOOOOLNO, bardzo wolno, ba do tego mają wcale niezłe autka i skutery, wszystko czyściutkie, lśniące no i zero jakiś zadrapań. Ale jak tu nie wyhamować przy 30km/h a często nawet wolniej. Przejścia dla pieszych, hmm no nie, wolne żarty, jak liczysz nędzny turysto, że ktoś się zatrzyma i cię na pasach przepuści toś naiwny i głupi. Tam się po prostu wchodzi na jezdnię z ręką w górze no i wszyscy stają, bez żadnych problemów. Pojazd Balijczyka jest sprawny, światła, nie kopci, czysty, papiery w porządeczku no i ma KLAKSON.
Trąbią wszyscy i na wszystkich, ale to nie jest takie trąbienie jak u nas, tam się daje w ten sposób znać, że jadę, a to przed zakrętem, a to przed skrzyżowaniem, a to przy wyprzedzaniu. To jest po prostu forma sygnalizacji, tak jak u nas światła do jazdy dziennej. Z racji swojego charakteru, nawet jak się tam jeden drugiemu wciśnie na piątego i natrąbią na niego, to nawet sekunda nie mija jak wszyscy o tym zapominają. U nas to nie ma opcji na następnym skrzyżowaniu wysiadam i normalnie tęgie baty, a tu nie mogłem wyjść z podziwu, po prostu siok.
16.
By dodać pikanterii, to powiem, że tam nie istnieje coś takiego jak ubezpieczenie. Nie tylko komunikacyjne, tam wszystko jest za kasę, tak więc można sobie wyobrazić jak oni na drodze uważają, bo nie dość, że trzeba gościowi za straty zapłacić to jeszcze opłacić wszystkich policjantów no i nie są to oczywiście mandaty. Więc stłuczek tam nie ma i nikt na drogach nie ginie. Ale nie ma słodko, miarą odległości na Bali jest nie kilometr, tylko czas, tam się odległość podaje w czasie przejazdu. Dla przykładu odległość z naszego hotelu na koniec wyspy to było około 150km pokonaliśmy w szalonym czasie 6h tak sześć godzin taki marny kawałek i do tego często skóra mi cierpła jak nasz kierowca wyprzedzał na piątego, a droga wąska. Jednak nie dla nich, jak jest miejsce to jedziesz i koniec.
17.
Szukaj






Odpowiedz z cytatem












Skontaktuj się z nami