nie ma sensu dorabiać ideologi, lampy się używa kiedy jest potrzeba, a nie kiedy pasuje do jakiejś chorej ideologii
Szukaj
nie ma sensu dorabiać ideologi, lampy się używa kiedy jest potrzeba, a nie kiedy pasuje do jakiejś chorej ideologii
no dokładnie.
Nikon D300 + N 80-200/2.8 + N 50/1:8 + N 18-105/3.5-5.6 + N 35/1.8 + N SB-900 + N SB-400 + Nikon D50 + Telekonwerter Kenko DGX x1.4
Nikon F4S + N 35-70/3.5-4.5 + SB-24
@rafalko
Z tą "przedpotopową lampą" to nieźle pojechałeś. Przecież to niezniszczalny i ponadczasowy Metz 45 w którejś tam wersji. Takiej konfiguracji używał (a może i nadal - na emeryturze - używa) Arturo Mari, papieski fotograf. Zmieniały się czasy, zmieniały się korpusy aparatów, a on niezmiennie, nawet do cyfry, podczepiał Metza.
A od kiedy to używanie lampy jest fragmentem ideologii bądź za takową uchodzi? Coś przegapiłem?
Nic na temat jakiejkolwiek ideologii nie pisałem. Jeśli już, to tylko delikatnie zwróciłem uwagę koledze Glowa, żeby nie prezentował swojego wyrobionego stanowiska wobec Kościoła, bo tu nie na to miejsce.
A co do zdjęcia przez niego znalezionego, to tylko sobie wyobraziłem jak by wyglądał odbłysk na glacy tego pana w okularach po prawej (na czołach innych również), gdyby fotograf zdecydował się na użycie lampy. Sam mam SB 900 - jak ją kupiłem, błyskałem jak najęty zafascynowany jakością zdjęć z lampą. Teraz używam jej rzadziej, a najczęściej odbijam od sufitu np. w przedszkolu, gdzie zawsze jest i światło dzienne i jarzeniowe.
Jak najbardziej popieram pogląd, że użycie lampy w małym drewnianym kościółku psuje "kotleta" i powoduje, że "mistrzem ceremonii" jest pan z palnikiem, a nie on nim być powinien. Sam byłem na takiej ceremonii.
Prawie 2 lata minęły, jak kolega kanonier na chrzcie mojego syna zrobił przepiękne zdjęcia w ciemnym - podziemnym kościele. Zrobił to bez jednego błysku! Oczywiście, wszystkie zdjęcia były przez niego obrabiane.
A jakie niby jest moje stanowisko?
Zdjęcie miało raczej ukazać, że nadal papieski fotograf używa zaawansowanych lamp Metza mimo coraz wyższego uzywalnego ISO matryc. Niektórzy twierdzili w tym wątku, że parę lat temu max. czułość matryc była gorsza, dlatego korzystał z mocnych lamp. Dlaczego jednak używa ich i dziś? Przecież zdaniem niektórych używanie lampy burzy sacrum, niszczy mistyczne uniesienie etc. Myślę, że to ciekawy temat do dyskusji, choć oczywiście może w innym wątku.
Wysyłane z mojego MT11i za pomocą Tapatalk 2
Sony A7II, Sony 35 1.8, Sony Zeiss 55 1.8. N50/1.8D, Było: Zenit ET, H58/2, D90, N18-105VR, D610, S24/1.4, N35/1.8G ED, N85/1.8G, SB-700.
Myslę,że używa młotków Metza ze wzgledu na ich solidność (miałem 45 CT4). Z kolei wielu forumowiczów myśli, że zawodowiec musi ciagle pracowac na wg nich najlepszym, tzn najnowszym sprzęcie. Tymczasem nie zawsze najnowszy jest najlepszy, a zawodowcy pracuja na tym co jed do ich celów wystarczające, solidne i chcą w pełni zamortyzować sprzęt. Fotografia to jest dla niektórych praca i jej celem jest zarabianie pieniędzy, a nie praca na najnowszym sprzęcie.
Moje systemy: Nikon F, D i Z, Hasselblad 503CX, Leica, Canon, Pentax, Olympus, Minolta, Rolleiflex TLR FKD, Zenity, Praktiki, ruskie dalmierze itd itd, blisko 100 szkiełek.
Moje zastrzeżenia budziło tylko jedno Twoje zdanie, cytuję: "Pewnie jest tak samo staroświecki jak cały ten Kościół katolicki..."
Reszta dyskusji jest jak najbardziej okChoć nadal zastanawiam się nad tym czy rzeczywiście potrzebny byłby błysk w tamtej sytuacji zdjęciowej... Ja tu jednak cały czas jestem i będę amatorem...
Ostatnio edytowane przez Jacek_Z ; 21-08-2013 o 15:47
Tu nie chodzi o zdanie niektórych, ale o podejście do wykonywanej pracy: albo jestem obserwatorem dziejącej się właśnie ciekawej "akcji" i nie mam zamiaru na nią w żaden sposób wpływać - takie podejście do fotografii najbardziej do mnie przemawia, vide: fotografowanie dzieci - najlepiej to robić z dala, gdy dziecko nie spodziewa się i nie zauważa obserwatora/fotografa - moje pierwsze tele właśnie w tym celu zostało zakupione; albo wręcz przeciwnie, używam palnika ile wlezie, bo właśnie pod hotel podjechała gwiazdeczka tabloidów, która jest przeszczęśliwa pławiąc się we fleszach...
To odwieczny dylemat, już Einstein twierdził, że sam fakt istnienia obserwatora zmienia warunki eksperymentu, co może mieć wpływ na jego wyniki.
Jeden fotograf chce być tym obserwatorem - stara się być niewidoczny, a drugi przeciwnie - ma najnowszy sprzęt, więc musi pokazać jego właściwości; wszyscy muszą widzieć jak pracuje - słowem chce być właśnie tym "mistrzem ceremonii". Jeden chce nim być świadomie, a drugi poprzez swoje działanie się nim po prostu staje - koncentruje uwagę całego otoczenia na swojej pracy - nie pozwala zgromadzonym na spokojne przeżycie zdarzenia, które właśnie się dzieje.
Nie odnosi się to tylko do ślubów, ale całej pracy fotografa. Jak nie ma innej możliwości, nie ma dyskusji - muszę użyć palnika, ale może jednak jest inna droga? Warto to przemyśleć. Wynajmując fotografa chcę, by zrobił piękne zdjęcia, ale jednoczenie, by nie zepsuł całej imprezy. Rozumiem też klienta, który wynajmuje nawet kilku fotografów, by stroboskopem uświetnili triumfalny przyjazd gwiazdeczki - bo właśnie takie działanie również może być częścią zaplanowanej wcześniej innej imprezy.
Oprócz celu, równie ważna powinna być dla nas droga do niego prowadząca. Chyba, że uważamy, że to cel uświęca środki...
Skontaktuj się z nami