Wytłumaczcie mi, bo ja już głupieję. Spotykałem się z poniższą sytuacją 12 lat temu, ale ostatnio znów mi się to często trafia. Albo ja jestem niedouczony, albo graficy nie znają się na swojej robocie...
- Mam wysłać do firmy X zdjęcia. Obrabiam je, pakuję z ZIPa (rozdzielczość maksymalna aparatu) i żyję sobie spokojnie...
- dzwoni/pisze grafik, że zdjęcia się nie nadają bo mają 72dpi a on musi mieć 300! Mi szczęka opada.
- biorę dokładnie te same pliki z ZIPa i w photoshopie zamieniam 72dpi na 300dpi. Pikseli tyle samo, jakość ta sama itd...
- grafik sika ze szczęścia po nogach, jakie to prześliczne pliki dostał...
No i moje pytanie brzmi 'łata fak?" Albo ja nie dostrzegam jakiejś magicznej zmiany w pliku po zmianie dpi, albo graficy to głąby. Jak to jest? Po drugie po co grafikom dpi, skoro zdjęcia się po prostu wrzuca do jakiegoś Photoshopa i można je myszką obracać, skalować, rozciągać itd... Dpi nie ma tu znaczenia, bo to tylko fikcyjna liczba potrzebna drukarce a nie w przypadku tworzenia folderu, wizytówki, okładki, gdzie zdjęcie wrzuca się na pusty plik (np. jako smart object) i tak samo manipuluje jeśli ma 20dpi lub 920dpi. Jakość zdjęcia jest definiowana poprzez rozdzielczość (czyli fizyczną wielkość) a nie dpi, które jest tylko jakimś zmiennym, umownym przelicznikiem. No i tym bardziej mnie zastanawia dlaczego graficy tak sikają z radości gdy zmieniam dpi w dokładnie tym samym pliku. Kurcze masakra jakaś.
No i mam też drugą sytuację z tymże 'dpi' związaną... Tu już mam więcej wątpliwości, bo ja drukarzem nigdy nie byłem. Z tego co zaobserwowałem pod lupą to raster drukarski jest całkiem spory i wygląda mi na to, że na 25mm nie zmieści się 300 kompletów kropek (każda zawierająca po trzy/cztery składowe CMYK). Zmieści się pewnie 300 kropek łącznie, czyli będzie możliwość umieszczenia około 100 odcieni na jednym calu. Dobrze rozumuję, czy mam zbyt sokoli wzrok? Oczywiście kropek nie liczyłem, ale tak na oko to mi się więcej nie zmieści. Odwrotnie jest w przypadku DPI wpisanych w pliku, gdzie każdy piksel ma dowolny kolor a nie tylko jeden z czterech podstawowych (CMYK).
Czyli jeśli mam plik jpg o rozmiarze 10x15cm i 300dpi to tak naprawdę mogłbym zrobić wydruk około 30x45, przyjmując, że jeden piksel pliku zajmuje mi 3dpi. Ja zawsze tak rozumowałem i często moje zdjęcia szły na dość spore wydruki, ale równie często odzywał się do mnie grafik i mówił, że po lekkim przycięciu pliku (12mpx) już ma problem bo mu wychodzi za mały rozmiar na okładkę. Kurcze o co tu chodzi? Ze zdjęcia 12mpx spokojnie robiłem 80x120cm, więc po lekkim przycięciu nadal jest kilka razy więcej niż na okładkę A4, a tymczasem grafik mi mówi, że jakość ledwo starczy na A5!!!
No i na koniec dodam, że nauczyłem się przez lata, że można spokojnie, przy dużych wydrukach, powiększyć plik dwukrotnie lub nawet trzykrotnie (najprościej bicubic interpolation i potem lekki sharpen), gdyż wydruki mające po 7-11 metrów i tak się ogląda z dużej odległości. Ilekroć wysyłałem plik oryginalny (chciałem być rzetelny) to grafik od razu w nerwach pisał, że przecież mam wysłać oryginalny rozmiar pod duży wydruk. A więc ja powiększałem zdjęcie w PS i grafik był wniebowzięty i rozpływał się nad ilością detalu i jakością. Wydruki, co oczywiste, wychodziły pięknie.
A więc o co chodzi tym grafikom? Nie umieją korzystać z 'image size' w PS? Nie chce im się? A może to ja coś wielkiego pominąłem z tym DPI i powinienem posypać głowę popiołem i przyznać się do błędu. Chociaż zdjęcia świadczą na moją korzyść...
Przedwczoraj miałem rozmowę z pewnym grafikiem, który błagał, aby zdjęcie miało 1500px i koniecznie 300dpi i dzisiaj to samo: mam przesłać 2000px i koniecznie ileśtam dpi... ŁATA FAK???
Szukaj



Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami