Wczoraj, siedząc w Maku, w Pniewach i popijając kawę, wpadłem na szatański plan, aby wsiąść w auto i pojechać na zdjęcia do ...Kołobrzegu.
Jak pomyślałem, tak też uczyniłem.
Po nieco ponad czterech godzinach jazdy, przywitała mnie tabliczka z nazwą nadmorskiego kurortu.
Pogoda okazała się być niemal idealna na fotograficzne igraszki. Silny, ale zarazem rześki wiatr, płodził okazałe fale i sprawiał, iż miejscowe mewy zawisały nieruchomo w powietrzu, zadziwiając owym widokiem zdumionych spacerowiczów. Natomiast złotawe słońce, ogrzewało ostatkami letnich warkoczy, zziębnięte ciała turystów.
Zabrakło tylko ciekawszego nieba. Choć po drodze wszystko wskazywało na to, iż trafię na interesujący spektakl burzowo-deszczowych chmur, to jednak północno-wschodni wiatr rozgonił niebiańskie "towarzystwo". Zatem, należało czerpać garściami z tego, co zastałem.
Tak też uczyniłem.
Po pięciu godzinach inhalacji nadmorskiego jodu, wsłuchiwania się w kojący szum morza i donośny jazgot mew, wsiadłem w auto i po kolejnych pięciu godzinach, położyłem się spać we własnym łóżku.
Przedstawiam pierwszą odsłonę z owego spontanicznego wypadu.
The Bird!
***
Pozdrawiam
Szukaj






Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami