Witam -
pewnie niejeden z was już zauważył (a niektórzy nawet zauważyli po buracku mi wymyślając), że nie jestem specjalnym zwolennikiem przejścia z Lightroomem na ciemną stronę subskrypcji - i niechęć tę motywuję tym, że musiałbym płacić comiesięczny haracz obcej firmie za możliwość choćby obejrzenia swoich własnych, legalnie zrobionych i posegregowanych zdjęć. Czyli martwiła mnei sytuacja, że jak skończy mi się abonament w lipcu, już w sierpniu nikomu nie pokażę choćby jednego swojego obrazka, skoro LR nei ruszy bez następnej raty.
Niektórzy nie rozumieli tego o czym mówię, niektórzy zbywali to tym, że tanio (choć przecież nei chodziło o ilość pieniędzy, ile o samą zasadę), inni uważali, że wymyślam cuda i szukam dziury w całym, jeszcze inni drwili, że skoro jestem z Krakowa, znaczy centuś.
Najwidoczniej jednak do kogoś w Adobe doszły moje słowa (i tego miliarda innych mówiących to samo), bo okazało się, ze po ostatniej aktualizacji LR nawet po skończonym okresie abonamentu, z wygaśniętą i nieopłaconą następną subskrypcją będzie zachowywał te funkcje, które podpowiadał mi zdrowy rozsądek! Mianowicie będzie można przeglądać zbiory, mieć dostępne wszystkie dotychczasowe edycje (czyli jak sądzę wirtualne kopie), będzie można w końcu, co bardzo istotne exportować poedytowane pliki, a nawet mieć dostęp do bazowego panelu Quick Develop.
Muszę przyznać, że od bardzo dawna jest to jakaś pocieszająca wiadomość mówiąca, że Adobe nie będzie wszystkich dymać tak bez znieczulenia, zostawiając hobbystom jakieś pole manewru.
Choć oczywiście zawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą że miesięcznie wychodzi to tanio, więc nie rozumieją po co ten cały ruch firmy i w jakimś niezrozumiałym kierunku...![]()
Szukaj



Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami