Z Krywaniem to było tak …
Od zawsze widoczny z każdej strony, obserwowany od wielu naszych wędrówek po Tatrach polskich i słowackich. Ostatnio podziwiana imponująca Jego stożkowa piramida widziana z Furkota wystarczająco nas zachęciła więc decyzja została podjęta!
1.
Krywań z Furkota rok 2011 relacja: http://forum.nikoniarze.pl/showthread.php?t=193366



Jak zwykle prognozy pogodowe i wstępny skład… później decyzja o piątku… sprawdzenie stanu osobowego oraz ostateczna decyzja 2 samochody i 8 osób – ustalenia godzin i miejsc wsiadania – wszystko dograne. W ostatnim momencie zbiegiem okoliczności z Warszawy przyjeżdża niespodziewanie 3 osoby więc mamy 10-osobowy skład w dwóch samochodach.
Miejsca spotkań i wyjazdów z Krakowa ustalamy między 3 a 3.30 w nocy. Maciek przyjeżdża z Kaśką i Pawłem dosiada się Kuba i ja. Drugi zespół pod wodzą Ryśka to Jacek, Paweł oraz Paulina z Krzyśkiem. Ogólnie rozrzuty „peselowe” mamy dość konkretne ale to teraz nie ważne
Po 180km na godz. 6 meldujemy się na parkingu Tri Studnicki zarządzanego przez słowackiego ”Rumcajsa”

Przebieramy butki, jemy pospieszne kanapeczki i szykujemy się do wyjścia. 6.30 rozpoczynamy naszą drogę zielonym szlakiem na narodową górę Słowaków i jednocześnie symbol Tatr – Krywań!

Z Trzech Studniczek szlak pnie się w górę wśród pozostałości po wiatrołomach z 2004, częściowo porośniętych zieloną roślinnością.
Nasza Młodzież czyli Kasia i Paweł – Maratończycy oraz Paulina z Krzyśkiem od początku narzucają dość szybkie tempo co w połączeniu z nachyleniem stoku szybko dzieli naszą liczną grupę.

Pierwszy postój robimy niedaleko tablicy na głazie poświęconej partyzantom oraz rekonstrukcji bunkra partyzanckiego.
Luźne rozmowy, napoje, krówki … zastanawiam się nad realnym podzieleniem nas na dwie grupy (wg Pesel ) ale nie otrzymuję na to „odgórnej” aprobaty

Po odpoczynku ruszamy dalej umawiając się na kolejny postój z oczekiwaniem na resztę przy połączeniu szlaków.

2.


Częściowo lasem wznosimy się na szczyt Gronik (1576 m) i tuż za nim wchodzimy w piętro kosówki. Rozpoczynają się nam ukazywać przepiękne widoki, zwłaszcza na same zbocza Krywania.
3.


Widok do tyłu w kierunku na Tatry Zachodnie z każdą minuta poszerza się i jest naprawdę bardzo ładny. Choć stopniowo jest on przyciemniany wyraźną linią formujących się chmur… spodziewamy się deszczu ale liczymy, że jeszcze nie teraz …
Idziemy teraz długimi zakosami przez kosodrzewinę. Coraz piękniejsze widoki odsłaniają się nam z każdą chwilą. Za naszymi plecami widać równinę Liptowa z zamykającymi ją Tatrami Niskim.

4.


Po pewnym czasie szlak wrzyna się w zbocze i wchodzi w zachodnią ścianę Wielkiego Żlebu.
Szeroką kamienną ścieżką z jednostajnym nachyleniem pokonujemy kolejne metry wysokości, dzisiejszy cel mamy przed sobą po lewej stronie. Widzimy miejsce połączenia szlaków ale jest do niego jeszcze kawałek-zatrzymujemy się na odpoczynek. W dół w kierunku kopuły Gronika widać całą ścieżkę na której intensywnie wypatruję Ryśka z Pawłem-ruszamy po ”złapaniu” kontaktu wzorkowego.

Trawersujemy żleb… większość grupy odpoczywa już przy drogowskazie ... głośny gwizd zatrzymuje mnie i jednocześnie zdradza miejsce skąd pochodzi… aparat do oka i trzy szybkie klatki okazałego Świstaka powyżej głównej ścieżki…

5.


Miejsce spotkania szlaków nazywa się rozstajem pod Krywaniem (2120 m npm) – jest godzina 10 stąd na szczyt jest 1.10min
Rozsiadamy się wygodnie w zakamarkach głazów…zapowiada się dłuższa przerwa w oczekiwaniu więc każdy wykorzystuje czas jak może… zdjęcia, posiłek, drzemka.

Naszą dwójkę na szlaku poniżej obserwuję przez teleobiektyw a gdy docierają potwierdzają się moje przypuszczenia, że z Pawłem nie jest dobrze. Lewe kolano wręcz sztywne i przy każdy zgięciu intensywnie boli. Decyduje o odwrocie… będzie powoli schodził niebieskim szlakiem aż do Niego dołączymy po powrocie ze szczytu… Pogoda powinna się utrzymać jeszcze przez co najmniej godzinę w tym czasie spokojnie zejdzie z grani na całkiem łatwy już chodnik.

Zbieramy się pod drogowskazem i wykonujemy zbiorową pamiątkową fotkę…

6.


Wspinamy się teraz nieco poniżej grani i po pewnym czasie osiągamy szczyt Małego Krywania (2334 m). Roztaczają się coraz piękniejsze widoki zwłaszcza na Tatry Wysokie.

7.


Nasi „Maratończycy” narzucili dość solidne tempo więc nawet nie próbowałem ich gonić… od tego miejsca zaczyna się bardzo fajna wspinaczka granią, chowam kije jako mniej przydatne , bardziej ufając rękom.

8.


Następnie osiągamy Krywańską Przełączkę, skąd możemy zerknąć w dół na Zielony Staw Ważecki, leżący około 300 metrów pod nami. Pospieszne zdjęcia bo mamy świadomość nadciągających od tyłu chmur i mgły.


9.


10.


Szlak wiedzie stąd na szczyt głównie piargami i gruzowiskami jest generalnie ładny, niesamowicie widokowy i dość łatwy. Zaczynamy czuć już pierwsze krople padającego deszczu. Robi się ciemniej i mglisto.

11.


Osiągamy wreszcie wierzchołek. Oczom naszym ukazuje się 360-stopniowa panorama. Widać praktycznie wszystko w Tatrach. Przy ładnej pogodzie jest to chyba najlepszy tatrzański punkt widokowy. Na szczycie znajduje się dwuramienny krzyż oraz tablice pamiątkowe. Jest godzina 11.30 … 5 h od wyjścia z parkingu wliczając postoje.

12.


Jeszcze coś widzimy choć chmury nadciągają bardzo szybko, robi się zimno głównie za sprawą deszczu i wiatru…

13.



Widać Gerlach, Wysoką, Łomnicę, Rysy, Mięguszowieckie … a bardziej z lewej grań Orlej Perci ze Świnicą, Kozimi Wierchami… troszkę bliżej wypatrujemy Bystrej Ławki i Furkota z „urodzinowego” wypadu a bezpośrednio pod nogami mamy Stawy Teriańskie… jest pięknie i jak to często powtarzam dla takich widoków i przestrzeni warto ponieść trud długiej i mozolnej drogi …

14.


Znów pospieszne zdjęcia… nawet nie wycieram filtra ochronnego na obiektywie zbyt szybko pokrywa się kroplami …
Docierają pozostali z naszej grupy… na wierzchołku jest kilkanaście osób. Schodzimy do uskoku poniżej wierzchołka i aby mieć coś w tle pospiesznie ustawiamy się do zbiorowego zdjęcia.

15.


Mimo padającego deszczu zaczynam gotować … bo być na Krywaniu i kawy nie wypić to nie uchodzi

W takich warunkach posiłek dość pospieszny… nie obyło się bez komentarzy i narzekań, że gorące, za słodkie a później, że rozcieńczone … spokojnie, wszelkie uwagi zostały skrzętnie odnotowane i zostaną wykorzystane w odpowiedniej chwili

16.Zielone i Teriańskie Stawy z główną panoramą…


17.


Wyciągamy cieplejsze i przeciwdeszczowe ciuchy… i zaczynamy zbierać się do zejścia… wracamy na pusty już główny wierzchołek… robimy zdjęcie przy krzyżu i zaczynamy ostrożne zejście.

18.


19.


Idę jako ostatni zamykając naszą grupkę. Mijamy spóźnionych Słowaków, którzy jeszcze mimo warunków próbują zdobyć wierzchołek.

Skały są śliskie i odcinek do rozstaju szlaków wymaga uwagi i ostrożności.

20. Kilkanaście metrów poniżej zasłoniętego wierzchołka …


Tak jak uzgodniliśmy z Pawłem wracamy niebieskim szlakiem w Kierunku Jamskiego Stawu… z otaczających nas widoków niewiele już zostało...wszystko przykryły chmury i mgła… padający non stop deszcz też ma wpływ na samopoczucie w trakcie powrotu…

21.


Na granicy kosówki i lasu spotykamy Pawła… niedobrze miałem nadzieję, że zejdzie niżej… do samochodów jest przed nami jeszcze kawał drogi… jest po 14 … następny odcinek zajmuje nam ok. 1,5h wolno schodzimy próbując jakoś pocieszać naszego Kolegę.

Dochodząc do Magistrali rozważamy z Maćkiem zawiadomienie Horskiej Służby … mamy stosowne ubezpieczenie a sytuacja staje się poważna.

W okolicach Jamskiego Plesa (nawet go nie zobaczyliśmy … nie było na to głowy) spotykamy się z resztą grupy. Paweł decyduje o pójściu dalej więc się rozdzielamy, Jacek z Pauliną i Krzyśkiem idzie w prawo dłuższą drogą do parkingu a nasza reszta wybiera wariant zejścia do przystanku Podbański Biały Wag – opcja najkrótsza, mało uczęszczany zarośnięty szlak prosto do drogi… wg przewodnika ok. 40 min. Przed wyruszeniem poimy Pawła „białymi witaminkami” + pierniczki, zabieramy mu plecak aby było mniejsze obciążenie i zaczynamy powolną drogę zejścia…

Kolejna godzina dłuży się niemiłosiernie… chyba jako jedyny z naszej grupki „znam ten ból” bo to samo dopadło mnie podczas powrotu Doliną Białego… każdy krok zgięcie i postawienie nogi to ból i wysiłek …

Zakończenie i ostatnie zdjęcie będzie mocno nie typowe…
22.


Tym razem zamiast zwyczajowego schroniskowego toastu mamy mokro, zimno, zdrowaśki, nerwy i pierdoły opowiadane dla rozładowania sytuacji… mokra trawa, zarośla, mokra ścieżka, robi się szaro… odgłosy ulicy wyławiane z optymizmem, którego apogeum to zapalone i widoczne światła samochodu.

Z ulgą wychodzimy na jezdnię kończąc 15 km pętlę.

Góry uczą szacunku i pokory ... każdy z nas mógł być na miejscu Pawła... a ja, jak nikt doskonale o tym wiem!

Szczególne podziękowania za zaangażowanie i pomoc w bezpiecznym zejściu ... wszystkich nas kosztowało to trochę wysiłku i nerwów, ale szczęśliwie doprowadziliśmy to do końca.

Ukłony dla Kierowców Maćka i Ryśka, którzy do zmęczenia dołożyli jeszcze bezpieczną drogę przejazdu.

KRYWAŃ AD 2012 to już historia ... każdy z nas na długo ją zapamięta bo mimo 13-tego to był świetny wypad i przednie Towarzystwo!

Dziękuję i pozdrawiam

Grzegorz vs Milk