
Zamieszczone przez
Czornyj
Ja myśle, że ta magia polegała na tym, że jak człowiek pół roku czekał na dobrą pogode, zap......ł po górach z średnim albo i wielkim formatem, cieżkim statywem, kompedium g-3 i polaroidalną dupą, jak sie potem nawkrecał filmów w koreksy, grzał kąpiele, wołał/przerywał/utrwalał, potem zmagał z powiekszalnikiem - robił styki, wglądówki, powiekszenia, kombinował z kontrastem, maskami, filtrami, gradacjami, naświetlał, znowu wołał/przerywał/utrwalał (tym razem papier), suszył, plamkował, plamkował, plamkował... to MUSIAŁ troche związać sie emocjonalnie z pracą, nad którą tak trzeba było dziko sie naharować!!! I na tym polegała ta magia, na znoju pocie i trudzie, momentach niepewności, czy aby coś sie nie prześwietliło, czy film dobrze wywołany, czy zdjecia ostre, a potem to czary-mary, kiedy w kuwecie coś tam nagle po tylu bojach i trudach zaczynało sie pojawiać... To se ne vrati, teraz tylko BZZZ....PIIIP, PSTRYK - rzut oka na LCD - ooo, ch...jowe - DELETE, BZZZ....PIIIP, PSTRYK, na LCD - może być!, do domu!
Skontaktuj się z nami