No właśnie. Być może NIEKTÓRE wizjery elektroniczne podbijają jasność i działają jak noktowizor (i jeśli tak robią, to chwała im), ale chyba nie wszystkie, w każdym razie nie te, z którymi miałem styczność. W ciemności "ciemność, widzę ciemność" w tych elektronicznych wizjerach - ani nie można porządnie skadrować, ani ustawić ostrości, o ile nie wyceluje się w jakiś punkt światła, o ile taki jest.
I dotyczy to zarówno wizjerów w sensie dosłownym, jak i tylnych ekranów. Po prostu mało co na nich widać w słabym oświetleniu.
Przeszkadza mi też w nich to, że w bardzo kontrastowym oświetleniu nie "spłaszczają krzywej", tak, żeby zniwelować kontrast i wszystko było dobrze widać, tylko widać kompletnie wypalone światła i czarne, zaszumione cienie. Ktoś może argumentować, że wizjer w ten sposób pokazuje, jakie będzie zdjęcie - ale przecież przy odrobinie doświadczenia wiadomo, że taki kontrast jest nie do pokonania na zdjęciu, natomiast przydałoby się dobrze widzieć to, w co się celuje. Celownik lustrzany daje to bez problemu.
Nie jestem ortodoksem w żadnym kierunku - doceniam zalety jednych i drugich celowników, i znam ich wady - i w moim odczuciu dobry celownik lustrzany nadal ma przewagę - w ogólnie większej liczbie sytuacji zdjęciowych - nad celownikiem elektronicznym. W wizjerach elektronicznych bardzo przeszkadza mi rozmazywanie się obrazu, jeśli poruszy się aparatem, np. śledząc poruszający się obiekt. Z jakiegoś powodu efekt ten jest znacznie silniejszy w wizjerach Samsungów NX10/11 niż na ich tylnych ekranach - może dlatego, że wizjer jest LCD, a tylny ekran - AMOLED? Nie wiem, ale przy patrzeniu w wizjer efekt ten wywołuje u mnie nieprzyjemne uczucie, jakby zawroty głowy, i dlatego za tymi wizjerami nie przepadam. Miałem w ręku kilka SLT Sony, i również to zauważyłem i odczułem nieprzyjemnie.
Szukaj



Odpowiedz z cytatem


Skontaktuj się z nami