Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć, bo każdy ma inną definicję atrakcji. Jeden będzie łaził po muzeach, drugi po knajpach, a trzeci po ulicach. Jakby się spiąć, to w jeden dzień można dać radę, zwłaszcza, że w lecie dzień dłuuugi, ale gdzie tu przyjemność.
Z wnętrz widziałem:
Stadshuset - ratusz znaczy się, wnętrza robią wrażenie.
Vasa Musset - galeon Vasa, wydobyty ze szkierów i obudowany budynkiem, warto być wcześnie, byliśmy z siostrą koło 10 weszliśmy bez kolejki, jakieś półtorej godziny nam zeszło w środku i jak wychodziliśmy, to kolejka miała ze sto metrów.
Fotografiska - wspominałem już o tej galerii fotografii
Muzeum średniowieczne naprzeciwko Riksdagu - wjazd za darmo, dla fanów historii Sztokholmu.
Gamla Stan - czyli stare miasto do obejścia w godzinę, jest małe i sporą jego część zajmuje pałac królewski w którym to nie byłem. O 12.15 jest zmiana warty, która tradycyjnie przyciąga tłumy.
Z ciekawych miejsc to Sodermalm, wyspa raczej spora. Mieszkałem w jej wschodniej części.
Kungsholmen - kolejna wyspa, nieco mniejsza od Soderu, trafiłem na mocny deszcz i dopiero jak się nieco wypogodziło, to zrobiło się ciekawie.
Ostermalm - bogata dzielnica, tylko przejechałem się raz rowerem.
Metro - kilka stacji ciekawych zobaczenia, raczej nie na jednej linii i zabiera to z pół dnia.
Jeżeli ktoś jest fluent w langłydżu, a przynajmniej fluent w słuchaniu langłydżu, to polecam Free City Tours. Codziennie są trzy wycieczki, City, Soder i Gamla, oprowadzają wolontariusze z różnych krajów. Ja byłem na City, prowadził Amerykanin Lee, mimo, że lecą wg sztampowych tekstów, to jest ciekawie i jest za darmo, aczkolwiek można dać napiwek przewodnikowi. Sztampowych w tym sensie, że jak moja druga siostra była na City tour w październiku, to były te same teksty co na mojej wycieczce. Od takiego zwiedzania bym zaczął, choć ja dopiero akurat ostatniego dnia pobytu byłem, ale siostra mieszka od ponad roku w Sztokholmie na stałe, to miałem prywatnego przewodnika.
Jeżeli chodzi o koszty wejść w różne miejsca, to magiczną liczbą jest 100. Mniej więcej, choć częściej więcej, tyle koron kosztuje wjazd gdziekolwiek gdzie trzeba płacić. Tyle kosztuje najtańszy transfer z Arlandy (w jedną stronę).
Ciekawostka jest taka, że w Sztokholmie nie trzeba mieć gotówki. Przez cztery dni z małym okładem pobytu nie miałem w rękach nawet pół korony. Wszystko kartą, nawet budki z kebabem na ulicy mają terminal kart. Podobnie zresztą było w Kopenhadze.
Szukaj










Odpowiedz z cytatem







Skontaktuj się z nami