Jest głucha, ciemna bezksiężycowa noc na skraju Puszczy Boreckiej. Dojeżdżamy do celu, kierujemy reflektory samochodu na rozległą polanę pod lasem… Są. Dwa nieruchome światełka w oddali. Patrzą na nas przez chwilę, po czym znikają. Zapalamy czołówki i idziemy, jeszcze jakieś 200 metrów przez polanę, gdzieniegdzie świeżo rozryta ziemia, ale idziemy do celu. W ciemnościach rozstawiam statyw, słychać zbliżający się trzepot skrzydeł, coś dużego i niedostrzegalnego przeleciało tuż nad nami…
Tak zaczął się godzinny pobyt pod amboną na polanie, niestety ogromna chmura przesłoniła północną część nieba, więc powstało tylko kilka zdjęć bez „kręcenia”.
Jak zwykle wszelkie opinie i uwagi mile widziane
Pozdrawiam,
Ania
Szukaj




Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami