Miałem mydelniczkę z magnetofonem, wkrętaczek do regulacji głowicy i cartridge z wgranym programem do tego. Czasem od kumpla pożyczałem stację dysków 5,25" i wtedy to już był wypas. Mikrostyki w joystickach to masowo rozwalałem. Potem się w sprężynki na giełdzie komputerowej zaopatrzyłem i naprawiałem sam.
C64 sprzedałem na studiach, jakieś 10 lat temu, za 50 PLNów.
C64 forever!

"Cuda z deski" - pismo nowoczesnego atarowca.