Ok, LBJ jest wszechstronniejszy, a Miami to rzeczywiście dobra ekipa. Z tego tez powodu uważam, że trzeba było docenić Duranta, któremu ciężej było osiągnąć takie wyniki.
Może źle reaguję na Miami (choć nie nazwałbym tego puszczaniem bąków, raczej wyrażeniem dezaprobaty), ale tylko i wyłącznie dlatego, że nie chciałbym, aby NBA poszła drogą piłkarskiej ligi angielskiej, czy hiszpańskiej - czyli budowania składów za ogromne pieniądze...Wiem, naiwny jestemIrytuje mnie, że ściąga się dwóch bardzo dobrych zawodników i potem chce się panować w NBA na kilka lat...kurczę, tęsknię za czasami, gdy składy budowało się na drafcie i wymianie zawodników, a nie na kuszeniu wielkimi pieniędzmi...Magic , MJ czy Bird nigdy za pieniędzmi nie gonili, budowali własną dynastię - o to mam żal do LBJ, że poszedł na łatwiznę.
Szukaj



Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami