Po dłuższej zimowej przerwie postanowiłem upolować błotniaka stawowego. 15 minut jazdy samochodem, 15 minut marszu i dwie próby ustalenia, czy wróciły z zimowisk ...są...Pierwsza zasiadka - nic, druga to samo . Trzecia i czwarta też niezbyt udane. Mogłem sobie ułatwić wbijając jakieś patyki, ale postanowiłem wykorzystać naturalną scenografię tym bardziej, że widziałem je siedzące na krzaczku przed którym postawiłem namiot. Wracając do samochodu za każdym razem przechodziłem obok wyrobiska żwirowni i chłopcy z obsługi koparki zawsze pytali, czy ryby biorą ? Ja krzyczałem, że niestety nie. Pewnie jeden do drugiego mówił tak :" patrz dupek objuczony szpejami, a g...o złapał" (a miałem ze sobą plecak, namiot, siatkę maskującą i statyw). Na razie jest co jest, nie odpuszczam myślę, że cdn.


1. Samica



2.Samiec



i na dodatek koleżka zając z nieoficjalną wizytą