Szukaj
A jeśli o mnie, to strzał w płot. Co prawda puszki nie utopiłem, ale lampę mi się udało. I zrobiłem tak jak kolega, któremu topiła się puszka. Po tygodniowym pobycie na suchym i przewiewnym strychu wszystko wróciło do normy i lampion działa do teraz bez problemu.
Współczuje koledze, horror!!! Na Twoim miejscu bez eksperymentów szybciutko do serwisu bym wysyłał. Ale jak widzę po postach "szybciutko" to już mineło.
D700, N 24-70 2,8; N 70 - 200 2,8 VR I; N 105 MAcro 2,8,; 2 x SB 900; parasolki dyfuzory i inne bajery
Dotyczy to większości metali i tylko korozji atmosferycznej, w przypadku utopienia puszki mamy jeszcze do czynienia z silną korozją elektrochemiczną do momentu wyjęcia baterii (póżniej w mniejszym stopniu zgodnie z szeregiem elektronapięciowym metali).
W trakcie suszenia puszki destrukcją zajmuje się korozja chemiczna i przebiega tym intensywniej , im więcej soli zostało uwolnione podczas korozji elektrochemicznej, zależy to też oczywiście od stopnia zasolenia wody która aparat został zalany i temperatury otoczenia ( wyższa temperatura = szybsza korozja)
Podczas suszenia mamy dodatkowo korozję atmosferyczną o której wspomniałeś, lecz w przypadku metali używanych w elektronice nie przebiega ona tak gwałtownie jak w przypadku żelaza.
Jeśli utopimy ( nie tylko zamoczymy ) elektronikę należy jak najszybciej odłączyć zasilanie, następnie opłukać sprzęt wodą destylowaną, po czy całkowicie zanurzyć go w wodzie destylowanej (jeśli nie ma destylowanej pod ręką, lepsza jest kranówa od wody morskiej). I w takim stanie dostarczamy to jak najszybciej do serwisu .
Suszenie sprzętu w ciepłym miejscu jest kiepskim rozwiązaniem, powoduje przyśpieszenie korozji chemicznej. Nawet „wysuszony” sprzęt nie będzie „suchy”, ani „czysty” jeśli sole pochodzące z wody i korozji pozostaną na płycie, wchłoną wilgoć z powietrza i utworzy się roztwór elektrolitu.
Jeśli takie „przejście” będzie pomiędzy ścieżkami na płytce, lub nóżkami scalaka mamy zwarcie i to jest odpowiedż dlaczego koledze robert4you trzy na cztery "ożyły".
Czasem może się trafić „fux” jak autorowi wątku i sole nie zdążyły się wytworzyć, lub są ale w miejscu nie powodującym zwarcia.
Dokładnie tak jak piszesz, jak czytam te bzdury o myciu puchy spirytem to padam ze śmiechu. Koledzy chyba zapomnieli o klejonych elementach wewnątrz korpusu, a o silikonowych podkładkach to nawet nie będę wspominał. Dodatkowo wydaje mi się że pierwszym elementem który nie przeżyłby takiego zabiegu to matryca, która jest elementem wielowarstwowym klejonym klejami syntetycznymi.
I to jest prawda, pod którą sie podpisuję. Mam tylko nadzieję, że woda w moim lampionie nie zdążyła dotrzeć do wrażliwych miejsc.
Po zatopieniu puchy w wodzie jedynym "neutralnym" rozpuszczalnikiem jest woda. Całą resztę można kąpać w alkoholu izopropylowym i pochodnych, ale dopiero po rozebraniu na części pierwsze i użyciu rozpuszczalnika adekwatnego do konkretnego elementu. Alkohol etylowy rozpuszcza kalafonię, w pewnym stopniu smary, lakier na płytkach itd. po takiej kapieli powstaje zupa o dość przypadkowym składzie, której zawartość osadzi się na matrycy i optyce.
Dodatkowo wszelkie wykwity solne powstałe na skutek korozji elektrochemicznej (proszę obejrzeć sobie klemy przy akumulatorze samochodowym) pozostaną nienaruszone, lub powstaną w dodatkowych miejscach i mogą byc przyczyną zwarcia podczas próby ponownego podłaczenia zasilania.
Ostatnio edytowane przez ekonet ; 19-03-2011 o 01:41 Powód: orto. ("kompać")
Skontaktuj się z nami