Tydzień w Stambule. Mało. Ale byłem z zoną i 6-miesięczną córką, możliwości poruszania ograniczone, głównie przez duży ruch pieszych, samochodów, ciasne chodniki, wysokie krawężniki (dla wózka). Właściwie to tylko trochę liznęliśmy Sultanahmet, okolice Bosforu, strona azjatycka (najciekawsza, bo bez turystów), Wyspy Książęce.
Nocleg w Sultanahmet (50euro za pokój), przelot Lufthansą z Gdańska via Monachium (1400 zł za osobę).
Do zabytków omijaliśmy kolejki "na córkę". Dziewczynka robiła szał wśród Turków-mężczyzn, każdy ją zaczepiał, gadał "ciu-ciu". Oczy facetom robiły się maślane i momentalnie na jej widok znikała maska obojętności.
Pogoda: na krótki rękawek, chociaż miejscowi mieli już kurtki.
1. Okolice mostu Galata, widok na meczet Sulejmana.
2. Nar - granat, pyszny soczek za 3-5 lir.
3. Istiklal Cadesi - podobno w ciągu dnia przechodzą tędy 3 miliony ludzi.
4. Widok z wieży Galata na Beyouglu.
5. Prom na Bosforze.
6. Misir - kukurydza, tutaj w wersji gotowanej. Na wierzchu wyłożone soczyste, żółciutkie kolby, ze środka pan wyławia malutkie.
7. W Hagia Sophia.
8. Sultanahmet, w bok od głównej Divanoyu.
9. Taniec derwiszów w Muzeum Prasy, na ścianie Ataturk czyta gazetę.
10. Sultanahmet z promu na Bosforze.
Szukaj




Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami