Panowie i Panie, zapominacie chyba o czymś takim co się luzy nazywa, karta w czytniku ma swoje prowadnice, ale tam są pewne luzy i czasem wystarczy odrobinę, aby karta nie trafiła otworami w piny w aparacie. Problem w tym że trzeba jednak użyć trochę siły, aby wepchnąć kartę (opór wchodzących pinów w gniazda w karcie jest pewien) i czasem trudno zorientować się czy użyto wystarczającą siłę do pokonania tego oporu czy nadmierną siłę, która w niekorzystnej sytuacji może spowodować wygięcie pinów. Tylko, że niestety za to nie do końca odpowiada producent aparatu, bo taka jest specyfikacja durnych czytników/kart CF, że mają tyle pinów/otworów. Dlatego też z ulgą pożegnałem złącza ATA w PC (złącza kart CF są bardzo podobne) i przywitałem SATA. Dobrze dla wygody by było, aby pożegnać również archaiczny typ kart CF w aparatach, ale niestety oprócz wad mają też one pewne zalety jak np. szybkość, wielkość gwarantującą możliwość ekranowania itp. Dlatego decydując się na aparat z gniazdami CF powinniśmy być świadomi ich ograniczeń, a nie narzekać że jest tak, a nie inaczej.
Z doświadczenia wiem jednak, że bardzo często w przypadkach czytników kart (czy to SanDiska, czy też różnych chińskich producentów) do wygięcia pinów w gnieździe CF dochodziło z winy użytkownika, bo mimo prowadnic kartę z uwagi na wspomniane luzy dało się (a jak się da to statystyka gwarantuje, że się to wydarzy - wystarczy efekt skali) włożyć kartę krzywo, a wówczas sierotki użyszkodnicy pchali na chama kartę i lipa.
BTW Olympus wymieniał swego czasu (nie wiem jak jest teraz, ale zakładam że się to nie zmieniło) czytniki CF z wygiętymi pinami w swoich aparatach na swój koszt i nic nie marudził, że to wina tego czy tamtego, szkoda że Nikona na taki gest nie stać.
Szukaj





Odpowiedz z cytatem

Skontaktuj się z nami