Jazda w Turcji autem nie należy do łatwych (nie dotyczy mieszkańców Warszawy).
Miałem okazję jeździć trochę autem po Turcji (wypożyczonym) - zarówno po Stambule jak i poza.
Jazda w samym Stambule niewiele różni się od jazdy po Warszawie w godzinach szczytu (jestem spoza Warszawy i Stambułu). I tu i tu trzeba się wpychać, jeździć szybko i pewnie. Między obydwoma miastami jest jednak różnica - w Stambule, jeżeli nagle skręcasz i zajeżdżasz komuś drogę oznacza to, że widać miałeś taką potrzebę, żeby tu skręcić. Kierowca, któremu się ładujesz pod auto zwolni i wpuści cię - no oczywiście naciśnie na klakson, ale ponieważ robi to odruchowo co 15 sekund, nie ma to specjalnego znaczenia. W Warszawie nikt cię nie wpuści, każdy jedzie do przodu tak, jakby od tego zależało życie jego i jego rodziny.
Jeżdżąc autem w Turcji (to samo zaobserwowałem w kontynentalnej wschodniej części Grecji) na prowincji znaczna część kierowców przestrzega higieny świetlnej - nie używaj świateł swego auta nadaremnie - ale i do tego można się przyzwyczaić.
Jak dla mnie najciekawszym zjawiskiem był "wszechogarniający spokój ducha kierowców". W Stambule blisko centrum jechałem 3 pasmową ulicą, na której dwa pasy zajęte były przez parkujące na stałe auta. W pewnym momencie dojechałem do miejsca, gdzie na środku trzeciego pasa (po którym odbywał się ruch) stało auto bez kierowcy, ale z włączonym silnikiem. Za nim stały ze trzy inne auta. Postaliśmy jakieś 5 minut - nie dało się wycofać - ulica jednokierunkowa i z tyłu ktoś jeszcze podjechał. Wszyscy spokojnie stali, czekali (tylko ja byłem wkurzony - na wakacjach przecież szkoda czasu). Po tych 5 minutach od stolika z kawiarenki (usytuowanego notabene na jednym z pasów ulicy) wstał gość, zabrał jakiś pakunek, wsiadł do auta blokującego ruch i pojechał. Reszta ruszyła bez słowa takk, jakby nic się nie stało. Po tym zdarzeniu rozmawiałem z recepcjonistą w hotelu i mówił on, że to nic niezwykłego - gość zatrzymał auto na środku ulicy bo MUSIAŁ SIĘ NAPIĆ KAWY I COŚ ZJEŚĆ. Przecież jakby nie musiał, to by się nie zatrzymywał. W Polsce dawno by gościa zlinczowali a auto zepchnęli.
W Turcji, pomimo pozornej nerwowości w jeździe i wydaje się wszechogarniającego chaosu panuje jakaś inna życzliwość i zrozumienie dla uczestników ruchu, ogólnie: Masha'Allah.
Szukaj






Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami