Witam ponownie
Rano nie chciało mi się wstać, ale w końcu się przełamałem i wstałem z łóżka. Szybka toaleta, sprzęt w rękę i do samochodu. O piątej byłem na lotnisku, gdzie wczoraj fociłem zające, jednak dzisiaj nic nie było, nie licząc mgły. Trudno. Pojechałem na łąkę, na niej też pusto, ale kiedy słońce wyszło zza drzew i pięknie oświetliło łąkę, można było pobawić się z pajęczynkami i trawami w porannej rosie. Następnie ponownie zajechałem na lotnisko, ale znowu nic nie było. Trochę zdenerwowany, pojechałem na drugą łąkę. Z drogi widziałem rocznego kozła, jednak odległość była wybitnie nie fotograficzna, a i tak zwierz dostał wiatru ode mnie i dał susa w las. Szkoda, ale nie zrażając się niepowodzeniami, brnę w wysokich i mokrych trawach skrajem łąki. Zbliża się wpół do siódmej. W końcu w trzcinach widzę, jakiś ciemny punkt. Lornetka do oczu i sylwetka zwierza wskazuje na dzika. Rozpoczynam podchód. Trochę daleko ale dam radę. Kiedy byłem już blisko dzika, wychylając się zza malutkiego cypelka spłoszyłem kilka innych dzików, jednak ten pasący się na łące, nawet nie zareagował na swoich pobratymców i w najlepsze oddawał się konsumpcji. Spłoszone czarnuchy po chwili wróciły. Były co najmniej 4 sztuki, w tym dwie lochy. Jedna karmiła w krzakach prosiaki, których było razem około 20 sztuk, z dwóch macior. Słychać było aż mlaskanie Dzikusy nie bały się migawki i pozwoliły sobie na wykonanie dużej ilości zdjęć. Później się wycofałem nie płosząc watahy

1
2
3
4
5 to zdjęcie zostało tylko przycięte do pionu
6
7

Wszystkie zdjęcia to pełne kadry z 300mm, oprócz 5 i 7 (ta bardziej dokumentacyjna)

Proszę o komentarze

Pozdrawiam
Sławek