Jeżeli zarejestruję domenę w Polsce jakiejś znanej korporacji i nie ma tam żadnych obraźliwych tekstów przeciw tej korporacji to mnie mogą pocałować w nos. Należy ona do mnie i tyle i żadna korporacja/ znana osoba, która później sobie przypomni że dobrze byłoby mnie wyrzucić z tego adresu nie ma nic do tego. Zwykłe prawo własności, a nie ma tu interesu publicznego, aby mnie wywłaszczyć pod np. budowę autostrady. Mogę im zaproponowac potem odsprzedaż domeny za np. 1 mln złotych - jestem właścicielem i ja ustalam cenę, oni mogą ją kupić lub nie.
Jeżeli jednak na tej stronie bawię się w obraźliwe działania przeciw tej osobie/ korporacji to wówczas może mi wytoczyć ewentualny proces i tak np. miało miejsce w przypadku Julii Roberts i wielu innych - to taki najsłynniejszy chyba przykład cybersquatingu.
Szukaj




Odpowiedz z cytatem
Skontaktuj się z nami